niedziela, 16 października 2011

O zdradzaniu o świcie - inaczej

Pod przedwczorajszym tekstem zamieściłem film, który moja córka znalazła na youtubie, a który, moim zdaniem, w bardzo zabawny sposób wyszydzał rządową, antypisowską propagandę. Zamieściłem ten film, i w tym momencie Toyahówna zaczęła przynosić mi kolejne klipy z tej serii, jeszcze bardziej dowcipne i jeszcze bardziej poruszające. W końcu okazało się, że jest ich tam w Internecie cała masa. Że one były produkowane systematycznie i od dłuższego czasu, jako komentarze na temat bieżących wydarzeń na styku polityki i życia publicznego. I że – co można rozpoznać po zapisanej pod nimi liczbie obejrzeń – w jakiś przedziwny sposób nie zostały spopularyzowane.
Jak mówię, poziom tej produkcji, konsekwencja, dowcip i celność – cały ten pomysł – mnie osobiście zachwyciły. Postanowiłem więc sprawdzić, kto za tym stoi. Kto miał na tyle talentu, by coś takiego wymyślić i wyprodukować. Okazuje się, że te filmy są oryginalnie zamieszczane na portalu, który robi na mnie wrażenie jak najgorsze, a o tym, co to takiego może być, niech świadczy to, że za polityczny kształt całego przedsięwzięcia odpowiada postać już tu mająca pewien swój szczególny kult – Eliza Michalik. Wygląda jednak na to, że filmy o których mowa, nie są częścią owego działu politycznego, lecz jakby niezależnym elementem całości, umieszczoną poza tą całą mizerią. Jak do tego doszło, że ktoś zażyczył sobie, żeby te filmy tam były? Nie mam pojęcia. Autentycznie, nie mam pojęcia. Ale są tam, stamtąd trafiają na youtube, i – jak mówię – niemal nikt o nich nie wie. Biorę pod uwagę, że to wszystko jest dokładnie takim samym przypadkiem jak dziennikarska kariera wspomnianej Michalik. Od Sakiewicza po Superstację.
Obejrzałem więc pokazany mi przez moją córkę spot o zwycięstwie partii ludowej, wpadłem w zachwyt i, dla wspólnej zabawy, zamieściłem go tu na blogu. I oto okazało się, ze tylko jeden z komentarzy dowiódł choćby podstawowego zainteresowania tą właśnie zaproponowana przeze mnie zabawą. Jeden, ale za to jaki! Komentarz naszego kolegi Michała Dembińskiego. Kim jest Michał Dembiński i co on sobie myśli na temat polskiej polityki, znaczna część z uczestników tego bloga pewnie wie. Otóż Michał Dembiński jest kimś, kogo my tu pogardliwie nazywamy lemingiem, i to lemingiem wydaniu turbo. Michał wkleił więc tu swój komentarz i napisał, że jego ten filmik rozbawił do łez i że gdyby on go wcześniej widział, to pewnie zagłosowałby na Kaczyńskiego. Ja oczywiście bardzo mocno biorę pod uwagę, że ów komentarz Michała, to czysta ironia i szyderstwo, tyle że nie bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić logiki tego szyderstwa i ironii. Chodzi mi o to, że kiedy my tu na przykład napiszemy, że Tusk kłamie, a ktoś na to z humorem odpowie, że tak, oczywiście, że kłamie, bo to Żyd, to ja rozumiem i fakt ironii i sens tej ironii. Bo, jak wiadomo, Tusk wcale nie kłamie, a my jesteśmy pisobolszewickimi antysemitami, więc jedno z drugiego konsekwentnie wynika.
W przypadku spotu o zwycięstwie Platformy w wyborach i sposobu, w jaki Michał na niego zareagował, jedyne co mogę zrobić, to albo uznać, że ten przekaz jednak do niego autentycznie dotarł, albo pokiwać głową i powiedzieć: „Rozumiem, że to jest ironia? Postaram się zapamiętać”. Dokładnie tak, jak to się dzieje w przypadku, gdy oglądamy nową polską komedię i, nie widząc tam śladu komedii, odpowiadamy szyderczo, że następnym razem będziemy się śmiali, tylko niech nas ktoś wcześniej uprzedzi.
Oglądam bowiem kolejne spoty, będące parodią starych kronik filmowych i wyszydzające państwową propagandę kierowaną od tylu już lat pod adresem całej wielkiej grupy społecznej, i myślę sobie, że to straszna szkoda, że wyborczy sztab Prawa i Sprawiedliwości nie zechciał skontaktować się z autorem tych arcydzieł, zapłacić mu za nie ciężkie pieniądze i oprzeć na nich całą kampanię. Jestem głęboko przekonany, że z wielu względów, które dla mnie są oczywiste, a których tu z braku miejsca nie pasuje mi omawiać, i tylko mam nadzieję, że one są oczywiste dla wszystkich, gdyby ta kampania, w swoim najbardziej popularnym wymiarze, została ograniczona do tych filmów – skończyłaby się czystym zwycięstwem. Gdyby, z jednej strony, Prawo i Sprawiedliwość, zamiast tego idiotycznego spotu pokazującego jakichś obcych nam ludzi w sytuacjach równie idyllicznych, jak te, znane znam z reklamowych broszur Świadków Jehowy, wyświetlały od rana do wieczorem te stare kroniki filmowe, a z drugiej, zorganizowały kurs podstawowej ekonomii dla najbardziej podstawowego popu, w wydaniu zaprezentowanym nam przez Zytę Gilowską, nie potrzebowalibyśmy już niczego więcej. To byłaby totalna pełnia. Polski wyborca w ten sposób otrzymałby dwa podstawowe komunikaty: jeden taki, że to co do niego dociera od lat, to najbardziej prymitywna post-peerelowska propaganda, a więc coś co on zna przecież świetnie, a drugi, że w tych wyborach nie tyle chodzi o Smoleńsk, o korupcję, o cenzurę, o wolność, o terror, ani nawet o Polskę, ale znacznie bardziej o pojedynczy ekonomiczny interes każdego z nas. Że złe rządy Platformy, to nie bałwan Tusk i stojące na straży tego bałwaństwa represyjne państwo, ale zamach na nasz podstawowy byt. Na nasze kieszenie, na stół stojący w naszej kuchni, i na lodówkę w kącie.
