Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawicowe dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawicowe dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2015

Ile kosztuje łóżko ze śniadaniem w Chobielinie?

Kiedy w swojej wczorajszej notce Coryllus zwrócił uwagę na fragment wypowiedzi Stanisława Janeckiego, w której ten zapewnia czytelników, że niezależne dziennikarstwo nie jest w żaden sposób uzależnione od bieżącej polityki, a kto uważa inaczej, ten kiep, od razu pomyślałem sobie o Łukaszu Warzesze. Kim jest Łukasz Warzecha wiemy wszyscy, i wszyscy też wiemy, że gdy chodzi o tak zwane „dziennikarstwo niepokorne”, a więc jeszcze bardziej niezależne, niż określają standardy, on akurat pełni rolę wręcz symbolu.
Parę dni temu Łukasz Warzecha zyskał pewien rozgłos przez swoje zaangażowanie na Twitterze i wymianę w jaką się wdał z żoną Radka Sikorskiego, Anne Applebaum. Poszło o to, że w ramach owej zabawy, gdzie wszyscy na okrągło gadają ze wszystkimi, Anne Applebaum napisała coś brzydkiego o Prawie i Sprawiedliwości – a co konkretnie, pozostaje oczywiście bez najmniejszego znaczenia – na co Warzecha w jednej chwili pojawił się na scenie i Applebaum przyłożył. No i pewnie nie byłoby o czym gadać, gdyby ona nie uznała za stosowne Warzechy nie lekceważyć i mu się nie odwinęła, przypominając, jak on jeszcze jakiś czas temu, a więc w pamiętnym roku 2007, spędził wiele kolejnych dni na majątku Sikorskich w Chobielinie, i gdzie zadawał szyku produkując tak zwany wywiad-rzekę z Sikorskim, ona go układała do snu, przynosiła mu do łóżka kawę, karmiła kiełbaskami i w ogóle dbała o to, by ten się tam czuł jak w domu, za co Warzecha nie zechciał jej na odchodne rzucić marnego słowa „dziękuję”. Warzecha jeszcze tylko zdążył stęknąć, że Applebaum niepotrzebnie miesza sprawy osobiste z polityką, i tak to sobie państwo porozmawiali.
I podczas gdy niektórzy mogą uważać, że nie ma sensu zajmować się awanturami między żoną Radka Sikorskiego, a jednym z prawicowych dziennikarzy, ja uważam, że owszem, sprawa jest warta naszej uwagi. I to po obu stronach owej bani z kisielem. Przede wszystkim robi wrażenie autentycznie wstrząsające informacja, że kiedy w roku 2007 Łukasz Warzecha, przeprowadzając swój wywiad-rzekę z Radkiem Sikorskim i tym samym biorąc udział w kampanii Platformy Obywatelskiej przeciwko PiS-owi, był człowiekiem do tej roboty w stu procentach wynajętym. I to, jak się dziś dowiadujemy, wynajętym do tego stopnia, że Sikorscy ugościli go na tę okazję w swoim domu, a pani Sikorska dzień w dzień zmieniała mu ręczniki, prała majtki i skarpetki, i podawała do stołu. Tu więc byśmy się mocno zbliżyli do kwestii związanych z zapewnieniami Janeckiego odnośnie niezależnego dziennikarstwa.
