Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eryk Mistewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eryk Mistewicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2012

Z rewizytą na ósmym kręgu

Dziwny przyszedł na mnie czas. Stale chodzi mi po głowie kilka tematów, a co się za który zabiorę, to on mnie tak wciąga, że zamiast przejść do kolejnego, przyklejam się do tego, który leży na tapecie, i się zadręczam. Tak właśnie było z tymi bankami, dokładnie to samo porobiło się z Wałęsą i Blumsztajnem, no i wszystko wskazuje na to, że identyczna sytuacja pojawiła się wraz z Mistewiczem. A zaczęło się to tak, że w komentarzu pod poprzednim tekstem nasz kolega filozof grecki napisał, że nazywanie narracją tego kłamstwa, które nas zewsząd opanowało, jest „odrażające”, i pomyślałem sobie od razu, że ciekawe by w tej sytuacji było sprawdzić, czy to kultowe już „story” wymyślił Mistewicz, czy może on to znalazł w jakichś najczarniejszych kieszeniach nowoczesnej Europy i postanowił się mianować jego emisariuszem? Czy ten tak zwany „marketing narracyjny” to coś co zostało stworzone u nas w roku 2007 na użytek nowej władzy, czy może ktoś to tylko na tę okoliczność do Polski zaimportował?
Zacząłem więc od ruchu podstawowego, i najbardziej oczywistego, a więc wpisałem w googlu hasło „marketing narracyjny”, i wszystko co się pokazało, to był Eryk Mistewicz. I kiedy wydawało się, że już dalej nie trzeba szukać, bo najpewniej stało się tak, że Tusk wygłosił swoje pierwsze, historyczne dziś już expose, publiczność oniemiała, Mistewicz wykrzyknął: „Jakaż to piękna narracja!”, i tak się zaczęła nowa era, zobaczyłem w tym szeregu coś co się nazywa loristex.pl, a obok zapowiedź, że tam można sobie na temat owej narracji poczytać. Zrobiłem ten jeden krok, trafiłem na stronę zatytułowaną „Marketing” … i proszę posłuchać. Pisownia, jak to się przyjęło zaznaczać, jest oryginalna i to wbrew pozorom nie jest głos Lecha Wałęsy:
Jest wiele odmian marketingu, bo też czegoś innego potrzeba na tym rynku i czegoś innego na tym. Jedną z odmian jest marketing narracyjny czyli działania marketingowe z wykorzystaniem narracji, opowieści, co chyba każdemu jest bardzo dobrze znane. na przykład w telewizji, gdzie widzimy różne reklamy w nich się opowiada o danym produkcie i podczas tej opowieści narrator stara się dotrzeć do klienta, a także przekonać go do zakupu danego produktu, ten marketing potrafi być bardzo skuteczny, jeżeli oczywiście jest dobrze przemyślany i ma ręce i nogi jak to się mówi. Z pewnością jest to także marketing niezwykle popularny, bo mamy z nim często do czynienia, nie raz słyszymy opowieści o danym produkcie i usługach, a przez opowieść jesteśmy w pewien sposób namawiani do zakupu danej rzeczy. Dlatego jeżeli ktoś reklamuje swój produkt to warto zastosować także ten marketing, bo potrafi On przynieść wielu nowych klientów, a chyba każdej firmie są Oni potrzebni, dlatego też wielu ludzi stosuje właśnie taki marketing”.
