
Ja zdaję sobie sprawę z tego, że pisanie o Bronisławie Komorowskim mogło być jeszcze jakiś czas temu pewnym wyzwaniem, natomiast jakiekolwiek zawracanie sobie tym dziwnym człowiekiem głowy dziś, to nie dość, że strata czasu, ale i zwykły wstyd. Zwłaszcza dla kogoś, kto szczególnie stara się dbać o swoją reputację. A mimo to, nie dość, że, jak widać, o nim piszę, to w dodatku jeszcze, tę swoją tak siłą rzeczy krepującą wypowiedź przyozdabiam dużym kolorowym zdjęciem. Czemu? Otóż powód jest dość prosty. Bronisław Komorowski wystąpił z telewizyjnym orędziem do narodu i przypomniał o sobie w sposób tak dramatyczny, jak to tylko on potrafi.
Dodatkowo jeszcze, portal TVN24, informując o zdarzeniu, zamieścił powyższe zdjęcie, i ono – samo to zdjęcie – zrobiło na mnie takie wrażenie, że się zwyczajnie nie mogłem powstrzymać. Dotychczas bowiem było tak, że jak chcieliśmy się wzajemnie postraszyć, lub rozśmieszyć, publikowaliśmy najnowszą fotkę pani Dziadzi, i było git. Kiedy natomiast zobaczyłem to zdjęcie, pomyślałem sobie, że on ją najzwyczajniej w świecie przegonił. Od dziś, ile razy zobaczymy panią Dziadzię i zamiast się łapać za głowę, zaczniemy się bezradnie rozglądać, będzie to dowód na to, że nasze apetyty zostały skutecznie rozbudzone, i już byle czym się nie zadowolimy. A więc, on jest tu wyłącznie po to, by szokować. Ot tak. Jak to w mediach. Chodzi tylko o efekt.
No ale my, jak wiadomo, mamy tu też pewne ambicje, więc samym zdjęciem się dziś nie wykpię. Musi być też celny podpis. A zatem, proszę bardzo – oto podpis. Telewizyjnie wystąpić Bronisław Komorowski postanowił w jednym i tylko jednym celu. Chodziło mianowicie o to, by z wyżyn prezydenckiego autorytetu poinformować Polaków, że głównym winnym afery Amber Gold jest Prawo i Sprawiedliwość. I to uważam za niezwykle ciekawe. Dotychczas bowiem pojawiały się w przestrzeni publicznej takie sugestie, że to PiS jest odpowiedzialny za tę aferę, tyle że wyłącznie w formie kpin. Że to niby ta Platforma jest tak bezczelna, że oni niedługo wszystko zwalą na PiS. Oczywiście, słuchaliśmy tych żartów, a mimo to wszyscy też wiedzieliśmy, że tak się nie stanie, bo w końcu – bez przesady. No ale pożartować oczywiście zawsze można. No i oto, czego nie odważył się zrobić ani Donald Tusk, ani nawet któryś z jego bałwanków, chętnie uczynił Bronisław Komorowski. Sprowadził do siebie telewizję i powiedział, że za aferę Amber Gold przede wszystkim odpowiada „wymiar sprawiedliwości i to sprzed ładnych paru lat, kiedy główny negatywny bohater tego dramatu po prostu miał sprawy w tzw. zawiasach lub sam się godził na wymiar kary, dzięki czemu sam unikał rozgłosu. Warto zapytać, dlaczego wtedy sędziowie sprzed ładnych paru lat dawali tego rodzaju łagodne wyroki”.
D94723/.s mjie9ie4p0rnn36^*()__(*8656wh09;???
D94723/.s mjie9ie4p0rnn36^*()__(*8656wh09;???
Ja tego oczywiście ani nie widziałem, ani też nie słyszałem. No ale TVN24 podaje, że te słowa padły, więc pewnie nas nie buja. No a poza tym, widzimy wszyscy to zdjęcie. Prawda? Jednak, powiem szczerze, ze gdyby tylko chodziło o to, że Bronisław Komorowski powiedział to co powiedział, to ja bym na to machnął ręką. W końcu – mam nadzieję, ze tak mi powiedzieć jeszcze wolno – pies go drapał. To co mnie w tym fragmencie zafrapowało, to dwukrotne powtórzenie frazy: „sprzed ładnych paru lat”. To bowiem brzmi tak okropnie sztucznie, że ja bym się zdziwił nawet gdyby coś takiego zrobiła ruska maszyna cyfrowa. Czytam te dwa zdania jeden raz i drugi, i zwyczajnie nie mogę uwierzyć, że prezydent Komorowski powiedział to sam z siebie. I dochodzę do wniosku, ze on pewnie chciał powiedziec „pisowcy”, albo „Kaczyński”, albo „sędziowie od Ziobry”, ale któryś z jego doradców – Wujec, Lityński, albo może sam Mazowiecki – powiedzieli mu, że tak będzie za mało subtelnie i że lepiej by było, gdyby on powiedział coś w rodzaju „sprzed ładnych paru lat”. Że w tym będzie ta elegancja i to niedopowiedzenie, i przez to on zrobi na Polakach lepsze wrażenie. No i naszemu Prezydentowi to się tak spodobało, że on to powiedział raz, a potem od razu jeszcze raz. No i wyszło tak, że – razem z tym zdjęciem – no sami wiemy.
Ktoś mi powie, że Komorowski nie gadał z głowy, ale normalnie czytał z promptera, więc to było tak napisane, jak on to odczytał. No i to jest oczywiście możliwe, tyle że mi się nie chce w to wierzyć. W końcu, kiedy człowiek jest prezydentem, albo premierem, to ma specjalnie wynajmowanych ludzi do pisania mu wystąpień. Jak wiemy, Donald Tusk to osoba niezbyt, że tak powiem, lotna, a sposób uprawiania przez niego polityki jest taki, że każde jego wystąpienie siłą rzeczy musi być co najmniej tak samo puste, jak pusty jest on sam. Trzeba jednak przyznać, że one są napisane. Tam nie ma jednego miejsca, gdzie można by było powiedzieć, że coś nie gra. Tymczasem tu mamy owo „sprzed ładnych paru lat”. A zatem, jeśli on to faktycznie czytał, a nie sam sobie wydrapywał spod czaszki, to odpowiedź może być tylko jedna. Jemu to przemówienie napisała Dziadzia. To mogła zrobić już tylko ona. Bo tu nawet nie wierzę w tego… no jak mu tam? Nałęcza.
A więc, to się zdarzyło. Komorowski wygłosił orędzie i skomentował sprawę Amber Gold. A ja już tylko powtórzę. Tak naprawdę, poszło tylko o to zdjęcie. I ja je tu wklejam z zimnym okrucieństwem. No a jeśli ktoś nie może znieść sytuacji, gdzie pożytek jest aż tak marny, niech sobie je wydrukuje i powiesi swoim dzieciom, wnukom, ewentualnie siostrzeńcom nad biurkiem, żeby zawsze wiedzieli, co ich czeka, jak się będą źle prowadzić.
Słuchajcie! Słuchajcie! Dostałem miesięczne zastępstwo w pewnej szkole, z nadzieją, że może się ono przenieść na stały etat. Póki co jednak, jak idzie o obecne saldo, leżymy i kwiczymy. A telefony dzwonią. Bardzo więc proszę o pewną, w miarę możliwości widoczną, mobilizację. Dziękuję.