Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrajcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrajcy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 maja 2011

Byle do jesieni!

Ten tekst będzie bardzo krótki. Niemal tak krótki jak krótkie było wydarzenie, którego dotyczy. Ale też krótki tak jak krótki będzie – mam co do tego wielką nadzieję – czas oczekiwania między jesiennym zwycięstwem, a chwilą, kiedy przemysł kłamstwa i pogardy, jaki od dobrych kilku już lat System buduje na naszych oczach, runie, a jego administratorzy wylądują na ulicy.
Oto, jak może niektórzy z nas wiedzą, kiedy jeszcze w sobotę wczesnym popołudniem prezydent Obama zawitał do Kancelarii Premiera, posadzono go za stolikiem i kazano mu się wpisać się do księgi pamiątkowej. I oto nagle, gdy amerykański prezydent chciał dokonać owego aktu, okazało się, że pióro, jaki mu podano nie pisze. Obama – prawdopodobnie od pierwszej sekundy swojej wizyty w Polsce świetnie przygotowany na wszelkie fajerwerki – natychmiast sięgnął po swój sprzęt, i już miał się podpisywać, gdy ktoś przytomnie – a może i półprzytomnie, bo w końcu narobił przez to tylko więcej zamieszania – dał mu drugie pióro, i cały incydent zakończył się pomyślnie.
Oczywiście, nie stało się nic takiego. Bywa że pióra nie piszą i bywa nawet – a może przede wszystkim – że one nie piszą najbardziej wtedy, kiedy powinny. Nie byłoby więc nad czym się pochylać, zwłaszcza gdy prezydent Kaczyński już nie żyje i czas na żarty się skończył, gdyby nie inne wydarzenie, które tak naprawdę stanowi i główny temat i jedyny powód pisania tego tekstu. Otóż w reakcji na tę wpadkę Kancelarii Premiera, Onet – zawsze niezawodny i zawsze na posterunku – w następujący sposób zatytułował ów wypadek: „Spotkanie z Tuskiem, wpadka Obamy z piórem”.
Gdyby ktoś jakoś tę akurat notkę przegapił, tak na wszelki wypadek, obok, na już bardziej centralnym miejscu, szefowie Onetu kazali umieścić osobny artykuł, zatytułowany już bardziej jednoznacznie: „Wpadki Obamy”. A więc okazało się, że wpadką Obamy było to, ze jego samochód, wyjeżdżając z jakiegoś urzędu, zaczepił o rampę i na chwilą utknął, że jego ochrona pozwoliła mu na chwilę wziąć telefon od jakiejś fanki, że podczas wznoszenia toastu w Pałacu Buckingham ktoś puścił melodię brytyjskiego hymnu, jeszcze zanim Obama przestał wygłaszać swój adres… No i wreszcie – jest! Wreszcie jest! Podpisując się w Westminster Abbey księdze, zamiast roku 2011, zagapił się i wpisał rok 2008. To akurat tak ucieszyło chłopaków z Onetu, ze aż zaznaczyli, że nie tylko prezydent Komorowski, jak pisze, to robi błędy. No a na końcu jeszcze znów wróciło to pióro, które Obłamie dali ludzie Premiera.
A więc wiemy już wszystko. Obama spotkał się z Premierem, co jest oczywistym sukcesem nas wszystkich, no i zaliczył wpadkę, co dowodzić musi tylko jednego – że wpadki się zdarzają. A więc nie ma się co się tak znowu denerwować. Jest dobrze. Polska jest „podstawą postępu w Europie” – swoją drogą, ciekawe, co to może znaczyć? – wąs Pana Prezydenta lśni jak złoto, a System czuwa.
A ja, jak już zaznaczyłem na początku, czekam do jesieni. I zacieram ręce.
PS. Już po napisaniu tego tekstu, pojawiła się informacja, że Donald Tusk, jako prezent na pożegnanie, postanowił Obamie podarować to pióro. I to, moim zdaniem, jest już hit tej wizyty. Bo w tej sytuacji, albo trzeba będzie przyznać się do tego, że to jednak nie była wpadka Obamy, lecz służb Premiera, albo uznać coś jeszcze gorszego. Że Tusk, żegnając Obamę, odstawił takie chamstwo, jak nie przymierzając, podarowanie mu kawałka dywanu, na który ten nieopatrznie się wysmarkał. Ciekawe, jak Onet sobie z tym poradzi? Jak mówię, czekam. Najpierw na odpowiedź na to pytanie, a następnie już tylko na jesień i to co później.
No i musi być jeszcze jeden suplement. Kiedy wstawiam ten tekst, w telewizji leci pojedynek tenisowy Radwańska - Szarapowa. Komentator trzyma z Rosjanką w sposób tak obrzydliwy, że tak jak jestem stary, tego rodzaju ostentacji nie pamiętam nawet w wykonaniu takich funkcjonariuszy reżimu komunistycznego, jak jakiś Mrzygłód, czy Dyja. Musieliśmy dopiero dożyć Smoleńska, by zobaczyć, jak naprawdę wygląda lizanie pańskich butów.
Tym bardziej, czekajmy do jesieni.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...