I to wszystko na ten temat. O Mistewiczu ani słowa, natomiast znajdujące się tam menu prowadzi nas do informacji na temat innych typów marketingu, włącznie z tak cudacznymi, jak „marketing partyzancki”, czy „marketing wirusowy”. Gdzieś w samym jednak rogu strony z interesującym nas tekstem o marketingu narracyjnym uczepiony jest link oznaczony słowem „sail”, który z kolei prowadzi nas do strony o zagadkowej nazwie sailboatsandyachts.pl, a na niej, wbrew pozorom żadnych żaglówek, żadnych jachtów, lecz coś co robi wrażenie bloga użytkownika o nicku „topdrzwi”, i znów, wszystko jak w oryginale:
"Śnisz o swoim budynku? Pragniesz postawić dom? Zakupić jakąś inną nieruchomość? Myślisz, która forma pożyczki z pewnością będzie prawidłowa? Niestety, codzienny pośpiech nie umożliwia Tobie wypić w spokoju cherbaty, a co w tym miejscu wówczas powiadać o znalezieniu adekwatnej formy kredytu. Sądzisz, iż jest na 100% to etap długi a również wymyślny? Nic bardziej mylnego. Obecnie dzięki rozwoju trendów oraz zarówno badań naukowych możemy szybko i właśnie bardzo prosto odszukać rzetelną sobie ofertę. Już teraz nie musimy tracić czasu na własne spotkania w instytucji finansowej, możemy to wykonać albo przez internet, czy też skorzystać spośród możliwości asystentów pieniężnych, jacy przyjadą do twojego domku oraz zarówno przedstawią daną ofertę. Przez to kredyt mieszkaniowy nie będzie już dla Ciebie żadną trudnością. Na przestrzeni rozmówki z doradcą pieniężnym dostosujesz ratę kredytu do własnych ewentualności, zapoznasz się z nowymi ofertami instytucji finansowej, określisz maksymalny okres spłaty, itd. I wszystko to na przestrzeni kilkunastu minut. Prócz tego konsultant finansowy na pewno będzie towarzyszył Tobie stale, od momentu skompletowania formalności do czasu sfinalizowania porozumienia z instytucją finansową. Kredyt hipoteczny nie będzie, tak więc procesem długim oraz zarówno skomplikowanym, starczy dobra organizacja. Jednakże zanim zdecydujesz się na podpisanie umowy, to przemyśl to całość wnikliwie. Dlatego że kredyt mieszkaniowy to zobowiązania bankowe na wiele, wiele lat.
Dziś w nawiązaniu z istniejącą sytuacją finansową a również gospodarczą polski, mieszkancy, jeszcze częściej podejmują decyzję o braniu zadłużeń. Funduszy brakuje na nieomal wszystko i na opłatę bieżących rachunków, na kupno książek dla dzieci, na przeprowadzenie wyjazdu na wakacje, na nabycie mieszkanka czy też budowę domu. Pożyczki są, a zatem ostateczną pomocną dłonią. To dzięki temu jesteśmy w stanie umożliwić własnej rodzinie komfortowe i dobre życie, zrealizować plany własne a również dzieci, etc. Naturalnie także widzimy będą ów pożyczki nieodłączną częścią naszego życia. Idą z nami wszędzie. Ze względu z bieżącą sytuacją na aktualnym rynku domów obywatele, co raz częściej starają się o kredyt mieszkaniowy. Żaden z nas nie jest, albowiem realnie z własnej kieszeni, z prywatnych rezerw spieniężyć budowę budynku czy kupno mieszkania. O kredyt hipoteczny ewentualnie może starać się prawie każdy, któż osiąga scharakteryzowane uwarunkowania. Pierwszym priorytetowym warunkiem bywa zachowanie ciągłego przychodu oraz możliwości kredytowania. Bank musi mieć jakieś zapewnienie, gwarancje, że jesteśmy w stanie kiedyś płacić ten kredyt mieszkaniowy. Jest na 100% dodatkowo dużo pozostałych warunków, aczkolwiek owe dwa na pewno są najistotniejsze, bowiem to właśnie one otwierają nam drogę, umożliwiają podjąć kolejne kroki."