Kampania. Dużo się dziś dyskutuje na temat tej kampanii. Nie bardzo mam ochotę to robić, bo wiem, jaka to odpowiedzialność, mieć na głowie coś tak ważnego, jak zwycięstwo w wyborach do Parlamentu. Jak ciężka musi być świadomość, że od naszych decyzji zależy właściwie los państwa. Poza tym, bardzo nie chcę zakładać opcji radykalnej, sugerującej, że ludzie prowadzący tę kampanię byli albo głupi, albo pełni złej woli. A znam tę opinię bardzo dobrze. Ona się pojawia w przestrzeni publicznej od dłuższego już czasu, a dziś jest formułowana niemal oficjalnie. Że ci, co prowadzili te kampanię, nie mieli żadnego interesu, by ją wygrać. Bo z ich punktu widzenia, ludzi, którzy na uwadze mają wyłącznie swój interes i swoją codzienną wygodę, przejmowanie władzy to same kłopoty, i w dodatku wcale nie tak pewna przyszłość. Bo rządzenie w czasach takiego kryzysu, i to rządzenie państwem tak zdewastowanym, ale też rządzenie przy takiej wrogości ze strony mediów i popularnej kultury, to żadna przyjemność. Oczywiście, Jarosław Kaczyński jest tu poza wszelkim podejrzeniem, tyle że – i to też jest już dziś formułowane niemal oficjalnie – jego siła i niezłomność to w większym stopniu wynik naszych pobożnych życzeń, niż fakt. Wiele bowiem wskazuje na to, że to co System zrobił 10 kwietnia 2011 roku, dla niego stanowiło pokaz siły, którego on unieść nie zdołał.
Ale wolę myśleć – jak to ja – że oni zwyczajnie nie unieśli tej odpowiedzialności, że chcieli dobrze, ale ich to wszystko przerosło. I że oni Jarosława Kaczyńskiego nie zawiedli. Poza tym, wiem, że nie muszę się zadręczać jakimiś smutnymi podejrzeniami, bo za mnie, na swoim blogu, wszystko to świetnie wykonuje choćby mój przyjaciel Coryllus. Jednak nie umiem też przestać myśleć o tym, że jest aż zbyt wiele tropów, które prowadzą do przeświadczenia, że coś zostało bardzo, ale to bardzo spieprzone.
Prawdziwym smutkiem napełnia mnie sytuacja, w której wydarzenie tak wielkie jak smoleńska katastrofa, zaledwie półtora roku po 10 kwietnia, spotyka się z tak małym społecznym zainteresowaniem. Że pamięć ludzka i ludzki ból potrafią być czymś tak ulotnym. Jest mi też bardzo przykro, kiedy widzę, jak Zuzanna Kurtyka przegrywa wybory do Senatu z jakimś lokalnym nikim, a Zbigniew Romaszewski z jednym z najbardziej szarych peerelowskich urzędników – Markiem Borowskim. Najprościej oczywiście byłoby mi tu powiedzieć, że to wszystko przez Platformę i tę całą propagandę. Że to przez to kłamstwo i przez ludzką głupotę. Jednak nie mogę nie zauważyć, że w tym samym Krakowie, gdzie Zuzanna Kurtyka została przez wyborców odrzucona, inny kandydat PiS-u, Andrzej Duda, uzyskał wynik niemal najlepszy w Polsce. I zastanawiam się, jak to właściwie jest? Oni Kurtyki nie chcą, ale Dudę już jak najbardziej? Dlaczego? O co tu chodzi?
Podobna sytuacja jest w Warszawie. Czy to, iż warszawscy wyborcy wybrali Borowskiego, a Romaszewskiemu powiedzieli, że już wystarczy, świadczy o tym, że oni już nie lubią Solidarności i PiS-u, natomiast zatęsknęłi za komuną? Nie sądzę. Warszawa dała wystarczająco dużo dowodów na to, że im PiS i Solidarność aż tak nie przeszkadzają. Oczywiście, oni wolą od PiS-Platformę, ale przecież nie Borowskiego! Im znacznie bardziej – przykro mi bardzo, że to mówię – przeszkadza sytuacja, w której PiS i Solidarność, mają zaciętą, wypełnioną cierpieniem i goryczą twarz starych bohaterów. Zbigniew Romaszewski jest moim bohaterem. To ja o Romaszewskim potrafię myśleć wyłącznie z dumą i podziwem. Podobnie też to tylko już ja, kiedy patrzę na udręczoną twarz Zuzanny Kurtyki na tle strzępów owej białoczerwonej szachownicy, czuję do niej tylko miłość. Obawiam się jednak, że to wszystko, jak idzie o świat bezlitośnie sunący obok nas, zostało już bezpowrotnie zmarnowane. Dla nas, Polaków, w tej chwili liczy się przede wszystkim to, czy uda się przeżyć do końca dnia i czy przypadkiem ktoś nas tu nie chce wydymać. Dopóki nie mamy podstaw, by sądzić, że nocy nie doczekamy, a kłamców albo też aż tak wielu nie ma, albo są, tyle że po każdej ze stron. A tym bardziej, nie mamy powodu uznać, że bohaterstwo Romaszewskiego i cierpienie pani Kurtyki są w ogóle naszą sprawą.
Ta kampania została zrobiona moim zdaniem znacznie lepiej niż tamta, sprzed roku. Było w niej dużo rzeczy, które mi się podobały. Niemniej wciąż mam bardzo mocne poczucie, że zabrakło tam czegoś może i bardzo małego, ale decydującego. Przypominam sobie właśnie tamtą jesień, kiedy nagle w Internecie odkryłem serię wyborczych spotów Prawa i Sprawiedliwości, w których na jednolitym, prostym tle występowali zwykli, normalni ludzie i opowiadali, jak ciężko żyć w świecie, gdzie się jest wykluczonym i wzgardzonym. Jak ciężko jest głosić prawdę, gdy ta prawda jest wszędzie wokół wykpiwana. Pamiętam te spoty i owo dojmujące zdziwienie, że one sa tylko w Internecie. Że nikt ze sztabu Prawa i Sprawiedliwości nie uznał za stosowne ich emitować w telewizji.
Nie znam się na prowadzeniu kampanii. Nie mam jakiejkolwiek orientacji w kwestiach socjologicznych, ale też, gdyby ktoś mi zaproponował, by tę kampanię poprowadził, to bym odmówił. Kamiński, Hofman, i wreszcie Poręba postanowili tę robotę przyjąć, i, jak mówię, zakładam, że zrobili co potrafili. Ale mogę też mieć do nich pretensje, że nie wypatrzyli tych filmow, nie wzięli na katowickie spotkanie kamery i nie nagrali wystąpienia Zyty Gilowskiej, i wreszcie, że nie wygrzebali tych starych, jeszcze sprzed roku, spotów, zatytytułowanych „Myśl samodzielnie” – inna sprawa, że po co je mieli wygrzebywać, skoro sami je już dawno usunęli z partyjnych portali? Mogę mieć do nich o to pretensje, tak samo jak mam prawo komentować wszystko, co skomentować mam ochotę. Dokładnie tak samo, jak każdy może komentować skuteczność – lub kontrskuteczność – tego na czym ja się znam, a więc mojego tu pisania.
Coś zostało fatalnie przegapione. Niektórzy mówią, że celowo. Niektórzy mówią, że taki właśnie był plan, bo jest tak, że to już tylko my, obserwatorzy z poza marginesu, przejmujemy się tym co się dzieje. Reszta śpi bardzo dobrze. Tego jednak nie wiem i na ten temat nie chcę się wypowiadać. Natomiast patrząc właśnie z boku, podtrzymuję tę opinię. Coś zostało fatalnie przegapione. I autorzy tego gapstwa są znani. Mam nadzieje, że to tylko gapstwo. Mam nadzieję, że to gnuśność. Mam nadzieje, że oni jednak nie zadziałali po mistrzowsku.

