Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plotki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plotki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

O tym, co nam mówi Warszawa, bodajże tygodnik "Sieci", oraz Janecki (lub Orzeł)


       Wróciłem wczoraj z wizyty w Kielcach, gdzie byłem zaproszony na spotkanie autorskie i choć wiem, że niektórzy z nas czekają na to, bym opowiedział o tym, jak się udało samo spotkanie, to o nim opowiem dopiero na samym końcu. Przede wszystkim muszę poinformować każdego, kto podobnie jak ja, Kielc nie miał wcześniej okazji nawiedzić, chciałbym poinformować, że jest to miasto, które swoją urodą przewyższa zarówno Wiedeń i Pragę, ale również kto wie, czy nie dorównuje Przemyślowi. A zatem, nie pozostaje mi nic innego, jak przede wszystkim zachęcić wszystkich do jego odwiedzenia, ale też podziękowąć zamordowanemu w Smoleńsku Przemysławowi Gosiewskiemu za to, że je wyciągnął z komunistycznego bagna i tak bardzo przyczynił się do tego, czym to miasto dziś jest.
     Druga informacja, jaką pewnie winien jestem Czytelnikom, to ta, jak to spotkanie wypadło pod względem finansowym. Oto, proszę sobie wyobrazić, nie mogło być lepiej. Tak się składa, że już jutro jadę do Warszawy, by przez dwa dni spotykać się z Czytelnikami na Targach Wydawców Katolickich, i daję słowo, że mam nadzieję iż uda mi się powtórzyć ów kielecki wynik, choć, jak to się niegdyś mawiało, przypuszczam że wątpię. No ale jadę.
      No i wreszcie kwestia trzecia, czyli frekwencja. O ile moi informatorzy mają rację, ja tu już kiedyś wspominałem o tym, jak to jeszcze na początku lat 80., będąc zafascynowany tak zwanym hard core punkiem – gdyby ktoś nie wiedział, mam na myśli takie zespoły jak Battalion of Saints, Beast of Beat, czy Black Flag – myślałem sobie, że nie ma większego sukcesu artystycznego, jak doprowadzenie do sytuacji, gdy na scenie będzie więcej ludzi niż na widowni. Przyznaję z bólem serca, że mój występ w Kielcach nie dał mi pełnej w tym względzie satysfakcji, jednak muszę się pochwalić, że byłem blisko, a jednoczesnie to było chyba najlepsze spotkanie, w jakim brałem udział.
     I to tyle na temat Kielc, a teraz przechodzę do rzeczy, czyli tego, co mnie wczoraj wręcz wyprowadziło z równowagi. Otóż jeszcze nie zdążyłem wysiąść z pociągu z Kielc do Katowic, kiedy zajrzałem na blog Eski, kobiety z którą przez pewien czas, po tym, jak mi wypomniała, że jestem pochodzącym z „bogobojnego domu” wsiokiem, który przyjechał do miasta ze „słoikiem smalcu” w ręku, pozostawałem na wojennej ścieżce, ale z którą dziś powoli wracamy do cywilizowanych stounków, i trafiłem na tekst, w którym, mówiąc bardzo krótko, zarzuciła Eska zarówno Jarosławowi Kaczyńskiemu, jak i Mateuszowi Morawieckiemu, że nie dość, że prowadzą Polskę do upadku, to jeszcze prowadzą politykę, która ma celu oczyszczenie narodu z ludzi starych i niepełnosprawnych, po czym wyraziła przekonanie, że jeśli im w tej chwili nie powiemy im „stop”, możemy się już witać ze Wspaniałym Nowym Światem, w którym Polska, nie będzie już Polską, lecz „czymś w rodzaju Bawarii, z folklorem i katolicką tradycją”.