I kiedyśmy już to zmęczyli, zaglądamy do opisów pozostałych typów marketingu, i okazuje się nagle, że stamtąd też odchodzą linki, dziesiątki linków, we wszystkich możliwych kierunkach, a stamtąd linki następne i kolejne, i każdy z nich prowadzi wyłącznie do kolejnych informacji o kredytach, z których każda zachowuje tę samą poetykę i ten sam poziom języka, co wyżej:
"Pomyśl sobie o sytuacji. Wstajesz rankiem w swoim łóżku, zjadasz posiłek we własnej kuchni, bierzesz ranny prysznic w osobistej łazience. Mieszkanko zrealizowane jest faktycznie tak jak wolisz, właściwie z Twoim gustem i także wytycznymi. Nawet jedna osoba Ci nie marudzi, iż masz brudy w domu, ze tależe niepozmywane, że resztki nie są wyrzucone, że zużywasz zbyt wiele wody, energii elektrycznej, że masz opóźnienia w opłatach, i tak dalej. Zwyczajnie raj na ziemi. Daną sytuację mamy sposobność określić 1 słowem – swoje, a co najważniejsze osobiste mieszkanko. Sądzisz, że to wyłącznie śliczny sen, którego nie mamy sposobność wprowadzić w życie. Otóż nie, bowiem obecnie jesteś w stanie przerobić to wszystko w realność. Myślisz jakim sposobem może być to możliwe dlatego że na koncie osobistym nie masz stosownej ilości pieniędzy? W wykonaniu owego fajnego planu wspomoże Ci ze 100% pewnością kredyt hipoteczny. Jesteś w stanie go dostać praktycznie w każdym banku po pokazaniu stosownych papierów i właśnie załatwieniu wszelakich niezbędnych spraw. Aby starać się o kredyt mieszkaniowy powinnaś wykonać wyłącznie jeden warunek. Jaki? Powinniśmy mieć sztywny dochód, a zatem mieć zdolność pożyczkową. Dopiero dokonanie takiego warunku stwarza, że jesteś w stanie podjąć którekolwiek kroki połączone z staraniem się dokładnie o tego typu rodzaj kredytu. Poleca się osiągać własne marzenia".
Albo:
"Masz na pewno dość bytu z teściową, albo wielkich kwot, które płacisz za wynajem mieszkania. Jeśli faktycznie tak, to oznacza, że dojrzałeś obecnie do decyzji o swoim “kącie”. Na nieszczęście nie posiadasz odpowiednich funduszy majątkowych. Konieczny Tobie zastrzyk funduszy? Niestety znajomi czy też bliscy nie mają możliwość Tobie pożyczyć takowej sumy. Co więc uczynić? Jedynym zamysłem w takich wypadkach jest, a zatem kredyt mieszkaniowy. Kredyt mieszkaniowy to jednak właściwie ogromne zobowiązanie bankowe, można rzec, że na pewno jest to druga przysięga ślubu. Przebieg pożyczkowy jednak w pewnych sytuacjach znacząco łatwiej przebyć, aniżeli niejedną wspólną drogę bytu. Jak również już wspominałem na pewno jest to znacznie bardzo duże zobowiązanie bankowe, decyzja nie musi, w takim przypadku być podjęta za wcześnie? Przed tym, zanim skusisz się na kredyt hipoteczny, przemyśl to wszystko z uwagą. Zawsze porównaj określoną propozycję z ofertami innych instytucji bankowych. Dlatego że w współzależności od instytucji oferty tego typu produktów odróżniają się procentem, kosztami lub wielkością wkładu swojego, jaki należy wnieść. Czasem w niektórych instytucjach finansowych dosłownie nie trzeba wnosić wkładu własnego. Jeśli natomiast masz trudności z wyborem właściwego banku, nie masz pojęcia, jaka oferta musi być znacznie bardziej najkorzystniejsza dla Ciebie. To znak, że musisz korzystać w zakresie pomocy doradcy finansowego."
