Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Pieronek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Pieronek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 grudnia 2018

Lewica, prawica, dialog, czyli o przykrych konsekwencjach siedzenia na płocie


     W swojej wczorajszej notce, poświęconej świętej pamięci zmarłego niedawno katowickiego biskupa Gerarda Bernackiego, wspomniałem też o drugim, również ostatnio zmarłym, biskupie, Tadeuszu Pieronku i zupełnie niezwykłym - niezwykłym nawet jak na możliwości jego autora - komentarzu, jaki w kwestii tego odejścia wygłosił wicepremier w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Gowin. Ponieważ wygląda na to, że o bp. Bernackim już w tej chwili pies z kulawą nogą nie pamięta, a debata na temat wszelkich zasług zmarłego bp. Pieronka nabiera dopiero rozpędu, postanowiłem się głębiej zainteresować w tej sprawie dzieje i z prawdziwym zdziwieniem zaobserwowałem, że chyba od czasu gdy w kalendarz kopnął niesławny gensek Leonid Breżniew, nie doszło w Polsce do sutuacji, gdzie właściwie cały naród ogarnęła fala i hejtu i zimnej satysfakcji z powodu śmierci jednego człowieka. Kiedy czytam internetowe komentarze - a musimy przyznać, że to właśnie Internet jest dziś pierwszym głosem wolnego społeczeństwa - nie możemy nie zauważyć, że tam z jednej i z drugiej strony wszyscy znęcaja się nad doczesnymi szczątkami zmarłego księdza, przy czym i jedni i drudzy za to, co on powiedział w życiu takiego, co jednym i drugim nie pasuje. W tej zatem sytuacji, by może choć część z nas zechciała wypowiedzieć jedno dobre słowo na temat było nie było osoby zmarłej, pozwolę sobie zwrócić się z pewnym szczegolnym adresem do jednych i do drugich.
     Najpierw niech może nastawią ucha wszyscy ci, co biskupa Pieronka nienawidzą za to, że nie był Polakiem, a których bardzo wymownie zareprezentował pewien użytkownik Twittera, podpisujący się imieniem Alonzo Mourning:
     Zmarł bp Pieronek. O zmarłych dobrze albo wcale? Ok. Zmarł bp Pieronek. Dobrze”.
     Oto zatem seria wyypowiedzi Biskupa, które jednak spowodują, że z tej strony pojawi się choć jedno dobre słowo:
     Akty homoseksualne są amoralne i przeciwko naturze, dlatego wykluczają z Królestwa Niebieskiego”.
     Orientacja to może być na Wschód albo na Zachód. Tymczasem normalnym się jest, albo nie”.
    Feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże”.
     Aborcja to zabójstwo i nie można tego inaczej nazwać”.
     Ale oni, Żydzi, mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia”.
     Nie róbcie z Kościoła siedliska pedofilii! Ataki przypominają minioną epokę komunizmu. Brak mi tylko jeszcze pokazowych procesów".
     Dziecko genderowców nie rodzi się, ale jest przedmiotem produkcji. Polski rząd powinien sprzeciwiać się gender, a nie dawać opętać się tej chorej i niebezpiecznej ideologii”.
     Cierpienie jest twórcze, trzeba je wykorzystywać do tego, aby pogłębić człowieczeństwo”.
     Kampania na rzecz związków partnerskich zmierza do tego, by każde wydarzenie, każde ludzkie postępowanie, nawet sprzeczne z powszechnym odczuciem moralności, usankcjonować i chronić. Czy fakty dokonane mogą być wyznacznikiem reguł moralnych? Nie!"
     Pierwowzorem in vitro jest Frankenstein”.

