Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EMPiK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EMPiK. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2015

Wszyscy ludzie EMPiK-u, czyli co tak skwierczy?

Gdyby ktoś miał wątpliwości, to ja wiem naturalnie, że są rzeczy, których czynić nie wypada, a wśród nich znajduje się też czytanie bloga człowieka podpisującego się Józef Moneta. Powiem więcej: jeśli jest tak, że nie wypada zaglądać na blog Józefa Monety, to należy też uznać, że tym bardziej nie wypada odwoływać się do tego, co tam jest napisane, jako do źródła inspiracji. Mało tego. Jest tak, że jeśli ktoś już przeczytał, co tam ma do powiedzenia bloger Józef Moneta i ów tekst wydał mu się interesujący, to już z całą pewnością nie godzi się tym chwalić. Tymczasem sprawy się mają tak, że ja nie wiadomo czemu wczoraj na blog blogera Józefa Monety zajrzałem, jego tekst przeczytałem i uważam go z, z naszej perspektywy, absolutnie bezcenny, a to z tej prostej przyczyny, że bez niego nie moglibyśmy sobie powiedzieć tego, co powiedzieć trzeba, a przez to bylibyśmy jeszcze głupsi, niż jesteśmy.
Na szczęście, kiedy wspominam o tekście Józefa Monety, to nie mam na myśli tekstu jako takiego, bo tam tekstu praktycznie nie ma, a to co w środku, to nic więcej, jak dwa cytaty. Pierwszy z nich, to wypowiedź Tomasza Terlikowskiego dla Telewizji Republika związanej z wykorzystaniem przez „Empik” do świątecznej promocji wizerunków Marii Czubaszek i Adama Darskiego. Posłuchajmy:
Empik już od jakiegoś czasu przysuwa się w kierunku lewicowym. Staje się księgarnią dla ‘lemingów’. Nie trzeba oglądać spotów, żeby się o tym przekonać. Mam wrażenie, że co raz więcej ludzi normalnie myślących powie Empikowi ‘bye, bye’. Empik chce wywołać skandal i chce, żebyśmy o tym rozmawiali”.
Drugi fragment notki Józefa Monety to już nawet nie cytat, ale duże kolorowe zdjęcie państwa Terlikowskich i informacja podana przez portal fronda.pl, że w EMPiK-u w Warzawie, w dniu 18 marca bieżącego roku – a więc ledwo co wczoraj – odbędzie się spotkanie z autorami i promocja książki Małgorzaty i Tomasza Terlikowskich „Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich”.
Józef Moneta, a więc człowiek, którego podstawowym, jeśli jedynym, zadaniem na blogach jest dbanie o to, by Polska, jako byt niepotrzebny i bez jakiejkolwiek przynależności, ostatecznie zdechła, szydzi naturalnie z owego upiornego wręcz zakłamania Terlikowskich, ja jednak już się tylko zastanawiam, jak jest skonstruowany ów system, który z jednej strony dopuszcza do ekscesów takich, jakie zaprezentowali nam ci państwo, a z drugiej wynajmuje takiego Józefa Monetę, że by owe ekscesy tropił i je bez żadnej litości ujawniał. No bo zastanówmy się przez chwilę, z czym mamy do czynienia. Terlikowscy wydają książkę o tym, jakie to wyzwanie i udręka mieć dzieci i jak bardzo trzeba się modlić, by Dobry Bóg pozwolił tę gehennę przetrzymać i nie skończyć tak, jak ten nieszczęśnik, który przed rokiem spalił na śmierć całą swoją rodzinę, książkę o której pies z kulawą nogą nie słyszał i nie usłyszy, i która dosłownie nikogo nie interesuje, EMPiK urządza książce promocję w samym centrum Warszawy, jej autorzy bez najmniejszego poczucia wstydu na ten deal idą, a wynajęty przez ten sam system, który to wszystko opracował, bloger ów przekręt ujawnia, wznosząc tumany antyprawicowego szyderstwa, a my mamy wierzyć, że to wszystko tak jakoś wyszło? I że tu nikt nie miał nic złego na myśli? Bądźmy poważni.