Ktoś powie, że to są jakieś niemieckie strony, których użyteczność i zasięg można porównać najwyżej do czegoś, co kiedyś funkcjonowało u nas jako Polonia TV i nadawało „Ojca Chrzestnego” z włoskim dubbingiem. Otóż chyba jednak niekoniecznie. Bo jeśli się przyjrzeć, każda z nich jest sponsorowana przez mainstream w zupełnie podstawowym znaczeniu. Bo oto stamtąd wiodą kolejne linki do bardzo już konkretnych, i już zdecydowanie bardziej zadbanych stron, gdzie znajdujemy konkretne oferty konkretnych banków. I tam nie ma dosłownie nic więcej. Tylko informacje o kredytach, a wszystkie ubrane dokładnie w ten sam typ narracji (właśnie narracji), co zaprezentowany wyżej. I jeśli ktoś tam szuka przedstawionej wyżej egzotyki, to jest w dużym błędzie, bo czym dalej w głąb, tym trafiamy na świat nam jak najbardziej znany, a więc ING, Alior Bank, Expander, Citi Bank, BPH, PKO, Getin Bank, ale też wspomniane tu parę dni temu firmy nie będące bankami, i wszędzie tylko te kredyty, i cała kupa stron o nazwach typu „Rodzina na swoim”, czy „Kredyt na auto”. I choć tam jest już znacznie więcej kolorowych zdjęć i znacznie lepszy język, to narracja pozostaje dokładnie taka, jakby nam ją prezentował Eryk Mistewicz:
"W dzisiejszych czasach ciężko sobie wyobrazić życie bez samochodu, jednak nie każdego od razu stać na jego zakup. Tutaj z pomocą przychodzą nam kredyty samochodowe oferowane prawie przez każdy bank. Dzięki takiemu kredytowi możemy sobie pozwolić na spełnienie naszych marzeń, a dodatkowo taki kredyt jest niskooprocentowany w stosunku do pożyczki. Jak wspomniałem kredyty samochodowe oferowane są przez wiele banków, więc nasuwa się od razu pytanie: ‘Który kredyt na auto mam wybrać?’, odpowiedź wydaje się oczywista: ‘Możliwie najtańszy’. Jednak na koszty kredytu składa się wiele czynników, z których sobie nie zdajemy sprawy. Więcej szczegółów o wyborze kredytu w dziale ‘Który kredyt wybrać’. Zachęcam do lektury i życzę powodzenia w poszukiwaniu możliwie najtańszego kredytu, który umożliwi spełnienie Twoich marzeń, przynajmniej tych związanych z zakupem auta".
Spędziłem wczoraj na buszowaniu po tych kręgach kilka godzin i uderzyło mnie to, że tam nie ma żadnych nazwisk. Tylko ta narracja i ewentualnie linki do internetowych stron banków i firm kredytowych. I jak już wspomniałem, nie ma tam nawet nazwiska Eryka Mistewicza.
I oto jest wyjątek, którego przyznam, że kompletnie nie rozumiem, a który jednak przez swoją zagadkowość zrobił na mnie pewne zdarzenie. Na głównej stronie owego wyjściowego loristex.pl, na samym dole menu z tymi wszystkimi typami marketingu, jako osobny link pojawia się jednak imię i nazwisko: Mateusz Pazdan. Sprawdzam, kim jest ten Pazdan i okazuje się, że to pierwszy w Polsce handlarz odżywkami dla pakujących, prezes i właściciel czegoś, co się nazywa SFD, czyli – uwaga! uwaga! – Sportowe Forum Dyskusyjne, a co, jak się okazuje, ostatnio, dokładnie pod tą niezwykłą nazwą, weszło na giełdę… i powiem uczciwie, że po praz pierwszy od naprawdę dawna poczułem, że mnie to wszystko zwyczajnie przerosło. Na samym początku mamy tego Mistewicza, od niego wyruszam w tę podróż, niemal jak po kolejnych kręgach piekła, zaczynając od owego narracyjnego marketingu, przez te wszystkie kredyty, aż do tego Pazdana na samym końcu, i nagle przede mną otwiera się strona kanału TVNNBC, a tam rozmowa z Pazdanem o tym, jak to w ciągu minionego roku biznes tych odzywek się rozwinął .