      A teraz seria wypowiedzi bp Pieronka skierowanych pod adresem tej bardziej „europejskiej” części społeczeństwa, której głos, jak sądzę znakomicie reprezentuje internautka Maria Miklasewicz: „Jego poglądy i wypowiedzi były świadectwem zacofania. Zwykly klecha. Żadna osobowość”.
    Słowa Kaczyńskiego to wypowiedź człowieka, który uważa się za naczelnika państwa, a który zachowuje się jak człowiek po narkotykach. Inaczej tego nie potrafię wytłumaczyć”.
    Ci, którzy powinni strzec Konstytucji, łamią ją raz po raz i zmieniają tak, by zatwierdzić wszystkie swoje łajdactwa. Każde złamanie konstytucji, zwłaszcza przez jej stróży, jest łajdactwem. To jest jakaś operacja na narodzie, tłuczenie mądrości, która tkwi w narodzie, sprowadzania jej do takich stwierdzeń, że wszystko można zrobić, bo mają mandat społeczeństwa”.
     Wygłaszanie na miesięcznicach buńczucznych przemówień, które tchną nienawiścią, to nie akt religijny tylko czysta polityka”.
      Przesłanie człowieka, który podpalił się w przed Pałacem Kultury jest jest bardzo logiczne i bardzo mocne.  Trudno podważyć jakiekolwiek słowo w tym tekście. Jest to moim zdaniem desperacki akt odwagi tego, kto oddaje życie za tego typu sprawy. On jest dla mnie bohaterem, człowiekiem, który upomina się w imieniu całego narodu”.
      Dotarliśmy do końca. PiS to dyktatura”.
      Nie jeżdżę na konferencje episkopatu, bo mi szkoda czasu. Ja tego episkopatu w dużym stopniu nie znam, bo to młodzi ludzie. Nie mają doświadczenia wojny czy komunizmu. Moim zdaniem, brak takiego doświadczenia  odbija się w tym, że przyjmują postawę wygodnictwa. Uważają, że przecież OnI za nas walczą. Dziękuję, nie chcę żeby moje zasady wywalczane były przez rząd”.
      Myślę, że tyle nam wystarczy, przynajmniej po to, byśmy mogli uznać, że tego Pieronka, co by o nim nie mówić, w sumie jednak to był spoko gość. A skoro tak, to już tylko pozostaje nam  jeden cytat ze śp. Tadeusza Pieronka, który nas wszystkich zjednoczy raz na zawsze. No bo kto powie, że on nie powiedział szczerej prawdy?
      Jeżeli widzę, że ludzi się dzieli na elity i na lud, to pachnie autorytaryzmem, rasizmem. To jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych”. 
      Słyszycie, psy, co mówił o was ten wspaniały człowiek?



piątek, 28 grudnia 2018

Jak żyć na trzeźwo w czarno-czarnej ektoplazmie?


