Na obu blogach, jakie prowadzę, umieszczone są liczniki tak zwanych „odsłon”. Wbrew temu, co się może wydawać osobom gorzej zorientowanym, jeśli któraś z notek zaliczy, powiedzmy, tysiąc odsłon, może to oznacza tylko tyle, że któryś ze szczególnie zdesperowanych sympatyków tego bloga otworzył sobie daną stronę tysiąc razy, a nie że owe tysiąc razy to robota tysiąca osób. Zastrzeżenie to jest o tyle ważne, że wciąż na przykład pamiętam, jak niejaki Lech Makowiecki, o ile dobrze zapamiętałem, szwagier naszego zmarłego kolegi Seawolfa, chcąc mu się bardziej przysłużyć, niż sam Seawolf, jak sądzę, by sobie tego życzył, ogłosił go „najbardziej popularnym polskim blogerem”, bo czytanym przez aż „3 miliony osób”.
A zatem, mamy te „odsłony”, i niestety nie ma sposobu stwierdzić ile osób one obejmują. Może to być, jak mówię, jeden wariat, ale może to być równie dobrze, zakładając, że ludzie wchodzą, wychodzą, i wracają do codziennych zajęć, osób tysiąc. Czy liczą się wejścia własne? A więc, czy jeśli ja wpadnę na pomysł, żeby wciąż włazić na ten swój blog, jestem w stanie sobie ów licznik nabić? Nie wiem, jak jest w Salonie24, natomiast na toyah.pl, takiej możliwości nie ma. Jak idzie o blogspot, tu ja mogę sobie wpisywać ten adres sto tysięcy razy, jednak licznik tego nie wykaże. Ponieważ w naszym domu komputery funkcjonują w ramach wspólnej sieci, również każde wejście na ten blog moich dzieci, czy żony, pozostaje niezarejestrowane.
A zatem, mamy te „odsłony”, i niestety nie ma sposobu stwierdzić ile osób one obejmują. Może to być, jak mówię, jeden wariat, ale może to być równie dobrze, zakładając, że ludzie wchodzą, wychodzą, i wracają do codziennych zajęć, osób tysiąc. Czy liczą się wejścia własne? A więc, czy jeśli ja wpadnę na pomysł, żeby wciąż włazić na ten swój blog, jestem w stanie sobie ów licznik nabić? Nie wiem, jak jest w Salonie24, natomiast na toyah.pl, takiej możliwości nie ma. Jak idzie o blogspot, tu ja mogę sobie wpisywać ten adres sto tysięcy razy, jednak licznik tego nie wykaże. Ponieważ w naszym domu komputery funkcjonują w ramach wspólnej sieci, również każde wejście na ten blog moich dzieci, czy żony, pozostaje niezarejestrowane.
Blog toyah.pl funkcjonuje od połowy 2010 roku, a zatem dziś już ponad trzy lata, i licznik na blogspocie pokazuje, że on był odsłaniany (nie licząc udziału mojego i mojej rodziny) 1 728 567 razy. Czy to dużo? Nie mam niestety pojęcia. Przede wszystkim dlatego, że nie wiem, ilu ludzi za tą liczbą stoi. Jak idzie natomiast o kwestię jak najbardziej wymierną, a więc listę tzw. Obserwatorów, mamy tam 174 realnych osób, które zadały sobie trud, by się zarejestrować, a ja mogę zakładać, że oni ten blog czytają.
Blog toyah.pl to projekt całkowicie indywidualny. Jak idzie o to miejsce, możemy mieć pewność, że, jeśli ktokolwiek tu przychodzi, to tylko i wyłącznie ze względu na osobę i teksty jednego autora. Inaczej jest w Salonie24. Salon to stosunkowo popularny portal, z, wedle facebookowych informacji, ponad 8 tysiącami fanów. Blog, który ja tam prowadzę już od półtora roku, właśnie przekroczył milion „odsłon”. Czy to dużo? I znów, trudno powiedzieć, bo ja nie mam pojęcia ile za tą liczbą kryje się realnych osób. Domyślam się jednak, że w odróżnieniu od tego z czym mamy do czynienia na toyah.pl, tu znacznie mniej osób przychodzi regularnie. Wydaje mi się, że znaczna część z tego miliona, który jest wyświetlany przez salonowy licznik traktuje to miejsce, jako jedno z wielu. Ilu ich jest? Też nie wiem. Ogólna liczba „odsłon”, jakie miały miejsce przez te półtora roku, jak mówię, przekroczyła wczoraj milion. Jednak, co z tego dla nas wynika? Nic. Niestety, nic.
Blog toyah.pl to projekt całkowicie indywidualny. Jak idzie o to miejsce, możemy mieć pewność, że, jeśli ktokolwiek tu przychodzi, to tylko i wyłącznie ze względu na osobę i teksty jednego autora. Inaczej jest w Salonie24. Salon to stosunkowo popularny portal, z, wedle facebookowych informacji, ponad 8 tysiącami fanów. Blog, który ja tam prowadzę już od półtora roku, właśnie przekroczył milion „odsłon”. Czy to dużo? I znów, trudno powiedzieć, bo ja nie mam pojęcia ile za tą liczbą kryje się realnych osób. Domyślam się jednak, że w odróżnieniu od tego z czym mamy do czynienia na toyah.pl, tu znacznie mniej osób przychodzi regularnie. Wydaje mi się, że znaczna część z tego miliona, który jest wyświetlany przez salonowy licznik traktuje to miejsce, jako jedno z wielu. Ilu ich jest? Też nie wiem. Ogólna liczba „odsłon”, jakie miały miejsce przez te półtora roku, jak mówię, przekroczyła wczoraj milion. Jednak, co z tego dla nas wynika? Nic. Niestety, nic.
Można oczywiście te wyniki porównywać z innymi, no i z wielką przyjemnością stwierdzam, że jest naprawdę lepiej, niż można się było kiedykolwiek spodziewać. No i wydaje mi się, że tego się powinienem trzymać. Jak na to, co można uzyskać w Internecie, prowadząc zwykły, skromny blog, nie jest źle. Po trzech latach umieszczania tekstów na całkowicie indywidualnym blogu zbliżam się już do dwóch milionów odsłon. W Salonie24, przez minione 20 miesięcy, pewna, z pewnością ściśle określona, liczba osób uznała za stosowne, by tu zawitać ponad milion razy. Nie uważam, żeby to było 10 osób, nie sądzę też, żeby to było osób sto. Jestem pewien, że ta liczba idzie w tysiące.
Faktem jest jedno. Oba te blogi – jeden, kompletnie poza Systemem, a drugi, jak najbardziej w mainstreamie, ale za to aktywny dopiero od 20 miesięcy – zarejestrowały niemal 3 miliony „odsłon”. A to jest całkiem pokaźna ilość osób, dla których one niewątpliwie stanowią jakąś tam część ich życia. Bardzo mi miło to wiedzieć. Dziękuję.
Oczywiście, niezmiennie proszę o wspieranie tego bloga. Ostatnio znów wszystko jakoś niebezpiecznie "siadło", i my oczywiście czujemy to każdą częścią ciała. Za każdy gest bardzo dziękujemy.
Oczywiście, niezmiennie proszę o wspieranie tego bloga. Ostatnio znów wszystko jakoś niebezpiecznie "siadło", i my oczywiście czujemy to każdą częścią ciała. Za każdy gest bardzo dziękujemy.