Myślę, że większość z nas pamięta zamieszanie, jakie jeszcze w czasie Adwentu powstało w związku z tym, że kierownictwo EMPiK-u porozwieszało po swoich księgarniach plakaty z twarzami Nergala i Marii Czubaszek, żeby zachęcać nas do przedświątecznych zakupów. Oczywiście, protest był natychmiastowy, a jej liderem mianował się sam Wojciech Cejrowski, który publicznie wezwał do nie kupowania jego książek w EMPiK-u. Po kilku dniach EMPiK uznał, że cel został osiągnięty, plakaty zdjął, Cejrowskiego oficjalnym pismem zapewnił, że nic złego nie miał na myśli, Cejrowski przeprosiny przyjął i ogłosił koniec bojkotu. Jak się dziś okazuje, z bardziej znanych postaci, protestował również Tomasz Terlikowski, ale on też, jak widzimy, z EMPiK-iem się pogodził.
I można by było wyrazić radość z faktu, że wszystko dobrze się skończyło i wrócić do codziennych trosk, gdyby nie dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że faktycznie wygląda na to, że dokładnie ta sama firma, która twarzami swojej przedświątecznej akcji promocyjnej uczyniła Marię Czubaszek i Adama Darskiego, dziś, jakby na jednym oddechu, organizuje promocję Tomaszowi Terlikowskiemu i jego katolickiej wizji rodziny. Nie oszukujmy się. Tu wcale, wbrew temu, co próbuje nam powiedzieć Józef Moneta, nie chodzi o jakąś niekonsekwencję czy wręcz zakłamanie. Nic podobnego. Firmy takie jak EMPiK oraz ludzie tacy jak Tomasz Terlikowski, a więc w żaden sposób nie debiutanci, którzy dopiero próbują się rozejrzeć po okolicy i ocenić sytuację, działają w oparciu o pełną konsekwencję i nawet jeśli od czasu do czasu uznają, że czas na zmiany, to owe zmiany i tak podporządkowane są podstawowej myśli strategicznej. Rzecz w tym, że nawet jeśli od maja tego roku władze EMPiK-u w każdym swoim salonie każą umieścić figurkę Matki Bożej z Lourdes, Wojciech Cejrowski zostanie członkiem władz firmy, Tomasz Terlikowski szefem działu religijnego w „Gazecie Wyborczej”, Adam Darski nagra płytę z pieśniami eucharystycznymi, a Maria Czubaszek przed sama śmiercią przyjmie Komunię Świętą, to dla nas te ruchy nie będą znaczyć nic. Dlaczego? Już to napisałem: liczy się strategia, a ona pod samego początku obejmuje udział ich wszystkich i każdy z nich wie doskonale, co ma robić, co mówić i gdzie stać. Ja bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że te plakaty z Nergalem tak naprawdę nie miały zapowiadać Świąt, ale właśnie wydanie książki Terlikowskich.
Moim zdaniem, to co w tym wszystkim jest znacznie ciekawsze, niż wczorajsze spotkanie, jakie państwo Terlikowscy mieli z czytelnikami w EMPiK-u na Marszałkowskiej, to ta książka, przypomnijmy, pod tytułem „Masakra piła mechaniczną w domu Terlikowskich”. Chodzi o to, że Terlikowscy mają pięcioro dzieci i w związku z tym uważają swoje życie za ofiarę. Otóż ja znam rodziny, które mają jedno dziecko, a ich życie stanowi „masakrę”, jakiej pusty łeb Terlikowskiego nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Tyle że oni nie piszą książek o tym, jak to Chrystusowa Miłość pozwala im mężnie i z radością ową „masakrę” znosić. A nie piszą, bo nie mają do tego ani czasu, ani głowy. Pięcioro dzieci i wieczór autorski w EMPiK-u! Co za bezczelność i co za fałsz! Kiedy papież Franciszek wspominał o katolikach, którzy z posiadania dzieci czynią argument na rzecz swojej gnuśności, broniłem go przed atakami wściekłej faryzei, ale dziś widzę, że wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem, jak ważny problem opisał Papież i jak celnie, choć z charakterystyczną dla siebie delikatnością, się do niego odniósł. Trzeba było dopiero Terlikowskich z tą ich piłą na wieczorze w EMPiK-u, żeby zobaczyć tę smołę.

