Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irena Sendlerowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irena Sendlerowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2011

Kłamiem z powodu zarabiam - suplement

Parę dni temu, na tym blogu, zająłem się osobą i środowiskową sytuacją niejakiego Jana Tomasz Grossa, nowojorskiego Żyda, który całą swoją zawodową karierę oparł na przekonywaniu świata, że Polacy to taki naród, dla którego stanem naturalnym – bo kulturowo i cywilizacyjnie, a przez to już też i genetycznie autoryzowanym – jest okrutne mordowanie, a następnie rabowanie Żydów. Zajmując się tym przypadkiem, chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę na niezwykły dysonans między intelektualno-poznawczą zawartością oferty Grossa, a wręcz histerycznym przyjęciem, z jakim ta oferta spotkała się w naszym kraju. No bo jak może człowiek o pewnych jednak ambicjach, w dodatku mówiący o sobie, że jest badaczem, głosić opinie tak straszliwie irracjonalne? Jak może ktokolwiek – o ile nie jest to jakaś głupia baba z targu – głosić na poważnie myśl taką, że jest oto sobie naród – z pozoru zwykły i taki jak inne - który we krwi ma tak silną nienawiść do innego narodu, że kiedy dochodzi do konfrontacji, puszczają wszelkie hamulce? Ja biorę pod uwagę, że istnieje coś podobnego w relacjach między jakimiś dwoma afrykańskimi plemionami, no ale to po pierwsze nie są normalne narody, a poza tym, kiedy tam już dochodziło do kataklizmu, to nie na zasadzie takiej, że dobry dr Jekyll przeobraził się nagle w pana Hyde’a. Wiem też, do czego swego czasu potrafili się posunąć Ukraińscy wobec Polaków, ale też nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby to okrucieństwo objaśniać jakimiś genetycznymi zaburzeniami, w dodatku tak jednoznacznie zorientowanymi na jeden cel.
Tymczasem przychodzi taki Gross, i podpierając się opinią naukowca i badacza, człowieka inteligentnego i bardzo oczytanego, głosi kompletną – nawet nie historycznie, ale czysto intelektualnie – bzdurę, a wokół niego zbiera się banda zaczadzonych idiotów i mu bije brawo, że on jest taki odważny, bezkompromisowy i przy tym przenikliwy.
Napisałem te swoje refleksje na temat Grossa, ponieważ uznałem, że za tym szaleństwem może stać, jedyne w swoim irracjonalizmie logiczne, wyjaśnienie. Gross – oczywiście nie sam, ale jako przedstawiciel pewnej żydowskiej agendy – niszczy dobre imię Polski i Polaków z tego jednego powodu, że Polacy nieodmiennie kojarzą mu się z Kościołem Rzymskim, a dokładnie z traktowanym przez ów Kościół bardzo poważnie faktem, że to Żydzi ukrzyżowali Jezusa, a w dodatku, krzyżując Go, w swojej zawziętości, zgodzili się całkowicie publicznie ponieść wszelkie tego czynu konsekwencje. Gross, idąc za opinią swoich sponsorów, jest tak okropnie zraniony owym starym poczuciem winy, do której oczywiście się nie poczuwa, że jest gotów życie poświęcić, żeby wykazać przed całym światem, że „to nie my – to oni”. A więc tworzy pewien ciąg logiczny, na początku którego stoi jakieś absurdalne oczywiście wyobrażenie katolików, że Żydzi ukrzyżowali Jezusa, a na końcu już tylko zimna, absurdalna, zakorzeniona w polskiej krwi niechęć do wszystkiego co żydowskie.
Zdaniem Grossa owa niechęć przejawia się w sposób bardzo obrazowy. Otóż jest sobie zwykła, pobożna polska rodzina, gdzie ojciec ciężko pracuje na roli, matka dba o dom i zajmuje się dziećmi, są wreszcie owe dzieci – miłe, grzeczne, spokojne dzieci – mają ci ludzie swoich sąsiadów, prawdopodobnie równie zwyczajnych i porządnych jak oni, wszyscy się spotykają w drodze do pracy, czy do kościoła, w tym kościele się modlą, prosząc o bożą opiekę, nikt z nich nikomu nie uczynił w zyciu pojedynczej krzywdy… tyle że oni wszyscy mają na sumieniu życie jednego Żyda. Którego zatłukli w absolutnie okrutny sposób, następnie ograbili z majątku, następnie wydali innym mordercom całą jego rodzinę, a wszystko to dlatego, że gdzieś głęboko w ich sercach tkwi jak kolec ta jedna, podstawowa myśl, którą od pokoleń wszczepia im Kościół – że Jego krew na nas i na dzieci nasze. I oni muszą tę prawdę wcielać w życie. Oto Polska. Oto Polacy.