       Tego co nasza europejska inteligencja nazwała „Jankowski Gate” nie komentowałem, bo raz, że byłem zajęty czymś zupełnie inym, a poza tym, pomijając głosy ludzi do których mam jeszcze mniejsze zaufanie niż do chandlerowskiej tarantuli na porcji biszkopta, na temat tego co zmarły przed laty ksiądz Henryk Jankowski wyprawiał poza godzinami pracy nie wiem zgoła nic. Wiem, owszem, że nie stronił on od blasku świateł oraz związanego z nim naturalnego przepychu, wiem też, że on ten blask cenił sobie nie mniej niż setki powszechnie znanych i szanowanych osób, poczynając od Jerzego Urbana, przez Jerzego Owsiaka, a kończąc na Ryszardzie Kaliszu, Lechu Wałęsie, czy Kubie Wojewódzkim, poza tym, jak mówię, nie mam tu jakichkolwiek kompetencji. Tym bardziej zresztą czuje się niekompetentny, kiedy słyszę, jak to dziś wielcy działacze Solidarności lat 80, z Bogdanem Borusewiczem na czele, zaświadczają własnym słowem i honorem, że oni od początku wiedzieli, że Jankowski to gwałciciel i pedofil, a jako dowod na swoją prawdomówność przytaczają argument, że oni tam byli i widzieli.
        Nie zajmowałem się zatem osobą oraz sprawą księdza Jankowskiego, co nie znaczy, że mnie w ogóle sprawy naszego Kościoła i jego pasterzy nie ruszają. Jest wręcz przeciwnie. Oto w ostatnich dniach odeszli od nas dwaj biskupi, katowicki biskup pomocniczy Gerard Bernacki, oraz - ledwie wczoraj - słynny biskup Pieronek, a ja w tej sprawie, jak najbardziej mam ochotę mówić.
        Proszę sobie wyobrazić, że z biskupem Bernackim miałem okazję spotkać się osobiście raz w życiu jeszcze zanim otrzymał swoje stanowisko. Były lata 80-te, moi rodzice już od kilku lat nie żyli, a ja większość czasu spędzałem z moją dziś żoną, a wówczas ledwie ukochaną, siedzieliśmy sobie u mnie czekając na odwiedziny kolędowe i niespodziewanie pojawił się u nas nie kto inny jak ksiądz Bernacki. Pamiętam, że był bardzo grzeczny, wręcz ujmujący, księżowski jak z obrazka, no a ja mu powiedziałem, żeby on sobie nie myślał, że my tu żyjemy na kocią łapę, po prostu moja dziewczyna postanowiła razem ze mną przyjąć kolędę i tyle. Ksiądz Bernacki bardzo się na to oburzył i powiedział, że jemu by coś takiego nawet przez głowę nie przeszło, bo on zawsze zakłada, że ludzie są porządni i takie tam. Bardzo miły był dla nas ksiądz Bernacki. Pamiętamy tamtą kolędę do dziś.
        Minęło parę lat, ksiądz został przez Jana Pawła II ustanowiony biskupem pomocniczym przy arcybiskupie Zimoniu, no i był sobie tym naszym biskupem aż do roku 2012, kiedy to choroba alkoholowa ostatecznie go pokonała, i to, jak się zdaje, z tak wielkim hukiem, że papież Benedykt XVI nie miał innego wyjścia jak przyjąć jego rezygnację z duszpasterskich obowiązków i nakazać opuszczenie diecezji. Biskup Bernacki wyjechał więc do Zakopanego, gdzie zamieszkał w miejscowym klasztorze ojców Bonifratrów, by po latach wrócić do rodzinnego Prudnika, i tam ostatecznie dokończyć żywota.
        A wiec to tyle gdy chodzi o pierwszego z dwóch zmarłych biskupów. Mimo że biskup Pieronek był nie dość, że o wiele bardziej znany od biskupa Bernackiego, by nie powiedzieć, że jego sława jako przedstawiciela Kościoła dorównywała sławie największych polskich duszpasterzy, na temat jego życia osobistego wiem równie niewiele, jak na temat księdza prałata Jankowskiego. A więc nie mam pojecia, czy biskup Pieronek chlał, puszczał się, współpracował z bezpieką, gwałcił niewinne dzieci i pobożne panny, kradł i uwielbiał drogie gadżety. Dwie natomiast rzeczy wiem z całą pewnością. Otóż biskup Pieronek, gdy chodzi o naukę Kościoła, zachowywał pozycję jednoznacznie wierną, by nie powiedzieć konserwatywną, natomiast w kwestii życia publicznego, z jednej strony głosił poglądy bardzo antykomunistyczne, a z drugiej całym sercem, całą dusza i całym rozumem nienawidził PiS-u. Gdybym miał streścić jego poglądy polityczne, najchętniej sprowadziłbym je do dwóch wypowiedzi: pierwsza z nich to ta, że lewicowe feministki należy spalić kwasem siarkowym, a druga że czasy wobec których stoi dziś Polska to dyktatura bezprawia i niesprawiedliwości.
      Zmarł więc biskup Tadeusz Pieronek i żałobę jaka ogarnęła cały nowoczesny świat można porównać tylko do tej, jaką obserwaliśmy w przypadku odejścia tak wybitnych autorytetów, jak Wisława Szmborska, Władysław Bartoszewski, czy Kazimierz Kutz. Biorąc pod uwagę fakt, że Biskup nie miał jakichś nadzwyczajnych zasług dla Kościoła i jego popularność związana była wyłącznie z tym, że lubił się udzielać medialnie, zastanawiam, skąd ta atmosfera utraty? Czy bardziej poszło o ten kwas siarkowy, czy może o owo bezprawie i niesprawiedliwość. Kiedy tak sobie na ten temat dumałem, odpowiedzi na tę zagadkę udzielił nam sam ksiądz profesor Alfred Wierzbicki - gdyby ktoś nie pamiętał, to ten sam, który swego czasu publicznie powiedział, że popierając PiS, Kościół „zrobił z siebie głupka”, za co został równie publicznie upomniany przez swojego biskupa. Oto ów komentarz: „Były sytuacje, w których biskup Pieronek potrafił zmieniać swoje poglądy, wymieniając jako przykład jego wcześniejsze wypowiedzi dotyczące feministek. Był człowiekiem refleksyjnym, a człowiek, który myśli, nie widzi rzeczywistości czarno-białej i się waha”.
       Już w momencie gdy piszę ten tekst, słucham wypowiedzi wiecznie niezastąpionego ministra Jarosława Gowina, który najpierw opowiada o swojej wielkiej przyjaźni z biskupem Pieronkiem, jak oni się niemal co dziennie spierali o to, czy rząd Prawa i Sprawiedliwości to dpobro, czy zło, a następnie, by nam pokazać, jakim to fantastycznym czlowiekiem był śp. Tadeusz Pieronek, opowiada sensacyjną wręcz anegdotę, o tym, jak to biskup Pieronek swego czasu faktycznie i stale spotykał się z oficerem Służby Bezpieczeństwa, prowadząc z nim wyczerpujące rozmowy, jednak po każdym z takich spotkań, udawał się do Kurii, gdzie równie szczerze z wszystkiego zdawał sprawozdanie Arcybiskupowi. Taki był. Taki właśnie był ów niezłomny ksiądz.
       Biedny biskup Pieronek, biedny minister Gowin. Ciężko naprawdę poruszać się w tej strasznej, czarno-czarnej mazi. Może faktycznie powinni obaj w pewnym momencie pójść śladami biskupa Bernackiego i zacząć zwyczajnie chlać.






poniedziałek, 15 października 2018

Do czego nam służy biskup Pieronek?


