Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr Powszechny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr Powszechny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 kwietnia 2017

Czy w Teatrze Powszechnym wciąż robią laskę papieżowi?

      Myślę, że wspominałem tu już swego czasu, że od czasu do czasu zdarza mi się opublikować coś na prawniczym – swoją drogą bardzo ciekawym – portalu o nazwie papug.pl. Niestety moja umowa z Papugiem jest taka, że jeśli przyjdzie mi do głowy zamieścić opublikowany tam tekst tu na naszym blogu, mogę to zrobić dopiero wtedy, gdy Papug zdąży nacieszyć się tak zwaną wyłącznością, a to w naszym wypadku oznacza pełne dwa tygodnie bezlitosnego starzenia się tematu. Efekt jest zatem taki, że jeśli ja faktycznie zdecyduję się na to, by swój tekst z papuga umieścić również tutaj, to on najpewniej w tym momencie będzie stanowił klasyczną „musztardę po obiedzie”. W końcu wszyscy dobrze wiemy, że czasy są takie, że czasem nawet jeden dzień to wystarczająco długi czas, by choćby i pozornie historyczne zdarzenie straciło całe swoje znaczenie, a owa historyczność zdarzeń w najlepszym wypadku wywoływała zaledwie leniwe uniesienie brwi.
      Wspomnijmy choćby niedawną awanturę z rzekomymi wyborami przewodniczącego Rady Europejskiej. Ktoś naiwny mógłby pomyśleć, że oto przed nami wydarzenie roku, a tymczasem dziś nikt już o tym nie pamięta, tylko wszyscy gadają o tym, że pisowskie władze oświatowe Żagania chcą wyrzucić z pracy jakiegoś nauczyciela wuefu za to, że ten na swoim Facebooku zamieścił pozytywny komentarz na temat Jerzego Owsiaka i jego działalności dobroczynnej. A co ze słynnym seicento? Gdzie lewe rachunki Mateusza Kijowskiego? Jak się układa życie Ryszardowi Petru i posłance Szmidt? Jak tam frekwencja na słynnym swego czasu spektaklu „Klątwa”?
       No właśnie - „Klątwa”. Kiedy Papug zaproponował mi współpracę, dyrekcja Teatru Powszechnego ledwo co wydała oświadczenie w obronie swego prawa do wolnej ekspresji i ja im sprzedałem na temat tego oświadczenia tekst. Czy dziś kogokolwiek tamten temat jeszcze ekscytuje? Mnie, owszem. Czy jeszcze kogoś? Nie sądzę. No ale myślę, że jakoś tak głupio o tym wszystkim tak po prostu zapomnieć. A zatem, ponieważ parę dni temu minęło przepisowe 14 dni od daty publikacji, myślę, że nie zaszkodzi sobie powspominać. No a przy okazji szczerze polecam portal papug.pl. Obok moich tekstów, można tam znaleźć teksty Coryllusa, oraz paru innych naprawdę ciekawie piszących autorów. Jest nawet sam Jacek Międlar. Ho ho, tak tak.

