wtorek, 4 października 2011

O tych co stoją, by żyć

Na początku 1982 roku, w związku z trudną sytuacją wewnętrzną w kraju, w Argentynie powstał plan przeprowadzenia zwycięskiej operacji zbrojnej, która, w przypadku sukcesu, mogłaby poprawić marny społecznie wizerunek rządu, oraz, przy okazji, przywrócić być może spokój wewnętrzny. Łapiąc się tego pomysłu, jak pijany płotu, władze w Buenos Aires zdecydowały, że efekty owej operacji będą tym mocniejsze, im mocniejszy będzie przeciwnik, i na przeciwnika wybrały Wielką Brytanię. W marcu 1982 roku więc wojska argentyńskie zaatakowały leżące na południowym Atlantyku i należące do Wielkiej Brytanii wyspy, zwane Falklandami i natychmiast ogłosiły je swoim terytorium. W odpowiedzi na ten gest, Margaret Thatcher wysłała w ten rejon odpowiednie wojska, i w ciągu kolejnych trzech miesięcy załatwiła sprawę. Zgodne z oczekiwaniami swoich mieszkańców, Falklandy pozostały pod brytyjskim zarządem, a rząd w Argentynie upadł i, jak to świetnie znamy z rozlicznych bajek, wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Przypomniała mi się ta wojna wczoraj, kiedy obejrzałem już sobie rozmowę, jaką z Jarosławem Kaczyńskim przeprowadzić nagle zapragnął Tomasz Lis. Jednak, wbrew temu, co wielu z nas może sobie wyobrażać, wcale nie chodzi mi o to, że premier Kaczyński Lisa rozgromił, skompromitował i wysłał na księżyc. Nie chodzi mi też o to – a to już jest przecież sprawa bardzo poważna – że właśnie w dniu wczorajszym, publicznie i ostatecznie, zostało skompromitowane dziennikarstwo, jakie znamy z najnowszej historii Polski. Oczywiście, wszystko to prawda, w dodatku prawda chyba bardzo powszechnie przyjęta, jednak ja akurat mam w głowie trochę co innego. Otóż wciąż nie mogę przestać myśleć o tym, że przynajmniej do czasu kiedy to roztrzęsiony Tomasz Lis zwrócił wreszcie Jarosławowi Kaczyńskiemu uwagę, że Angela Merkel nazywa się „Angela”, a nie „Andżela”, ten – z autentyczną satysfakcją, i jeszcze bardziej autentycznym wesołym błyskiem w oku – używał formy „Andżela”.
Ktoś powie, że Jarosław Kaczyński to tępy burak, któremu to, czy Angela Merkel nazywa się Angela czy Andżela, jest dalece obojętne, a fakt, że tego nie wie, świadczy o nim jak najgorzej. Otóż nieprawda. Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że Jarosław Kaczyński świetnie wie, jak się wymawia imię kanclerz Niemiec, tyle że uznał za świetny pomysł, by udawać, że jest inaczej. Po co? Dlaczego? Odpowiedzi może być wiele, natomiast ta która mnie osobiście podoba się najbardziej, jest dziecinnie prosta – bo tak! On postanowił udawać, że akurat mu wyleciało z głowy, że ta pani to Angela, a nie Andżela, bo tak. Bo kto mu zabroni? Kto mu co zrobi? A że Merkel może się obrazić? Tym lepiej. Niech się gniewa.
Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia kwestia, czy Jarosław Kaczyński sam sobie to wszystko obmyślił, czy może ktoś mu ten pomysł podrzucił? Powiem szczerze, że nie mam pojęcia i nie bardzo też mnie to interesuje. Liczy się bowiem efekt, a efekt jest przepiękny.
Co to wydarzenie ma wspólnego z wojną o Falklandy? Otóż proszę sobie wyobrazić, że jest informacją jak najbardziej oficjalną i publicznie znaną, że przez cały okres trwania tego konfliktu, Margaret Thatcher ani razu nie wypowiedziała w sposób poprawny nazwy Argentyny. Przez wszystkie miesiące, kiedy to Argentyna próbowała odebrać Wielkiej Brytanii należące do niej wyspy, premier Thatcher wymyślała kolejno coraz to nowsze sposoby wymawiania słowa „Argentyna”, byleby nie zrobić tego tak jak należy, najczęściej zresztą ograniczając się do przezabawnego „ardżentajna”. Oczywiście, że ona wiedziała jak się to-to czyta, tyle że pomysł by udawać, że jest inaczej przeważył. Czy słusznie? W moim odczuciu jak najsłuszniej. Wręcz znakomicie. Czemu? Bo tak. Bo ona tak sobie własnie zażyczyła i na to, by sobie właśnie tak zażyczyć, ją jak najbardziej było stać. Między innymi przez tego typu demonstracje siły i woli, zyskała sobie Margaret Thatcher przydomek „żelaznej damy” i dzięki im własnie weszła jako owa żelazna dama do historii współczesnego świata.
Tak jak dziś, do historii swoje miejsce w historii uzyskuje Jarosław Kaczyński.
Dla większości czytelników tego bloga, to co napisałem wyżej, zapewne całkowicie wystarczy, domyślam się jednak, że są też tu i tacy, co są i bardziej dociekliwi i chcieliby wiedzieć, co z tego? Co z tego, że Jarosław Kaczyński tak fatalnie postanowił upokorzyć Angelę Merkel? Otóż na to pytanie mogę odpowiedzieć przywołując tu niedawno rozegrany półfinał turnieju tenisowego w Nowym Jorku, kiedy to Djokovicz pokonał Federera i awansował do finału. Było 2 – 2 w setach i Federer miał kończący już gem. W pewnym momencie – trzeba przyznać, że w sytuacji praktycznie dla wyniku meczu już bez znaczenia – Djokowicz odebrał podanie Federera, którego odebrać nie mógł, i którego odebrać nikt inny by nie potrafił. I wtedy, mimo że praktycznie już bez szans na wygranie tego pojedynku, Djokovicz uniósł ręce w górę i zaczął tryumfalnie prężyć się przed publicznością. Jestem pewien, że większość obserwatorów sądziła, że Djokovicz to zrobił, bo już mu było i tak wszystko jedno, a że jest wesołym i sympatycznym człowiekiem, postanowił, że co mu szkodzi? Otóż nie. On to zrobił z pełnym wyrachowaniem, bo wiedział, że Federer jest w tym momencie maksymalnie skoncentrowany, skupiony i zanurzony w grze, i że ten przedziwny gest ze strony przeciwnika go zwyczajnie zastanowi. A skoro zastanowi, to zdekoncentruje. A skoro zdekoncentruje, to i pogrąży. No i okazało się, że miał rację. Od tego momentu, Federer przestał grać i ten pojedynek błyskawicznie skończył się tak, jak się skończył.
Bo tak to się właśnie dzieje. Są dziedziny życia, w których sukcesy odnosi tylko silna wiara i wielka determinacja. Wiara i determinacja. Kto jej nie ma, może co najwyżej od czasu do czasu gdzieś tam aspirować. A jeśli ktoś wciąż tego nie rozumie, to nie moja już wina.

