Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska Policja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska Policja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 marca 2021

Psy

 

Jak pewnie część z nas zauważyła, od paru dni nie pojawiło się tu nic nowego, a ja już śpieszę wyjaśniać, że to przez to, że się pochorowałem i pisać mi się zwyczajnie nie chciało. Dalej zresztą czuję się byle jak, a jeśli dziś jednak piszę, to dlatego, że po pierwsze nie chcę zwlekać przez kolejne dni, no a po drugie zrobiła na mnie wrażenie afera z z tą wariatką w BMW, która spokojnie demolowała stację Orlenu, a obecni na miejscu policjanci, zamiast użyć broni, bezradnie się jej przyglądali. I dziś z tego wszystkiego pozostało już tylko szyderstwo z psów – tępych, głupich psów. No a w tej sytuacji przypomnieć pragnę swój kolejny stary tekst, o psach właśnie. Bardzo proszę.

 

 

W cudownym komiksie dla dzieci Charlesa M. Schultza zatytułowanym Peanuts, a w Polsce znanym jako Fistaszki, jest taka scena jak pada deszcz, i Linus w desperacji postanawia wypowiedzieć zaklęcie : „Rain, rain, go away, come again some other day”, i … deszcz w jednej chwili przestaje padać. W pierwszej chwili chłopczyk jest zaledwie zaciekawiony, ale kiedy przy kolejnej próbie, sytuacja się powtarza, wpada w panikę i zaczyna płakać, że on z pewnością jest czarownicą i kiedy świat się o tym dowie, to go spali. Przychodzi Lucy i oczywiście nawet go nie próbuje pocieszać. Wręcz przeciwnie, bardzo ją to bawi i wciąż mu każe powtarzać eksperyment. No a on płacze. Taka to historyjka.

Przypomniała mi się ona wczoraj, kiedy włączyłem tefauenowskie Fakty i pokazała się informacja z mojego punktu widzenia absolutnie porażająca. Otóż, jak się okazuje, pewien policjant został zelżony przez chuliganów słowami ‘pies’ i ‘pała’, poczuł się obrażony i podał ich do sądu o znieważenie. W odpowiedzi, sąd – TVN puścił odpowiednią wypowiedź rozbawionego sędziego – ogłosił, że słowa ‘pies’ i ‘pała’ nie obrażają, że pretensje policjanta są nieuzasadnione, i sprawę oddalił. TVN w związku z tym przygotował dłuższy reportaż, w którym tak jak tylko ci ludzie potrafią, z jednej strony całą sytuację wykpił, zamienił ją w cyrk i zabawę, a z drugiej zasugerował, że niech policjanci się uspokoją, bo im się od tego dobrobytu już w głowie przewraca. Żeby udowodnić swoją tezę, że wszystko to głupstwo i bzdura, dziennikarze TVN-u pokazali, jak to język polski potrafi być giętki i, gdy trzeba, potrafi najróżniejsze pojęcia zastępować opisem zastępczym. Że na przykład na adwokatów mówi się ‘papugi’ – w tym momencie na ekranie pojawił się odpowiedni ptak – a oni w ogóle nie mają o to pretensji. Na kontrolerów ludzie mówią ‘kanar’ i w tym momencie puszczono wypowiedź jakiegoś kontrolera, i ten powiedział, że jemu to w ogóle nie przeszkadza. I tak po kolei, wyciągano z przepastnych kieszeni języka polskiego jakieś nic nie znaczące epitety i próbowano dowodzić, że w gruncie rzeczy, to wszystko jest nieważne. Na końcu, zaprezentowano jakąś panią z miotłą, którą ona sobie włożyła między nogi i zaczęła z nią wywijać fikołki, a następnie kazano jej powiedzieć, że ona jest cieciem i uważa, że tak jest w porządku. Dla podsumowania całego wywodu, wrócono do ‘psa’ i ‘pały’ i wesoły komentator powiedział, że wprawdzie ‘pies’ to nic takiego, bo to miłe zwierzę, natomiast ‘pała’, faktycznie, może brzmieć niemiło, zwłaszcza w ustach jakiegoś „buraka”. No ale z drugiej strony – w tym momencie na ekranie pojawił się prawdziwy burak – czy na buraka wolno powiedzieć „ty buraku”? Chyba nie. Lepiej może „ty barszczu”. I zobaczyliśmy talerz z zupą. Koniec. Śmiech.

