środa, 26 października 2011

Czyste dobrze oświetlone miejsce

Dzieci moje – prawdopodobnie jak większość ludzi młodych i bardzo młodych – mają w sobie coś takiego, co każe im patrzeć na innych ludzi pod kątem takim oto, czy ktoś jest ładny, czy brzydki. I nie chodzi tylko o ludzi występujących w telewizji, bo to by nawet było zrozumiałe. W końcu oni się tam w dużej swej części pokazują po to, by ktoś ich ocenił nie tylko w kategorii inteligencji, dowcipu i błyskotliwości, ale też właśnie urody. Często nawet urody przede wszystkim. Ja sam, kiedy ten jeden raz występowałem w telewizji, musiałem się wcześniej poddać odpowiednim zabiegom mającym na celu jakieś tam wygładzenie i wypolerowanie mojej twarzy. Jednak moje dzieci mówią, że są ładni lub brzydcy również o ludziach, których spotykają ot tak, na co dzień. A zwłaszcza o tych, których mogliby, choćby potencjalnie traktować, jako swoich przyszłych bliższych przyjaciół.
Tłumaczę więc, szczególnie swojemu synowi, że jeśli spojrzeć na ludzkie twarze w sposób obiektywny, to właściwie między nimi różnicy wielkiej nie ma. No, zdarzają się oczywiście przypadki wyjątkowe, kiedy te proporcje są dramatycznie zachwiane – choćby należałoby tu wspomnieć omawiany już tu przypadek Donalda Tuska – jednak na ogół oczy są rozstawione równo. Nad oczyma jest czoło, między nimi nos – najczęściej każdy mniej więcej taki sam – pod nosem usta, pod ustami broda, po bokach uszy i wszystko gra. A zatem, jaki jest uczciwy sens w tym, żeby nagle wziąć dwie twarze i powiedzieć, że ta jest ładna, a ta już nie? Oczywiście to moje gadanie nic nie daje, no bo o czym tu dyskutować, skoro każdy widzi, że ta dziewczyna jest ładna, a ta brzydka?
Tłumaczę więc mu dalej, że jest jeszcze coś takiego, jak heat of the moment, a więc często zdarza się, że nawet nie trzeba czekać lat – wystarczy parę dni – by ktoś, kto dotychczas był ładny, nagle stał się brzydki, albo i odwrotnie – jakaś paskuda nagle okazała się piękna. Weźmy aktorkę Sissi Spacek. Kiedy ona grała jeszcze w „Carrie” DePalmy, stanowiła typowy przykład brzyduli. Popatrzmy na nią dzisiaj. Przecież to jest czyste piękno! Co tam Spacek? Spójrzmy na tych dwóch – Ala Pacino, i Dustina Hoffmana. A co? W drugą stronę to może nie działa? Każdy z nas wie, jak to bywa.
A zatem, pozostają te najbardziej ukryte szczegóły. Oczy, usta, uśmiech, zmarszczenie czoła, ten zapach, jakieś niezwykłe przechylenie głowy, ten jeden gest, którego wcześniej nie udało nam się dostrzec. No i teraz, skoro wszystko co trzeba było w tym temacie powiedzieć, powiedziałem, pora na pewne wyznanie. Otóż ostatnio – i to wcale nie po raz pierwszy, ale tym razem intensywność tego uczucia mnie poraziła – sam poczułem, co to znaczy spojrzeć na kogoś i pomyśleć, że faktycznie bywa źle. Żona moja – z każdym kolejnym dniem coraz piękniejsza – znalazła w Internecie zdjęcie naszej pary prezydenckiej Bronisława i Anny Komorowskich. Zdjęcie jest o tyle dziwne, że jest praktycznie portretem. Nie wiadomo, gdzie oni są, co oni akurat robią i w ogóle co się wokół nich dzieje. Zupełnie jakby ktoś wymyślił, że to jest własnie to, co powinniśmy wszyscy zobaczyć. Anna Komorowska jest nieco wysunięta na pierwszy plan, on ciut z tyłu… i, jak mówię, to mnie autentycznie pokonało. Komorowska wygląda, jak nigdy dotąd. I właściwie nie chodzi o to, że ona jest jaka jest, i że to, jaka ona jest, na tym zdjęciu zostało jakoś dramatycznie uwypuklone. Owszem – jest zdecydowanie grubsza niż była wcześniej, jej twarz jest zdecydowanie bardziej opuchnięta, te oczy faktycznie są już prawie schowane pod tymi eksplodującymi policzkami, ale najgorsze jest to, ze ona wygląda jakby za chwilę miała umrzeć ze zwykłego, najbardziej podstawowego zaszczucia. Nie wiem, co to jest, ale ona wygląda tak, jakby była całkowicie i kompletnie zrujnowana jako kobieta i człowiek.