Jak jest, nie wiemy? Jednak, tak czy inaczej, my pozostajemy wierni. Bo nie mamy interesów. My mamy swoje serca i swoje marzenia. Jeśli oni tych naszych emocji potrzebują wyłącznie do swoich parszywych celów, niech je sobie biorą. One naprawdę nic nie kosztują. Tak jak mnie nic nie kosztuje wylewanie tych moich żali na ekran komputera. No, powiedzmy, nie do końca nic. Jakiś czas temu narysowano mi te cenę bardzo wielkimi literami. No ale co mam zrobić? Machnąć na to wszystko ręką? Nie da rady, jak mawia Zyta Gilowska. Nie da rady. Pozostaję więc tu gdzie jestem i liczę na solidarną obecność tych, którzy podziałają moją wrażliwość. Książka i cała reszta jest tuż obok, po prawej – a jakże! – stronie.


43 komentarze:

  1. Skoro tak się panu spodobały te kroniki to polecam innego autora:
    http://www.youtube.com/watch?v=C7xJldqp31c

    OdpowiedzUsuń
  2. @Sizar
    Przy całym szacunku, Cejrowski jest znacznie lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te krótkie filmiki sprzed roku są naprawdę piękne, wzruszające i takie ....proste. Nic dziwnego- zrobiła je wspaniała Ewa. Ewa od "Solidarnych".
    Nie mam pojęcia dlaczego nie sięgnięto po te małe arcydzieła... Jeśli chodzi o przesłanie, są przeciez ciągle aktualne.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Eliza
    Straszne jest to zdanie: "Nie mam pojęcia, dlaczego". Mam wrażenie, że wraca ono do nas o wiele za często.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślisz, że Romaszewskiego mógł pogrążyć ten wywiad?
    http://wiadomosci.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/Gosc-Radia-ZET-Zbigniew-Romaszewski/

    OdpowiedzUsuń
  6. @Ulver
    Nie. Myślę, że Romaszewski od początku nie miał szans. Za stary i za brzydki. Brzydcy i starzy, jeśli jeszcze gdzieś przechodzą, to wyłącznie z PO.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pytania z tego wpisu nurtują mnie również. Chciałbym dorzucić, czego od lat brakuje mi w komunikacji PiS-u ze społeczeństwem, zastrzegając, że nie jestem specjalistą od PR.