Czemu mnie ten reportaż poraził? Przede wszystkim dlatego, że ja sobie od razu pomyślałem o tym policjancie, który chcąc zapewnić nam jakiś spokój i porządek, zatrzymał paru bandytów, a kiedy oni nazwali go ‘psem’, on poczuł się dotknięty i zgłosił tę sprawę do prokuratury. Jestem głęboko pewien, że gdyby on – ten policjant – był rzeczywiście kimś takim, jakim go opisuje kultura popularna, machnąłby na tego ‘psa’ ręką. A dla lepszego samopoczucia ruszył by w miasto, tu by komuś wpieprzył, tu by od kogoś wziął łapówkę, kupił sobie flaszkę i wypił po pracy. On natomiast, czując się, jak najbardziej słusznie, funkcjonariuszem państwowym, uznał, że są rzeczy ważniejsze niż jego ból czy obojętność. Że tu chodzi o szacunek do państwa. On zresztą najprawdopodobniej, tak jak my, ogląda w telewizji amerykańskie filmy o policjantach i wie, że tam, w jakimś Teksasie czy Nowym Jorku, kiedy policjant mówi, że podejrzany ma położyć ręce na kierownicy, następnie lewą ręką powoli sięgnąć do stacyjki i wyjąć kluczyki, następnie te kluczyki wolnym ruchem mu podać przez uchylone okno, to on nie żartuje, a ostatnią rzeczą jaką zatrzymany kierowca może zechcieć zrobić, to mu powiedzieć – „Ty psie”. I biedny, pomyślał, że w Polsce też pewien cywilizacyjny zapis obowiązuje.

To pierwszy powód. Drugi natomiast jest taki, że zarówno sąd, jak i redaktorzy TVN-u – stacji bądź co bądź bardzo ważnej i wpływowej - w konflikcie między wspomnianymi bandytami, a policjantem, którego oni nazwali ‘psem’ wzięli stronę bandytów. Jedyne wytłumaczenie tego zachowania jakie mi przychodzi do głowy, to takie, że oni najprawdopodobniej sami, mrowiąc o policji, używają epitetu ‘psy’. Mam bardzo mocne podejrzenie, że zarówno redaktor przygotowujący ten reportaż, podobnie zresztą jak wcześniej słuchany sędzia, i tak samo jak cały w najszerszym znaczeniu tego słowa tefaunowski establishment, policji bardzo nie lubią, policją pogardzają, z policjantów szydzą, a jak o nich wspominają, to nie tylko używają słowa ‘psy’, ale do tego jeszcze dodają przymiotnik ‘jebane’. Dlaczego? Znów z dwóch powodów. Przede wszystkim, większość z nich, czy to duchowo, czy faktycznie, tkwią wciąż w Polsce peerelowskiej i kiedy myślą o policjantach, widzą przed sobą milicjanta z pałą, a to co słyszą, to tylko kawały o „psie z dwoma chujami”. Dla nich policja, podobnie jak wojsko, ojczyzna, patriotyzm, państwo, ład, flaga, Kościół, to są symbole PRL-u i oni o tym wszystkim nawet nie chcą słyszeć. Druga, jak mi się zdaje, przyczyna tego typu podejścia ma już bezpośredni związek z tym co się dzieje dziś. Oni zdecydowanie muszą czuć, że policjanci są bardzo niepewnym elementem tego, co im przeszkadza dobrze i bezpiecznie egzystować. Oczywiście, póki co, policja jest posłuszna. Jak trzeba zabezpieczyć mecz – to na policję można liczyć. Jak się im powie, żeby postawili barierki na Krakowskim Przedmieściu, to je postawią, a nawet sami zgodzą się tam postać, jak ma iść jakaś demonstracja Solidarności, to oni pomogą powstrzymać bardziej energiczny atak. Z drugiej jednak strony, świetnie zdają sobie sprawę z tego, do jakiego stanu doprowadził polską policję system, który oni wspierają i tworzą. Oni wiedzą, że policjanci, podobnie jak nauczyciele, górnicy, robotnicy w najróżniejszych firmach produkcyjnych, inne branże mundurowe, cierpią tę sama biedę i w ten sposób tworzą tę drugą Polskę. Polskę której oni nienawidzą, która jest im obca, a której na codzień się boją. Parę dni temu w dodatku, widzieli ich, jak protestują pod ich urzędami w Warszawie i jestem pewien, że na ten widok zalewała ich krew.