No a obok stoi Prezydent. I on jest dokładnie taki sam jak dwa, trzy osiem miesięcy wcześniej. Zadowolony jak cholera, wąs zadbany, oczy rozświetlone tą prezydenturą, zupełnie jakby wybierał się na polowanie i właśnie usłyszał dźwięk trąbki. Kiedyś, jeszcze chyba w okresie kampanii prezydenckiej w zeszłym roku, ktoś go pokazał w zbliżeniu, jak stoi gdzieś na jakiejś mszy i cały prawy rękaw ma uświniony, czy to wylewającym się z niego potem (przez marynarkę!!!), czy może zupą, albo diabli wiedzą czym. Widzieliśmy też jego zdjęcia, gdzie nagle zasnął, albo zrobił minę, która jednych zaniepokoiła a innych zdecydowanie napełniła nadzieją. Na tym dzisiejszym zdjęciu Bronisław Komorowski zwyczajnie kwitnie. Tu nie ma wątpliwości, ze mamy do czynienia z prawdziwym prezydentem. Prawdziwym prezydentem.
Do tego zdjęcia wrócę jeszcze na koniec tego tekstu. Teraz jednak chciałbym się podzielić paroma refleksjami co do ogólnej sytuacji, w jakiej, mam wrażenie, znalazła się dziś nasza Polska. Otóż większość z nas pewnie zauważyła, że po wyborach zapanował kompletny bezruch. Owszem, coś tam się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości, no ale powiedzmy, że jest to zwykła, standardowa, powyborcza procedura, związana z rozliczaniem przegranej kampanii, która jeszcze chwilę potrwa i skończy się równie spokojnie, jak się zaczęła. Ziobro z Mularczykiem i może jeszcze kimś innym, uspokoją się i zostaną tu gdzie są, albo spróbują z PJN-em zakładać nowe, zwycięskie ugrupowanie, natomiast generalnie wszystko zostanie tam gdzie jest dziś. Trochę jeszcze słychać jakieś ruchy po stronie Ruchu Palikota, gdzie trwa debata, czy dalej jechać z Krzyżem, czy może już się brać za pedałów i aborcję. To co mnie jednak dość dziwi, to fakt, że kompletna cisza zapanowała po stronie Systemu. System najzwyczajniej na świecie znieruchomiał i tylko dyszy.
Jeszcze nie tak niedawno, kiedy jeszcze liczyliśmy na to, że jednak PiS te wybory wygra, prezydent Komorowski zapowiadał, że on nie będzie mógł czekać na jakieś niepewne przepychanki koalicyjne, bo tu, panie, z jednej strony polska prezydencja, tu znowu kryzys puka do drzwi, i nowy rząd musi być powołany jak najszybciej. W końcu na beztroskę mogą pozwalać sobie gospodarki, które już są na rynku odpowiednio długo, a przez to i ich pozycja jest bardziej stabilna. Tymczasem dziś, jak widzimy, ani nie wiadomo do końca, jak będzie wyglądała przyszła koalicja, bo premier Pawlak coś się nie za bardzo zgadza z ministrem Bonim, a poza tym, wiadomo, nowe rozdanie, nowy budżet. Zwłaszcza że, tradycyjnie już, PSL może, ale wcale nie musi. W dodatku, napięcie wewnętrzne w Platformie Obywatelskiej jest tak wielkie, że nie ma żadnego sposobu, żeby czegokolwiek dotykać, bo człowiek ruszy jedną nitkę, a tu się wszystko pourywa. Schetyna na urlopie, Donald Tusk – jeden tylko jego pan wie, gdzie, i jest