Gdyby ktoś się zagapił, przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl jest już do nabycia wybór felietonów z tego bloga pod tytułem „Palimy licho, czyli o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji”. Jeśli ktoś jeszcze nie ma, może iść jak w dym. Zwłaszcza dziś.

piątek, 31 października 2014

Niemcy przyprowadzili Wałęsę

Nie wiem, czy ktoś z nas miał okazję zwrócić na to uwagę, ale jeśli w pasku adresu naszego komputera wpiszemy sekwencję „jak Wałęsa” natychmiast otrzymamy następujące propozycje:

„jak Wałęsa sprzedał Polskę”
„jak Wałęsa zniszczył Solidarność”
„jak Wałęsa obalił komunizm”
„jak Wałęsa przechytrzył komunistów”.

Możliwe, że tam są jeszcze jakieś inne opcje, jak choćby na przykład: „jak Wałęsa sprzedał swój naród”, „jak Wałęsa wprowadził Polskę do NATO”, czy „jak Wałęsa dał Polsce wolność”, a może i nawet „jak Wałęsa stracił zmysły”, niemniej te cztery tytuły pokazują się, jako propozycje tematów na moim komputerze.
Ktoś mnie spyta, po ciężką cholerę w tych i tak przecież pełnych wrażeń czasach postanowiłem studiować historię życia i działalności publicznej Lecha Wałęsy, a ja już bardzo chętnie na to pytanie odpowiadam. Otóż parę dni temu zaszedłem sobie do dworcowego punktu sprzedaży prasy tu w Katowicach i wśród najróżniejszych kolorowych magazynów trafiłem na bardzo starannie wydaną, porządnie ofoliowaną książkę autorstwa jakiegoś zagranicznego autora, z kolorowym i błyszczącym Lechem Wałęsą na okładce i o tytule, który zaczynał się pytaniem „jak Wałęsa”, a dalej sugerował, że ów Wałęsa wystrychnął na dudka komunistów. Oczywiście to co zobaczyłem, zrobiło na mnie odpowiednie wrażenie, wzbudziło we mnie szereg poważnych refleksji i zasugerowało potrzebę napisania na ten temat osobnej notki, tyle, że kiedy wróciłem do domu, okazało się, że z owej konfrontacji zapamiętałem tylko tyle, że ukazała się książka jakiegoś zagranicznego autora, który dowodzi, że Lech Wałęsa to polski bohater i że jej tytuł sugeruje, że owo bohaterstwo związane jest z faktem, że on komunę wystawił do wiatru. Ponieważ plan już był taki, by ten tekst powstał, uznałem, że zamiast znów leźć tam na dworzec i zapisywać sobie autora i tytuł, wpiszę w komputerze to początkowe „Jak Wałęsa…” i wszystko co chcę, dostanę na przysłowiowym talerzu.
No i stało się jak przypuszczałem. Od razu wśród wymienionych wyżej propozycji, pojawiła się też ta „moja”, a więc „Jak Wałęsa przechytrzył komunistów”, a za nią dotarłem już do samego końca, a więc do informacji, że autorem owej książki jest niemiecki autor o nazwisku Reinhold Vetter, wielki przyjaciel Polski, człowiek, którego pasją stało się badanie naszej najnowszej historii, no i że owa książka, we wszystkich możliwych formatach, jest do kupienia w EMPiK-u. Dokładnie rzeczy mają się tak, że najpierw otrzymujemy informacje na temat autora i samego Wałęsy:
Vetter zbierał materiały do tej książki przez trzydzieści lat. Ma doskonałe rozeznanie w polskiej scenie politycznej – od ponad ćwierćwiecza pracuje jako korespondent z Europy Wschodniej dla niemieckich mediów. Lecha Wałęsę zna osobiście, ich pierwsze spotkanie miało miejsce podczas pamiętnych strajków z sierpnia 1980 roku.