Tradycyjnie, proszę o kupowanie książki i wspieranie tego bloga finansowo. Dziękuję

39 komentarzy:

  1. Dżokowicz - niestety - faktycznie dobrze to wtedy rozegrał. Dla fanów Federera pocieszające jednak mogło być to, że w finale nie wygrał Rafal Nadael.

    OdpowiedzUsuń
  2. @raven59
    Właśnie ktoś zacytował Cię pod tymi prawyborami na slask.naszemiasto, że codziennie wysyłasz z dwóch komputerów głosy na moją kandydaturę. Jeśli to prawda, to przede wszystkim nie rób tego, a poza tym się tym nie chwal. Bo nie ma czym
    Oni się tam teraz ze mnie śmieją. I mają rację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kaczyński i Thatcher - piękne i celne porównanie! Kiedyś czytałem, że Anglicy perfekcyjnie opanowali umiejętność "niewiedzy" o sprawach choćby najbardziej oczywistych, jeśli tylko z jakiegoś powodu uznają, że tego wiedzieć nie wypada. Przykład polski mógłby być np. taki, że ktoś mi mówi coś o Palikocie, a ja w najzupełniej przekonujący sposób utrzymuję, że nie wiem, kto to taki i jestem wręcz poirytowany zawracaniem mi głowy jakąś nieistotną dla mnie osobą. Z kolei przykład z literatury to Wokulski, który w trakcie posiłku u hrabiego udaje, że nie wie, jakich sztućców należy w danym momencie poprawnie użyć. Reakcja drugiej strony okazała się bardzo pouczająca.

