Posty

Kto im przyniósł ten kij, kto im podkuł te buty

Obraz
  Cudem zupełnym odnalazły się dwa jeszcze egzemplarze mojej książki „Palimy licho, czyli o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji”, z nadzwyczajnym wstępem naszego księdza Rafała Krakowiaka, i dziś już praktycznie nie do zdobycia. Jeśli ktoś jest gotów za nią zapłacić 200 zł, bardzo proszę o kontakt pod adresem k.osiejuk@gmail.com. Dla przypomnienia, o czym mowa, powracam do tekstu jeszcze sprzed ośmiu lat, jak najbardziej w temacie i niestety wciąż na czasie.           Żona moja wprawdzie, ile razy zaczynam coś pomrukiwać na temat tego, że kiedyś było lepiej, na mnie krzyczy, a co gorsza robi to dokładnie w taki sam sposób, jak to ma w zwyczaju w chwilach, kiedy ją informuję, że mnie bolą nogi, albo, że w ogóle jestem zmęczony. Dlaczego „co gorsza”? Dlatego mianowicie, że to wskazuje wyraźnie, iż nie mamy do czynienia ze sporem intelektualnym, ani nawet historycznym, ale ze zwykłym stwierdzeniem faktu, że moje opinie nie mają tu żadnego znaczenia, bo jestem starym, wiecznie marudzą

O Kusym i jego dzieciach

Obraz
  Dziś przedstawiam Państwu swój najnowszy felieton z "Warszawskiej Gazety". Powinno być mocno.        Stało się że postanowiłem sprawdzić co słychać na niesławnym Onecie i stamtąd właśnie dowiedziałem się, że w Wielkiej Brytanii powstał telewizyjny program zbudowany na następującym pomyśle. Otóż na scenie ustawionych jest pięć kabin, w których znajduje się pięć raz to kobiet, raz mężczyzn, kompletnie nagich, których genitalia są kolejno oceniane pod kątem atrakcyjnosci przez biorących udział w zabawie kobietę lub mężczyznę. Genitalia są eksponowane w pełnym przybliżeniu i w równie pełnym przybliżeniu omawiane na oczach zgromadzonej przed telewizorami publiczności tak długo aż z pięciu bohaterów programu zostanie tylko jeden i wówczas osoba dokonująca wyboru sama się obnaża, a następnie oboje udają się za kulisy by tam, póki co, jeszcze z dala od kamer, odbyć ze sobą stosunek seksualny.       Tekst w Onecie ideę owego programu zasadniczo pochwala, jego główna myśl związana

O lewych prawych i prawych lewych

Obraz
        Nie pamiętam dziś oczywiście, kiedy to było dokładnie, bo wiele lat już minęło, natomiast bardzo dobrze pamiętam jak w którymś z wywiadów Jarosław Kaczyński stwierdził, że kiedyś, owszem, on marzył o tym by stworzyć typową partię kadrową – o ile dobrze pamiętam, on tego właśnie słowa użył – ale dziś widzi, że to jest nie do wykonania. A ja od razu zrozumiałem, o co mu chodzi. Gdyby on był osobą mniej opanowaną, a przede wszystkim gdyby polityczna sytuacja pozwalała na tego typu dezynwolturę, on by powiedział po prostu, że w warunkach jakie mu zostały udostępnione, on musi się genralnie otaczać bandą durniów i starać się by oni jakimś cudem by;i mu posłuszni. Tu jednak było jak było, więc on tylko jak najbardziej delikatnie przedstawił sytuację i zaapelował do nas o wyrozumiałość.       Gdy chodzi o mnie, to ja praktycznie od pierwszego momentu gdy dowiedziałem się o istnieniu Jarosława Kaczyńskiego, pozostaję w przekonaniu, że gdyby nie on, to nam – podobnie jak wielu przed n

Gdy nienawiść zżera mózg

Obraz
           Wczorajszy dzień minął nam na komentowaniu sejmowej debaty, zorganizowanej w sprawie stanu wyjątkowego wprowadzonego przez prezydenta Dudę na granicy z Białorusią. Ponieważ dla każdego zdrowo myślącego człowieka zarówno sama decyzja Prezydenta, jak i naturalnie sytuacja, jaka ma miejsce na granicy, nie podlegają jakiejkolwiek dyskusji, szaleństwo jakie od pewnego czasu możemy zaobserwować po opozycyjnej stronie politycznej sceny, z kumulacją w postaci sejmowej debaty, podczas której ludzie, wydawałoby się pozostający przy zmysłach, zachowywali się jakby nagle zwyczajnie zwariowali, musiało wywołać przynajmniej zdziwienie. Ja osobiście, przyznam zupełnie szczerze, stoję całkowicie bezradny wobec tego co widzę i słyszę. Oczywiście wcześniej wielokrotnie zdarzało się nam trafiać na takie czy inne objawy szaleństwa, niemniej jednak dziś, gdzie z jednej strony Polska staje wobec naprawdę szczególnej agresji ze strony sasiedniego państwa, a z drugiej ludzie, jak mówię, wydawałoby

Czy podstępni homoseksualiści uratują ruch LGBT?