Co ma do tego Linus z jego niefortunnym zaklęciem? Otóż ja parę dni temu, kompletnie nie mając pojęcia, że gdzieś w Polsce jakiś policjant poczuł się obrażony przez paru bandytów, a polski sąd mu powiedział, żeby spadał na drzewo, napisałem tekst własnie o tym, jak to dzisiejsza Polska, Polska, którą nam ufundował ten bezwzględny i niszczący System, systematycznie niszczy nasze państwo. Jak to najpierw kompletnie rozbito władzę z jej autorytetem, rządzenie sprowadzono do czegoś, co nazwałem „wiecznymi wakacjami”, a całość odpowiedzialności za życie publiczne scedowano na skorumpowane i niekompetentne samorządy, zlikwidowano wojsko, a teraz próbuje się zdemolować policję. Pisałem więc o tych ‘psach’ i o tych ‘palach’ i apelowałem, żebyśmy chociaż nie dawali się wciągnąć tę brudną grę. I oto zaledwie po paru dniach, System pokazuje nam otwarcie i oficjalnie, co on na ten temat myśli. Tak otwarcie i tak oficjalnie, że gdyby któregoś dnia TVN swoje logo przyozdobił znaczkiem CHWDP, naprawdę niewiele by to zmieniło. A więc, czyżbym był czarownikiem???

Chyba jednak nie. Deszczem naprawdę nie jest łatwo kierować. Podobnie jak mgłą, choć akurat tu podobno zaobserwowano pewne postępy. Co do naszego życia politycznego, nie trzeba być cudotwórcą, żeby widzieć ich wszystkie czyny i zamierzenia, jak w kalejdoskopie. To naprawdę żadna sztuka. Człowiek się budzi rano i jeśli tylko nie jest nieprzytomny po minionym wieczorze, słyszy każdy ich krok. Każdy oddech. Widzi każdy cień. I wie że nic go już nie zaskoczy.



 

piątek, 20 marca 2020

Czy Polska Policja jest przygotowana na ostateczne rozwiązanie?


