Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Godfather. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Godfather. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2019

Dlaczego Frank Pentangeli nie zdecydował się na zwykłe dziadostwo?


       Wbrew moim nadziejom i wynikającym z niej zapowiedziom, wygląda dziś na to, że nie dam rady ukończyć przed kwietniowymi targami kolejnej książki. To znaczy, druga część „Listonosza” oczywiście jest gotowa i czeka już tylko na ruch Coryllusa, natomiast faktycznie  bardzo słabo wyglądają aktualne szanse drugiego z dwóch zapowiadanych tytułów. Czemu tak? Przede wszystkim rzecz w tym, że owe trzy tygodnie grudnia były tak intensywne, że chyba nawet gdybym miał talent pisarza Remigiusza Mroza, też bym nie dał rady. Drugi powód jest chyba jednak jeszcze ważniejszy. Otóż, jak niektórzy wiedzą, 11 stycznia urodziła mi się moja druga wnuczka i od tego czasu, dla odciążenia jej mamy, postanowiliśmy się bardzo intensywnie zaopiekować jej starsza siostrą. Spędza więc ona u nas znaczną część tygodnia i tym sposobem nawet gdybym miał talent Mroza i w dodatku był pełen twórczej energii, to też bym ją wolał spożytkować na zadawanie się z moją wnuczką.
       Myślę, że niektórzy z nas wiedzą, czy to z rodzinnych opowiadań, czy choćby z literatury i filmu, czym jest tak zwane „dziadkostwo” w sensie emocjonalnym. Ja również, wydawałoby się, miałem tego śwadomość, jednak, jak się okazuje, tak naprawdę wiem to dopiero od paru tygodni. Proszę mi pozwolić, że przedstawię ów stan rzeczy na przykładzie. Wczoraj więc z moją wnuczką byłem od rana sam na sam i wszystko zaczęło się od śniadania. Otóż wiedząc, że najpewniejszym rozwiązaniem jest jej dać kabanosa, wyjąłem z lodówki owego kabanosa, pokroiłem go w cieniutkie plasterki i zacząłem dziecko karmić. Po pewnym czasie uznałem, że może wypadałoby jej dołożyć do tego odrobinę pieczywa, wyjałem więc kromkę specjalnie dla niej przez moją żonę upieczonego chleba, pokroiłem ją na małe kwadraciki… jednak dziewczynka odwróciła główkę z pogardą. Wymyśliłem więc, że może ona się skusi na jajecznicę, którą zawsze jadła bez oporów, usmażyłem jajeczko, podałem na talerzyku, jednak ona pozostała przy kabanosie, a zimne już jajo zjadłem sam, zagryzając chlebem. Ponieważ po śniadaniu wypada się czegoś napić, poczęstowałem dziecko sokiem z pomarańczy, osobiście na tę okazję wyciśniętym - niestety na nic. W tej sytuacji, doszedłem do wniosku, że jedynym ratunkiem będzie płyn „Kubuś” do wyciskania - no wiecie, taki z nakrętką, jak pasta do zebów. Dałem jej tego „Kubusia”, odwróciłem się na chwilę by patelnię po jajecznicy włożyć do zmywarki, a kiedy wróciłem do swojej wnuczki, okazało się, że cały kubuś był rozsmarowany na krzesełku w formie fantazyjnych linii.
      I teraz przechodzę do clue. Otóż, proszę soboie wyobrazić, że przez cały ten czas, nawet powieka mi nie drgnęła z irytacji. Gdyby to było moje dziecko, pewnie bym je zabił, tu jednak jedynie się słodko uśmiechnąłem, pocałowałem dziewczynkę w paluszek, wytarłem ścierką krzesełko, dziecko postawiłem na podłodze i poszedłem się z nią bawić w skakanie po łóżku. A zatem, gdyby ktoś dotychczas nie miał tego pełnej świadomości, na tym własnie polega dziadostwo.
     To jednak prowadzi mnie do spraw mniej już poważnych. Otóż dzięki tego rodzaju dziennym zajęciom, wczorajsze wydarzenia społeczno-polityczne obserwowałem wyłącznie krótko i z doskoku. Tym samym zatem, o kolejnym wybryku tej idiotki dowiedziałem się z relacji znajomych, o polityce miłości Stefana Niesiołowskiego podobnie, a z przesłuchania przed komisją sejmową Roberta Nowaczyka obejrzałem zaledwie jakieś 20 minut, to jednak wystarczyło mi w pełni do tego, by ogarnęła mnie tak potężna fala refleksji, że starczyłaby na cały tydzień. Kto to oglądał ten wie, kto nie oglądał, niech sobie zajrzy do youtube’a, ja natomiast muszę przyznać, że już po paru minutach tego cyrku przypomniała mi się scena z drugiej części „Ojca Chrzestnego”, kiedy to FBI postanawia zniszczyć rodzinę Corleone i na przesłuchanie przed Senatem przyprowadza gangstera o nazwisku Frank Pentangeli, który wlaśnie zgodził się zeznawać jako świadek koronny przeciwko Rodzinie.  No i w momencie kiedy rozpoczyna się przesłuchanie, Pentangeli widzi, że specjalnie na okazję tego zdarzenia Michael Corleone sprowadził z Sycylii jego rodzonego brata, wyłącznie po to, by Pentangeli zobaczył, co się stanie, jeśli on się natychmiast nie zreflektuje i nie odmówi zeznań. A więc on zeznań naturalnie odmawia i zaczyna się jedna z najśmieszniejszych scen w tym ponurym przecież w gruncie rzeczy filmie.
        Oglądałem te kilka minut popisów Nowaczyka, wspominałem tamten film i tamtą scenę i pomyślałem sobie, że gdybym ja był członkiem owej sejmowej komisji i musiał być świadkiem tych wygłupów, to bym Nowaczyka zapytał, czy on oglądał „Ojca Chrzestnego”, czy pamięta tamtą scenę, ale przede wszystkim, czy pamięta, co się stało potem. Czy pamięta tę scenę, kiedy to Pentangeli już siedzi w więzieniu, odwiedza go Tom Hagen i zapewnia, że może być spokojny, bo Rodzina o wszystko i wszystkich zadba. Panowie się żegnają, a już w nastepnym ujęciu widzimy, jak Pentangeli leży z podciętymi żyłami nieżywy w wannie. I jestem bardzo ciekawy, czy gdybym - oczywiście jako członek wysokiej komisji - zadał Nowaczykowi to pytanie, on by wreszcie przestał pajacować. Myślę że by przestał i że tej kretyński uśmiech zlazłby mu z twarzy.
        Kiedy się tak zastanowić, ta polityka, mimo naprawdę wielu fajnych przygód, a często i nie bylejakich pieniedzy, to jednak ciężki kawałek chleba. To już naprawdę jest czymś o wiele przyjemniejszym zmienianie pieluch z kupą w środku. Co ja mówię, przyjemniejszym? Toż to prawdziwa frajda.



Jak donoszą mi czytelnicy, właśnie sprzedały się moje „listy od Zyty”, co z jednej strony mnie cieszy, bo przy tym poziomie zorganizowanego bojkotu tej ksiażki, to jest prawdziwy sukces. Z drugiej jednak strony, szkoda, bo to jest naprawdę coś wyjątkowego. Pozostaje mi prosić Coryllusa, by zrobić choćby niewielki dodruk. Póki co, myślę, że kilka egzemplarzy może mieć Michał w swoim Foto-Magu, a jeśli nie, to już tylko zachęcam do kupowania tego, co jeszcze jest.
      

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...