    Nie polemizuję z Toyahem, który świetnie opisał, jakich emocji zabrakło w kampanii. Jest jednak też (pewnie niemały) "segment", do którego można trafić, zaspokajając inne potrzeby: potrzebę wiedzy a także potrzebę posiadania. Legitymacja PiS do reprezentowania sporej części Polaków, a w przyszłości - mam nadzieję - do przejęcia władzy opiera się na kontestacji "reglamentowanej rewolucji" lat 80. oraz III RP. Problem w tym, że ludzie coraz mniej pamiętają, o co w tym sporze chodziło, a nowe pokolenia są od tej pamięci odcinane i karmione historyczną papką o solidarnościowych bohaterach.

    Jaki jest koszt stworzenia szeregu książek - krótkich broszur opisujących przemiany z punktu widzenia krytyków III RP, opisujących ekonomię III RP z uwzględnieniem roli mafii i znaczenia złodziejskiej prywatyzacji, cyklu biografii prawdziwych bohaterów (Walentynowicz, Gwiazda itd.), słownika biograficznego agentów SB robiących kariery w III RP?? Tematów jest znacznie więcej. Do tego ważna uwaga. Zdaję sobie sprawę z trudności - jeśli nie - niemożliwości, jeśli chodzi o publikację. Dlatego książki te powinny być przygotowane nawet pod pseudonimami w formie elektronicznej i propagowane w sieciach p2p, poprzez blogi, z wykorzystaniem marketingu wirusowego. Takie darmowe ebooki w naturalny sposób trafiłyby do wszystkich zainteresowanych choć trochę historią, nawet zwolenników PO, a także do wszelkich kolekcjonerów. Wiedza, która jest usilnie blokowana przez System, sączyłaby się w ten sposób do społeczeństwa, coraz szerszym strumieniem. Prawda, moim zdaniem, sama w sobie jest swego rodzaju wirusem, który "infekuje" prawomyślnych obywateli i zabiera im spokój, dopóki w pełni nie przejrzą oszustw, jakimi byli karmieni.

    Koszt całej akcji edukacji historycznej byłby moim zdaniem mniejszy niż kilka billboardów lub tygodniowa emisja jednego spotu. Kilku polityków mogłoby dla dobra sprawy pokryć koszty nawet prywatnych pieniędzy. Długofalowy efekt mógłby za to być niezwykle korzystny.

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah

    Tyle się ostatnio czyta uczonych analiz na temat przyczyn klęski, a to trzeba było bardziej eksponować temat smoleński, a to zaatakować rząd od strony ekonomicznej, a to ostrożniej wypowiadać się o wpływach niemieckich itp. Coś być może zostało zepsute i zaprzepaszczone, ale coraz bardziej dochodzę do wniosku, że czego by sztab PiS-u nie wymyślił, to wszystko zostałoby sprytnie przykryte przez prorządową propagandę.
    Mieliśmy wiele nadziei, ale była to nadzieja wbrew rozumowi, bo jak się słyszało, co ludzie wokół mówili, to w zasadzie nie wiem, gdzie mieli być ci mityczni wyborcy PiS-u.
    Prawda jest taka, że ludzi myślących w kategoriach suwerennego państwa, zdolnych do poświeceń w imię wolności i godności narodowej nie ma w Polsce więcej niż 30%.
    Dlatego myślę, że czas na zmianę jeszcze nie naszedł. Nie wiem, czy kiedy ten czas nadejdzie, to zmiana dokona się po naszej myśli.
    Czuję jakiś determinizm historyczny, ale widzę go raczej w wymiarze eschatologicznym.