Dziś odłożony nieco w czasie najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. O biskupie Pieronku i telewizji TVN24. Kiedy go pisałem, mieliśmy zaledwie za sobą rozmowę Moniki Olejnik z księdzem biskupem, jednak dziś już stało się coś, co zdecydowanie poszerza naszą perspektywę. Otóź dyrekcja stacji, zorientowawszy się, że im plan nie wypalił, kazała redaktorom straty nadrobić. Ci więc szybciutko się poprawili i przeprowadzili z księdzem osobną rozmowę, już na tematy bardziej bezpieczne. No ale o tym być może już innym razem.    


      Na biskupa Tadeusza Pieronka mam oko od wielu lat, jeszcze od czasów, gdy władzę w Polsce niepodzielnie prowadziło SLD na przemian z PSL i z Unią Wolności, śp. Lech Kaczyński nie był nawet politykiem, a Prezes był zaledwie byłym prezesem. To wtedy dał się biskup Pieronek poznać jako bardzo gorliwy obrońca Kościoła i Jego nauki, a z drugiej jako równie gorliwy krytyk owej bezbożności, jaką niosły ze sobą tamte rządy.
     Ale pamiętam biskupa Pieronka z czasów nieco już późniejszych, kiedy wywołał prawdziwą furię tak zwanego „głównego ścieku”, publicznie ogłaszając, że na współczesne feministki nie ma już innego skutecznego sposobu, jak kwas siarkowy. Jeszcze później nastąpił szereg innych wypowiedzi Biskupa, związanych z nauczaniem Kościoła, gdzie każde jego słowo traktowałem jak niemal wyjęte z moich ust. Ale wtedy już wiedziałem, że gdy chodzi o tak zwany „Kościół tradycyjny”, nie ma On być może większego sojusznika niż biskup Pieronek właśnie.
      No a jeszcze później na scenę wkroczyło Prawo i Sprawiedliwość i biskup Pieronek pokazał nam swoją drugą twarz, twarz polityka i to polityka na tyle zaangażowanego, że w jednej chwili stał się dla polskiej prawicy wrogiem publicznym numer 1. Przyznam uczciwie, że nie mam bladego pojęcia, skąd u biskupa Pieronka tak silna, wręcz fizyczna niechęć do Prawa i Sprawiedliwości, której on nie jest w stanie choćby na chwilę ukryć. Nie wiem też, jak to się dzieje, że człowiek wydawałoby się naprawdę pobożny i w tej swojej pobożności naprawdę głęboki, w sprawach politycznych potrafi być jednocześnie być tak dramatycznie niemądry. A jest w istocie rzeczy tak, że biskup Pieronek autentycznie robi wrażenie, jakby w momencie gdy zdejmuje z szyi koloratkę, jednocześnie odkładał na półkę uczepiony do niej na sznurku rozum.

     I tak wygląda prawda na temat owej niezwykłej wprost dychotomii u księdza biskupa Tadeusza Pieronka. Tym bardziej zdziwiła mnie Monika Olejnik zapraszając Księdza do swojego programu „Kropka nad i” by go wypytać o problem pedofilii wśród księży, ze szczególnym uwzględnieniem dowodów przedstawionych przez Wojciecha Smarzowskiego w filmie „Kler”, a potem się bardzo zdziwiła, kiedy biskup Pieronek najpierw wyraził rozczarowanie z powodu nagonki prowadzonej przeciwko Kościołowi, a potem, pytany o odpowiedzialność, odpowiedział, że nie ma żadnego powodu, by to Kościół akurat odpowiadał za grzechy pojedynczych księży.

     A był moment, gdy naprawdę można było z tego skutecznie wyjść, kiedy to Olejnik zapytała Biskupa, czy on nie zna przypadków opisanych przez Smarzowskiego w jego filmie, a ten odpowiedział, że zna o wiele gorsze. Trzeba się było tego uczepić. Trzeba go było najpierw poprosić, by się z nami podzielił swoimi obserwacjami, potem delikatnie przesunąć akcenty z Kościoła na przestrzeń bardziej świecką, nawet gdy chodzi o pedofilię i jestem pewien, że w końcu doszliby państwo do PiS-u. I wtedy by się dopiero zaczęło.


Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek, czy to w księgarni pod adresem www.basnjakkniedzwiedz.pl, czy tu u mnie. Proszę się kontaktować mailowo: k.osiejuk@gmail.com

 

    
 

wtorek, 7 listopada 2017

Dlaczego Diabeł tak bardzo ukochał sobie księży?

