Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Wolwowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Wolwowicz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 kwietnia 2011

Twarze

Zupełnie niespodziewanie, niemal jak grom z jasnego nieba, pojawiło się coś, co z jednej strony bardzo dramatycznie wbiło się między nasze refleksje na temat chujów z magazynu Press, a chujów na magazynie Press wychowanych, a więc między moje dwie niedawne refleksje zamieszczone na tym blogu, a z drugiej strony, choć bardzo przewrotnie, to jednak w sposób niezwykle czytelny, obie te refleksje uzupełniło. Mam tu na myśli fakt, że chyba wczoraj, na obrazku jaki umieściłem też tutaj, a linkującym czytelnika do zamieszczonego na youtubie występu Piotra Wolwowicza w telewizji Polsat, i egzekucji, jakiej dokonało na nim przez Polsat wynajęte i opłacone jury, pojawiła się informacja, że ponieważ Polsat jest bardzo niezadowolony z tego, że ten występ i ta egzekucja – a jednocześnie dowód żywego zaprzaństwa ze strony zarówno Polsatu jak i zatrudnionych przez Polsat osób – są roztrząsane publicznie, film został usunięty.
Widok czarnego ekranu z owym cenzorskim komunikatem właściwie mnie uradował. Uradował do tego stopnia, że w pierwszej chwili myślałem, że właściwie idealnie by było zostawić to okienko jako znak czasów. Mniej więcej tak samo, jak przed niemal już rokiem, kiedy to Agora zażądała ode mnie usunięcia z mojego blogu zdjęcia zmarłego w Smoleńsku Lecha Kaczyńskiego z wnuczką, twierdząc, że to jest ich zdjęcie i mi nic do niego, a ja w odpowiedzi na to żądanie zostawiłem zamiast po tej fotografii puste miejsce i opowiedziałem, co tam kiedyś było. Pomyślałem sobie, że tak będzie dobrze. Że każdy kto jeszcze kiedyś zajrzy do tej notki i na dole zobaczy to czarne okno, z jeszcze czarniejszym komunikatem, będzie wiedział to co miał wiedzieć plus jeszcze więcej, może nawet dużo więcej. A jednak przyszedł mi do głowy pomysł lepszy. Lepszy, bo mówiący jeszcze więcej. Ale o tym za chwilę.
Ktoś mi powie, że przecież nic takiego się nie stało. Zresztą zarówno dziś, jak i wtedy. Bo tu chodzi wyłącznie o święte prawo własności. Nie po to przecież Agora wydaje ciężkie pieniądze, skupując od ich autorów wszelkie możliwe fotografie, żeby je później ktoś bez pytania i za darmo publikował. Nie po to też Polsat organizuje swoje imprezy – które też przecież cos tam kosztują – by ktoś inny sobie je oglądał na jakichś youtubach. Otóż owszem, tyle że nie calkiem i nie do końca. Jak zajrzeć na youtube, to tam się aż roi od wszelkiego typu telewizyjnych programów, zaczynając od jakichś idoli, a kończąc na tym polsatowskim idiotyzmie. I nikomu nigdy to nie przeszkadzało. Podobnie, 90 procent blogów, czy prywatnych stron internetowych, od czasu do czasu zbierają z Sieci jakieś to czy tamto zdjęcie, powielają je w innym, nowym miejscu, i w rezultacie ich są tam już tysiące. I też nigdy to nikomu w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało.