      Tekst Eski jest długi i wielowątkowy, i powiem uczciwie, że uważam go za wyjątkowo niemądry. Chętnie bym więc z nim popolemizował, jednak przez to właśnie, że on jest długi i wielowątkowy, znalazłem tylko czas, by postawić kilka pytań sprowadzających się praktycznie jednej kwestii, a mianowicie, skąd Eska wie to co wie. Zadałem więc jej szereg konkretnych pytań i proszę sobie wyobrazić, że dostałem nadzwyczaj wyczerpującą, mimo że sprowadzającą się do trzech informacji, odpowiedź. Pierwsza z nich to ta, że „w Warszawie dokładnie wiedzą”, druga że „Janecki (lub Orzeł) opowiadał w Roninie”, lub prawicowi dziennikarze donieśli „bodajże w ostatnim ‘Sieci’”, no i wreszcie trzecia, że „uwierzyłam w 1990-tym, zakładając PC. I zapłaciłam za to naprawdę dużą cenę, a gnojki, które wtedy poszły na kontrakt z KLD moim kosztem, dzisiaj znowu są w PiS i w sejmie. Za dużo wiem, niestety...”.
      W tej sytuacji, ja mam już tylko jedną refleksję i jeden apel. Bardzo krótko. Otóż, moim zdaniem, zmorą dzisiejszych czasów jest to, że podczas gdy my wszyscy, skazani wyłącznie na doniesienia medialne i internetowe plotki, gówno wiemy, w tym samym czasie nasza ambicja podpowiada nam, że powinniśmy się starać wszystko co się da skomentować. A to, moim zdaniem, jest czymś gorszym niż cholera połączona z dżumą, bo tworzy wyłącznie chaos. W przypadku tekstu Eski – ale kiedy rozejrzymy się po Sieci, zobaczymy, że ona jest zaledwie jedną z wielu – dochodzi jeszcze coś. Te plotkarskie analizy siłą rzeczy nigdy nie dotrą ani do Morawieckiego ani Kaczyńskiego, a nawet jeśli jakiś cudem tak się stanie, to oni potraktują je wyłącznie jako robotę działających gdzieś z Petersburga prowokatorów. Natomiast, owszem, zrobią wrażenie na Bogu ducha winnych wyborcach, którzy tak bardzo pragną, by było dobrze, a najlepiej brdzo dobrze.
      A zatem teraz apel. Do Eski. Moja droga Esko. Ja wiem, że masz swoje lata, a ja, jako też już prawie staruszek, doskonale wiem, jak ciężko jest w pewnym wieku przyjąć do wiadomości fakt, że człowiek myli. Mimo to jednak, choćby przez to, że ostanio jakoś nam się udało znaleźć porozumienie, chciałbym Cię prosić o opamiętanie. To co robisz, przyłączając się do tej całej bandy cwaniaków, których, jako osoba inteligentna, z całą pewnością rozpoznajesz, występujesz przeciwko Polsce. Tego robić nie wolno. Powiem jeszcze dobitniej: to jest grzech.