Z dociekliwością dziennikarza i obiektywizmem naukowca Vetter przybliża sylwetkę człowieka legendy, bohatera ‘Solidarności’, prezydenta elektryka, bohatera-antybohatera, którego nie ominęły ataki z każdej niemal strony.
To pierwsza tak obszerna i wyczerpująca biografia Lecha Wałęsy na polskim rynku, która rzuca nowe światła na barwną postać ekscentrycznego polityka”,
no a dalej idą już szczegóły techniczno-handlowe, a więc formaty i ceny. Okazuje się, że książka – jak wszystkie dziś książki na drugi już dzień po wydaniu – jest już oczywiście przeceniona, ale wciąż kosztuje nie byle jakie pieniądze. Otóż za podstawowe, papierowe wydanie w twardej oprawie – to, które sam znalazłem w kiosku na dworcu – należy EMPiK-owi zapłacić 38,94 zł., natomiast wydania w formie e-booka, których mamy aż trzy rodzaje, są sprzedawane w trzech odpowiednio cenach, a więc po 34,49 zł., 35,49 zł, oraz 34,99 zł za wysyłkę elektroniczną. Oprócz tego można jeszcze kupić w EMPiK-u oryginalne, niemieckie wydanie książki Vettera o Lechu Wałęsie i o tym, jak on wystawił komunę do wiatru, za jedyne 124,99 zł., też po okazyjnej cenie, a dla osób szczególnie zainteresowanych, jest jeszcze książka tego samego „przyjaciela Polski” Vettera o profesorze Bronisławie Geremku, również w okazyjnej ofercie 124,99 zł.
Wbrew temu, co niektórzy z nas pewnie sobie teraz myślą, a więc, że ja będę się znęcał nad EMPiK-iem i system dystrybucji literatury w Polsce, a przez to wchodził w rejony zajmowane w sposób naturalny przez mojego kolegę Coryllusa, jest w dużym błędzie. Otóż ja dziś mam w głowie tylko tego Wałęsę. Otóż ukazuje się kolejna książka o Lechu Wałęsie, tym razem, jak rozumiem, obiektywnego, niezależnego i bezstronnego obserwatora, niemieckiego korespondenta prasowego w Polsce, Reinholda Vettera, nosi ona tytuł „Jak Wałęsa przechytrzył komunistów”, EMPiK, który ową książkę sprzedaje, informuje, że przed nami dzieło poświęcone „ekscentrycznemu” polskiemu politykowi, a my z tego wiemy tylko tyle, że naszym zadaniem jest jak zawsze przede wszystkim pracować, milczeć i raz na tydzień udać się do lokalnej galerii handlowej, a to co się dzieje poza tym, nie jest już naszą sprawą. Naszą sprawą nawet nie jest kupowanie tego gówna, bo prawdziwe cele są gdzieś zupełnie indziej i nam nic do tego.
Proszę zwrócić uwagę, co się tu dzieje. Mamy Lecha Wałęsę, człowieka, który przede wszystkim, wedle wszelkich znanych cywilizowanemu światu standardów, jest osobą obłąkaną, kimś, kogo obłąkanie stało się czymś tak oczywistym i jednoznacznym, że nie podlega debatom już choćby w gronie przyjaciół, czy rodziny; Lech Wałęsa to ktoś, kto dla każdego kto miał okazję sprawdzać, co u niego się ostatnio dzieje, jest sprawą jasną, że to jest człowiek chory. Ale też mamy Lecha Wałęsę, który sam już nawet nie zaprzecza, że w latach PRL-u był współpracownikiem komunistycznych służb bezpieczeństwa, że przywódcą związkowym i liderem strajku na Wybrzeżu został z owych służb nominacji, że wreszcie jego oficjalna biografia nie ma nic wspólnego z tym, jak się