    I ja czasem stosuję taki manewr - niby z dziecinnej przekory, ale czasem wychodzi z tego coś ciekawego, nierzadko smutna lekcja o ludzkiej małostkowości. Dodam, że nie dogaduję potem cwaniacko "tylko cię sprawdzałem" - bo przecież nie o to tu chodzi. Mamy więc pewien kod kulturowy, który dla osób na pewnym poziomie powinien być w zupełności zrozumiały (skoro dla mnie jest, a ja jestem naprawdę przeciętną osobą).

    Trzeba dodać, że poprawianie w prostych kwestiach osoby o wybitnej erudycji, a taką jest Jarosław Kaczyński, jest szczególnie ryzykowne, bo łatwo wyjść na gbura i prostaka. I to właśnie - jak widać - zrobił Lis.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, ta Andżela, to było czadowe. I jeszcze, zacytuję z pamięci, kiedy Lis spytał, czy to, co JK mówi i pisze o Andżeli, nie utrudni mu ewentualnych z nią rozmów i kontaktów, na co JK radośnie odpowiedział, że przeciwnie, ułatwi. To było jeszcze fajniejsze, chociaż pan Lis najwyraźniej nie zrozumiał. Bo pan Lis jest typem ruskiego buca, który każdemu, kto stoi nad nim, będziee właził w d…, a każdego, kto w jego mniemaniu jest pod nim, będzie traktował podle. Ot tak, nawet bez żadnego wyraźnego powodu. Tak ma.

    Kiedyś mój kolega spotykał się z dziewczyną, która zostawiła go dla Ukraińca imieniem Taras. Pracowaliśmy razem, on, ja i ta dziewczyna. I on nie powiedział nigdy o tym Tarasie inaczej, jak Balkon, albo Parapet. Mylił się po prostu ;) Taras niedługo potem zniknął z horyzontu i wszystko wróciło do normy.

    OdpowiedzUsuń
  5. @gerrero
    No faktycznie niestety. Ale przyznać trzeba, że to było niezwykłe.

    OdpowiedzUsuń
  6. @filozof grecki
    No. Kiedy przyszedł mi do głowy ten tekst, też pomyślałem sobie o tym, że to porównanie jest wręcz idealne.

    OdpowiedzUsuń
  7. @redpill
    Właśnie tak. Cieszę się bardzo, że się tu tak dobrze rozumiemy.

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah
    To taki żart, jak z tym pistolecikiem Kaczyńskiego, rzucony w komentarzu w notce promującej Twój blog -
    No i znowu - Toyah !
    "Młodzi Demokraci" znają się na żartach jak Lis...

    OdpowiedzUsuń
  9. @raven59
    Dzięki Bogu!
    Na to też liczyłem. Stąd to zastrzeżenie, że "jeśli to prawda".

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah
    Mogłam oglądać, a właściwie słuchać tylko fragmentu tej rozmowy,gdzieś w środku programu, i od razu uderzyła mnie niebywała, lodowata wręcz nienawiść w głosie Lisa. Czegoś takiego jeszcze nie słyszałam. I pogodne brzmienie głosu Jarosława. Głos jednak mówi więcej niż tzw. mowa ciała, nad którą można panować. Zaraz sobie na dobranoc z rozkoszą obejrzę nagranie.
    Wszystkich pozdrawiam, a zwłaszcza synów marnotrawnych.
    Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  11. @Marylka
    Głos i jednak twarz. On się tylko raz w czasie tego programu uśmiechnął. Na samym początku.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah

    To, min., lubię u Prezesa bardzo. Bo mam to samo i Ty również się na tym parokrotnie przewiozłeś.
    Prezes lubi jątrzyć i jego sarkazm jest jak najwyższej próby. Nieskromnie powiem, że jest to cecha ludzi o pewnym typie osobowości i inteligencji.
    Więc Prezes najbardziej lubi jątrzyć nadętych bufonów i głupków. Ja takiego Lisa jeszcze nie widziałem. Bliski był, jak już napisałem, aby się rozryczeć albo rzucić na Kaczyńskiego z pazurami, popiskując jak wszystkie zdesperowane tchórze: - Nienawidzę cię! Nienawidzę cię!