Jeśli wtedy Agora, a dziś Polsat, tak nagle się zdenerwowali, to wyłącznie z powodów poza-merytorycznych. Agora dostała cholery, że ktoś ich chce angażować – choćby i pośrednio – w żałobę, której oni ani nie czują, ani nie podzielają, natomiast Polsat – a może nie Polsat, tylko ci idioci – najpierw się posrał ze wstydu, a później postanowił, że nikomu nie wolno na ten ich wstyd patrzeć. I oto cała filozofia. I nie ma o czym gadać. Tu nie ma dyskusji. Sprawa jest czysta i jasna jak słońce. W programie Polsatu wystąpił bardzo zdolny, świetnie przygotowany chłopiec, który samodzielnie zagrał i zaśpiewał piosenkę poświęconą Polsce i jej urodzie. Banda jurorów, prawdopodobnie w najbardziej prostacko spontanicznym geście, w naturalnym odruchu obrzydzenia na dźwięk słowa ‘Ojczyzna’, chłopca zdyskwalifikowała, po czym w najbardziej brutalny i okrutny sposób publicznie, na oczach telewidzów, wyszydziła. Ponieważ w ten sposób, skompromitowali się oni, ani ich ofiara i świat się o tym szczególnym wydarzeniu zaczął słyszeć, stało się to co stało. Podniósł się wściekły wrzask.
Domyślam się jednak, że jest jeszcze coś, poza samym aktem pogardy dla człowieka, który odsłonił ich czarne serca, co im nie pozwalało przez te minione tygodnie spać. Mianowicie to, że oko kamery zarejestrowało ich twarze, tak okrutnie zaatakowane przez to słowo ‘Ojczyzna’. Twarze ludzi kompletnie nierozumiejących, co się dzieje. Twarze zniszczone nawet nie obrzydzeniem, lecz właśnie tym chaosem. Patrzymy na te twarze i widzimy te rozdziawione, skatowane skalpelem plastycznego chirurga, wargi Kory Ostrowskiej, patrzymy na zakleszczoną w bezmyślnym bezruchu twarz tej jakiejś Zapendowskiej, na tego jakiegoś Sztabę, oblizującego spierzchnięte ze zdenerwowania wargi i wiemy, że to porażenie ich dotknęło wyłącznie z tego powodu, że ktoś im nagle wykrzyczał prosto w te ich rozdziawione gęby tę prostą prawdę, ze Polska to jego Ojczyzna. I to jest coś, co naprawdę warto przeżywać w kolko. Nie tego chłopca, nie piosenkę Rosiewicza – w końcu, nie ukrywajmy, taką sobie – ale te twarze. I myślę, że tu poszło głownie o te zarejestrowane na zawsze twarze.
I to był też ważny powód, dla którego postanowiłem tego czarnego okna jednak nie zostawiać, i skorzystałem z usług youtuba ruskiego, o nazwie ru-tube. Tam ten film, jak i szeregi innych, jak się okazuje, w Polsce zakazanych, jest jak najbardziej dostępny. I to w o wiele wyższej jakości dźwięku i obrazu. I uważam, że to jest gest cudownie symboliczny. Sytuacja, kiedy polscy internauci zaczynają przenosić się na ruskie portale, w obawie przed cenzurą Systemu, jest tak wiele mówiąca i wiele znacząca, ze nie mogłyby jej zastąpić nawet najzgrabniej ułożone słowa. I niech mi nie usiłuje wmawiać, że ja porównuję dzisiejszą Polskę ze starym PRL-em. Jestem od tego jak najdalszy. Z wielu naprawdę powodów, ale również i z tego, że jeśli dziś dojdzie do sytuacji, że trzeba będzie kiedyś stąd wiać, to najpewniej nie do Antwerpii, ale do jakiejś ruskiej wsi. Cokolwiek by bowiem o nich mówić, tam z całą pewnością nikt by nie zapłacił jednej kopiejki za ukradzione ze świętego pierścienia brylanty. Bo by się bał, że spłonie w piekle. Normalnie.
A oto bonus dla wszystkich zainteresowanych:

wtorek, 29 marca 2011

A wyglądał tak niegroźnie...

Pierwszy, i co ciekawe, jedyny raz, jak usłyszałem o Piotrze Wolwowiczu spod Sanoka, to było paręnaście dni temu na blogu. Ktoś w komentarzu wrzucił tę informację jako off-topic, pisząc jednocześnie, że wszelkie ślady, które mogłyby stanowić dowód w sprawie, są już skutecznie zatarte. Wczoraj Paweł (ten Paweł) przysłał mi parę linków i tym razem wszystko odżyło ze zwielokrotnionym napięciem.
O co chodzi? Biorę pod uwagę, że to może tylko ja tak fatalnie zostałem z tyłu, a większość sprawę już skutecznie przeżyła, jednak na wszelki wypadek króciutko powiem, o co chodzi. Otóż Piotr Wolwowicz jest uczniem średniej szkoły muzycznej z Sanoka, który wystąpił w programie o przedziwnej nazwie ‘Must Be The Music’ w telewizji Polsat, zaśpiewał tam – właściwie zawodowo – piosenkę o tym, ze Polska jest naszą ojczyzną, że jest piękna i nie warto z niej uciekać, po czym został przez jury do spodu wyszydzony. Kiedy śpiewał, jury siedziało z demonstracyjnie spuszczonymi ze wstydu głowami, lub zasłoniętymi twarzami, a na koniec kobieta o nazwisku Zapendowska powiedziała mu, że ta ‘bogoojczyźniana tematyka”, to „coś strasznego”, piosenkarka Kora z zażenowaniem oświadczyła, że ona „prawie umarła”, wszyscy zarechotali długo i przeciągle, dowcipnie poradzili Piotrowi, żeby „nie szedł tą drogą” i wysłali go do Polski.
Dlaczego uznałem, że warto o tym napisać? Z dwóch powodów, i żaden z nich nie związany jest z zachowaniem jury. Tego człowieka, który opowiedział Piotrowi, żeby „nie szedł tą drogą”, nawet nie znam. Kto to jest Zapendowska – nie mam pojęcia, poza tym, że wygląda jak Nina Terentiew, a to mnie od razu zniechęca do jakichkolwiek komentarzy, Znam natomiast Korę, ale o niej już raz tu pisałem i to z całą pewnością wystarczy. Poza tym, jeśli Zapendowska wygląda jak Terentiew, i to uznałem za wystarczający powód do pełnego elegancji milczenia, to co powiedzieć o Korze w jej najnowszym kształcie, nawet jeśli akurat nie była zatruta halucynogennymi grzybami i nie maila ze sobą swojego pieska?
Chodzi mi o co innego. Mianowicie o zachowanie tego Piotra. Sytuacja w jakiej on się znalazł dzięki postawie tych trojga dziwnych osób, była w pewnym bardzo określonym sensie ekstremalna w sposób nieporównywalny z niczym innym. To nie było tak, jak to się dzieje w wielu tego typu sytuacjach, gdy jakiś piosenkarz-amator przychodzi do telewizyjnego programu, śpiewa i dowiaduje się, że jest beznadziejny. I w dodatku dowiaduje się, że jest beznadziejny w ramach pewnej konwencji telewizyjnej, która polega na tym, że jemu to trzeba powiedzieć brutalnie i prosto w oczy. Dlaczego tak myślę? Przede wszystkim dlatego, że po pierwsze, najczęściej ci, którzy zostają tak potraktowani, są rzeczywiście słabi, no i też wiedzą, że to wszystko jest tylko własnie konwencją. Poza tym, ci którzy mu to mówią, oczywiście się z niego śmieją, ale nie jest w żaden sposób tak, że go nienawidzą. No i przede wszystkim starają się unikać osobistych uwag.
Ludzie wynajęci przez Polsat do tego, by spróbować zniszczyć Piotra Wolwowicz, już w pierwszych sekundach jego występu go nienawidzili. Oni go tak nienawidzili, że dla nich nie miało znaczenia, czy on śpiewa dobrze, czy źle, czy jest grzeczny, czy nie, czy wygląda ładnie, czy brzydko. Oni go nienawidzili wyłącznie dlatego, że on postanowili im zaśpiewać piosenkę o Polsce, którą można i trzeba kochać. Oni go za to tak znienawidzili, że gdyby mogli, to by mu podstawili nogę, żeby się przewrócił, albo wylali mu na głowę jakieś gówno, tak jak to zrobiły koleżanki pewnej Carrie w książce Stephena Kinga. Właśnie tak. Gdyby oni mogli, to w tej swojej do niego nienawiści, za to, że on miał czelność zaśpiewać taką piosenkę, potraktowaliby go właśnie tak. Ponieważ jednak tego zrobić nie mogli, wspięli się na szczyty swojego zezwierzęcenia i go spróbowali zabić w inny sposób. Najbardziej okrutnym – również przez to, że całkowicie niezasłużonym – szyderstwem. I on to zniósł idealnie. Stał, z podniesioną twarzą słuchał tego ich rechotu, a na końcu, kiedy oni już swoje wszystkie czarne naboje wystrzelali, powiedział, że i tak uważa, że był najlepszy, bo zaśpiewał o sprawach najważniejszych.
I to jest powód pierwszy. Chciałem opowiedzieć o jego postawie. To była postawa, która buduje gmach tak solidny, że on starczy za tysiące innych. Patrzeć na tego Piotra spod Sanoka, jak wręcz po norwidowsku spogląda w twarz temu nieszczęściu, to była czysta i niczym nie zmącona satysfakcja. Ale jest też powód drugi, dla którego dziś piszę o Piotrze Wolwowiczu. Otóż kiedy Paweł przysyłał mi link do strony, na której można zobaczyć całość tego zdarzenia, sądził, że jest jakiś zapis na ten film. Że on jest dostępny jeszcze tylko tam. Okazuje się jednak, że Internet jest silniejszy i dziś widzę, że, po pierwszych zawirowaniach, można to również obejrzeć w wielu innych miejscach, choćby na youtubie. Jednak strona, którą otrzymałem od Pawła zawiera coś jeszcze poza tym filmem. Jest tam mianowicie apel wystosowany przez jakiegoś może i kolegę tego Piotra o zbieranie podpisów na liście protestacyjnym do Polsatu. Procedura jest prosta jak tylko prosta może być. Trzeba tam wpisać swoje dane, kliknąć guziczek, następnie potwierdzić otrzymanie maila z linkiem i tyle. Minuta najwyżej. No, może dwie. Warto to zrobić. Autor tego listu liczy na 500 podpisów. Nie mam pojęcia, ile już zebrał, może już wszystkie, ale sądzę, że nie zaszkodzi mu jeszcze dorzucić nasze. Bardzo proszę o to świadectwo.
A tu odpowiedni link.
A teraz zapraszam na rutube:
A skoro Polsat usuwa z youtuba kompromitujące ich filmy, musimy się zdać na braci Rosjan. A w tej sytuacji, postaramy się, by było jeszcze weselej. Proszę bardzo:

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...