Nie zajmowałbym się jednak dziś po raz kolejny tym Grossem, gdyby nie fakt, że oto wczoraj w telewizji wystąpiła – ja wiem, że to jest bardzo nieładnie tak mówić, ale co ja mogę na to poradzić, że ona jest Żydówką – Agnieszka Holland, i to wystąpiła przede wszystkim jako przedstawiciel swojego narodu i jego interesów. Praktycznie cała rozmowa z Holland, pomijając jej końcowy fragment, dotyczący już tylko Jarosława Kaczyńskiego i jego podłości, był poświęcony właśnie Polakom i ich naturalnej skłonności do bezprzykładnego okrucieństwa wobec Żydów. Ja nie jestem wybitnym znawcą myśli Jana Tomasza Grossa, więc niewykluczone, że coś mi tu umknęło, ale wydaje mi się, że w swoim wczorajszym wystąpieniu, Agnieszka Holland twórczo uzupełniła przekaz, z jakim mieliśmy przez ostatnie tygodnie do czynienia. Kiedy Gross był pytany o to, jak ocenia postawę tych Polaków, którzy oddali życie za swoich żydowskich sąsiadów, którzy Żydów ukrywali przed Niemcami, którzy ich karmili, i którzy wielokrotnie do końca życia nie mogli się z ich strony, czy już może ze strony ich dzieci, doczekać choćby prostego słowa ‘dziękuję’, nieodmiennie demonstrował brak zainteresowania i natychmiast zmieniał temat. Holland sprawą, owszem, jak najbardziej się zainteresowała i tematu nie zmieniła.
A więc to prawda, były przypadki ratowania Żydów przez Polaków. To jest fakt potwierdzony historycznie. Natomiast faktem też niekwestionowanym jest to, że jeśli o tych przypadkach się nie mówi, to wyłącznie z winy Polaków. Otóż każdy człowiek, każda polska rodzina, której zdarzyło się zrobić coś dobrego dla Żydów, była natychmiast poddana takiemu środowiskowemu terrorowi, że ten epizod skutecznie ze swojej historii ci niby dobrzy ludzie – ale w gruncie rzeczy tchórze i koniunkturaliści – wymazywali. Natomiast jeśli nawet zdarzali się tacy, którzy to swoje bohaterstwo, czy może raczej zwykłą ludzką życzliwość, trzymali w pamięci i się tego nie wstydzili, najczęściej byli zmuszani do opuszczenia swojej wsi, miasta, czy domu. Bo kiedy inni Polacy dowiadywali się, że jeden z nich kiedykolwiek, zamiast zabić i ograbić Żyda, Żydowi pomógł, w jednej chwili traktowali go jak wyrzutka i w efekcie zmuszali do emigracji. Bywało że faktycznej. Ktoś mi powie, że ja tak ładnie umiem pisać, to i z całą pewnością trochę wypowiedź Agnieszki Holland koloryzuję. Otóż nie. Ona dokładnie w ten sposób diagnozowała fakt, że o polskim bohaterstwie tak mało wiadomo. Gdyby nie wdzięczność rozproszonych po całym świecie uratowanych przez Polaków Żydów, ich dzieci i wnuków, gdyby wreszcie nie bezkompromisowa odwaga Jana Tomasz Grossa, o tych nielicznych przypadkach polskiego poświęcenia pies z kulawą nogą by nie wiedział. Inni Polacy by to skutecznie ukryli. Tak opowiadała wczoraj w telewizji Agnieszka Holland.