      Jakiś czas temu dowiedziałem się, że dyrekcja warszawskiego Teatru Powszechnego wydała oświadczenie w sprawie niesławnego spektaklu „Klątwa”. Ponieważ doświadczenie mnie uczy, że oświadczenia publikowane przez wszelkiej maści artystów w odpowiedzi na kierowane pod ich adresem uwagi są bardzo często szalenie zabawne, z dużym zaciekawieniem zapoznałem się z tym, co miała nam do powiedzenia tym razem dyrekcja wspomnianego teatru. I muszę przyznać, że po raz kolejny się nie zawiodłem. Otóż, jak czytam w oświadczeniu, przede wszystkim nam nie wolno w żaden sposób kojarzyć aktorów onanizujących się przy pomocy Krzyża, robiących tak zwaną „laskę” papieżowi Wojtyle, czy wyrażających żal z tego powodu, że Kodeks Karny nie pozwala na przeprowadzenie zbiórki funduszy na wynajęcie zawodowego zabójcy, by ten zamordował Jarosława Kaczyńskiego. Nie wolno nam tego robić z tego prostego powodu, że oni wszyscy nie mają tu nic do gadania, bo są jedynie w pracy i robią to, za co im się płaci. A zatem, jeśli do owej pani kopulującej z Krzyżem mamy jakiekolwiek pretensje, to jesteśmy bardzo niesprawiedliwi, bo równie dobrze może się okazać, że dla niej ów Krzyż stanowi dokładnie takie samo tabu, jak dla nas, tyle że my mamy łatwiej, bo nie jesteśmy w pracy, a ona owszem. Druga informacja, jaką przekazała nam dyrekcja Teatru Powszechnego jest taka, że ten penis doczepiony do figury św. Jana Pawła II, ten stryczek opleciony wokół jego szyi, ten krzyż służący aktorkom do gmerania sobie w kroczu, czy wreszcie owa flaga Watykanu użyta przez jednego z aktorów zamiast papieru toaletowego, to są wyłącznie „odważne środki artystyczne, użyte wyłącznie w celu uświadomienia i nagłośnienia cierpienia ofiar pedofilii w Kościele katolickim”. Chodzi o to, że zdaniem twórców przedstawienia, widz, choćby nie wiadomo jak świadomy, bez owego Krzyża w tyłku nie jest w stanie przeżyć całego dramatyzmu sytuacji, w jakiej znaleźli się ministranci na całym świecie. Poza tym też, jak głosi oświadczenie Dyrekcji, „spektakl nie ma również na celu obrazy uczuć religijnych i zniewagi przedmiotów kultu religijnego”, o czym świadczy fakt, że on „równie bezkompromisowo atakuje inne postawy, niezwiązane z religią, w tym zaangażowanie społeczne współczesnych artystów i środki, których używa tworzony przez nich teatr”.
      I to jest coś, co na mnie osobiście robi wrażenie naprawdę mocne. Otóż nagle się okazuje, że te Krzyże, te krocza, ten dyndający na sznurku Jan Paweł II, czy wreszcie uwagi na temat kwesty na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego, to nic w porównaniu z atakiem, jaki ów spektakl kieruje pod adresem „artystów i środków, których używa tworzony przez nie teatr”. Nie jestem do końca pewien, czy wszystko dobrze zrozumiałem, ale z tego co czytam, wnioskuję, że przedstawienie „Klątwa” to przede wszystkim swoista autoironia, ale i wręcz być może satyra wymierzona w nowoczesny teatr. No a skoro tak, to chyba oni są zwyczajnie nasi. W końcu my też nie do końca szanujemy nowoczesny teatr, czyż nie?
      Najlepsze jednak dyrekcja Powszechnego zostawiła nam na koniec. Oto, jak się dowiadujemy, „spektakl ‘Klątwa’ od premiery 18 lutego 2017 r. spotkał się z bardzo dobrą oceną ze strony widzów oraz wielu krytyków, którzy obejrzeli go w całości. Wszystkie dotychczas zagrane spektakle zakończyły się długimi owacjami. I to moim zdaniem stanowi wiadomość wręcz fantastyczną. Ja nie wiem, ilu widzów jest w stanie pomieścić Teatr Powszechny i ile oni tam płacą za bilet, no ale skoro przedstawienie w gruncie rzeczy nieznanego chorwackiego autora, realizowane przez aktorów, że tak powiem, raczej z trzeciego, niż pierwszego, czy choćby i drugiego szeregu, gdzie nie występuje nawet Mariusz Benoit, co by o nim nie powiedzieć, przynajmniej syn słynnego taty, to znaczy, że nawet przy gorszej frekwencji, oni muszą nie tylko artystycznie, ale również i finansowo, wychodzić na swoje. Jeśli za nimi stoi taka popularność i taki sukces, naprawdę nie powinni się lękać. A zatem może by im tak cofnąć państwowe dofinansowanie, a oni i tak sobie świetnie poradzą, na przykład wystawiając klasyczne burleski, choćby i z Krzyżami i na tle portretu Jana Pawła II. A jeśli z jakiegoś powodu publiczność nie dopisze, to się ewentualnie podniesie cenę za bilety i z tego interesu da się żyć nie gorzej, niż dotychczas. No i, co przecież dla prawdziwego artysty nie najmniej ważne, zawsze będzie można powiedzieć, że oto mamy do czynienia z pierwszym autentycznie niezależnym dużym projektem teatralnym w Polsce.