zupełnie niewykluczone, że przyjdzie grudzień i dowiemy się, że jeszcze chwilę trzeba z tym expose poczekać do po Świętach, a najlepiej do nowego roku, bo coś tam ktoś jeszcze musi coś skonsultować. A poza tym, wiadomo, Europa w kryzysie, a my – choć ona nas za bardzo już, jak się pokazuje, na nowo nie dotyczy, to trudno jakoś tak stać z boku i się tylko przyglądać. Tymczasem jednak mamy tę edukację, to wojsko, tę służbę zdrowia, to prawo, te fundusze, drogi, koleje, rolników, ubezpieczenia, pracę – i tu panuje kompletna cisza. Zupełnie jakby wszystkich wywiało.
A co słychać u nas, u ludzi, którzy, kiedy te wybory się wreszcie zakończyły, poszliśmy spać, wstaliśmy rano w ten poniedziałek, wsiedliśmy w te samochody, tramwaje lub autobusy i udaliśmy się do pracy? U nas dokładnie tak samo jak było miesiąc temu i rok temu. Stoimy jak zaczarowani, oślepieni tym światłem, które nam zainstalowali w supermarketach i handlowych galeriach, byśmy się mogli choć raz na tydzień, poczuć bezpiecznie i beztrosko. Pewien nasz kolega twierdzi, że weszliśmy w czas rozbuchanej konsumpcji. Otóż myślę, że on nie ma racji. Konsumpcja już była. Nawet i ta rozbuchana. W tej chwili pozostały nam już tylko te stare samochody, którymi możemy zajechać na ten wspomniany w poprzednim wpisie parking pod dachem, czy może na dachu – obojętne – te stare ubrania, które wciąż trzymamy w szafach, by je raz na parę dni na siebie założyć i pójść do czystego dobrze oświetlonego miejsca. Ot tak, nie żeby coś sobie szczególnego kupić, no bo każdy wie, że łatwo nie jest, zwłaszcza gdy już nawet paczka papierosów kosztuje chyba z 10 zł. No, najwyżej kawę i ciasteczko. Ale głównie po to, by się znów poczuć człowiekiem, o którego ktoś wreszcie zachciał zadbać.
Bardzo przepraszam wszystkich, których wprowadzam w niedobry smutek swoimi nastrojami, ale tak to własnie widzę. Widzę miliony ludzi zauroczonych tym światłem i tą schludnością supermarketów ludzi; ludzi całkowicie zaczarowanych i w gruncie rzeczy strasznie nieszczęśliwych. Może też i trochę przestraszonych, że nawet to zostanie im za chwilę zabrane. Czy to już jest Orwell? Nie. Orwell będzie dopiero wtedy, jak te supermarkety zostaną pozamykane. Wtedy będziemy mieli Orwella. Możliwe. Niewykluczone. Jest taka obawa. Ale jest też szansa, że nie. Że zanim będzie naprawdę źle, wyrwiemy się z tego koszmaru i przetrzemy oczy. To jest też możliwe. To okropne, ze nie pozostało nam już nic innego, jak liczyć na to przebudzenie, które – co tu dużo ukrywać – nie będzie przyjemne. No ale robiliśmy przecież wszystko co robić można było. Przynajmniej niektórzy z nas.
Wracam do tego zdjęcia, które tak naprawdę wywołało ten mój nastrój. Uważam, że ono właśnie doskonale symbolizuje to co się przez ostatnie lata stało z Polską i czego niemymi świadkami jesteśmy dziś. Ciekawe, że ktoś kiedyś wymyślił, że Prezydent to pierwszy obywatel, no a jego żona, to tak zwana Pierwsza Dama. Ironię tego – literackiego przecież tylko – zabiegu, ale też i jego szczególną celność, widać wyraźnie, jeśli z jednej strony spojrzymy na to zdjęcie, a z drugiej wsłuchamy się w tę straszną, skąpaną w tym świetle i w tej czystości, ciszę. A ja wciąż twierdzę, że to wszystko jest nie do utrzymania. No przecież, proszę, spójrzmy na to zdjęcie. Przecież tego się nie da utrzymać. To, w ten czy inny sposób, musi się skończyć.

