Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2017

Dobra zmiana, czyli wykupujemy Niemców

Dla stałych czytelników tego bloga dzisiejsza notka może stanowić pewnego rodzaju repryzę, nawiązującą do fragmentu moich zeszłotygodniowych relacji z Zakopanego. No ale ponieważ temat jest ciekawy, a u akurat przeeranżowany na potrzeby mojego stałego felietonu w „Warszawskiej gazecie”, zachęcam wszystkich.   

      Być może niektórzy z nas pamiętają, jak jakiś czas temu w mediach ukazała się informacja, że na zakopiańskich straganach sprzedawane są dżemy produkowane przez słynną na całą Polskę wytwórnię „Łowicz”, tyle że oryginalne nalepki zostały z łowiczowskich słoików zdarte, a na ich miejscu pojawiły się skromne czarno-białe etykiety informujące turystów, że w środku znajdziemy produkt lokalny, a napis „Łowicz” na wieczku został zasłonięty karteczką z nową ceną, automatycznie wpływając na wzrost popytu. Pamiętam telewizyjny reportaż, gdzie przedstawiciele firmy „Łowicz” próbowali wydusić od handlujących owymi słoikami góralek jakiekolwiek przyznanie się do winy, jednak bez choćby pozornego sukcesu. Owe kobiety najpierw zapewniały, że słoiki zawierają oryginalny produkt „spod zakopiańskiej strzechy”, a następnie, przyciśnięte do ściany, wzruszały ramionami i niezmiennie informowały, że one w ogóle nie rozumieją, w czym problem, bo z tego, co im wiadomo, każdy ze słoików został przez nie wcześniej osobiście opróżniony, a następnie wypełniony pełnym owocem, znacznie smaczniejszym od niemieckiego ersatzu.
     Nie wiem, jak ów proceder wyglądał od strony prawnej, myślę jednak, że formalnie wszystko było na tyle w porządku, że owe kobiety nie tylko nie poniosły najmniejszej kary, ale jeszcze w swojej biznesowej działalności wspięły się o jeden szczebel wyżej, i to szczebel, z naszego punktu widzenia, niezmiernie interesujący.
      Otóż, jak wiemy, firma „Łowicz” to firma polska, i to nawet po tym, jak została przejęta przez tych pięciu wadowickich przedsiębiorców reprezentujących spółkę „Maspex”. Ponieważ, jak wiemy, wszyscy Polacy to jedna rodzina i powinniśmy się wspólnie szanować, zdzieranie nalepek ze słoików „Łowicza” nie wygląda najlepiej. I oto tak się złożyło, że minione cztery dni spędziliśmy w Zakopanem na zimowym wypoczynku, a ponieważ nasz pobyt zbiegł się z występami polskich skoczków narciarskich, ujrzeliśmy całe miasto zanurzone we wszelkich możliwych gadżetach w biało-czerwonych barwach. Nagle, wśród owych szalików, czapek, kapeluszy, trąbek, flag i chorągiewek, zauważyliśmy słoiki z czymś, co zostało oznaczone, jako „żurawina pełny owoc”, ewentualnie „żurawina prosto z Podhala”. Tym razem jednak owe słoiki nie pochodziły ani z Wadowic, ani tym bardziej z Łowicza, ale prosto z Niemiec, a dokładnie rzecz biorąc, z popularnej sieci dyskontów braci Albrecht. Reszta oparta była na pomyśle sprzed lat.  Sprzedawana w sklepach „ALDI” borówka leśna została przemarkowana na żurawinę z Podhala, a cena produktu podwyższona z 5 zł do 10, i jeśli ktoś sądzi, że ludziom to w jakikolwiek sposób przeszkadza, jest w poważnym błędzie. One się sprzedają dokładnie tak samo, jak te szaliki.
      Czy ja może uważam, że to źle? Otóż nie. Miałem problemy z „Łowiczem”, natomiast gdy chodzi o Niemców, czuję czystą satysfakcję i tylko czekam aż w Polsce pojawią się samochody BMW przemianowane na „Warszawę”, lub nowego „Poloneza” i będą szły jak świeże bułki. A Niemcy będą nam mogli, że się tak nieładnie wyrażę, nagwizdać.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia moje książki. Polecam wszystkim.

      

      

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...