Witam Was serdecznie. Nazywam się LEMMING, i kiedyś stale tu komentowałem, co niektórzy ponoć jeszcze pamiętają, a ponoć nawet wspominają. Od pewnego czasu milczę, choć wciąż wszystko czytam. Na początek trzeba by wyjaśnić powody milczenia. Są dwa.
Otóż po pierwsze, ja się zwyczajnie muszę wyciszyć, odpocząć. 10.IV to jest data w historii Polski, z całą odpowiedzialnością za słowo, moim zdaniem najważniejsza od 1.IX. Po tej dacie było pare miesięcy czegoś pięknego, takiego wzmożenia i nadziei utożsamianej z Jarosławem Kaczyńskim. A na początku lipca to wszystko w jednej chwili opadło, opadło jako skutek kampanii, którą bez dwóch zdań można i trzeba było wygrać.
Chcę to dobrze powiedzieć: nie tracę krzty nadziei ani wiary. Po prostu to, wobec czego miałem nadzieję, że przyjdzie szybko i z mocą, zamienia się w plan na lata. Do walki przez lata trzeba mieć wiele sił. Więc zbieram siły. Czytam Pismo, słucham muzyki. Na stałe wyłączyłem TOK FM, odstawiłem gazety, TV nie oglądam już dawno. Przestałem tu również pisać, choć tylko na chwilę.
Drugi powód, cokolwiek banalniejszy, jest taki, że ja od około miesiąca w zasadzie mam dwa etaty w jednej firmie. Przez co każdą wolną chwilę (a nie ma ich tak wiele kiedy się chce spędzać czas ze swoją rodziną) poświęcam na pracę. Usypiamy dzieci i otwieramy z żoną laptopy, i jeszcze 2-3 godzinki podganiamy. I tak w kółko. „Oni nas załatwili pieniędzmi” powiedział mi kiedyś na to toyah. Popatrzcie jak zwięźle i pięknie potrafi dać rzeczy słowo. Dokładnie tak; podzielili nas na takich co nie mają pracy albo prawie jej nie mają i mają w związku z tym wszelkie znane problemy; oraz na tych co mają pracy tyle, że nie mają kiedy cieszyć się jej owocami. A środek – środek systematycznie się zmniejsza.
Po tych wyjaśnieniach – ad rem.
Muszę wyznać, że moim najulubieńszym pisarzem jest Stephen King. Niewątpliwie z Kingiem jest aksjologiczny kłopot, światy Kinga w żadnym razie nie są chrześcijańskie, sposób w jaki opisuje on zło jest niepokojący, poglądy jego są lewackie. Wszystko furda – King pięknie pisze, opowiada wspaniałe historie. Tak uważam, choć w towarzystwie osób z naszego bloga mogę być samotny.
Opus magnum Kinga jest cykl „Mroczna Wieża”, siedmiotomowe monstrum na 2500 stron, które przeczytałem bez mała jednym tchem parę lat temu. Opowieść inspirowana Władcą pierścieni, opowiada o rewolwerowcu Rolandzie, który zmierza do tytułowej Mrocznej Wieży. Tu zdradzę elementy fabuły, więc kto by chciał kiedyś przeczytać, niech opuści resztę akapitu. Otóż kosmologia świata powieści jest taka, że jest metawszechświat, w którym znajduje się nieskończenie wiele światów równoległych, w tym nasz, i leżące opodal niego światy całkiem do naszego podobne, a im dalej tym dziwniejsze. W centrum wszechświata stoi tytułowa Mroczna Wieża, a od krańców wszechświata w stronę Wieży kierują się Promienie, które cały ten metawszechświat spajają.
Arcydiabłem tego świata jest Karmazynowy Król, którego jedynym celem jest przerwać promienie, co doprowadzi do rozpadu świata i zagłady Wieży. Sam Karmazynowy Król już dawno oszalał z nienawiści i tkwi uwięziony na jednym z balkonów Wieży. Ale przy niszczeniu Promieni dzień i noc pracuje wielka armia jego sług, którzy do tego zadania podchodzą z pasją i profesjonalnie, całkiem jak operatorzy szpiegowskich maszyn z filmu „Wróg publiczny” przywołanego niedawno przez toyaha.
Ten opis jest dla mnie punktem wyjścia. W istocie i nasz świat jest spięty wieloma takimi Promieniami: Wiarą, Tradycją, Kulturą, Honorem. I również przy nich, dzień i noc manipuluje armia profesjonalistów, którzy postawili sobie za cel dowieść, że są zdolni je zniszczyć. Ich szef czy szefowie niewątpliwie są całkowicie obłąkani w ścisłym sensie; ale fachowcy z pierwszej linii to w pewnym sensie zwykli, zdrowi, skupieni na swojej robocie ludzie, inteligentniejsi i wybitniejsi od ogółu społeczeństwa. Szczerze przekonani, że robią coś dobrego i słusznego, choć już nie umiejący wytłumaczyć dlaczego to niby jest dobre i słuszne.
