Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Who. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Who. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lipca 2019

O lubieniu i nie lubieniu raz jeszcze, czyli piosenka jest dobra na wszystko


      Szczerze powiedziawszy, słabo mi przychodzi pisanie o bieżącej polityce. Rzecz w tym, że wszystko jest tak przewidywalne, tak powtarzalne i, co gorsza, tak oczywiste, że nie bardzo widze sposób, by napisać coś, nawet nie prowokującego, ale zwyczajnie interesującego. A daję słowo, że się staram. Przeczytałem na przykład informację o tym, że pewna artystka namalowała portret Niesławnego Nergala, ten od niej portret kupił i obiecał, że go wystawi na aukcję z przeznaczeniem na Fundację o Wolność Świata od Religii, czy jakoś tak. Przy okazji, owa Pani udzieliła wypowiedzi dla mediów i powiedziała, że ten Nergal to nie dość, że jest bardzo sympatyczny, to jeszcze fajny.
      Przed chwilą obejrzałem sobie fragment wywiadu z Patrykiem Vegą dla Onetu i ten z kolei mówi, że jego nowy film ma na celu pogodzenie dramatycznie rozbitego społeczeństwa.
     Moje dzieci były w tych dniach w Przemyślu i jakimś cudem natrafiły na idący przez miasto pochód, na czele którego szedł poseł Arłukowicz. Zapytałem syna, czy poza Arłukowiczemi jego znajomymi ktoś jeszcze w tym pochodzie szedł, a ten odpowiedział, że nie dość, że nikt, to jeszcze wyglądało na to, że poza nim nikt na tę nędzę nie zwrócił uwagi.  
      Przepraszam bardzo, ale o czym tu pisać?
      Pomyślałem więc, że wszystkich spragnionym bieżących komentarzy czytelników poproszę o jeszcze chwilę cierpliwości i pociągnę temat zespołu The Who. Pod wczorajszą notką pojawił sie komentarz miłośnika sztuki Pete’a Townshenda i jego kolegów, w której ten przedstawił mi listę piosenek zespołu, które jego zdaniem stanowią o jego wielkości. Posłuchajmy więc dziś zespołu The Who:



Było ostro? To prosimy dalej:



Jeszcze? Proszę uprzejmie. Oto, zdaniem Czytelnika, najlepsza wersja utworu „Pinball Wizard”:



       W tej sytuacji ja przedstawię kilka piosenek kilku zespołów o pozycji znacznie mniejszej od The Who, działających w tym samym okresie i w podobnej stylistyce, o których dziś mało kto pamięta. Najpierw The Kinks:



Teraz Troggs:



I jeszcze Troggs, gdyby ktoś myślał, że to jest tylko 'one hit wonder', jak The Who:



Lećmy dalej. The Animals:



Spencer Davis Group. Ktoś zna?



T-Rex?



Guess Who (sick!)



        Przepraszam bardzo, ale jaki ja mam intelektualny i estetyczny interes, żeby słuchać The Who?
        Ktoś powie, żebym się odpieprzył, bo skoro ktoś lubi piosenki The Who, to ma do tego prawo. Więcej, każdy ma prawo twierdzić, że wrzucone tu piosenki The Who są o niebo lepsze, niż owe pojedyncze, który podobają się mi. No i dobrze. Ale w takim razie, jak nie rozumiem, skąd u tych samych ludzi taka złość, kiedy ja powiem, że od The Who wolę Chochoły. Wolno mi, prawda?

        
      



sobota, 12 września 2015

O tym jak Prawo i Sprawiedliwość spaliło gitarę

Właśnie obejrzałem sobie w telewizorze konwencję Prawa i Sprawiedliwości, aktualnie prezentuje się Platforma Obywatelska z zapowiadanymi od wczoraj sensacjami, a ja już mam tylko jedną refleksję, którą pragnę się bardzo krótko podzielić.
Jak niektórzy z nas może pamiętają, w swojej książce o muzyce opisałem pewne zdarzenie jeszcze sprzed wielu, wielu lat, kiedy to podczas festiwalu w Monterrey doszło do konfrontacji między Jimi Hendrixem a Petem Townshendem, liderem zespołu The Who. Poszło o to, że podczas gdy popisowym grepsem The Who było wówczas to, by podczas wykonywania zamykającego koncert numeru „My Generation” zniszczyć sprzęt, Hendrix na koniec swojego występu podpalał gitarę, i Townshend doskonale wiedział, że po tym, jak Hendrix spali gitarę, pies z kulawą nogą nie zwróci uwagi na ekstrawagancje The Who. Stąd też bardzo mu zależało, by to nie oni zamykali wieczór, ale Hendrix. Polazł więc Townshend do Hendrixa przed koncertem i prosił go bardzo, by ten zgodził się zamienić kolejnością występów, argumentując, że Hendrix to taka gwiazda, a numer z podpaleniem gitary na tyle spektakularny, że on z pewnością i tak otrzyma swoją porcję oklasków. Bez efektu. Hendrix przyszedł, zagrał, spalił gitarę i wszyscy poszli do domu.
I tamten incydent właśnie, jak wspomniałem, przypomniał mi się, kiedy oglądałem konwencję Prawa i Sprawiedliwości, bo uświadomiłem sobie nagle, że oto właśnie owa gitara została skutecznie i ostatecznie spalona. Kiedy piszę ten tekst, w telewizji przemawia komisarz Lewandowski. Przepraszam bardzo, ale nawet jeśli on w pewnej chwili zacznie skakać po tej mównicy i walić się po łbie mikrofonem, rzeczywistości nie zmieni. Ten pociąg już odjechał.

Jeśli ktoś ma ochotę poczytać inne historie nie tylko na temat The Who i Hendrixa, zapraszam do księgarni Coryllusa pod adresem http://coryllus.pl/?wpsc-product=rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut. Naprawdę warto.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...