      Czas, kiedy zwykle zamieszczam tu swoje kolejne felietony z „Warszawskiej Gazety” niepostrzeżenie minął i pewnie ten akurat tydzień musielibyśmy przeżyć bez jednego z nich, gdyby nie pewne szczególne wydarzenie, które w połączeniu ze zdarzeniem nieco wcześniejszym stworzyło mieszankę prawdziwie wybuchową i kazało mi, mam szczerą nadzieję, że po raz ostatni, do tematu wrócić. Otóż w telewziji TVN24 wystąpił biskup Tadeusz Pieronek i poproszony o komentarz na temat niedawnego samospalenia się Piotra Szczęsnego powiedział co następuje:
        „Po raz trzeci spotykam się z takim wypadkiem. Pierwszy był na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, drugi na Rynku krakowskim, trzeci – ten najbardziej wyrazisty, dlatego że zostawił po sobie przesłanie, które jest bardzo logiczne i bardzo mocne. Z tego tekstu, co zostawił po sobie, wynika, że umysł był zupełnie świeży i pełen mądrości. Trudno podważyć jakiekolwiek słowo w tym tekście. Jest to moim zdaniem desperacki akt odwagi tego, kto oddaje życie za tego typu sprawy. On wiedział, co robi. Był bardzo świadomy tego co czyni. Desperacki, ale bardzo bohateski czyn. Ja bym tego nie zrobił, bo brakuje mi odwagi, ale człowiek, który decyduje się na taki czyn, jest dla mnie bohaterem. Człowiek, który upomina się w imieniu całego narodu”. 
      I ta część wypowiedzi biskupa Pieronka jest na tyle mocna, że właściwie można by było temat zamknąć bez komentarza, gdyby nie jeden maleńki jej fragment, w której pada jasna i prosta deklaracja, że ksiądz biskup byłby gotów dokonać aktu samospalenia w proteście przeciwko rządom Prawa i Sprawiedlwiosci, gdyby nie to, że brakuje mu odwagi. A stąd już bardzo blisko do czegoś może jeszcze bardziej poruszającego. Oto Monika Olejnik pyta księdza biskupa, czy on poleca tego typu „bohaterstwo” tym, którzy mieliby ochotę naśladować Piotra Szczęsnego i proszę sobie wyobrazić, że biskup Pieronek odpowiada na to pytanie w sposób następujący:
      „To są te rzeczy, których nie można wytłumaczyć właściwie nigdy. To co za tą decyzją stało, on wypowiedział publicznie. A co się stało w ostatnich momentach, kiedy już wiedział, że traci życie, to jest już zupełnie inna sprawa”.
      I to jest właśnie to coś, co każe mi jednak zapisać tu tekst mojego ostatniego felietonu z „Warszawskiej Gazety”, jako tak naprawdę komentarz do czegoś, co miało dopiero nastąpić. No i nastąpiło.

       Kiedy parę tygodni temu, w proteście przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości, pod Pałacem Kultury podpalił się niejaki  Piotr S. i w stanie krytycznym został przewieziony do szpitala, Jan Hartman, profesor, filozof, a przede wszystkim polityczny celebryta, ogłosił, że jego emocje związane z sytuacją S. krążą między naturalnym pragnieniem życia, a trudnym w obecnej sytuacji politycznej do powstrzymania, życzeniem śmierci. Konkretnie, problem Hartmana sprowadzał się do tego, że on, jeśli tylko uwolni swoje emocje, bardzo pragnie tego, by S. umarł, bo tylko w ten sposób jego ofiara będzie miała pełny sens.
     Dziś Piotr S. już nie żyje, a ja jestem głęboko przekonany, że ta śmierć raduje dziś już nie tylko Hartmana, ale bardzo dużą grupę ludzi, podobnie jak on, zaangażowanych w to, co się aktualnie dzieje w Polsce. Jedyna różnica między nim, a resztą, jest taka, że on jest bardziej od nich szczery. Czemu tak się dzieje? Ktoś powie, że za tym stoi tak zwany hejt, czyli nienawiść. Podobnie jak nienawiść stała za tak dramatycznym gestem wspomnianego Piotra S., czy za tym, co kilka lat temu w Łodzi uczynił niesławny Ryszard Cyba. Istnieje teoria, że owe akty destrukcji wynikają bezpośrednio z nienawiści. Cyba zamordował działacza Prawa i Sprawiedliwości, Piotr S. odebrał sobie życie, a Jan Hartman oba te zdarzenia szczerze świętuje, kierując się wyłącznie nienawiścią.
       I pewnie moglibyśmy to rozwiązanie przyjąć jako słuszne, gdyby nie ostatnie wystąpienie znanego ojca jezuity, Grzegorza Kramera, który w swoim komentarzu na Twitterze w taki oto sposób zareagował na śmierć S.:
       „Panie Piotrze S. mam nadzieję, że w Nim znalazłeś to, o co tak walczyłeś. Dziękuję za odwagę. R. i P.
       Otóż, moim zdaniem, mimo że on w sposób jak najbardziej oczywisty stoi dziś po tej samej stronie, po której stoją Ryszard Cyba, Piotr S., oraz Jan Hartman, ojcem Kramerem nie kieruje  nienawiść. On, podobnie, jak spędzający swoje dni w więzieniu Cyba, prowadzący kolejny wykład Hartman, czy być może nawet cierpiący w szpitalu Piotr S., bardzo czekał na tę śmierć, nawet jeśli tylko po to, by móc opublikować ów tak poruszający komentarz, jednak w nim nigdy nie było i jestem pewien, że i teraz nie ma, cienia nienawiści, natomiast, owszem, jest obłęd, przechodzący w klasyczne opętanie. To są wszystko ludzie – niestety nie oni jedni – którzy w pewnym momencie uwierzyli, że to, w jaki sposób potoczy się polska polityka, stanowi kwestię życia i śmierci. Wielu z nich poradziło sobie z Gierkiem, Jaruzelskim, w pewnym momencie nawet z Wałęsą i nagle pokonali ich Kaczyński z Błaszczakiem. I to tak, że oni przez nieustanne myślenie o jednym i o drugim oszaleli i znaleźli się w miejscu, gdzie pozostaje tylko albo zabić kogoś, albo zabić siebie, albo modlić się o to, by się udało.