27 komentarzy:

  1. @Wszyscy
    Ponieważ przez to zdjęcie, jakoś nie umiałem znaleźć dobrego kontekstu na swój standardowy apel o solidarność, robię to tutaj, w miejscu przeznaczonym na komentarz.
    Mamy koniec miesiąca, a w moim przypadku on ma charakter i zwykły i niestety też symboliczny. W związku z tym, może bardziej serdecznie niż kiedykolwiek, proszę kupować książkę i wspierać ten blog finansowo pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo, nareszcie coś optymistycznego. Toyah-zuch! "Musi się skończyć".
    A pamiętasz jak pisałeś przed wyborami, że skulimy się? I będziemy czekać na bum. I pewno skuliliśmy się. Jedni frontem do światła, inni w ciemnym kącie...I czekamy.
    Zdjęcia prezydenta z zaciekiem na rękawie nie widziałem, ale podejrzewam, że ślad pozostawił któryś z hierarchów. Ta uroczystość to na Śląsku była?

    OdpowiedzUsuń
  3. @zawiślak
    Nie. Nie na Śląsku. Chyba w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. @toyah

    Najważniejszy podprogowy przekaz z tej fotki jest taki: oni są w aureolach. Są jak święci albo aniołowie. Co chcesz.

    Niestety...

    To nie przypadek, fotograf wiedział, co robi.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Kazef
    To jest wielce prawdopodobne. Ale w takim razie, tym bardziej liczę na to, że to się musi skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. @kazef
    Jaki podprogowy, kiedy widać jak byk te aureole!
    Cytując Don Paddingtona - istne anioły.
    A pamiętacie, jak Salon jeździł po kapelusiku Wałęsowej?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest też taka opcja że Komorowski jest w rzeczywistości takim kartonowym elementem (standem - jak mówią specjaliści od marketingu). Tylko go polerują i ustawiają i w tym tkwi tajemnica jego zawsze jednako rozpromienionego oblicza. Natomiast małżonka jest najwyraźniej zrobiona w formie balonu pompowanego na czas imprezy.

    W każdym razie, jeśli podsumujemy publiczną aktywność tej pary, to chyba równie dobrze mogłaby ona być standem i balonem. Nikt nie zauważyłby różnicy.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah i inni
    Istne janioły - tylko kolorystyka jakaś taka piekielna...
    Może upadłe anioły ?

    A tu relacja z wręczenia nagrody dla... "dobremu człowiekowi":
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=e-ga99pvUcE

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe, że Wam się tak spodobała koncepcja z tymi aniołami. Ja
    na nich na tym zdjęciu patrzyłem raczej jak na modelowy przykład przemocy rodzinnej. Przemocy bardzo brutalnej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kobieta ma szczęście, że nie jest żoną Kaczyńskiego, gdyby tak było zdjęcie obiegłoby wszystkie możliwe czasopisma, portale a komentarzom na temat jej brzydoty nie byłoby końca. Pani Anna matka Polka, żona „hrabiego łowczego” nie może wyglądać inaczej jak na tej fotografii. Myślę, że to również wina kiepskiego światła i braku doświadczenia fotografa. Dlaczego prezydent pozwala by fotografowano tak nieudolnie jego małżonkę. A jeśli pozwala również na nieudolne „oświetlenie” naszego kraju? To co?
    Światło i woda to życie. Dobre światło to sukces, najdoskonalsze jest w marketach i galeriach (lepsze od słonecznego) tam nawet lekko podgniła sałata ma soczysty zielony kolor i wygląda tak pięknie, że każdy ma ochotę ją zjeść. Natomiast każda istota żywa co najmniej w 70% - 90% składa się z wody jednak jej nadmiar powoduje, że istota żywa pęcznieje. Wniosek jest jeden, wszystko musi mieć umiar. Umiar zarówno światła jak i wody zachował pan prezydent. Tylko dlaczego nie zadbał o zachowanie tegoż umiaru u swojej małżonki?
    Co w takim razie będzie z Polską i Polakami, skoro pan prezydent nie dba o swoją małżonkę? Co będzie z gazem łupkowym? Co będzie z parkingami, drogami, finansami,co będzie z opozycją? Co będzie ?

    OdpowiedzUsuń
  11. @Zielona Wyspa
    Ja oczywiście biorę mocno pod uwagę taką ewentualność, że oni są wzorowym małżeństwem i w ogóle wzorowo funkcjonującą rodziną, i że ja się fatalnie mylę, myśląc, że jest inaczej. No ale co mam zrobić, skoro tak właśnie myślę? Konsekwentnie więc, uważam, że Twoje refleksje są w tym zakresie zupełnie puste. On ma dokładnie w nosie, jak ona wygląda, co czuje i jak żyje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na prezentowanej fotce widać nie tylko parę prezydencką RP, ale również blichtr i tych, którzy w danej chwili ich obsługują. Oczywiście jest to obraz zupełnie inny, niż ten, który jeszcze wielu z nas ma w pamięci.
    Pozostaje pytanie - jak długo mamy być doświadczani koniecznością oglądania i komentowania takich, czy podobnych obrazów?......

