Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksander Ścios. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksander Ścios. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 czerwca 2018

O internetowych psach i o nas. O nas.


      Wydaje mi się, że już kiedyś o tym wspominałem, ale nawet jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to co chcę dziś powiedzieć, z całą pewnością pogłębia problem. By jednak zgrabnie zacząć tę notkę, przypomnę jej faktyczne tło. Otóż moje doświadczenie, i tak naprawdę również poziom zainteresowania, gdy chodzi o legendarną już postać blogera Ściosa sprowadza się do jednego tylko wydarzenia jeszcze z roku 2009, kiedy to wziąłem udział w organizowanym przez Onet konkursie na Blog Roku i z rąk samego red. Sekielskiego odebrałem bardzo piękny laptop. Krótko potem otrzymałem prywatną wiadomość od wspomnianego Ściosa, który poinformował mnie, że powinienem natychmiast zwrócić laptop Onetowi, ponieważ w przeciwnym wypadku doprowadzę do rozbicia polskiej prawicy, na czym nie powinno mi zależeć. Odpisałem oczywiście Ściosowi bardzo krótko, prosząc go, by przestał robić z siebie durnia, na co ten się obraził i od tego czasu, przynajmniej jako Ścios, się już do mnie nie odzywał,  a jeśli od tego czasu kiedykolwiek ów pseudonim pojawiał się w moich myślach, to wyłącznie w formie pytania, jak to możliwe, że od ponad już 10 lat cały internetowy świat zachodzi w głowę, kim jest ten dziwny człowiek, a jedyną odpowiedzią są już tylko kolejne plotki i domysły. Doszło w pewnym momencie nawet do tego, że zapytałem o to Piotra Bachurskiego, który wie wszystko, ale ten mi odpowiedział, że mi nie powie.
      Parę dni temu jednak, pewien z kolegów przesłał mi link do bloga Ściosa prowadzonego przez niego na blogspocie, zachęcając przy tym, bym rzucił okiem na komentarze. I proszę sobie wyobrazić, że byłem pod wrażeniem. Otóż, pomijając parę naprawdę nielicznych wyjątków, to co się tam znajduje, to potężne, podpisane wciąż tymi samymi paroma nickami, elaboraty – co ciekawe niemal wyłącznie pisane przez kobiety – niekiedy wręcz na 2 tys. słów , i co jeszcze ciekawsze, robiące wrażenie pisanych przez tę samą osobę, a co jeszcze ciekawsze, zachowujące poetykę, styl i wrażliwość samego Ściosa. Ale jest coś jeszcze ciekawszego. Na każdy z tych z tych komentarzy Ścios odpowiadama tekstami zaledwie nieco krótszymi, a szybkośc jego reakcji jest tak niezwykła, że niekiedy dochodzi do tego, że on owe odpowiedzi wysyła niekiedy minutę po minucie.
      Przejrzałem kilka ściosowych wpisów i to o czym napisałem powyżej robi wrażenie reguły. To są wciąż te same osoby, te same tekst, no i ten sam Ścios. Jaki z tego wniosek? Przepraszam bardzo, ale ponieważ i tak już mam tu opinię człowieka z obsesjami, to co sobie na ten temat myślę, zachowam dla siebie. Włącznie z odpowiedzią na pytanie, jak to się stało, że mimo upływu tylu lat choćby najbardziej plotkarskie media nie zadały sobie trudu, by  nam powiedzieć, z kim mamy do czynienia. Może przede wszystkim tą odpowiedzią.

Moje książki są do kupienia niezmiennie na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Polecam serdecznie.