Już pojutrze w Warszawie, w Bibliotece Rolniczej obok kościoła Św. Anny ryszają dwudniowe Targi Książki Prawicowej, na których będę razem z Coryllusem. Zapraszam wszystkich.

sobota, 25 lutego 2017

O granicach autonomii twórczej księdza Międlara i jego owczarni

       Wpadłem wczoraj w sieci na tekst nieznanego mi, ale z całą pewnością szanowanego w branży, redaktora „Gazety Wyborczej” Witolda Mrozka na temat niesławnego spektaklu Teatru Powszechnego pod tytułem „Klątwa”, gdzie wieszano na szubienicy Jana Pawła II, podcierano się flagą Watykanu, oraz – last but not least – wzywano do zbierania pieniędzy na wynajęcie zawodowego zabójcy, w celu pozbawienia życia Jarosława Kaczyńskiego.  Przyznaję, że tekst Mrozka tak mną poruszył, że zamierzałem odpowiedzieć mu bezpośrednio, jednak już w trakcie pisania tego felietonu poczułem, że na tym poziomie kosmosu zwyczajnie nie dam rady i postanowiłem przedstawić coś zupełnie od siebie. Proszę zatem posłuchać.
      Otóż ile razy zdarzy się tak, że gdzieś, czy to w Polsce, czy na świecie, dojdzie do profanacji Krzyża, czy innego symbolu uznawanego przez Kościół Powszechny za świętość – a przyznamy chyba wszyscy, że do tego typu zdarzeń dochodzi dziś praktycznie bez jakichkolwiek ograniczeń – reakcja reprezentujących tak zwaną „opinię publiczną” mediów jest jedna i niezmienna: „Każdy z nas ma prawo do wolności wypowiedzi i nikomu nie wolno jej w żaden sposób ograniczać”. Ów liberalny radykalizm staje się jeszcze bardziej bezkompromisowy, kiedy do owej profanacji dochodzi na poziomie dzieła artystycznego, a więc w filmie, teatrze, literaturze, czy w sztukach plastycznych. Wtedy to już nie tylko mamy do czynienia z prostą obroną wolności ekspresji, ale wręcz do politycznych ataków na rzekomą próbę cenzury działa artystycznego, a więc czegoś co przez swoją naturalną autonomię podlega szczególnej ochronie. Przyjęło się bowiem uważać, że jeśli władza totalitarna prześladuje pojedynczego człowieka, stanowi to element, jeśli nawet niedemokratycznego, to jednak jakiegoś porządku, zamach na kulturę to jest już zbrodnia wręcz niesłychana. Dlaczego? Teorii tu jest kilka, osobiście mam jednak wrażenie, że oficjalne przynajmniej tłumaczenie jest takie, że dzieło sztuki stanowi akt czysto intelektualny i nie może być oceniany, jako element świata rzeczywistego. Wyjaśniając sprawę obrazowo, gdyby ktoś publicznie ogłosił, że uważa za pożyteczne przy pomocy kultowego jeszcze gdzieniegdzie gazu pod nazwą Cyklon B wybić co do nogi wszystkich dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, na czele z Sewerynem Blumsteinem, to jest duża szansa, że opinia ta zostałaby uznana za przestępstwo, a co najmniej – i tu już pojawia się myśl czysto liberalna – wypowiedź kontrowersyjną, gdyby natomiast tego typu kwestia została wypowiedziana ze sceny teatralnej, cały tak zwany cywilizowany świat stanąłby w obronie reżysera i artystów na czele oczywiście z „Gazetą Wyborczą”, a już zwłaszcza gdyby zgromadzona na sali publiczność pod duszpasterska opieką księdza Międlara, urządziła aktorom owację na stojąco. Czemu? No bo, jak wiemy, wszystko to stanowiło jedynie eksplozję twórczego talentu artysty, a więc nie miało nic wspólnego z osobistymi poglądami twórców, które w rzeczy samej mogą być całkowicie odwrotne…
     Nie? No dobra. Poniosło mnie. Chyba jednak powinienem się był trzymać Kościoła i tego... jak mu tam? Krzyża.

Zapraszam wszystkich bardzo szczerze do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować nasze książki. Powiem zupełnie szczerze, że książki najlepsze.




Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...