    Wybór zaczepki też przepiękny - ANDŻELA. To natychmiast ustawia sprawę w należytych proporcjach i ośmiesza całą politykę ferajny Tuska.
    I oczywiście dnia następnego była kontynuacja, gdy Prezes zapytał Sobienieckiego - cyngla TVN24, czy jest dziennikarzem polskim czy niemieckim.
    Więc przy okazji ustawił sobie nie tylko politykę zagraniczną rządu ale również lojalność narodową koncernu ITI (przypominam, rządzonego ze Szwajcarii i Holandii).
    Dziś od rana, niezawodny Kuźniar przyniósł do studia rozmówki polsko-niemieckie i zaczął poranek od Guten Tag.

    Takie właśnie niby pozorne, wypowiadane mimochodem wrzutki Prezesa ustawiają wrogów na pozycjach, gdzie Prezes sobie życzy. Durnie łykają wszystko jak karpie, a naród ma uciechę.

    Życzę Prezesowi, by wyprowadzał ich z równowagi wszędzie, gdzie tylko się da. Choć po prawdzie, to już nie jest taka wielka sztuka, bo oni są już tak spięci i podminowani, że trzask zapałki odbierają jak wybuch głowicy nuklearnej.

    Patrzmy im dokładnie na spodnie z tyłu - niejedne już są brązowe.

    OdpowiedzUsuń
  13. Margaret Thatcher miała w tym pierwowzora najlepszego w postaci Winstona Churchilla. Nie wymawiał słowo 'Nazi' 'naaht-see' ale 'nahzee'. Bądż 'nayz-eye'. Byle nie poprawnie.

    @filozof grecki:
    Palikot? Przepraszam - kto to za taki?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Michael Dembinski
    Jaki znowu Palikmiot? Może to jakiś nowy raper spod Kielc? Nie mam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Toyah
    Rzeczywiście, była wyjątkowa jedność głosu i twarzy. Początkowego uśmiechu nie zauważyłam. On już przed programem zamanifestował wrogość przepędzając jedną z kandydatek i dzięki temu Kaczyński wiedział, jaką grę z nim prowadzić. Było świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @jazgdyni
    Z tymi dziennikarzami to w ogóle jest problem, bo oni są głupi w sposób zupełnie dramatyczny. Kaczyński im grzecznie mówi, że jako polscy dziennikarze, powinni reprezentować interesy polskie i nie stawiać się w roli niemieckich adwokatów, a oni na to zaczynają demonstracyjnie mówić po niemiecku? Jaka tu logika?
    Ale to jest to samo zjawisko, co w przypadku tej Kanady, gdzie szef policji zaapelował do miejscowych dziewcząt, żeby się mnie stroiły jak kurwy, bo się narażają na kłopoty, a na to cała reszta, w dowód solidarności, za kurwy się przebrała.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Michael Dembinski
    Pomyliłeś się, mój drogi. On się nazywa Palikąt.

    OdpowiedzUsuń
  18. @filozof grecki
    Jemu chodziło o Palikąta. Tego polityka z Bingoraja.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah

    Co do głupoty dziennikarzy, a pana Lisa w szczególności, zgadzam się w stu procentach.

    Natomiast funkcjonariusze TVNu to bezwolne, nakręcone marionetki, o bardzo specyficznym sposobie rozumowania.
    Czy zauważyłeś, że tam wogóle nie mówi się prosto i wprost. Tam zawsze jest coś zawoalowane, z drugim dnem, jakaś podpucha albo naprowadzanie na tezę akurat obowiązującą.
    Więc teraz przez parę dni będziemy mieli dyskusje i panele o stosunkach polsko-niemieckich, bo im się wydaje, że ustrzelili zająca.
    A ustrzelił się Lis i trzeba ratować kolegę.

    OdpowiedzUsuń
  20. @jazgdyni
    Mnie się najbardziej podoba to, że oni od wczoraj robią Kaczyńskiemu darmową reklamę tej książki. Ja już wyobrażam sobie tę tłumy walące do empików, żeby sobie poczytać, co on tam jeszcze mówi o Merkel. Albo o Szczypińskiej. I już po chwili dochodzące do wniosku, że ten Kaczor to jednak swój chłop.
    Powtarzam. To w jaki sposób media robią tę kampanię, stanowi kopię tego co 20 lat temu zgubiło Mazowieckiego. Teraz już tylko należy czekać aż w sobotę Gazeta Wyborcza opublikuje artykuł ojca Zięby pod tytułem 'Dziesięć przykazań rozumnego wyborcy' i koło się zamknie.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Toyah

    No, niby tak.
    Ale już tak jestem, że mam taki podskórny niepokój, że oni będą próbowali jeszcze przez te 4 dni wywinąć jakiś chamski numer.