czwartek, 11 stycznia 2018

Być jak Aleksander Ścios, czyli jak podzieliłem polską prawicę

     Odwołanie Antoniego Macierewicza z rządu wywołało w niektórych środowiskach prawicowych atak histerii, który można faktycznie  porównać  tylko do – jak to ładnie zauważył nasz nieoceniony Coryllus – harmideru, jakim hinduscy taksówkarze dręczą pasażerów, puszczając im muzykę na cały regulator, w przekonaniu, że skoro ma się wybór między 1 a 10, to zupełnie naturalnie należy wybrać 10. Jednak mimo że poziom owego obłędu, ale też jego wymiar czysto merytoryczny, robią na mnie pewne wrażenie, staram się do niego podchodzić z pełnym zrozumieniem, zwłaszcza mając na uwadze to, o czym pisałem parokrotnie miesiące temu, a mianowicie fakt, że pozbawienie funkcji ministra kogoś takiego jak Macierewicz niechybnie zostanie przez niektóre środowiska odebrane, jako wręcz zamach stanu, o czym Jarosław Kaczyński musiał wiedzieć, podchodząc do kwestii rekonstrukcji przez wiele miesięcy, jak pies do jeża.
       Jest jednak coś, czego nie przewidziałem. Otóż wiedząc, że nie da się utrzymać Dobrej Zmiany z Macierewiczem na pokładzie,  a jednocześnie mając świadomość emocji, jakie on przez te wszystkie lata zdołał wzbudzić u swoich sympatyków, nie spodziewałem się, że mamy do czynienia z autentycznym kultem jednostki, gdzie nawet nabardziej oddani zwolennicy demokracji, gdy przychodzi co do czego, uznają wprawdzie, że mamy prezydenta, premiera, wybory, parlament, jednak wszystko to traci znaczenie przy Umiłowanym Przywódcy. Jeszcze przedwczoraj zajrzałem na dwa prawicowe portale, wpolityce.pl oraz niezalezna.pl, na co dzień mocno ze sobą skłócone, i ku swemu zdziwieniu i tu i tam znalazłem ten sam tekst, napisany przez niejakiego Adama Sosnowskiego, jak czytam, „redaktora prowadzącego miesięcznika ‘Wpis’, autora kilku książek oraz wielu artykułów publicystycznych i naukowych”, gdzie jak byk stoi takie oto zdanie: „Gdy na początku lat 2000. z ramienia ruchów narodowo-katolickich Macierewicz ubiegał się o fotel prezydenta Warszawy, prezydent Andrzej Duda – który dziś tak naciskał na jego dymisję – był członkiem kosmopolitycznej Unii Wolności”. Rozumiecie Państwo co my tu mamy? Oto zarówno Tomasz Sakiewicz, jak i bracia Karnowscy, jednym głosem, ogłaszają dziś, że kiedy Antoni Macierewicz, starując w wyborach na prezydenta Warszawy przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, realizował swój narodowo-katolicki patriotyzm, Andrzej Duda wspólnie z Leszkiem Balcerowiczem budował Świątynię Szatana. Wprawdzie na temat narodowo-katolickiego zaangażowania Macierewicza pięć lat później oba media milczą – być może dlatego, że wówczas Duda już dawno wydoroślał, a o wyrwanie Polski z rąk Millera i Kwasniewskiego walczył, jak zawsze samotnie, Jarosław Kaczyński – no ale rozumiem, że czasem bez drobnych kłamstw ani rusz.
       I znów, mimo tego, że wciąż staram się rozumieć te wszystkie emocje, nie mogę nie zauważyć, że oto na scenę wchodzi nie kto inny jak sam bloger Aleksander Ścios – po dekonspiracji blogerki Kataryny, ostatni już Tajny Rycerz Zakonu Wolnego Słowa – a za nim ludzie z transparentem głoszącym, że Ścios to „autor analiz niezwykle trafnych i bardzo często proroczych”, z sugestią, jak rozumiem, że to co się właśnie stało, a więc ostateczne oddanie Polski w łapy Żydów z WSI, on akurat przewidział już lata temu.