Od dawna chciałem wskazać na dwa z bardzo wielu zjawisk które kwalifikuję, jako związane z niszczeniem Promieni. Nie są ani spektakularne, ani najważniejsze. Może jednak pokażę je w ujęciu na które nie zwróciliście uwagi.
Po pierwsze galerianki. Jak wszyscy wiedzą, są to nastoletnie dziewczynki, które urywają się ze szkoły i krążą po galeriach handlowych, gdzie oferują starszym mężczyznom usługi seksualne. Zrobiono o tym film i napisano wiele artykułów, pojęcie jest znane i nośne. Akceptowałem ten stan rzeczy be zastrzeżeń, dopóki ktoś bynajmniej nie „nasz”, a mianowicie Pani która z zawodu jest tzw. trenerką biznesu, nie powiedział mi „nie wierzę, że istnieją galerianki”.
To proste stwierdzenie otwarło mi oczy. W istocie rzeczy, ja co najmniej 3 razy w tygodniu jem lunch w którejś z największych galerii handlowych Warszawy, czasami samotnie. Kto mnie widział, zaświadczy że prezentuję się jak idealny target dla galerianki, to jest jestem nieatrakcyjnym fizycznie mężczyzną w średnim wieku, jednak czasem wyglądam całkiem bogato. A jednak nigdy nikt mnie nie zaczepił z propozycją takich usług. Nigdy nie widziałem żeby taka dziewczynka szła z jakimś starym dziadem na parking, gdzie się TO powinno odbywać. Niedawno zapytałem prezesa firmy która w galeriach w całej Polsce ma kilkadziesiąt sklepów, czy on kiedyś widział galeriankę. Po namyśle odpowiedział że nie, chociaż wcześniej często żartobliwie posługiwał się tym pojęciem.
Moja teza: zjawisko galerianek zapewne gdzieś, kiedyś, jakoś występowało. A jednak nadano mu taki wydźwięk i skalę, która każe nam podprogowo wierzyć, że – przepraszam za ostrość sformułowania – każda 14-latka to potencjalna kurewka. Świadomie bądź nie w ten sposób zrywa się nić zaufania i miłości między pokoleniami. Młode dziewczyny się puszczają, a chłopcy mordują nożami – oto przekaz.
Teraz o metodzie na wnuczka. Ta metoda niewątpliwie istnieje naprawdę: jakieś bezduszne skurwysyny okradają staruszków z ich skromnych oszczędności wmawiając im, że są dalekimi członkami ich rodzin. A jednak zawsze dziwiła mnie medialna nadpopularność pisania o niej; w pejzażu licznych zagrożeń i oszustw czyhających na każdego w tych czasach, w mediach ciągle metoda na wnuczka i metoda na wnuczka. Moja teoria jest taka, że jest to dobry sposób podprogowego (używam tu pojęcia podprogowości w rozszerzonym sensie) sączenia przekazu że „te mohery są już tak zwapnione, że im się pieprzy nawet to kto jest ich wnuczkiem a kto nie”. Dokładnie tak, odbiorca mediów słucha tego, a potem uśmiecha się w duszy nad stopniem skretynienia tych staruchów.
A ja w metodzie na wnuczka widzę dużo więcej. Widzę opowieść o ludziach, którzy biorą oszusta za członka swojej rodziny BO TAK DAWNO NIE WIDZIELI CZŁONKÓW SWOJEJ RODZINY. Widzę ludzi starych i samotnych i tak opuszczonych, że kiedy oszust zwraca się do nich o pomoc, udzielają jej, bo wreszcie ktoś pojawia się w ich życiu po cokolwiek. Widzę świat, który tak szybko pędzi i tak skupiony jest na tym pędzie, że 60-65 latków zostawia na aucie, wykluczonych i nikomu do niczego niepotrzebnych. Czyż eutanazja nie staje się w takim świecie pilną koniecznością?
Przyjaciółki i przyjaciele, nie wiem czy i kiedy toyah zdecyduje się puścić ten tekst, ale jeśli w ogóle, będzie to jakoś w pobliżu tych pięknych świąt Narodzenia Pańskiego. Dla coraz większej grupy ludzi to tylko choinka, kolacja z fajnym jedzeniem, oczywiście prezenty i dwa dni laby przed telewizorem. Dla nas to przecież coś więcej. Oto znów rodzi się Bóg Człowiek, znów przychodzi zbawić ten Świat, dać mu jeszcze jedną szansę na nawrócenie i życie wieczne. Jakkolwiek byśmy w tę szansę (czy raczej w możliwość jej wykorzystania) nie wątpili, jej istnienie stanowi o tym że nazywamy się chrześcijanami. Na te trudne czasy dla Was wszystkich i Waszych rodzin najserdeczniejsze życzenia.