    Jarosław Kaczyński zawsze był swoim chłopem, tylko dla ludzi na pewnym poziomie. Nie, nie tylko intelektualnym, ale przede wszystkim na poziomie podstawowych wartości.
    Odrzucają go bezwzględnie (czego przykłady mam nawet we własnej rodzinie) ludzie o naturze krętackiej i przyzwyczajonych do kombinowania. Ci się go wprost panicznie boją i nie dopuszczają do żadnej merytorycznej dyskusji.
    A ile jest w kraju ludzi skorych do kombinowania? Obawiam się, że za dużo.


    Ps. Właśnie kupiłem książkę. Może Coryllus ma na stanie coś z Twoją dedykacją?

    OdpowiedzUsuń
  22. @jazgdyni

    "..ludzie o naturze krętackiej i przyzwyczajonych do kombinowania.."

    nie do końca się z Tobą zgadzam. Ja też mam w rodzinie sporo kuzynów i wujostwa, reagujących na Kaczora jak Lis, czy to są osoby o naturze krętackiej? Właśnie najbardziej zadziwia mnie to, że nie. Zazwyczaj nie.

    Przez ostatnie tygodnie prowadziłem dyskusję, miłą, sympatyczną, na argumenty. Wuj jest działaczem PO z Sopotu. Jest też "spokojnym katolikiem" i "rozmiłowanym w bliźnim". A skończyło się epitetami: "dewiant Jarosław" i określeniami: "Komorowski państwowiec", a wszystko to podlane cytatami z Ewangelii..

    Jesteśmy Narodem ogromnie podzielonym. Przynajmniej w tym punkcie, IM się udało..

    OdpowiedzUsuń
  23. @tompsi
    W wielu rodzinach tak jest. Takie ostre podziały w rodzinach były też przed wojną - po linii Piłsudski-Dmowski. Zasadnicze wybory dokonały się w okresie zaborów. I mają one wiele wspólnego z tym, co jest dziś. To jest niemożność porozumienia między wielkim i małym duchem, mówiąc górnolotnie.

    OdpowiedzUsuń
  24. @jazgdyni
    Miło mi. Niestety, tych książek, co on je ma u siebie, nie podpisywałem. Sam w domu w tej chwili też nie mam ani jednego egzemplarza. Nawet swojego.
    Co do ludzi-krętaczy, nie sądzę. Problem w tym, że tam jest naprawdę dość dużo ludzi autentycznie miłych i prostolinijnych.

    OdpowiedzUsuń
  25. @tompsi
    Otóż to. Gdyby ci co nienawidzą Kaczyńskiego byli źli - problem byłby zamknięty. Niestety, oni często są dokładnie tacy sami jak my, tyle że w pewnym momencie czegoś nie zrozumieli, coś przegapili, i są tam gdzie są.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Marylka
    Może tak. Może to jest właśnie kwestia ducha.

    OdpowiedzUsuń
  27. @tompsi & all

    Oczywiście. Dokonałem zbytniego uproszczenia.
    Kaczyńskiego nienawidzi również wielu porządnych ludzi. I, Bogiem a prawdą, zadaję sobie często pytanie - dlaczego?
    Najprostsza odpowiedź, która mi się nasuwa, to fakt, iż chyba są to ludzie niezbyt silni psychicznie i już niestety nieco zindoktrynowanych.
    Zdrowy rozsądek, trzeźwe spojrzenie i zasady logiki, oczywiście dodatkowo trzymając się niezłomnie zasad kultury łacińskiej, czy chrześcijańskiej, dowodzi, że Jarosław Kaczyński jest w Polsce jedynym mężem stanu tego formatu.
    Widzą to bardzo dobrze Niemcy i Rosjanie i strasznie im to nie w smak.

    Opozycja wobec Jarosława Kaczyńskiego, jeżeli za tym nie idzie interes osobisty, jest dla mnie wielką enigmą i nie spodziewam się tego po ludziach zdrowych i inteligentnych.