    Cieszę się, że Ty się nie przyłączasz do analizowania, co zrobiono źle, by wydaje mi się, że takie dyskusje nie mają sensu. Ważniejsze jest chyba, żeby się przygotować na to, co nas czeka.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Marion
    Ja się nie przyłączam do tych analiz, ponieważ obawiam się, że gdybym to zrobił, i ustalił, co zrobiono źle, to następnym krokiem musiałoby być ustalenie, DLACZEGO. A tej odpowiedzi boję się jak cholera.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy czytam różne analizy na temat kampanii wyborczej - o ewentualnych błędach sztabu PiS - co zrobiono źle lub czego nie zrobiono, a co powinno zostać zrobione. Co źle powiedziano, a co zostało powiedziane niezbyt dobrze i czego nie powiedziano, co powinno zostać powiedziane - mam wrażenie, że wszyscy analitycy popełniają jeden i ten sam błąd. Przykładają bowiem działania sztabu wyborczego kierowanego przez posła Porębę do sytuacji normalnych demokracji, gdzie istnieje coś takiego jak rzetelne dziennikarstwo, pluralizm w głównych mediach, równość wobec prawa, niezawisłe sądownictwo. A więc sytuacja, jaka ma miejsce w starych, dobrze funkcjonujących demokracjach.
    W sytuacji, z jaką mamy do czynienia w Polsce, reguły normalnej kampanii wyborczej nie mają zastosowania.
    Choćby sztab Poręby wymyślił najlepszą z możliwych kampanii, to i tak przykryta zostałaby ona krzykiem WSZYSTKICH wpływowych mediów (bo umówny się te "nasze" internetowe i prasowe media jak "Gazeta Polska", "Radio Maryja" czy
    telewizja "Trwam" to są media niszowe, zresztą źle robione, bo skierowane TYLKO do stosunkowo wąskiej grupy wiernych odbiorców.)
    W sytuacji, w jakiej jesteśmy, sytuacji "kulawej demokracji" partia, przeciwko której jest CAŁY system, może wygrać tylko w chwili zaistnienia społecznej atmosfery buntu.
    Buntu powszechnego - przeciwko kłamliwym mediom, stronniczemu sądownictwu, złodziejskim rządom - czyli buntu przeciwko systemowi.
    Aby atmosfera takiego buntu powstała musi trafić na swój czas.
    Ten czas wcześniej czy później nadejdzie, fala powoli wzbiera, zresztą system się na nią przygotowuje (promowanie Palikota) by przejąć i odpowiednio skanalizować ten bunt.
    Myślę, że analizy błędów popełnionych w kampanii wyborczej powinny zostać zastąpione myśleniem o tym - gdy ten bunt nastąpi, a że nastąpi to więcej niż pewne - co zrobić, by nie był to bunt ślepy, łatwo kanalizowany przez takich ludzi jak Palikot, ale bunt, który przyniesie Polsce wyzwolenie.
    Nie wiem jak to zrobić, ale myślę, że warto się nad tym zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  11. A filmiki, o których Toyahu piszesz, złożone ze starych kronik z wykpiwającym obecną politykę komentarzem mogą trafić do ludzi takich jak Ty i ja, czyli ludzi w wieku 50+. Do tych młodszych, przy całym szacunku dla naszych doświadczeń, one nie trafią. Przez nich będą traktowane jak bajania "dziadków ze styropianu". Nie dlatego, że oni z nas kpią czy nas lekceważą. To po prostu nie jest już ich doświadczenie. A to oni mają i będą mieli coraz większy wpływ na przyszłość, wyniki wyborów i kształt tego buntu, który nastąpi.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Jan
    Trafiłyby. Jak najbardziej. Dokładnie na tej samej zasadzie jak trafił Bareja. Moda na PRL tryumfuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chciałbym przypomnieć się z dwoma uwagami dotyczącymi rozważań powyborczych wokół: co by było, gdyby … (czyli tzw. „gdybały”)

    1) Wyniki pokazują, że, nazwijmy, elektorat nie był gotowy. Można powiedzieć, był indyferentny. Różnice w treściach i sztuczki nic by nie pomogły. Różnice w dostępie być może pomogłyby.
    Gdyby PiS miał bezpośredni dostęp, a przynajmniej dostęp nie niszczony na każdym kroku, to być może wywołałby sytuację jak Antoniusz nad zwłokami Cezara (u Szekspira). Dlatego „co trzeba zadbało”, aby dostępu nie uzyskał.
    Domniemane błędy treści i sposobu przekazu nie mają nic do rzeczy. „Bezbłędy” zostałyby i tak przekręcone na błędy.

    2) Wracając do literatury, obecne propozycje pilnych wymian w PiS coś zanadto przypominają mi planowanie „wyleczenia jak trzeba” zastosowanego wobec Alexa - bohatera Mechanicznej Pomarańczy Burgess’a. Wszelkie konsylia zdaje się na to są nastawione.


    Ten wynik wyborów powinien teraz spowodować konsolidację, a nie dintojrę w peowskim stylu. PiS ma sporo czasu. Rozsądny człowiek odczekałby przynajmniej aż opadną emocje, sejm podejmie pracę (?), rząd zajmie się tym, co zwykle i zacznie dostarczać rozrywki. Wtedy, na spokojnie można zająć się sobą.
    Nie ma też sensu wyprzedzać dojrzewania sytuacji społecznej. Jeśli dojrzeje, to powinna zastać skonsolidowaną partię opozycyjną, a nie wewnętrznie rozdartą.

    OdpowiedzUsuń
  14. @orjan
    Zgoda. Tylko co zrobisz, jeśli okaże się, że oni już dawno zajęli się tym, co my wciąż traktujemy, jako melodię przyszłości?

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobry wieczór!

    Pod poprzednim wpisem zadałeś mi, Toyahu pytanie, czy to nie jest ciekawe? To co wyprawiają pajace systemu, posuwając się nawet do naruszenia fundamentów typu polityczna poprawność. To jest bardzo ciekawe i bardzo znaczące, tylko - właśnie - czemu siły medialne PiS tego nie wykorzystują? Zamiast tego jakiś debil czy sabotażysta powiesił w końcówce skądinąd niezłej kampanii plakaty Tusk=Palikot.
    W miniony piątek nastąpiła huzia na Tomasza Kaczmarka, że teraz to on będzie brał zarówno emeryturę za bycie agentem Tomkiem jak i poselską dietę. W Szkle Kontaktowym pojawił się sms: "Jak żyć? Jak agent Tomek!"
    Czy można sobie wyobrazić piękniejszy moment do rozpoczęcia poważnej akcji zabrania megaemerytur ubekom? Jak łatwo byłoby przekuć tą "aferę" w sukces! A czyż podobnie nie można by przekuć w sukces skandalu wokół Alvina Gajadhura? Gdzie są "obrońcy wykluczonych" z palikotowej menażerii? Czyż nie można by w ten sposób zagonić w kozi róg tych nieszczęśników?

    Może jednak jest tak, że my tutaj odbieramy na całkiem innych już falach i to co dla nas jest oczywiste, dla mainstreamu jest kosmosem. My mamy tylko swoje refleksje i odczucia, oni mają badania socjologiczne.

    Anyway - źle się dzieje w PiS w dziedzinie komunikacji. I też trochę się obawiam odpowiedzi na pytanie DLACZEGO.

