Swoją pracę w osiedlowym gimnazjum w
katowickiej Ligocie wspominam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony, jak
wiemy, jakikolwiek kontakt z polskim systemem edukacji, w dodatku na poziomie,
który można z czystym sumieniem opisać, jako modelowo patologiczny po obu
stronach owej barykady, stanowi wyzwanie, które znieść jest bardzo ciężko. Z
drugiej jednak, bez tamtego doświadczenia byłbym zdecydowanie uboższy pod
każdym względem, a jak wiemy, lepiej być bogatym, niż biednym, również w owym
symbolicznym wymiarze.
Wśród uczniów, których miałem okazję tam
uczyć, znajdowały się oczywiście dzieci porządne i grzeczne, jednak przez to,
że one były w zdecydowanej mniejszości, to nie o nich myślę, kiedy wspominam
tamte lata. Tym bardziej nie pamiętam już twarzy i imion dzieci, które
wyznaczały osiedlową średnią, natomiast, owszem, bardzo dobrze pamiętam tych
kilkunastu młodych bandytów, którzy w sposób zupełnie naturalny nadawali ton szkole,
do której zmuszeni byli chodzić. Część z nich to były dzieci po prostu tak
słabe, że siłą rzeczy musiały się znaleźć po owej ciemnej stronie, część, to
zwykli kretyni którzy chodzili do szkoły tylko dlatego, że inaczej do domu
przyszedłby dzielnicowy i zrobił rodzicom awanturę, no i wreszcie też byli
autentyczni przywódcy, do których do domu dzielnicowy i tak regularnie
przychodził, bo każdy z nich był otoczony tak zwanym nadzorem.
Pisałem tu już przed laty o dzieciach z
mojego gimnazjum, przy okazji notki na temat kolejnej edycji Wielkiej Orkiestry
Świątecznej Pomocy, kiedy to po raz pierwszy w życiu miałem okazję zaobserwować
bezpośrednio, jak działa ten proceder w wymiarze, w którym owa dobroczynność
jest definiowana przez tych, którzy oczywiście nie mają jakichkolwiek
skrupułów, natomiast cierpią na nieustanny brak forsy. Dziś jednak wracam do
tamtych wspomnień nie z powodu Owsiaka, lecz przez informację, jaka do mnie
dotarła wczoraj właśnie, a dotyczącą publikacji przez organy ścigania zdjęć
najbardziej agresywnych uczestników awantur przed Sejmem w grudniu zeszłego
roku, no i oczywiście natychmiastowej reakcji Amnesty International, Komisji
Helsińskiej, czy diabli wiedzą, kogo tam jeszcze, w proteście przeciwko łamaniu
przez polskie władze praw człowieka. Chodzi o to, że dopóki tym bandytom,
którzy jeśli tamtej nocy nikogo ciężko nie pobili, to wyłącznie dlatego, że
mieli przed sobą osoby w najwyższym stopniu odpowiedzialne, no a poza tym nikt
nie dał im odpowiedniego sygnału gwizdkiem, nikt niczego nie udowodnił przed
sądem, to ich publiczny wizerunek jest bezwzględnie chroniony i nikomu nic do
tego, jak każdy z nich wygląda.
Otóż wśród moich uczniów z gimnazjum w
Ligocie byli jak najbardziej autentyczni kibole, w takim sensie, w jakim ich
opisują ogólnopolskie media, a więc ci z nich, dla których jedynym sensem życia
jest się prać z kibicami wrogich drużyn, no i oczywiście z policją. Ponieważ ja,
mimo swoich zastrzeżeń do losu, który sobie ich wszystkich wybrał, nigdy nie
miałem kłopotów z tym, by się jakoś tam z nimi zaprzyjaźniać, pewnego dnia
jeden z nich zwierzył mi się z tego, jaki to on jest dumny z tego, że jego
zdjęcie zostało umieszczone w Internecie wśród zdjęć największych stadionowych
chuliganów i jak to on sobie to zdjęcie kazał wydrukować i powiesić nad
łóżkiem, tak by ile razy na nie spojrzy, wiedział, że jest poważnym
zawodnikiem, a nie jakimś gównem z Warszawy, czy Chorzowa. Ponieważ ja wówczas
jeszcze o owym procederze nie miałem bladego pojęcia, uczeń mój opowiedział mi
dokładnie, jak cały system jest zorganizowany i jak częścią owego systemu są te
regularnie publikowane w Internecie zdjęcia najbardziej agresywnych
stadionowych bandytów.
Z tego co jednak pamiętam, w tamtym
czasie ani Amnesty International, ani Komisja Helsińska nie wydawały żadnych
komunikatów w obronie polskich kiboli. A skoro tak, to ja zakładam, że dzisiejsza
histeria, jaką wspomniane środowiska podniosły przeciwko rządowi Beaty Szydło,
jest wyłącznie wynikiem ogólnej histerii i, podobnie jak tamta, szybko się
skończy. No i mam przy okazji nadzieję, że jeśli któregoś dnia pod moim domem
pojawi się tłum bandytów z flagami KOD-u, którzy kiedy będę chciał wyjść z
domu, będą mi i mojej rodzinie zagradzać drogę, wyzywać mnie przy pomocy
najbardziej obelżywych słów, popychać, filmować, grozić mi, a następnie
wystawiać moją przerażoną twarz na najgorsze szyderstwa w Sieci, to polskie
organy ścigania zrobią wszystko, by ową bandę chuliganów skutecznie namierzyć,
wyłapać i wreszcie sprawiedliwie ukarać. No i że oczywiście Helsińska Fundacja
Praw Człowieka nie wyda oświadczenia biorącego tej hołoty w obronę.
No
i że owi wyimaginowani przeze mnie bandyci zachowają się w tej sytuacji równie
dzielnie, co mój uczeń sprzed lat i oświadczą, że oni są bardzo dumni z tego,
co zrobili i nie mają nic przeciwko temu, by świat poznał ich twarze i
nazwiska. W ten sposób okażą się przynajmniej bardziej honorowi, niż owa banda
tchórzy z 16 grudnia.
Pozdrawiam wszystkich z duszącego
się w smogu Zakopanego i z prawdziwą satysfakcją informuję, że wczoraj nasz
blog przekroczył 3 miliony odsłon. Dziękuję wszystkim jego przyjaciołom,
zarówno tym nowym, jak i tym od lat. Przy okazji oczywiście zapraszam do
odwiedzania księgarni na stronie www.coryllus.pl i zachęcam do kupowania moich książek.