Przypominam, ze moje książki są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Serdecznie zachęcam.

niedziela, 1 maja 2011

O nienawiści, o miłosierdziu i pewnym pasterzu

Sprawa biskupa Pieronka i dwóch wywiadów, jakich ów duszpasterz udzielił Onetowi i Wirtualnej Polsce, przez krotką chwilę zajaśniała na firmamencie naszego życia publicznego i w sposób naturalny zgasła. Dlaczego zgasła, i dlaczego w sposób naturalny? Otóż stało się tak z dwóch powodów. Jeden, to sama osoba Biskupa, którego dziś już nikt nie traktuje poważnie, i to nie traktuje poważnie z powodów całkowicie naturalnych i jak najbardziej zrozumiałych. W końcu, jak można traktować poważnie kogoś kto leży i się nie rusza, a jeśli się rusza, to jakoś tak śmiesznie? Drugi powód, to temat jego wypowiedzi, a przede wszystkim tej jej części, która dla Systemu była szczególnie ważna i ciekawa – a więc PiS i Jarosław Kaczyński.
Na krótką chwilę chciałbym się zatrzymać przy tej drugiej kwestii. Jest faktem nie podlegającym dyskusji i w rzeczy samej już przez nikogo chyba nie poruszanym, że z punktu widzenia interesów Systemu, Kościół jest instytucją w najlepszym wypadku zbędną, ale też możliwe, że wciąż szkodliwą, którą nieustannie należy mieć na oku. Z punktu widzenia współczesnego świata, a więc pierwszej kreacji Systemu, Kościół może funkcjonować wyłącznie jak zinstytucjonalizowany gabinet terapeutyczny, i to w dodatku w ramach bardzo ściśle reglamentowanej procedury. I wcale nie chodzi o to, czy na jego czele będą stali biskupi Michalik i Gądecki, czy może kardynał Nycz z biskupem Pieronkiem właśnie. Dla Systemu zarówno Michalik, jak i Pieronek to ciała obce, bakterie, wrogowie, które pewnego dnia trzeba będzie i tak wyeliminować, a jeśli dziś jeszcze, z jakiegoś powodu, procesu eksterminacji uruchomić się nie da, należy jednym i drugim próbować grać, na tyle skutecznie, na ile to jest możliwe.
I oto mamy przed sobą biskupa Pieronka, który z jakiegoś powodu nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. Tyle. Nic ponadto. Musimy jednak przy tym nie zapominać, że nie jest tak, że dzięki temu nastawieniu, on w jednej chwili staje się przyjacielem Systemu. W żadnym wypadku. Pieronek, podobnie jak wszyscy pozostali biskupi, wszyscy księża, wszyscy ludzie wierzący w Boga Jedynego na poważnie, a nie w ramach jakiejś przelotnej mody, dla Systemu są elementem wrogim. I żadne fałszywe uśmiechy i pokręcone słowa – z obu zresztą stron – tego stanu rzeczy nie zmienią. System nie spocznie, dopóki Kościół w Polsce – zwłaszcza w Polsce – nie zostanie ostatecznie rozbity. A zatem biskup Pieronek i to co on ma do powiedzenia, gdyby nie jego nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego, dla Systemu byłby nikim. Na razie.
Z wyżej wymienionych powodów, jak już wspomniałem, wywiady, jakich biskup Pieronek udzielił obu portalom, trochę pobłyszczały i zgasły. Zrobiły swoje i zostały zastąpione przez inne, bardziej ciekawe i mocniejsze wydarzenia. Co po nich zostało? Jak idzie o rozmowę w Onecie – w całości niemal, oczywiście, poświęconą Jarosławowi Kaczyńskiemu, Prawu i Sprawiedliwości i Katastrofie Smoleńskiej – wszystko. Natomiast jeśli idzie o Wirtualną Polskę – a ta rozmowa nas dziś interesuje – tylko ta jedna ironia: „Najlepiej byłoby zbudować piramidę albo usypać kopiec, zasypać Pałac Prezydencki, a na szczycie postawić pomnik Lecha Kaczyńskiego i go ozłocić”. No i wściekłość, jaką wśród osób wiernych i płaczących, te słowa wywołały. No i nienawiść, która zawsze się rozmnaża. Zawsze.