Ktoś mnie może spytać, co ja sugeruję, do czego zmierzam? I na to, ja zupełnie uczciwie, bez jakiejkolwiek ironii, bez żadnych aluzji, przyznaję, że sam nie wiem. Nie wydaje mi się, bym był dziś w stanie zasugerować cokolwiek, z tej prostej przyczyny, że ja autentycznie nic z tego nie rozumiem. Zwłaszcza, że jeśli ruszyć dalej, jeszcze w głąb tego piekła, to możemy natrafić na stronę poświęconą sztukom walki – słowo najświętsze honoru, że nie kłamię – gdzie jakaś organizacja protestuje przeciwko szkalowaniu dobrego imienia zamordowanego w Smoleńsku Prezydenta. I proszę mi teraz powiedzieć – co ja mogę sugerować? No co?

Jeśli w ten piekny weekend udało mi się tym - przyznaję, że okropnie tajemniczym - tekstem kogoś pozytywnie zainspirować, będę zachwycony. Jednocześnie proszę o wsparcie tego bloga pod podanym obok numerem konta. No i przypominam naturalnie o książce. Dziękuję.

piątek, 16 marca 2012

O kłamstwie w blasku sceny raz jeszcze

Eryka Mistewicza znam w stopniu dosłownie minimalnym, a mówiąc „minimalnym” mam na myśli jego imię i nazwisko, wygląd, głoszona przez niego koncepcję tak zwanej „story”, jego występ w jednym programie Janka Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” i parę – dosłownie parę – najnowszych felietonów w tygodniku „Uważam Rze”. A więc naprawdę niewiele. To już pewnie kimś bardziej znaczącym jest on dla mojej żony, która na przykład pamięta go jako redaktora peerelowskiego tygodnika „Na przełaj”, w którym prowadził rubrykę mającą na celu młodzieży oazowej wskazać lepsza, bardziej nowoczesną drogę.
Siadając do tego tekstu, pomyślałem sobie więc, że warto by może było się o nim dowiedzieć czegoś więcej, a zatem zajrzałem do Wikipedii. Tam jednak okazało się, że najważniejszą informacją jest to, że historię życia i zawodowej kariery Eryka Mistewicza można znaleźć na jego stronie prywatnej. Wszedłem więc na stronę prywatną. A tam – nic. Zero. Paręnaście linijek biografii, z których może pięć to informacja o tym, co Mistewicz osiągnął w życiu i w zawodzie, z czego z kolei i tak jedna stanowi jedynie nazwę jakieś francuskiej uczelni, którą on podobno ukończył, a reszta to już praktycznie tylko informacja, że on doradzał Zbigniewowi Relidze w jego kampanii prezydenckiej w roku 2005. No, być może tam jest jeszcze coś, jednak nawet jeśli tak, to ja już zapomniałem, a zaglądać mi się tam ponownie zwyczajnie nie chce. W każdym razie, o redaktorowaniu w „Na przełaj” nie ma mowy. A szkoda, bo wówczas tych linijek byłoby o jedną więcej.