Jednak czymś niemal równie fascynującym jest format kulturowy, z jakim mamy okazję się zapoznać obserwując działania samego Warzechy. To akurat, że on Applebaum nie podziękował za gościnę, mnie nie dziwi. Ja już wcześniej słyszałem od osób, które miały wątpliwą przyjemność ocierać się z Warzechą łokciami, że jest to typ, który na przykład nie ma zwyczaju mówić dzień dobry i do widzenia wsiadając i wysiadając z windy. W tej sytuacji, musimy uznać za coś absolutnie normalnego, że kiedy on pomieszkiwał na majątku Sikorskich i pozwalał się obsługiwać, a jednocześnie pozostawał nieustannie w poczuciu wyjątkowości należnej jedynie dziennikarzom niezależnym, tym bardziej nawet mu do głowy nie przyszło, żeby za gościnę podziękować.
A zatem, to akurat nie dziwi. Jest czymś jednak absolutnie wstrząsającym, że mając chyba w końcu w pamięci te relacje sprzed w końcu nie tak wielu lat, ten dureń uznał za stosowne wyskakiwać z jakimiś złośliwościami w stosunku do osoby, która jest mu praktycznie znana jedynie z tego, że kiedyś, z czystej uprzejmości i zwykłej kindersztuby, przynosiła mu do łóżka kawę.
Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż z reakcji Applebaum wnoszę, że Warzecha i Sikorscy dziś już zaprzyjaźnieni nie są. Z tego co ona pisze, mogę wnioskować, że znajomość Warzecha – Applebaum to melodia przeszłości. A zatem chyba mogę też podejrzewać, że jeśli on dziś musi komentować w gruncie rzeczy pozbawione jakiegokolwiek znaczenia twitty Applebaum to znaczy, że on to robi dla zwykłego tak zwanego „lansu”. I to w dodatku beznadziejnie prowincjalnego.
No ale skupmy się na tej porannej kawie i owym twicie. Zastanówmy się mianowicie, jak on w ogóle w sytuacji, w jakiej się znajduje, ma czelność w ogóle odzywać do Applebaum w kwestiach politycznych i to w dodatku w formie charakterystycznej dla publicznej debaty? To jest mniej więcej ten typ bezczelności, na jaki ja bym sobie pozwolił, gdybym nagle oszalał i zaczął się odnajdywać na Facebooku z żoną mojego dobrego kumpla Lemminga, która od kilku dobrych lat – tak, tak – przy każdej nadarzającej się okazji gości mnie u siebie w domu, niemal kołysze mnie do snu, karmi wykwintnymi śniadaniami, i ją publicznie karcić za to, że się nie zgadza ze mną gdy idzie o politykę. A powinniśmy wziąć jeszcze przed uwagę, że ja akurat, ile razy się z nią żegnam, przepraszam ją za kłopot, oraz dziękuję za gościnę wielokrotnie i odpowiednio dobitnie.
No i jeszcze warto zauważyć, że moje relacje z Lemmingiem i jego żoną to nie są relacje służbowe, gdzie jednak pewien stopień wyższej elegancji jest wymagany.
A więc mamy tego Sikorskiego, tę Applebaum i kiedyś jeszcze ich partnera w interesach Łukasza Warzechę. Jeśli się temu wszystkiemu przyjrzeć, to można dojść do wniosku, że oni wszyscy sobie na swój los zasłużyli, jednak w jakiś dziwny sposób mam wrażenie, że Łukasz Warzecha tu akurat jest prawdziwą gwiazdą. A jeśli brać pod uwagę, że to osobnik tego typu będzie budował medialne wsparcie dla wielkiego dzieła odbudowy Rzeczypospolitej, obawiam się, że nie pozostaje nic innego jak tłuc ich po tych tępych łbach.