Dziś już nie umiem przypomnieć sobie, jak to się stało, że obie rozmowy z biskupem Pieronkiem najpierw sobie wydrukowałem, a później przeczytałem. Zwykle tak postępuję, kiedy się dowiem, że przede mną leży tekst kogoś, kogo szanuję i o kim wiem, że mogę się po nim spodziewać jakiejś inspiracji. Wedle wszelkich danych, coś takiego jak wypowiedź biskupa Pieronka, w dodatku na tematy związane z doraźną polityką, nie powinno mnie w najmniejszym stopniu interesować. Mimo to, stało się tak, że oba teksty znalazłem, wydrukowałem sobie na kilku kartkach papieru – nie znoszę czytać na ekranie – i przeczytałem. Jak mówię, w całości. I od razu powiem uczciwie, że jeśli jestem wstrząśnięty, to bynajmniej nie z powodów, jakie mogłyby się tu wydawać pierwszoplanowe.
Otóż przede wszystkim – tak jak to zwykle bywa – rozmowa z biskupem Pieronkiem w jej absolutnej większości w ogóle nie dotyczy ani Jarosława Kaczyńskiego, ani polityki w ogóle. Pieronek rozmawia o dziesiątkach różnych rzeczy, a o Kaczyńskim, o Krzyżu, i Krakowskim Przedmieściu, o Wawelu, wspomina zaledwie parę razy, na początku rozmowy, i pod jej koniec. W dodatku, jeśli on w ogóle mówi o jednym, drugim i trzecim, to wyłącznie jednoznacznie sprowokowany przez dziennikarza. Jeśli ktoś nie wierzy, niech sobie sprawdzi.
I to jest jedna rzecz. Druga natomiast to taka, że wszystko co mówi Pieronek poza uwagami stricte politycznymi, jest i jak najbardziej słuszne, lub w najgorszym wypadku prowokujące do zastanowienia, i co nie najmniej istotne, podane wyjątkowo inteligentnie, co akurat w przypadku naszych biskupów ostatnio robi wrażenie luksusu. I znów, jeśli ktoś nie wierzy, niech sobie poczyta. Biskup Pieronek mówi o Janie Pawle II, o jego beatyfikacji, o cudach, o współczesnym zlaicyzowanym świecie, o Francji, o komunistach, o Radiu Maryja, o papieskich encyklikach, o ludzkiej pobożności, a nawet o Robercie Kubicy. I wszystko co mówi jest bardzo interesujące i w bardzo interesujący sposób podane. Ostatnio czytałem trzy wywiady z biskupami. Z kardynałem Nyczem, z tym jakimś biskupem opolskim, którego nazwiska bez najmniejszych wyrzutów sumienia zapomniałem, i teraz z Tadeuszem Pieronkiem. Mnie nie trzeba tłumaczyć, co biskup Pieronek ma za uszami i nie trzeba mnie przekonywać do tego, bym na niego od rana do wieczora uważał. Ja się sprawami publicznymi interesuję i to co mam wiedzieć – również na temat naszych biskupów – to raczej wiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że tu nawet nie chodzi o Nycza i tego biskupa z Opola. Tu nie chodzi o Dziwisza. Nie musimy się też odwoływać do zmarłego już arcybiskupa Życińskiego. Pieronek, kiedy mówi o sprawach nie związanych z bieżącą polityką, jest z nich wszystkich najlepszy. Jego słowa są ciekawe, mądre, a przede wszystkim proste, a nie pokrętne w sposób, który nas ostatnio doprowadza zwykłych ludzi aż do takiej cholery.
Nie będę tu cytował kolejnych przykładów. Kto chce, niech sobie tam zajrzy już samodzielnie. Powtórzę tylko raz jeszcze. Mam bardzo mocne przekonanie, że biskup Pieronek przede wszystkim robił wrażenie, jakby nie bardzo chciał rozmawiać o naszej bieżącej polityce, i żeby powiedzieć to co powiedział, musiał zostać w sposób najbardziej prostacki do tego sprowokowany. Na zasadzie właśnie takiej, że dziennikarz, który z nim ów wywiad przeprowadzał, zrozumiał w pewnym momencie, że bez tych jego paru gestów nienawiści w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego, z tego co on gada, System nie będzie miał najmniejszego pożytku. Widocznie brakowało mu tej swady, z jaką swoje zadania realizuje Nizinkiewicz z Onetu. Ten od początku wiedział, po co ta cała rozmowa, więc nie musiał rzucać żadnych kół. Chodziło wyłącznie o Kaczyńskiego. I to właśnie takiego, o jakim Pieronek zgodził się mówić.