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Widać moja pisanina jest dalece nieudolna, skoro Ty nie zauważyłeś w niej ironii i uważasz za zupełnie pustą. Pisząc, myślałam nie o czym innym, jak o tym, że pan prezydent nie dba o żonę, a myśli jedynie o sobie. Dlatego też wciąż obawiam się o nasz kraj, bo skoro najwyższy przedstawiciel polskich władz, nie dba o najbliższą mu osobę (choćby o jej wygląd na fotografii), to znaczy, że o Polskę i Polaków na pewno dbał nie będzie. (Choć to na pewno nie jest normą, patrząc na panią Kwaśniewską). No cóż, póki co skupię się na czytaniu Twojego bloga, bo widzę, że na piśmie nie potrafię wyrażać swoich refleksji w sposób jasny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Zielona Wyspa
    Przed wszystkim przepraszam za to sformułowanie w temacie poziomu Twojej refleksji. To co faktycznie miałem ma myśli, było znacznie łagodniejsze. Inna sprawa, że ja świetnie zrozumiałem to o czym Ty pisałeś, tyle że uważam, że do Komorowskiego akurat tego typu rozważania w ogóle nie pasują. Nawet w formie ironii. Bo tu problemem nie jest to, że on o siebie dba, a o niej zapomniał. Problem jest taki, że on ją najprawdopodobniej osobiście do tego stanu doprowadził. I to w żaden sposób przez zaniedbanie. Szczęśliwe kobiety tak nie wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czy ludzie z tego kręgu władzy paktującej ze służbami i ponadnarodowymi mafiami w ogóle mogą być szczęśliwi w takich kategoriach, jak to rozumieją zwykli ludzie? A co z małżeństwem Tuska czy - tym bardziej - Palikota, co z ich żonami i byłymi żonami? Szczęśliwym małżeństwem byli Lech i Maria Kaczyńscy - oni nie potrzebowali PR-u, by wyglądać na szczęśliwych. Przeciwnie: najbardziej ujmujący był ich obraz pozbawiony ingerencji. Inna sprawa, że media chciały ich wizerunek jedynie zniszczyć.

    Ja nie wiem czy mam żałować tej kobiety de domo Dziadzia, o której ciemnym życiu nadal niewiele wiadomo, że żyje z kimś takim jak Komorowski? Czy ją skrzywdził Komorowski, czy jeszcze rodzice - gorliwi pracownicy SB? Czy ona służy Komorowskiemu jako przykrywka udająca szczęśliwą rodzinę, czy Komorowski służy jej jako przedstawicielce służb? Czy ta rodzina to małżeństwo czy raczej jakiś rodzaj paktu? To są pytania, na które odpowiedzi byłyby ciekawe, ale raczej ich nie poznamy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam serdecznie! Po lekturze dzisiejszego wpisu nasunęała mi się pewna refleksja. Otóż coraz bliżej nam do Nowego, Dzielnego Świata A.Huxleya. Soma jest już dostępna pod wieloma, różnymi postaciami, a na biednych, nieświadomych niczego narodach i masach dokonywane są eksperymenty z zakresu socioyechniki i manipulacji. Często zastanawiam się, która wizja świata jest bardziej przerażająca: Huxleya czy też Orwella? Obecnie wydaje mi się, że bliżej jest nam do Huxleya. Fakt, że Huxley podobnie jak Wells zafascynowany był eugeniką i jej możliwościami i jest całkiem możliwe, że Nowy, Dzielny Świat był w jego intencji utopią, a nie anty-utopią (dystopią), powinnien nas skłonić do radykalnych przemyśleń na temat tego, co jest w planach niektórych władców naszego "padołu łez".
    PS
    W mojej przeglądarce internetowej mam zakładkę w ulubionych do strony Kancelarii Prezydenta RP. Utworzona została jakiś czas temu i nadal widnieje na niej opis "Prezydent RP Lech Kaczyński". Jakoś nie chcę tego zmieniać ....