A więc pozostaje uznać, że to co wiedziałem na początku to i tak właściwie wszystko. A więc jego głowa, jego nazwisko i imię, to „story”, i te parę tekstów u Lisieckiego, czy Lisickiego, a może Lisiewicza...? Nigdy tego nie potrafiłem zapamiętać, a szukanie tego za każdym razem mnie nudzi. Skąd mi wpadło do głowy, żeby dziś pisać o Mistewiczu? Otóż ja się do tego zabierałem już od pewnego czasu, a konkretnie od dnia, kiedy zauważyłem, że Mistewicz już nie jest „ich”, lecz „nasz”, jednak proszę sobie wyobrazić, że bezpośrednią tego przyczyną był Coryllus. Byłem wczoraj z psem na spacerze i śmy się zdzwonili. W pewnym momencie Coryllus wspomniał, że mamy w Polsce tych dwóch doradców od wizerunku, a więc Tymochowicza i Mistewicza, którzy – bardzo paradoksalnie – jak idzie akurat o wizerunek swój własny, potrafili tyle tylko, że jeden wygląda jak „pół kartofla na pieńku”, a drugi nie wygląda w ogóle, a mnie się ten żart z pieńkiem i kartoflem tak spodobał, że pomyślałem, że nadeszła i moja pora.
Pamiętam więc, że mój pierwszy prawdziwy kontakt z nazwiskiem Mistewicz nastąpił wtedy, kiedy to w roku 2007 Donald Tusk wygłosił swoje pamiętne pierwsze expose, w którym zainaugurował nową erę w polskiej polityce, a więc coś co od razu zostało nazwane post-polityką. Przemówienie, które trwało chyba bite dwie godziny i stanowiło kompletnie pustą paplaninę o niczym. Przemówienie, które – jestem tego całkowicie pewien – gdyby zostało pokazane w całości dziś, cała Polska zamarłaby z trwogi, widząc co to do nas tamtej jesieni zawitało. A pamiętajmy, że pięć lat to w dzisiejszych czasach naprawdę kupa czasu, i taki Donald Tusk wtedy, a Donald Tusk dziś, to dwie kompletnie różne osoby. W końcu te pieniądze na coś poszły, prawda? A zatem, wygłosił Tusk owo straszne przemówienie, a Mistewicz ogłosił nadejście nowej epoki, a więc epoki w której nie jest ważne nic poza ładną historią, napisana przez specjalistów od tego typu metod, a przez władzę zaledwie zgrabnie, w eleganckim stroju i z ładnym uśmiechem opowiedzianą. Czy Mistewicz ogłaszał tę rewolucję ze smutkiem, czy choćby troską w głosie? Ależ skąd! On był tym czego wszyscy doświadczamy autentycznie zachwycony. Czy on nie widział tego cynizmu i tego kłamstwa? Ależ jak najbardziej. On widział i jedno i drugie, tyle że on wyłącznie głosił owego kłamstwa i cynizmu pochwalę. On w pełnym uniesieniu twierdził, że tak właśnie ma być. Że współczesny obywatel nie potrzebuje ani prawdy ani konkretów. On czeka wyłącznie na jasne światło i ładną historię. I że Donald Tusk jest pierwszym politykiem, który dokładnie to człowiekowi daje. Ładne światło i ładną historię. Story. I to taką story, którą zrozumie idiota. Bo to właśnie jest oferta dla nich. Dla tych, którzy decydują. I to jest naprawdę fascynujące.
Później zaczął się długi okres tak zwanego rządzenia, a z tym rządzeniem przyszło to wszystko, co wielu z nas świetnie pamięta, a co ostatecznie doprowadziło nas do miejsca, w którymśmy się znaleźli dziś. I też Donald Tusk z każdym dniem stawał się coraz bardziej tym, czym jest dziś, robił się coraz bardziej gładki, coraz pełniejszy, coraz bardziej zbliżony do owego potwora, jakim go widzimy, a którego nadejście z takim entuzjazmem Mistewicz pięć lat temu ogłaszał, a on sam nie opuszczał go ani na krok, i czym większe było to kłamstwo, tym większe zachwyty wypływały z jego ust. W pewnym momencie doszło już w praktyce do tego, że Mistewicz niemal jednoznacznie przyznawał, że tak, to wszystko z czym mamy do czynienia to brutalne, bezczelne i bezlitosne kłamstwo, tyle że my musimy to przyjąć, dlatego, że innej drugi nie ma. Bo świat taki właśnie jest i inny już nie będzie nigdy. I że nie dość że musimy to przyjąć i zaakceptować, my musimy to kłamstwo polubić, bo ono tak naprawdę jest dla nas, żeby nam było lepiej. Wszystkim. Liczy się bowiem tylko historia. Tylko to story. A jedynym możliwym jak na dziś dostarczycielem owych historii jest Donald Tusk. I dopóki nie pojawi się nikt od niego lepszy, będzie już tylko on.