sprawy układały w rzeczywistości. On to wszystko przyznaje, a nawet jeśli potem, z powodu jakiegoś, sobie tylko znanego, psychicznego załamania, to wszystko odwołuje i zaczyna jak nakręcony powtarzać: „obaliłem komunę”, „obaliłem komunę”, „obaliłem komunę”, cała prawda o tych czasach i jego w nich roli i tak już na tyle dokładnie została opisana, że sprawa powoli robi się wręcz nudna. I oto nagle ukazuje się kolejna książka o Lechu Wałęsie, której autor, bez jednego choćby ruchu brwią buduje mit bohaterskiego i nieludzko wręcz przebiegłego ludowego przywódcy, który pokonał System. I jedyna różnica między tym opracowaniem i poprzednimi jest taka, że, jak się zdaje, od dziś będzie wolno o Wałęsie mówić, że to „osoba ekscentryczna”. Nawet nie „kontrowersyjna”, ale „ekscentryczna”. Jak jakiś Berlusconi, czy może Rush Limbaugh, ewentualnie piosenkarka Lady Gaga.
Ale też nie i o to najbardziej chodzi. Nasz problem mianowicie polega na tym, że doczekaliśmy czasów, gdzie zupełnie już oficjalnie istnieją dwa różne światy, między którymi nie ma ani żadnej debaty, ani nawet zwykłego kontaktu i wymiany myśli, światy które się nam każe traktować, jako równie realne i równie prawdziwe, a na dodatek światy, co do których możemy być pewni, że one już takie pozostaną. My będziemy mówić o Wałęsie, że to agent i kłamca, oni będą twierdzić, że to bohater i zbawca Ojczyzny, i jedyne co obie strony będzie łączyć, to opinia, ze on może faktycznie jest jakiś taki… „ekscentryczny”.
I nie liczmy na to, że my tu nagle zostaniemy bohaterami, głosząc zakazane poglądy. Mowy nie ma. Wszystkie bowiem poglądy, tak jak już dziś mamy do czynienia z kontrowersją na temat Lecha Wałęsy, staną się jednakowo prawdziwe. Ktoś będzie twierdził, że w Smoleńsku doszło do zbrodni, kto inny, że do wypadku spowodowanego błędem pilotów; ktoś powie, że kazirodztwo to zło, kto inny, że to naturalne rozwiązanie problemów w relacjach międzyludzkich; ktoś, że w 1939 roku Niemcy napadli na Polskę, kto inny, że to Żydzi z Polakami na Niemców; ktoś wreszcie (a czemu nie?), że związki homoseksualne są zdrowsze i bardziej naturalne od związków heteroseksualnych, a kto inny, że owszem, tyle że pod warunkiem dopuszczenia do nich dzieci od 10 roku życia. I tych kwestii nie będzie się nawet dyskutować, bo już góry się przyjmie założenie, że wszelkie rozstrzygnięcia w jakiejkolwiek kwestii byłyby zamachem na podstawowe prawo człowieka, jakim jest dążenie do prawdy, która mu odpowiada najlepiej.
A więc skończy się czas dyskusji, a nadejdzie czas ostatecznej, wielkiej tolerancji, a tych, którzy będą chcieli zwyczajnie pogadać, będzie się, równie zwyczajnie, zabijać przy pomocy specjalnego zastrzyku. Tyle dobrego, że wtedy już jednak dawno będziemy mieli z głowy Lecha Wałęsę i nie będziemy musieli słuchać tego, co on i jego zagraniczni znajomi mają nam do powiedzenia.

Zapraszam wszystkich, którzy lubią czytać książki, do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie wprawdzie nie ma książki o Wałęsie, ale są inne – również traktujące o naszej polskiej historii.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...