Tradycyjnie przypominam, że moją nową książkę pod tytułem „39 wypraw na dziewiąty krąg” można kupić w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

wtorek, 10 lutego 2015

O tym jak Czesław Mozil postawił naszych pod ścianą

Każdy dzień przynosi tyle refleksji i tyle jest do powiedzenia, że minął weekend, a my wciąż mamy zaległy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Ponieważ nadszedł już kolejny wtorek, a więc czas na to, bym Bachurskiemu wysyłał kolejny tekst, proponuję jednodniową przerwę w Dudzie i rzut oka na tych, co się wokół Dudy próbują kręcić. I wcale nie mam na myśli Czesława Mozila.

Mam jak najbardziej świadomość, że czytelnicy „Warszawskiej Gazety” zajmują się sprawami, których powaga wyznaczana jest przez tematy naprawdę poważne, i mam nadzieję, że przez dotychczasowe teksty owej świadomości dowiodłem. Dziś jednak, narażając się na zarzut niepotrzebnego zaniżania poziomu, chciałbym się zająć tematem z pozoru błahym, a mimo to, w moim przekonaniu zasługującym na to, by powiedzieć parę słów prawdy.
Jestem pewien, że wielu z nas słyszało o reżimowym artyście nazwiskiem Czesław Mozil, popularnie występującym pod artystycznym pseudonimem Czesław Śpiewa. Jeśli ktoś nie wie, o kim mowa, to trudno. Nie mamy tu ani miejsca ani ochoty, by wchodzić w szczegóły, a poza tym, kim on jest, nie ma większego znaczenia.
polega na tym, że ów Mozil, który w Polsce jest artystą dość popularnym, pojechał z występami do Wielkiej Brytanii, by pośpiewać dla Polonii. Podczas występu w Liverpoolu, jakaś kompletnie pijana Polka nieustannie Mozilowi przeszkadzała, rozmawiała na głos, dogadywała, w końcu odebrała dzwoniący telefon i zaczęła prowadzić normalną rozmowę. W tej sytuacji, Mozil przerwał występ i kazał – skutecznie i przy solidarnym wsparciu ze strony publiczności – dziewczynie wyp…dalać.
I oto na konserwatywno-prawicowym internetowym portalu wpolityce.pl, będącym bezpośrednim przedstawicielem tygodnika „W Sieci” w Internecie, ukazała się relacja z tego wydarzenia, którą nasi dziennikarze przedstawili w taki sposób, że oto reżimowy piosenkarz Czesław Mozil występował dla brytyjskiej Polonii, ponieważ jednak przede wszystkim jego występ stał na bardzo niskim poziomie, a poza tym podczas występu obrażał przebywających na emigracji Polaków, w pewnym momencie któraś z dziewcząt zwróciła się do Mozila z widowni, by wykazał szacunek, na co ten jej kazał – i tu akurat wszystko pozostaje zgodne z prawdą – ...ier….
Po co ja zatem piszę ten tekst? Otóż po to, by zwrócić uwagę na jedną, moim zdaniem, niezwykle istotną sprawę. Sytuacja jest taka, że jesteśmy otoczeni przez wilki, a artysta Mozil jest jednym z nich. Jako wilk powinien być niszczony z pełnym poświęceniem, to jednak co zrobił portal wpolityce.pl, przynosi same szkody i żadnej – powtarzam, żadnej – korzyści. Wiem doskonale, jak redakcja portalu wpolityce.pl sobie wszystko skalkulowała: mamy tego Mozila, należy mu dowalić, bo zasłużył, a co się do niego przylepi, to nasze. A zatem mieliśmy do czynienia z czymś, co od wielu lat przeżywamy, obserwując propagandową agresję skierowaną przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Różnica polega na tym, że o ile oni, przez to że trzymają władzę na każdym poziomie, mogą sobie pozwolić na wiele, nam pozostaje wyłącznie uczciwość i maksymalna staranność. Wszelkie próby pójścia na skróty przynoszą wyłącznie straty. Straty nie do odrobienia.
Ktoś powie, że Mozil musiał oberwać, bo obrażał Polaków. I tu muszę poinformować o czymś bardzo smutnym. Polacy w Wielkiej Brytanii w swojej masie zasługują na absolutnie najgorsze epitety. No ale to akurat jest temat na inną rozmowę.

Przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl trwają różnego rodzaju promocje, a więc ostatnie już egzemplarze dwóch pierwszych książek Toyaha idą po 15 złotych zaledwie, no i przede wszystkim od paru dni rock’n’roll nokautuje za jedyne 25. Jeśli ktoś będzie zawiedziony, zwracam bez mrugnięcia okiem.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...