I tu dochodzimy do sedna tych refleksji, i tym samym głównego powodu, dla którego one zostały tu w ogóle przedstawione. W moim najgłębszym przekonaniu, biskup Tadeusz Pieronek doskonale symbolizuje sytuację, w jakiej znalazła się znaczna część Kościoła w Polsce. Nie jest bowiem tak, że nasi księża i biskupi w jednej chwili przestali być naszymi księżmi i biskupami. Że ich naturalna posługa, z powodu ich politycznych przekonań i ewentualnych uwikłań, została w jednej chwili unieważniona i zdegradowana. Oni są wciąż naszymi księżmi i biskupami, a jedyne co ich różni, to przede wszystkim to antypisowskie szaleństwo, osobista mądrość, i zwykła ludzka uczciwość. Jedyne co stoi na przeszkodzie, byśmy mogli nadal ich wszystkich szanować i być im posłusznymi, to to, że część z nich to zwykli durnie, zakłamani tak jak wielu z nas, uwikłani w jakieś drobne podłości, i albo, jak wielu z nas nienawidzący PiS-u, albo PiS kochający, tyle że w ogóle nie wiadomo dlaczego.
I oto mamy biskupa Tadeusza Pieronka. Człowieka, który zawsze bardzo interesował się polityką – niekiedy, jak się okazuje, aż za bardzo – i który obsesyjnie nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego i tego wszystkiego, co on reprezentuje i symbolizuje. Gdyby nie PiS i nie Jarosław Kaczyński, możemy być pewni, że o biskupie Pieronku słyszelibyśmy wyłącznie przy okazji jakichś nie do końca załatwionych spraw lustracyjnych. I na tym jego kariera publiczna by się kończyła. Byłby nikim innym, jak tylko jednym z tych członków Episkopatu, którzy od czasu do czasu przyjdą i coś nam powiedzą o świętości życia od narodzenia do naturalnej śmierci. A jednocześnie księdza biskupa, prawdopodobnie jednego z najbardziej inteligentnych i mądrych pasterzy naszego Kościoła, którego mądrość i inteligencja nikogo, ale to absolutnie nikogo nie interesują. Z jednego powodu – bo tak naprawdę wszyscy go nienawidzą. Jedni w sposób zupełnie dla siebie naturalny, tak jak nienawidzą Kościoła i religii, a drudzy, ponieważ nienawidzą księży, którzy w ten zupełnie tajemniczy i zagadkowy sposób nagle postanowili służyć złu. Nie w ogóle, ale tak troszeczkę. Tak trochę. Dokładnie tyle, ile to zło od nich wymaga.
Kończę już te refleksje na temat biskupa Tadeusza Pieronka i tego obłędu, jaki stał się udziałem nie tylko jego i paru jego kolegów, ale wielu z nas, a ja się zastanawiam, czy one są pesymistyczne, czy może pocieszające. I przyznam, że sam do końca nie wiem. Bo, z jednej strony, nie ma nic dobrego w tym, że nienawiść potrafi aż tak bardzo zrujnować duszę człowieka, że w praktyce traci on szansę na to, by w ogóle mówić o sobie, że jest człowiekiem. Z drugiej jednak strony – i to całkiem możliwe, że szczególnie dla nas, ludzi wierzących – wiadomość taka oto, że nawet ktoś taki jak biskup Tadeusz Pieronek, wciąż ma szansę być naszym pasterzem i mówić nam rzeczy ważne i prawdziwe, powinna nas nastrajać bardzo pozytywnie. Ostatnio bardzośmy się martwili, że Kościół nas opuścił. Okazuje się, że to nieprawda. Kościół wciąż jest z nami. Jedyne co się stało, to to, że diabeł znów podniósł swój parszywy łeb. I część z nas nagle się tego gestu, jak zwykle, wystraszyła. W tym kilku z naszych biskupów. Bądźmy jednak cierpliwi i wyrozumiali. Poczekajmy. Oni się w końcu opamiętają. W międzyczasie możemy się za nich pomodlić. Zwłaszcza dziś. W dniu Święta Bożego Miłosierdzia.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...