Ale podczas owej rozmowy stało się coś jeszcze ciekawego. Coś, czego, przyznam, nie do końca rozumiem. Otóż, wsłuchując się z nabożeństwem w słowa Agnieszki Holland, Monika Olejnik – bo to była jej rozmowa – w pewnym momencie zapytała, dlaczego, skoro Żydzi czuli do swoich polskich wybawicieli taką wdzięczność, a jednocześnie oni sami przez swoich sąsiadów byli poddawani takiej presji, nie zechcieli spopularyzować tego bohaterstwa? Dlaczego na przykład o Irenie Sendlerowej, kiedy ona jeszcze żyła, nie nakręcili choćby jednego dokumentalnego filmu, żeby świat usłyszał? Nawet prezydent Kwaśniewski dziesięć lat temu odznaczył Sendlerową, fakt ten był w Polsce dobrze znany, Sendlerowa stała się w Polsce bohaterem, więc czemu Żydzi nie mogli nakręcić o niej filmu? W tym momencie właściwie Holland ani drgnęła. Nawet, jak się zdaje, nie przesunęła się na krześle. Jej głos nie stracił ani trochę z tej tak bardzo charakterystycznej pewności siebie. Natomiast to co powiedziała było uderzająco dziwne. Otóż ona, ni mniej ni więcej, tylko powiedziała, że owszem, Kwaśniewski odznaczył Sendlerową, ale zrobił to dopiero wiele lat po wojnie. Przez całe dziesięciolecia jej nie odznaczał i przez te wszystkie lata pamiętali o niej tylko Żydzi. A z tego wynika, że musiała się jednak zdenerwować.
Na to Olejnik – z jakiegoś dziwnego powodu – już tylko uczepiła się tej jednej kwestii: dlaczego Żydzi nie zrobili o Sendlerowej filmu? I wtedy Holland, wciąż bezczelnie nieruchoma i bez widocznych śladów emocji, zaczęła z siebie wyrzucać kompletnie niezborne zdania, z których każde jednak zawierało tę jedną myśl. Że filmu nie było, bo Polacy takim filmem nie byli zainteresowani. Właśnie dlatego, że dla nich postać Sendlerowej była w najlepszym wypadku nieciekawa. Olejnik więc wciąż pytała, że no dobrze, ale można było film nakręcić. Na co Holland niezmiennie powtarzała, że się nakręcić nie dało, bo Polacy nie chcieli. I w pewnym momencie – może mi się tylko zdawało, ale nie sądzę – można było zauważyć w głosie Holland taką szczególną desperację, jaką odczuwa ktoś, kto wie, że się znalazł pod ścianą, ale wie też, że do końca musi zachować spokój i robić swoje. A więc robiła Holland swoje, i wreszcie Olejnik dała jej święty spokój. I na tym pobojowisku zostali już tylko Polacy – skopani, zbezczeszczeni, wypluci. Nawet biedna Irena Sendlerowa znalazła się po tej stronie. Ale nie mogło być inaczej. Niepotrzebnie została wyciągnięta w tak dramatycznym momencie. Trzeba było siedzieć cicho, kiedy Żydzi mówią.
Jak mówię, nie bardzo rozumiem, dlaczego Olejnik postanowiła wyskoczyć z tym filmem. Inna sprawa, że nie bardzo mnie to interesuje. Już bowiem od dawna mam wrażenie, że ona akurat, jak to mówią Anglicy, „has crossed over”. Natomiast dziś myślę już bardziej o samej Holland. I o tym jej bezczelnym zaplątaniu, kiedy wszyscy czekaliśmy na to, żeby powiedziała nam, czemu nie nakręciła filmu o Irenie Sendlerowej. I, choć wiem, że to brzmi niezwykle brutalnie, a poza tym jest takie strasznie nie-polskie – w końcu my Polacy słyniemy ze swojej gościnności, serdeczności i dobroduszności – to ja bym ją stąd zwyczajnie wypieprzył. Niech zjeżdża do Nowego Jorku, Paryża, czy gdzie tam sobie zażyczy. Nie wiem, jak się coś takiego w dzisiejszych, nowoczesnych czasach, organizuje, ale niech spieprza. Może nawet, z wdzięczności za ten order, który niedawno od niego dostała, wziąć ze sobą Bronisława Komorowskiego. Będziemy mieli ulgę podwójną. A kto wie, czy przez ten ruch nie staniemy się wszyscy, również jako naród, ludźmi choć odrobinę lepszymi.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...