      Otóż, z mojego punktu widzenia, pojawienie się w kontekście dzisiejszych wydarzeń owego, tak zwanego, Ściosa, jest o tyle znaczące, że w pewnym sensie cały problem ostatecznie zamyka. Ja publicystyki tego kogoś nie znam i szczerze powiedziawszy nigdy nie starałem się poznać, natomiast oczywiście znakomicie znam całą tę legendę, która się za nim wlecze od ponad już dziesięciu lat, kiedy o niej myślę, widzę wyłącznie głęboką brązową czeluść, a w owej czeluści zaledwie jeden konkret, czyli wiadomość, jaką on osobiście wysłał do mnie po tym, jak w pierwszym roku mojego blogowania Onet obdarował mnie jako blogera roku laptopem. W owym mailu Aleksander Ścios przedstawił mi swoją analizę, w której dowodził, że Onet dał mi tego laptopa wyłącznie po to, by podzielić polską prawicę, a jedyne co ja mogę teraz zrobić, jeśli chce być traktowany jako polski patriota, to zwrócić im ten laptop. Kto pamięta, ten pamięta, ale niech ci, co nie pamiętają, wiedzą, że stało się mianowicie tak, że ja laptopa Onetowi nie zwróciłem, natomiast sprzedałem go Coryllusowi, no i dziś – z tego co słyszę – widzimy skutki owego tragicznego posunięcia. Prawica została ostatecznie podzielona, z jednej strony mamy Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudę i resztę, a z drugiej Ściosa i Macierewicza i, jak zapowiada sam Grzegorz Schetyna, przed nami już tylko wojna domowa.
     A skoro już doszliśmy tak daleko, to ja mam dla wszystkich coś znacznie ciekawszego. Oto, w nawiązaniu do informacji, że Ścios to „autor analiz niezwykle trafnych i bardzo często proroczych”, chciałbym pokazać, że ja również potrafię tworzyć analizy nie tylko trafne, ale wręcz prorocze, i to na nie gorszym poziomie, niż robi to Maestro.
      Oto, bardzo krótko, bo nie ma czasu na głupstwa, proszę sobie wyobrazić, że, moim zdaniem, Antoni Macierewicz, jeszcze w czasie tworzenia rządu premiera Olszewskiego, został wydelegowany przez Służby, by jak najdalej trzymać braci Kaczyńskich od władzy. Tak zwana „lista Macierewicza”  to był wynik spisku Służb właśnie, w wyniku którego Macierewicz wspólnie  z Korwinem-Mikke doprowadzili do obalenia rządu Olszewskiego. Po czerwcu 1992 roku Macierewicz praktycznie zniknął ze sceny, by powrócić w roku 2000, kiedy już było wiadomo, że nadszedł czas ostatecznej likwidacji tak zwanej postkomuny i trzeba było się zająć ewentualnymi przyszłymi zwycięzcami. To wtedy właśnie Służby wyznaczyły Macierewiczowi zadanie budowania nowej prawicy. Kiedy już wszyscy widzieli, że z niego, jako człowieka, który poza niszczeniem, umiejętności jakichkolwiek nie posiada, nie będzie wielkiego pożytku, znalazł Macierewicz miejsce przy boku Lecha Kaczyńskiego, no a po jego śmierci jeszcze bliżej „centrali”, czyli samego Prezesa i tam grzał swoje miejsce aż do roku 2015 i podwójnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości. Gdy okazało się, że  Dobra Zmiana szaleje w najlepsze i nie ma sposobu, by ją zniszczyć bezpośrednio, powstał taki oto plan, by Macierewicz, jako minister obrony, doprowadził do takiego konfliktu między Prezydentem, a rządem, żeby to wszystko trafił jasny szlag. No i doprowadził. Na szczęście, dzięki niezwykłej wręcz cierpliwości z obu stron, oraz ich równie wielkiemu poczuciu odpowiedzialności za Polskę, najpierw udało się zachować między oboma Pałacami w miarę poprawne relacje, a następnie – i tu mamy cały kunszt Jarosława Kaczyńskiego – pozbyć się tego szczura w taki sposób, by straty były jak najmniejsze.
      I co? Nie mówiłem, że też tak potrafię? A oni mi wyskakują z jakimś, panie, Ściosem.
      Jak zatem widzimy, dziś jest tak, że pani poseł Krystyna Pawłowicz na chwilę się pogubiła, Tomasz Sakiewicz zadeklarował, że będzie jednak głosował na Tuska, któryś z tak zwanych bardów Solidarności postanowił zwrócić order, jak zawsze trochę zawrzał Internet, gdy jednak chodzi o reakcje poważniejsze, chyba nic większego niż małżeńska chryja między redaktorami Rachoniem a Hejke nam już nie grozi. A więc – Alleluja i do przodu!

Właśnie uzyskałem raport z grudniowej sprzedaży moich książek. Od czasu gdy wydaliśmy listy od Zyty, czegoś takiego nie przeżyłem. Bardzo wszystkim dziękuję i polecam się na przyszłość. Można albo klikać w okładki na moim blogu, ewentualnie udać się do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. Tam naprawdę jest w czym wybierać. Wystarczy uwierzyć.



Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...