Jak już wspomniałem, jutro i pojutrze jestem ze swoimi książkami na stoisku coryllusowej Kliniki Języka w Arkadach Kubickiego w Warszawie. Stoisko nr 25. Zapraszam każdego, kto może sobie na tę wizytę pozwolić.


poniedziałek, 3 listopada 2014

Ratujmy Ewę Stankiewicz, czyli gdy żałoba wymyka się z rąk

Tradycyjnie jak co tydzień, przedstawiam swój kolejny felieton z „Warszawskiej Gazety”. Tym razem chyba trochę ważniejszy, niż wcześniejsze:

Oczywiście, podobnie jak wielu innych komentatorów, słowa Ewy Stankiewicz, w których zasłużona artystka i bojowniczka skierowała w sprawie tragicznego wybuchu w Katowicach, odebrałem z zażenowaniem i smutkiem. Zażenowaniem, ponieważ, moim zdaniem, trzeba mieć pomieszane w głowie, by w sytuacji, jaką dziś mamy w Polsce, wygłaszać teorie, które siłą rzeczy muszą pozostać wyłącznie teoriami, a które z drugiej strony są tak drastyczne, że, jako teorie, muszą już tylko szkodzić. Ze smutkiem natomiast, bo w przestrzeni, która jest dziś dla nas wszystkich zwyczajnie niedostępna, uważam Ewę Stankiewicz za wyrazicielkę również moich emocji a tym samym za kogoś, kto jest w pewnym sensie moim posłańcem. I jest mi zwyczajnie głupio, kiedy słyszę, jak oni wszyscy na nas się ani nie złoszczą, ani nam nie złorzeczą, ani nam nie wygrażają, ale się z nas najzwyczajniej w świecie śmieją.
Cóż więc dziś mogę zrobić ja, stając przed tym tumanem śmiechu? Wygląda na to, że pozostaje mi już tylko albo się zamknąć, albo walczyć – tym razem za Ewę Stankiewicz, która najwyraźniej nie wytrzymała tego napięcia. Otóż chciałbym powiedzieć, że gdyby to mnie ktoś poprosił, bym skomentował sprawę owego wybuchu i śmierci rodziny Kmiecików, ja bym być może na ów komentarz się zdecydował – nawet i w nawiązaniu do wątku rosyjskiego – ale w zupełnie inny sposób, wychodząc od kwestii udekorowania tych państwa najwyższymi odznaczeniami państwowymi przez prezydenta Komorowskiego.
Rzecz bowiem sprowadza się do tego, że ci państwo tak naprawdę nie byli nawet dziennikarzami. To byli ludzie zatrudnieni przez dwie różne telewizje do wykonywania jakiejś drobnej dziennikarskiej roboty. Ja na przykład o takiej red. Kmiecikowej w życiu nawet nie słyszałem, natomiast o jego istnieniu bym nawet nie wiedział, gdyby nie fakt, że kiedyś zwróciłem uwagę na jego wygląd i ów „błysk”, i zdziwiłem się, że oni już do tej swojej brudnej propagandy biorą takie twarze. A tu nagle wychodzi na to, że to byli ludzie o zasługach, które Prezydent uznaje za stosowne odznaczyć orderami. Zupełnie jakby za tą ich straszną i tak bardzo przejmującą śmiercią stało jeszcze coś, o czym nikt z nas nie wie i tak się składa, wiedzieć nie może.
Niektórzy pewnie pamiętają, jak kilka lat temu w drodze do pracy, jakimś ledwo żywym busem jechało 15, czy 18 pracowników i wszyscy zginęli. Czy któregokolwiek z nich prezydent Komorowski odznaczył choćby najskromniejszym medalem? Oczywiście, że nie. Kmiecikowie na ów gest jak najbardziej zasłużyli.
I niech już ci biedni ludzie te swoje krzyże mają. Przynajmniej tyle po nich zostanie. Natomiast ja się już tylko zastanawiam, czy faktycznie Komorowski, uznając, że on w przypadku tej śmierci milczeć nie może, nie wiedział czegoś więcej, niż my robaczki. Czyżby to jego kumpel Putin próbował nas dyscyplinować? I to bym powiedział. Przynajmniej bym ich nie rozśmieszył.
Już po napisaniu tego tekstu odbyłem rozmowę z pewną znajomą, związaną ze sprawą wybuchu w Katowicach może nie bezpośrednio, ale z całą pewnością i tak bardziej niż ja czy ktokolwiek z nas. Nie znam jej poglądów politycznych, nie wiem, co ona sobie myśli o sprawach, którymi my tu wszyscy na co dzień żyjemy, jeśli z nią rozmawiam, to wyłącznie na temat języka angielskiego i spraw, które interesują ludzi, którzy mają rodziny, mężów, żony, dzieci i ewentualnie psy. I oto ostatnio zgadało się na temat tego wybuchu. Ponieważ, jak mówię, znajoma moja jest osobą zawodowo powiązana ze sprawą, zapytałem ją, czy już wiadomo, czemu ten gaz wybuchł. I proszę sobie wyobrazić, że ona mi – ot tak, zwyczajnie, nawet bez owego tak nam dobrze znanego błysku w oku – powiedziała, że nie wiadomo, ale przede wszystkim wcale nie ma pewności, czy to w ogóle był gaz i czy to nie chodziło jednak o tych dziennikarzy. I tyle. Więcej na ten temat już nie rozmawialiśmy. W końcu nie po to się spotkaliśmy, by gadać o polityce, prawda?

Przypominam, że wszystkie moje książki – na razie jeszcze bez tej najnowszej – są do kupienia na stronie www.coryllus.pl. Szczerze i bardzo serdecznie zachęcam.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...