    OdpowiedzUsuń
  16. Władza zawsze jest lepiej przygotowana, ale niekoniecznie do wszystkiego (taki paradoks).

    Aktualna jest świetnie przygotowana do niczego. Zachwyty nad jej sprawnością należą się nie jej samej, lecz tym, którzy napier..laja z trzeciego szeregu (copyright Michnik, albo Rywin, ten klimat).

    Nie wiem, który tych dwóch jest wystarczająco wykształcony, lecz gdy Rzymianie mówili: sprawa doszła do trzeciego szeregu, to już było bardzo źle.

    Czy wyprzedzają? Tu trzeba zdać się na logikę. Ta podpowiada, że kogoś wyprzedzić można jedynie na JEGO, a nie na swojej drodze. Jeśli więc wyprzedzą PiS w sensie czynów dobrych, to darujem ich zdrowiem.
    Jeśli wyprzedzą po to, aby się zasadzić, to przecież pierwszy do nich podejdzie tłum niezadowolonych.

    Tragedia tego lumpen-układu polega na tym, że jego przetrwanie zależy od zdolności do czynów dobrych (Brrrr!!! kropidło).

    Skoro już tak wyszło, to PiS może poczekać. Lepiej bez szarpania się.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah
    Łudziliśmy się tym, że te wybory wygramy. Mniemaliśmy, że ludzie odczuwając na własnej skórze sytuację w kraju oraz wstrząs wydarzeń 10.04.2010 zagłosują większością na PiS i Kaczyńskiego i odsunią od władzy całą tą bandę Donalda T. i jego mocodawców.
    Nasze chciejstwo podpowiadało nam, że wybory zmiotą ich z taką siłą, że będzie możliwe również wywalenie z pracy rezydenta Pałacu Namiestnikowskiego oraz postawienie ich wszystkich przed TS.

    Okazuje się, że ludzie nie są gotowi, jeszcze zbyt mało upodleni jak również zbyt jeszcze zastraszeni...

    Ja nie widziałbym przyczyn niepowodzenia w domniemanych błędach kampanii. Mamy do czynienia w absolutną przewagą przeciwnika praktycznie na każdym polu - medialnym w szczególności.
    Nawet najlepszych spotów nie byłoby gdzie pokazać - nie mamy mediów a internet ma jeszcze zbyt mały wpływ.
    Do tego jeszcze dołożyła się "samobójcza" śmierć Andrzeja Leppera.

    Teraz dopiero widać, że główna przyczyna porażki to niewykorzystana kampania prezydencka - zwalona przez późniejszych pjn-owców.
    Wychodzi na to, że teraz można było jedynie odzyskać pole - zdolność do blokowania zmian w konstytucji - czego PiS po odejściu zdrajców nie posiadał. Nie zapominać jednak należy, że w PiS'ie nadal są krety.

    Co zrobić? To jest dobre pytanie - jak mawia gówniany klasyk!

    Ich nie można pokonać zwykłą bronią.

    Trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie atak skierowany jest na fundamenty naszej wiary!

    W związku z tym działania muszą być związane z obroną tych fundamentów - w tym przypadku już całkowicie, bez niedomówień, w przeciwnym, przypadku grożą nam katakumby - ponieważ barbarzyńcy niezadługo spróbują wedrzeć się do naszych świątyń aby je zniszczyć a nas zmarginalizować całokowicie...

    Ale to jest temat na osobny komentarz...

    OdpowiedzUsuń
  18. @All

    Może się mylę, lecz zamiast wszelakich analiz i rozważań, wystarczy prosta arytmetyka.
    Mimo, że generalnie matematyki nikt nie lubi.

    http://jazgdyni.nowyekran.pl/post/29963,to-ostatnia-proba-i-olewam-ne

    OdpowiedzUsuń
  19. @Kozik
    Wiesz, czego ja się obawiam? Że gdyby któryś z nich, jakimś cudem, zainteresował się tym naszym blogiem i zobaczył, jak my tu strasznie się przejmujemy, to by zwyczajnie parsknął śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  20. @orjan
    No tak. Tylko co powiedzieć, kiedy władza jest i słaba i nieprzygotowana i wszystko oddaje praktycznie bez żadnego targowania, a ci, których pierwszym obowiązkiem jest to przejąć, mówią, że nie potrafią?

    OdpowiedzUsuń
  21. @raven59
    Co to znaczy, że nie byłoby gdzie pokazywać dobrych spotów? Dokładnie w tych samych miejscach, gdzie pokazywano spoty złe. Podobnie billboardy.

    OdpowiedzUsuń
  22. @jazgdyni
    Oczywiście, że wystarczy matematyka. Tyle że Twoje wyliczenia są psu na budę. Cała kampania - przynajmniej w teorii - była skierowana pod adresem tych co z reguły nie głosują.
    Co do Nowego Ekranu, to też już o tym tu wspominałem.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah

    E tam.

    Pokasz mi taki moment, kiedy kampania była skierowana do tych co nie głosują. Bzdura.

    Obie partie gadały tylko do swoich, żeby ich zmusić do pójścia na wybory.

    Nie mówię o niezdecydowanych, ale chcących głosować. Tych przegraliśmy z kretesem. A raczej sprytnie i socjotechnicznie wygrała ich PO.
    Ale nie było tego więcej niż 3 - 4%. Więc i tak dupa.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah
    //Dokładnie w tych samych miejscach//

    Wiesz dobrze, ze to za mało - nie mamy mediów a czas jaki PiS miał na spoty wyborcze to zbyt mało.