    OdpowiedzUsuń
  28. @all
    Przyłączę się do dyskusji o wyborcach PO (cały czas przed obejrzeniem wywiadu).

    Jeśli skupić się na tej części naszego społeczeństwa, którą stanowią porządni ludzie, którzy nadal nienawidzą Kaczyńskiego i wierzą w uczciwość Tuska/Komorowskiego, to jest to ciekawy problem. To ta sama kategoria, która w czasach UW wierzyła w posłannictwo tej partii, a serce im miękło na widok Kuronia. Przede wszystkim to są ludzie odbierający politykę bardzo powierzchownie. Idzie za tym najprostsze rozumowanie: system komunistyczny był zły, opresyjny, telewizja kłamała. Zmieniliśmy go na system zachodni, dlatego są swobody, a telewizja mówi co chce jak to w kapitalizmie - cenzury i propagandy już nie ma.

    Znałem i znam wielu ludzi o tym sposobie myślenia i nie są to ludzie, którzy nienawiść do Kaczyńskiego mają głęboko przemyślaną i wewnętrznie uporządkowaną. Biorą za dobrą monetę najgłupsze hasła z tv, np. "jestem za Komorowskim, bo on ma dużą rodzinę, a Kaczyński - nie". Wierzą w politykę miłości i wieczną zgodę z państwami sąsiednimi za "małe" ustępstwa.

    Zwróćmy uwagę, że nawet taka tania propaganda, która omotała tych ludzi, wymaga wysiłku, by się z niej wyzwolić: czytania niezależnej prasy, portali, blogów; a przede wszystkim wymaga zdolności intelektualnej do wyzwolenia się z utartych dróg myślenia. Tak było przez całe lata. Ostatnio ta propaganda sypie się przeraźliwie, dlatego muszę dodać jeszcze jedno o tzw. porządnych wyborcach PO. Ci z nich, coraz mniej liczni, którzy jeszcze nie zauważyli, że media ich okłamały i pozostają przy PO, cóż... nie są bardzo mądrzy, intelektualnie co najwyżej przeciętni. Przykro mi to mówić, ale taka zależność jest coraz bardziej widoczna (piszę na podstawie mojego otoczenia). Ta reszta, gdy wreszcie PO padnie z takim hukiem, jak kiedyś UW, nawet nie będzie bardzo rozumiała, o co właściwie chodzi i skołowana będzie czekać na jakiekolwiek nowe wskazówki z medialnego mainstreamu.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Marylka

    ja bym aż tak głęboko nie sięgał, bo ta "niemożność" dotyczy często relacji ojciec-syn. Natomiast jeśli chodzi o ducha to zgoda, tak. Tylko który to jest ten wielki, a który mały..?

    Za każdym razem, jak odpowiadałem wspomnianemu wujowi z peło, zastanawiałem się, ile jest we mnie wyniosłości i pogardy dla tego intelektualnego lenistwa.
    Właśnie o to chodzi. Wuj wywodzi się ze środowiska przedwojennego harcerstwa, głęboko patriotycznego, jego ojciec był "endekiem". Piszę w cudzysłowie, ponieważ słowo nabrało wiele znaczeń, zwłaszcza przez działalność środowiska giewu. Jak to się dzieje, że syn, mając intencje jak najbardziej szlachetne, dochodzi do tak makabrycznych, z mojego punktu widzenia, wniosków, i z tym się nic nie da zrobić, bo jest tylko agresja i agresja.

    Ja to sobie tłumaczę na swój użytek, że to jest psychologiczny lęk przed przyznaniem racji: im bardziej ktoś się myli, tym bardziej trudno mu jest z tej sieci wyzwolić.
    Jednak ostatni jego mejl mnie rozłożył na łopatki..

    OdpowiedzUsuń
  30. @tompsi
    Nie potępiaj się za pogardę dla intelektualnego lenistwa. Ono jest najgorszą plagą.