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah
    Przeprosiny przyjmuję :D, choć tak naprawdę są one zbędne. Ja drogi Toyahu, mam w sobie wiele pokory, gotowa jestem na każdą krytykę. Czytam, obserwuję i uczę się. Chcę choć w połowie swojego żywota przekonać się, że myślę poprawnie. Wiem jednak, że wszystkiego nigdy się nie nauczę i jeszcze długo moje spostrzeżenia będą płytkie, jeśli nie puste. Ale za to od dawna wiem, że kroczę właściwą drogą i między innymi, dzięki Twoim felietonom na pewno nie zmienię kierunku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. @filozof grecki
    Pewnie nie poznamy. Natomiast jedno wiem niemal na pewno: to że ona tak wygląda i że najwidoczniej nie ma sposobu, by ją doprowadzić do jakiegoś względnie normalnego stanu, świadczy o tym, że tam się dzieje coś bardzo niedobrego.

    OdpowiedzUsuń
  19. @tomaszaw1
    Tu nie wypada prowadzić licytacji. Orwell to nędza i bezpośredni terror, a więc komunizm, podczas gdy Huxley to dobrobyt plus terror dyskretny, jednak wciąż ten sam. A więc kapitalizm. Wygląda ma to, że współczesny świat trzeciej drogi nie bierze pod uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Zielona Wyspa
    E tam! Radzimy sobie wszyscy tak jak umiemy. Dobrze, że tu jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Zielona Wyspa

    Co będzie?

    On będzie!

    OdpowiedzUsuń
  22. @Zielona Wyspa

    a ona się rozbędzie

    OdpowiedzUsuń
  23. Obrazy są zwykle bardziej sugestywne, niż słowa, choć w tym przypadku gesty i słowa D. Tuska zapewne są wielce wymowne i znaczące. A oto obraz naszego drugiego "wybitnego" polityka i "męża stanu":
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/5,103169,10544215,__Jesli_upadnie_euro__upadnie_Europa____Rozmowy_na.html?i=0

    OdpowiedzUsuń
  24. @Zibik
    Świetny zbiór fotek. Wygląda na to że tok fm postanowił nas przerazić. Mnie się one skojarzyły z tymi fotografiami towarzyszącymi apokaliptycznym wieściom z NASA.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Marylka
    Dziękuję za wpis i jestem rad, że skorzystała Pani z polecanego linku. Oglądając obrazy/fotki zwykle miewamy skojarzenia i odczucia bardzo różne. A intencje twórcy obrazu/fotki, także tych, co je selekcjonują, udostępniają i rozpowszechniają nie zawsze są zgodne z wolą głównych postaci na nich ukazanych. Taki los osób publicznych, że możemy ich zachowanie obserwować nawet wtedy, kiedy sobie tego nie życzą.
    Pozdrawiam Panią - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  26. @Zibik

    To Twoje zastrzeżenie (20:17) jest oczywiście słuszne, a jednak jest niesprawiedliwe; cóż za paradoks.

    Polega to na tym, że bohaterów zdjęcia tutaj i z tego linku można zaliczyć do grona promotorów licznych zabaw, które odbyły się wokół zdjęć śp. Prezydenta i Jego śp. żony - dalej tego wytyku już tu nie ciągnąc.

    Niezależnie od tego dokąd Polskę doprowadzi, okres Tuska i jego kamaryli w przyszłej historii będzie opisany jako okres psucia wszystkich standardów życia społecznego i kultury publicznej. Nie ma już żadnego kulturowego tabu, którego z zadowolonym rechotem jeszcze nie przekroczyliby. To jest nienaprawialne!!! Chyba, że z trudem, w skali pokoleń.

    Wspomniany współczynnik sprawiedliwości zawiera się zaś w zlekceważonym przez nich tabu "ostrożnościowym" umieszczonym w zakazie: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe".

    PS. Trochę, tak zwyczajnie, po ludzku, szkoda mi tej pani / damy. Z tej przyczyny odczuwam tu dyskomfort. Jednak grzebiąc w pamięci, nie potrafię (może ktoś?) przypomnieć sobie jej jakiegokolwiek gestu przeciwko lżeniu innej damy i jej męża wtedy, gdy sama byłą drugą damą.

    Teraz też nie.

    ...myślą, słowem, uczynkiem, lub ZANIEDBANIEM...

    OdpowiedzUsuń
  27. @Zibik

    Ja Twojego stanowiska nie krytykuję, ja je tylko uzupełniam!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.