    OdpowiedzUsuń
  25. @jazgdyni
    Przecież mówię wyraźnie, że ten kierunek był realizowany tylko teoretycznie. A więc, że oni świetnie wiedzieli, że celem kampanii ma być przede wszystkim ten, który do wyborów iść nie planuje. Tyle że mam bardzo przykre podejrzenie, że któryś z nich uznał, że lepiej będzie jeszcze parę lat poczekać w opozycyjnym ciepełku. Niech się męczą frajerzy. Tacy jak my.

    OdpowiedzUsuń
  26. @raven59
    Słowo daję że nie rozumiem. Ja nie mówię, że trzeba było dawać więcej spotów i więcej billboardów. Moja propozycja jest taka, że te spoty i te billboardy miały być inne.

    OdpowiedzUsuń
  27. @toyah

    Najpierw chcialem zapytac o taki dwa zdania, ktore przelecialy chyba niezlusznie niezauwazone
    "Oczywiście, Jarosław Kaczyński jest tu poza wszelkim podejrzeniem, tyle że – i to też jest już dziś formułowane niemal oficjalnie – jego siła i niezłomność to w większym stopniu wynik naszych pobożnych życzeń, niż fakt. Wiele bowiem wskazuje na to, że to co System zrobił 10 kwietnia 2011 roku, dla niego stanowiło pokaz siły, którego on unieść nie zdołał."

    Jesli ja dobrze umiem czytac, to tu jest napisane ze Jaroslaw Kaczynski jest slaby i zlamany. Nam sie zdawalo ze jest silny i niezlomny, a on slaby i zlamany. Czy to jest Twoja opinia?

    Po drugie - czy masz pewnosc, ze niektorych z Twoich tez ktos Ci nie zasuflowal w imie nie za ladnej wewnetrznej walki w PiS?

    Po trzecie, a moze i najwazniejsze: gdyby PO i PiS zamienily sie wynikami, to i tak dzis Tusk montowalby koalicje "wszyscy przeciwko PiS". Wiara w to ze System dopuscilby do koalicji ktorejs ze swoich partii z PiS jest naiwna. Czy te spoty bylyby lepsze czy gorsze, czy tych procentow byloby troche wiecej czy mniej - byloby tak samo.

    Po czwarte - mnie troche przygnebia tlumaczenie kolejnych porazek wyborczych zdrada w szeregach i/lub falszowaniem wyborow. Jezeli te dwa czynniki w istocie wystepuja i sa w stalym arsenale Systemu, to nie mamy o czym gadac, bo zawsze przegramy kolejne wybory. Wskutek zdrady w szeregach, a jak sie nie uda do niej doprowadzic: po sfalszowaniu wyborow.

    Osobiscie jestem raczej blizej opinii Orjana - trzeba naprawde zejsc do fundamentow zeby szukac przyczyn.

    I jeszcze po zerowe: PiS jest po Smolensku wykrwawiona partia. To jest partia ktorej zawsze i w kazdym momencie brakuje jej najlepszych, poleglych ludzi. Nie zabito jej, ale jednak jest dramatycznie oklaeczona.

    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  28. @toyah

    "... a co zrobić, kiedy ...?"

    To jest taka bezradność, jak przy powodzi: idzie fala, kładziemy te worki, a ona i tak się rozlewa.

    Tak jest "na razie", ale koniecznie trzeba przypomnieć polską teorię chaosu:

    :) na razie jest chaos, ale zaraz przyjdzie Heniek i przyniesie pół litra :)


    A tak poważniej mówiąc, to - czy to klęska od sił przyrody, czy od niegodziwych ludzi, czy od wojny, czy od innych płaskości -

    zawsze jest pewien okres, w którym żadna pomoc nie przyjdzie i trzeba po prostu przetrwać jakoś sobie radząc przy możliwie najmniejszych stratach.

    Kto wie, czy właśnie ta wiedza, dostępna na poziomie instynktu, nie wpłynęła na wynik wyborów?

    Jednak zupełnie nie rozumiem, dlaczego tę wiedzę odrzuca się w rozważaniach powyborczych?

    Czyżby chodziło o powiększenie strat?

    OdpowiedzUsuń
  29. W tej interesującej dyskusji brakuje pewnego wspólnego mianownika - określenia co jest celem dużej partii politycznej aspirującej do objęcia rządów.
    A. Udział w "konkursie piękności", w rezultacie którego, ta partia, która najbardziej spodoba się wyborcom, wygra. Abstrahujemy od tego, co ci wyborcy myślą i czego właściwie chcą.
    B. Zaoferowanie wyborcom stałego spójnego systemu wartości. W chwili, gdy ten system wartości będzie podzielać większość obywateli, to dana partia wygra wybory.

    Ja opowiadam się za opcją B (jestem świadomy, że może to zostać uznane jako naiwność). Zgadzam się, że w kampanii wiele można było ulepszyć, ale zasadniczą sprawą jest kwestia upowszechnienia w społeczeństwie wartości, czy wręcz walka o dusze Polaków (wyżej podałem pewną konkretną propozycję w tym zakresie).