    OdpowiedzUsuń
  31. @All

    Istnieją jeszcze dwa typy porządnych obywateli, którzy popierają PO.
    - pierwszy, to młodzi, jeszcze bez mocnego ukształtowania osobowości, lecz za to pozostający pod ogromną presją otoczenia. Rozumiem ich, że trudno się im przeciwstawić mentalnemu naciskowi i wybierają łatwy konformizm,
    - drugi, to ludzie starsi, często zatwardziali pieniacze i generalnie przekonani do swoich racji i poglądów, więc bardzo rzadko przyznający się do pomyłki, czy błędu. Takich zatwardziałych staruszków (i staruszek jest dosyć sporo, ba, nawet znacznie młodszych ludzi).

    OdpowiedzUsuń
  32. @all
    To ja tu dorzucę swoje trzy grosze. Oczywiście, jest w tym duże uproszczenie, ale wydaje mi się, że te podziały mają swoje źródło w roku 1990. Generalnie rzecz biorąc, ludzie którzy w roku 1990 poparli Mazowieckiego przeciwko Wałęsie, dziś nienawidzą PiS-u. Ówczesna nienawiść do Kaczyńskiego była w nich przez te wszystkie lata starannie pielęgnowana i dziś im się jest bardzo trudno spod niej wygrzebać.
    Oczywiście są też wśród nas osoby, które zawsze były mniej lub bardziej obojętne, są też tacy, co zmienili sympatie. Generalnie jednak, dzisiejsi zwolennicy Platformy, to stara udecja.
    Pozostaje kwestia, czemu oni się tak zawzięli? Otóż wydaje mi się, że to jest tak zwane zaleganie afektu. Ówczesna porażka Mazowieckiego była dla nich takim ciosem, i to ciosem tak niespodziewanym, tak wbrew ich całej wiedzy i ich rozumowi, że oni wciąż zwyczajnie cierpią i za te swoje cierpienia, winą obciążają Kaczyńskiego.
    To że dziś tak łatwo uwierzyli w wielkość Wałęsy, świadczy tylko o tym, że chyba mam rację. Wałęsa się przyznał, że wtedy nie miał racji. I to im w pełni wystarczy.
    Mamy jeszcze młodych, którzy tamtych czasów nie pamiętają. Czemu oni lubią Tuska? Czemu nie znoszą Kaczyńskiego? Ich powody są powodami ich rodziców sprzed lat. Potrzeba przynależności. Ale to już zupełnie inny temat.

    OdpowiedzUsuń
  33. Wracając do tematu "obiektywni dziennikarze" (którzy zreszta "są z nami") vs. PiS, to piękna ustawka miała miejsce w Polsacie News po 19.00. Telewizyjna Gugała była kopana w rzyć przez Hofmana aż hadko było oglądać. kto nie widział niech żałuje. Albo poszuka na sieci. Prima!

    OdpowiedzUsuń
  34. @zawiślak
    Żałuję. Poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  35. @All
    Czy zna ktoś z Was niemiecki?
    Pod tekstem Mirosława Kraszewskiego w NE zamieszczony jest link z prasy niemieckiej o przeszłości Andżeli Merkel.Z tego co zrozumiałam korzystając z debilnego googlowego autotłumacza, jest tam właśnie to, co sugerował Jarosław Kaczyński.Byłoby świetnie to przetłumaczyć i puścić w Polskę!

    OdpowiedzUsuń
  36. A, przepraszam, oto link:
    http://www.mmnews.de/index.php/politik/7579-wer-ist-angela-merkel

    OdpowiedzUsuń
  37. @Marylka
    A ja już tak mam, że skoro Kaczyński powiedział co powiedział, to znaczy, że tak jest. Co oczywiście nie zmienia faktu, że każdy dowód się przydaje.

    OdpowiedzUsuń
  38. AToyah
    Ale nie wszyscy tak mają. Niech wiedzą, że to sami Niemcy upubliczniają tajny życiorys Andżeliki.
    Poza tym to ciekawe. Choć plotka, że była córką Helmuta, w dodatku przedstawianego jako żyda, pachnie zwykłym maglem.
    Ale kto ich tam wie? Czy komu z nas wpadło kiedy do głowy, że poczciwy Dawid Warszawski był synem najniebezpieczniejszego sowieckiego szpiega w Stanach Zjednoczonych?

    OdpowiedzUsuń
  39. @Marylka
    O tak! Dobrze że wspomniałaś tego Warszawskiego. Mamy swoje lata i pamiętamy wiele.
    Dawid Warszawski. Bohater naszej walki. Ale oni nas rozpoprowadzili. Szlag by trafił tę naszą naiwność!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.