      Kilka dni temu na oficjalnym profilu Polskiej Policji na Twitterze został opublikowany apel, który wielu zaskoczył, mnie jednak przede wszystkim wzruszył. Proszę rzucić okiem:   
      Z powodu pandemii COVID-19, która wywołała panikę, a na nas nałożyła wiele nowych zadań i czasami nieprzewidywalne zachowania wielu osób, oczekujących od nas i innych służb ciągłej pomocy, prosimy o zaprzestanie wszelkich działań przestępczych/haniebnych/niegodziwych do odwołania - przekazują funkcjonariusze Policji.
      Docenimy spodziewaną współpracę związaną z powstrzymaniem się od popełniania przestępstw i wykroczeń i już z góry dziękujemy za współpracę oraz zrozumienie. Powiadomimy oddzielnym komunikatem, kiedy będzie można wrócić do codziennej działalności przestępczej kontynuując dalej starą zagrywkę policjant-złodziej”.
      Czemu ów dziwny apel mnie wzruszył, wyjaśnić nie jestem w stanie, tak jak w ogóle trudno jest bardzo objaśniać wzruszenia, natomiast, owszem, mogę powiedzieć, dlaczego uważam go za ważny. Otóż on w sposób wręcz idealny – chyba po raz pierwszy aż tak obrazowo – pokazuje nasz świat, jako arenę walki dobra ze złem, w którym zło stoi na pozycji od początku przegranej, a to z tego prostego powodu, że musi przegrać, co w każdej chwili, a co dopiero w sytuacji choćby tak poważnego kryzysu, można potraktować z aż tak upokarzającym pobłażaniem.
       Ważniejszą rzeczą jest jednak to, że tym bardziej właśnie w obliczu tego rodzaju demonstracji, ja już się nie mogę nacieszyć perspektywą kiedy to cała ta banda ludzi złych i występnych doczeka momentu, gdy wspomniana Polska Policja, a więc tak zwani „good guys”, zechcą na nich zawiesić swoją uwagę. Nie wiem wprawdzie oczywiście, kogo przede wszystkim mieli na myśli nasi policjanci, gdy układali sobie w głowie ów apel, ale przeczucie mi mówi, że im mogło wcale najbardziej nie chodzić o tradycyjnych przestępców, ale o tych z nich, którzy uznali, że stan powszechnego lęku przed zarazą stanowi dla nich świetną okazję, by ów lęk wykorzystać i na nim zarobić, a przy okazji z niego sobie poszydzić. I tym sposobem, tym bardziej z Polską Policją trzymam tu sztamę.
        Nie wiem też z całą pewnością, czy to co uważam za fakt, rzeczywiście jest faktem, ale zakładam, że faktycznie panowały kiedyś takie zwyczaje, że kogoś, kto w sytuacji wojny, czy innego powszechnego zagrożenia, kiedy to w powszechnym zamieszaniu wymagało się od ludzi pewnej wrażliwości oraz solidarności, decydował się drugiego człowieka oszukać, lub okraść, automatycznie się rozstrzeliwało, wieszano, czy w jakikolwiek inny sposób eliminowało ze społeczeństwa. I ja dziś, kiedy to tak dzielnie wszyscy walczymy z tym cholernym koronawirusem, słyszę o tym, że gdzieś w Lublinie jacyś cwaniacy wyłudzają od ludzi starych, bezradnych, a często zwyczajnie naiwnych różnego rodzaju kosztowności, to jak najbardziej uważam, że każdy z owych cwaniaków powinien zostać za to co robi przykładnie powieszony na głównym placu w mieście.
          Myślę, że warto opowiedzieć, na czym polega ów szczególny manewr. Otóż ktoś, kogo jak się domyślam, Polska Policja jeszcze nie poznała, odwiedza wybrane osoby, przedstawia się jako przedstawiciel służb państwowych i zachęca je, by przekazały mu w zaklejonej kopercie ze starannie zapisanym swoim nazwiskiem i adresem wspomniane kosztowności, a on je przekaże do specjalnego laboratorium, w którym przy pomocy specjalnej aparatury oczyści się je z wirusa, a następnie odkażone już jak należy właścicielowi zwróci. Nie znam oczywiście danych dotyczących skuteczności tego przekrętu, podobnie też jak nie wiem, na ile skuteczne są wszystkie inne, stosowane przez wszelkiej maści podobnych oszustów, których jak słyszę, nazbierało się ostatnio wcale nie tak mało, ale sam ów pomysł ma w sobie tak wielkie pokłady pogardy do drugiego człowieka, wołające o natychmiastową Boską interwencję, że ja naprawdę gotów jestem apelować tu o rozwiązania wyjątkowe i ostateczne.
       A skoro już mówimy o pogardzie, to nie miałbym też nic przeciwko temu, by do tej grupy dokooptować poznańskiego sędziego Aleksandra Brzozowskiego, który właśnie umorzył sprawę i wypuścił na wolność jednego z nich, niejakiego Hossa, niesławnego pomysłodawcy i głównego organizatora procederu znanego popularnie pod nazwą „na wnuczka”. Bo, jeśli mam być szczery, to wcale nie mam pewności, czy ten rodzaj szyderstwa z prostego człowieka, jak też sama społeczna szkodliwość czynu, z jakimi mamy tu do czynienia, nie przerasta nawet zła, do jakiego dochodzi w tych dniach w Lublinie. A jeśli sędzia Brzozowski się pewnego dnia zdziwi, to będzie można mu przypomnieć, że Polska Policja odpowiednio wcześnie naprawdę bardzo grzecznie i uprzejmie prosiła go o zrozumienie.









Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...