    Kwestia układanek powyborczych, gdyby PiS wygrał także ma znaczenie. Widać tu 2 możliwe opcje:
    1. Tusk lub ktoś od nich tworzy, rząd mniejszościowy, "rząd fachowców", "rząd na trudne czasy" lub coś w tym stylu. W rządzie jest PO-PSL, a z Palikotem i SLD zawierają jakąś umowę o współpracy czy o wspomaganiu reform. W rezultacie nikt nie bierze odpowiedzialności za dalsze rozkradanie i wasalizowanie Polski.
    2. Kaczyński zostaje postawiony przed koniecznością utworzenia rządu mniejszościowego. Następnie rząd ten jest niszczony licznymi atakami medialnymi i prowokacjami ze strony urzędników lojalnych wobec Systemu.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Toyah
    upieram się, że rzecz nie w jakości spotów czy bilbordów.
    Mamy do wycięcia las, otrzymaliśmy piłę spalinową ale czas wycięcia jest krótki - do tego by wyciąć ten las nie wystarczy, nie ważne dobra czy bardzo dobra piła ponieważ naszą słabością są moce przerobowe - trzeba więc było użyć działań niekonwencjonalnych.
    Jakich ?
    Ot na przykład nalot dywanowy.
    Nie kłóćmy się o jakość piły ona tu nie wystarczy. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  31. @LEMMING
    A więc po kolei:
    1. To nie jest moja opinia, lecz moja obawa. I ona nie została mi zasuflowana, ale pojawiła się jeszcze przed wyborami po obejrzeniu filmu "Lider". To tam, po raz pierwszy od smoleńskiej katastrofy, zobaczyłem Jarosława Kaczyńskiego, jako człowieka pokonanego. On zresztą tę swoją porażkę deklaruje wręcz jednoznacznie, mówiąc, że wie, że już nigdy nie będzie człowiekiem spełnionym. Że dla niego wszystko się skończyło. Ja w tym filmie nie zobaczyłem zwycięzcy. Nie zobaczyłem lidera. Ale człowieka, który oberwał naprawdę skutecznie.
    A zatem, jeśli nastąpiło jakieś suflowanie, to najwyżej przez tych, którzy postanowili ten film uczynić częścią kampanii. Jestem pewien, że wiesz, o czym mówię.
    2. Co do spotów, zgoda. Możesz mieć rację. Moje marudzenie na temat kampanii, to zupełnie naturalne refleksje typu "czy nie byłoby lepiej, gdyby...". Oglądam te kroniki Cejrowskiego, tamte spoty Stankiewicz i nie potrafię nie myśleć, że czegoś zabrakło. Ale, owszem, możesz mieć rację. To wszystko mogło nie mieć większego znaczenia.
    3. Co do sfałszowania wyborów prezydenckich, będę się upierał. Ani Tobie, ani nikomu innemu, nie udało się jak dotychczas wykazać w moim rozumowaniu sprzed roku błędu. Nie muszę Cię zapewniać, że bardzo nad tym ubolewam.

    OdpowiedzUsuń
  32. @orjan
    Ależ ja sobie radzę. Nawet staram się pomagać innym. Czyż tego nie widać?

    OdpowiedzUsuń
  33. @filozof grecki
    Nie wiem, czyt pamiętasz, ale plan był formułowany taki, że wygrywamy większością bezwzględną.

    OdpowiedzUsuń
  34. @raven59
    Nalot dywanowy, mówisz? Brzmi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  35. @toyah
    Pamiętam. Przyznaję, że mój komentarz jest produktem tego rozliczeniowego powyborczego nastroju. A nastrój jest taki mniej więcej, że gdyby uniknąć kilku zaniedbań, to może i byłaby wygrana względna, ale o bezwzględnej to już chyba nikt dziś nie mówi. Miejsce tej optymistycznej wersji zwycięstwa zajęła analiza stanu społecznej świadomości. Sam pisałeś o tej dziewczynie z pociągu i o nas, którzy zostaliśmy na peronie.

    Mnie łatwo się mądrzyć po wszystkim, gdy wynik jest już znany, a oczekiwania zostały zawiedzione. Ale gdzieniegdzie w komentarzach pojawiają się sugestie, że ktoś tam na górze po naszej stronie zdecydował, że jeszcze nie pora brać na barki małe zwycięstwo na punkty. A ja po prostu nie wiem, co o tym myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  36. @filozof grecki
    Ja też, przyznaję, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah
    Wrócę jeszcze o Romaszewskiego - podstawową przyczyna jego porażki w ubieganiu się o mandat senatorski były manipulacje z granicami okręgów wyborczych do Senatu w Warszawie.
    Do okręgu z którego kandydował, o bardziej zrównoważonej gamie wyborców (dotychczas tylko po prawej stronie Wisły), przyłączono platformerski Wilanów i Ursynów, które to dzielnice znajdują się - a jakże by inaczej) po lewej stronie Wisły.
    Prawda, że proste?

    PS. Nie pytasz mnie co powinno być "nalotem dywanowym" w wykonaniu PiS i JK?

    OdpowiedzUsuń
  38. @toyah

    Z tym, że ja prowadziłem wywód "na liczbach ogólnych". Nie miałem nikogo konkretnego na myśli, ale wszystkich, siebie też, a nadto nawet tę Płaszczyznę z jej wszystkimi wd.powlisami.


    A Ty pocztę czytasz?

    OdpowiedzUsuń
  39. @raven59
    Nie pytam, bo sama nazwa mi się podoba.
    A co?

    OdpowiedzUsuń
  40. @orjan
    Jasne że czytam. Nawet odpowiadam na maile.

    OdpowiedzUsuń
  41. @Toyah
    "Nalot Dywanowy" - to pewna koncepcja strategii wymagająca jednak dopracowania w choć w minimalnych szczegółach. Na razie mam pewien zarys w głowie ale mocno nieuporządkowany

    Obiecuję że uporządkuję...

    OdpowiedzUsuń
  42. @Toyah
    Próbuję to jakoś ułożyć...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.