Powiem uczciwie, że nie umiem znaleźć momentu, kiedy Eryk Mistewicz, wciąż głosząc tę swoją afirmację kłamstwa, przestał być „człowiekiem Systemu”, a stał się „nasz”. Wiem jednak, że przez jakiś czas tak to właśnie wyglądało. On nadal opowiadał jak to dzisiejsze czasy nie tolerują niczego poza kłamstwem i że innej drogi nie ma, a jednocześnie był już po naszej stronie, jako nasz brat i nasz kolega. Na pewno tamtego wieczoru, kiedy to w programie Pospieszalskiego próbował razem z Hartmanem mnie zniszczyć, on już był „nasz”. On, Dorn i Karnowski – nie wspominając o Pospieszalskim – z całą pewnością byli wtedy „nasi”. Wrogiem pozostawał wówczas już tylko ich kolega Hartman.
Wiem też na pewno, że Mistewicz jest „nasz” również dziś, i że dziś on jest tak bardzo i do końca „nasz”, jak nigdy chyba wcześniej. Dziś Mistewicz jest już do tego stopnia „nasz”, że w jednym ze swoich ostatnich felietonów w „piśmie autorów niepokornych”, czyli „Uważam Rze” ogłosił, że bycie specjalistą od politycznego marketingu, a więc tym czym Mistewicz się od kilku dobrych lat próbuje zajmować i z czego żyje, jest zajęciem bardziej kompromitującym od pracy jako „pianista w domu publicznym”. Że to jego mentor, francuski ekspert i zawodowy kłamca, człowiek o nazwisku Seguela ukuł to powiedzenie, i to jest strasznie fajne. To jest niesamowite! To jest wręcz cudowne!!! Eryk Mistewicz pisze w tym „naszym” tygodniku co tydzień. On ma tam swój stały felieton. I on tam jest po to, by nam to wciąż objaśniać: Porzućcie nadzieje. To nie jest świat dla ludzi o prostych zasadach i gorących sercach. To jest świat dla biednych idiotów i wyniosłych zawodowców. I uwierzmy mu. W końcu on nas nie oszuka. On jest przecież dziś już tylko „nasz”. I ma na to bardzo poważny glejt. Glejt który otrzymał od innych „naszych”. „Naszych” niepokornych.
Naprawdę nie wiem, co mogę powiedzieć więcej, bo i tak już zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Może powinniśmy się zastanowić, kim w końcu jest ten Mistewicz? Czy to tylko „doradca w zakresie zintegrowanych strategii marketingu i PR […], promotor narzędzi komunikacji masowej 2.0. […], pasjonat reklamy i świadomego wpływania na rzeczywistość poprzez media”, czy może jeszcze ktoś? I czego on od nas chce? Po co on się tu kręci? Co nam chce zakomunikować? Czy on ma za zadanie nas tylko upomnieć, byśmy porzucili nadzieję, czy może tu chodzić o coś jeszcze? No i wreszcie, cóż on ma w sobie takiego, że go „nasi” tak bardzo polubili? A coś przecież mieć musi. To nie ulega wątpliwości. To musi być naprawdę fajny gość.

Pewnie Mistewicz zna inne, skuteczniejsze metody wpływania na ludzkie decyzje, ale ja mam tylko tę swoją sytuację i to słowo. A więc proszę uprzejmie o wspieranie tego bloga w każdy dostępny sposób, również z wykorzystaniem znajdującego się obok numeru konta, i o kupowanie książki. Dziękuję.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...