Obraz
  Jestem pewien, że niektórzy z nas zauważyli, że coś się tu zmieniło. I owszem. A stało się tak, że mój wybitny kolega, znany starszym czytelnikom jako Kamiuszek, w pewnym momencie zauważył, że utrzymywany tu przez tyle lat wciąż ten sam layout musi zacząć nużyć, a ja, mając wciąż wobec tego bloga jeszcze jakieś plany, uznałem że Kamiuszka rad należy słuchać i owych zmian dokonałem. Odwrotu już nie ma i miejmy nadzieję teraz tylko, że jeszcze trochę pociągnę. A teraz nowy tekst.                 Gdyby ktoś z nas człowieka nie kojarzył, Bart Staszewski to pewien cwany bardzo homoseksualista, który zorientowawszy się odpowiednio wcześnie co do kierunku wiatru, postanowił zrobić na swojej tak zwanej „orientacji” finansową karierę i cel swój jak najbardziej osiągnął. Jak ów sukces wygląda w liczbach, tego oczywiście wiedzieć nie możemy, faktem jest natomiast że ów Staszewski, nie będąc nikim więcej jak jeszcze jednym homoseksualistą, uzyskał na tyle mocną pozycję na rynku, że w pewny

Gdy Sławomir Nitras zaplątał się w drut ostrzowy

Obraz
  Dziś, jak wiadomo coraz większej liczbie osób, ukazuje się kolejny numer „Warszawskiej Gazety”, a w niej i mój najświeższy felieton. Zwykle bym parę dni z nim poczekał, ale poniewaz i tak obawiam się, że temat się mocno postarzał, to niemal rzutem na taśmę, zapraszam do śledzenia najnowszych przygód Sławomira Nitrasa i jego kompanii.         Pomijając Donalda Tuska i Lecha Wałęsę, gdy mam okazję kometować wydarzenia, staram się prowokować refleksje znacznie głębsze, niż takie, które wymagają wymieniania pojedynczych nazwisk. No a już nie mam najmniejszej wątpliwości, że przez te z górą osiem lat, jak redaktor Bachurski mnie tu toleruje, nie zdarzyło mi się słowem wspomnieć o kimś takim jak Sławomir Nitras. Tym razem jednak, pozwalam sobie na poświęcenie tego jednego felietonu, może nie tyle jemu samemu, ale temu co przyszło mu ni stąd ni z owąd wygłosić i reperkusjom, jakie owo wystąpienie musi, moim zdaniem, wywołać.       Otóż, jak pewnie część z czytelników „Warszawskiej” wi

Pop

Obraz
         Kilka miesięcy temu nasz ksiądz Rafał Krakowiak zachęcił mnie by podczas uroczystości organizowanych przez jego parafię z okazji nadchodzącej beatyfikacji prymasa Wyszyńskiego pojawić się na miejscu i wygłosić wykład pod tytułem... uwaga, uwaga – prymas Wyszyński i kultura pop. Oczywiście nie miałem bladego pojęcia, o co Księdzu chodzi, niemniej oczywiście w jednej chwili propozycję przyjąłem, zjawiłem się na miejscu i podczas rekolekcji Pomocników Matki Kościoła wykład wygłosiłem. Co ciekawe, przez swoje z jednej strony przyrodzone lenistwo, a z drugiej przez głębokie przekonanie, że jakoś sobie i tak radę dam, któregoś wieczoru z klasycznego marszu zacząłem mówic i, co nawet dla mnie niespodziewane, dyskusja stała się tak żywa, że trzeba ją było przenieść na kolejny dzień.         O czym tam się rozmawiało, pisać dziś nie będę, bo i miejsca i chęci mi nie starcza, natomiast chciałbym wspomnieć o jednej tylko kwestii, a mianowicie o tym, jak bardzo nasz Kościół znalazł się