Wciąż patrzę na zakończenie poprzedniej notki – tej o Śpiewaku i jego szwindlu – i jakoś mi głupio z powodu tej „cipki”, którą zdecydowałem się tam umieścić. Oczywiście, głupio nie na tyle, żeby się z niej wycofywać, czy choćby przyznawać do błędu, ale zwyczajnie – głupio, bo boję się, że bez odpowiedniego wyjaśnienia – a wyjaśnienia nie było – ktoś mógłby sobie pomyśleć, że to jest właśnie to co mam w głowie, nie daj Boże na co dzień. Bo nie mam.
A wszystko zaczęło się od tego, że, jak wiemy, ja piszę kolejną książkę, i ona mnie tak wciąga, a jednocześnie tak mnie wykańcza, że pod koniec dnia, jedyne na co mam ochotę, to siedzieć rozwalony w fotelu i gapić się w ścianę. A jeśli ta ściana jest zasłonięta telewizorem, to i w telewizor. Powiem więcej – jeśli ten telewizor jest włączony, i to włączony choćby i na kanał pod nazwą „Polsat Cafe” – to też nic nie szkodzi. Jak idzie o mnie, wszystko mi jedno. I tak to właśnie było, że siedziałem sobie przed zasłonięta przez telewizor ścianą, a tam we wspomnianym telewizorze leciał dokumentalny film produkcji nieznanej o południowoamerykańskich transwestytach, w prawym górnym rogu widniał napis Polsat Cafe, natomiast w roku górnym lewym – żółty trójkąt z liczbą 12.
Nie będę ukrywał, że przynajmniej od czasu gdy jednym z naszych czołowych parlamentarzystów został przebrany za kobietę człowiek o przezwisku Anna, rozumiem i zmuszony jestem akceptować fakt, że publiczne prezentowanie pewnego rodzaju perwersji stało się czymś normalnym. Może być oczywiście tak, że jeśli ktoś chce opublikować felieton na przykład w Salonie24, lub napisać tam jakiś komentarz, ów tekst zostanie opatrzony ostrzeżeniem: „Uwaga! Wchodzisz na właśnie ryzyko”. W końcu tu chodzi o interes państwa. Natomiast trudno już jest sobie wyobrazić, by chwilę przed pojawieniem się na ekranie posła Anny Grodzkiej, w lewym rogu ekranu ukazywał się żółty trójkąt z wyrysowaną elegancko liczbą 18, lub wyświetlany był tekst informujący, że rodzice mają zasłonić dzieciom oczy. Raz że nie wypada, a dwa, że w dobie Internetu, nie takie rzeczy one mają okazję oglądać. Co ja mówię – Internetu? Pierwsza część „X-manów”, czy „Facetów w czerni”, swoje już potrafi zrobić.
Film o transwestytach, to było jednak już co innego. On przede wszystkim – zachowując całe swoje obrzydlistwo – był materiałem w sposób oczywisty propagandowym, mającym na celu wyjaśnienie wszystkim zainteresowanym, lub nie, że jeśli któremuś mężczyźnie przyjdzie do głowy, by zostać kobietą – lub ewentualnie na odwrót – to i nawet lepiej, bo to i świat się przez to staje lepszy pod każdym względem, a i robi się kolorowej. Poza tym, warto wiedzieć, że w takim Meksyku istnieje region, gdzie właściwie, jeśli ktoś rodzi się mężczyzną, to pierwsze co robi, natychmiast się zmienia w kobietę. I wcale nie musi nawet do tego przechodzić plastycznych operacji, czy kuracji genetycznych, ale normalnie – przyczepia sobie perukę, zakłada sukienkę i dopiero wtedy jest pełnoprawnym obywatelem. I to jest jak najbardziej w porządku. Film był długi jak cholera, i – jak mówię – jego cały sens i zamiar sprowadzał się do tego, by każdy wiedział, że tak jak jest – jest źle. Ma być inaczej. A zatem, muszę uznać, że Polsat Cafe, oznaczając swoją prezentację informacją, że oto jest program dla dzieci – miał na oku właśnie te dzieci. A to, już aż tak bardzo mi się nie podobało.
No ale w końcu wspomniany dokument szczęśliwie dobiegł końca, pojawiły się reklamy – o ile dobrze zauważyłem, nie reklamujące prezerwatyw – a po reklamach zaczął się kolejny film, też dokumentalny, tym razem jednak o urokach życia w związkach lesbijskich, i korzyściach z niego płynących. Na żółtym trójkącie w dalszym ciągu widniała liczba 12, tyle że – być może z tego powodu, że już było po północy – tym razem było znacznie ostrzej. I to od samego początku. Pojawiło się bowiem jakieś ledwo co dorosłe dziecko, i opowiedziało nam jak to pewnego dnia poszło do koleżanki, no i tam tak jakoś wyszło, że one się zaczęły całować… i tak dalej i tak dalej, no i w końcu ono sobie uświadomiło, że inaczej już nie chce. No i wówczas padły tełowa: „Wtedy pierwszy raz w życiu poczułam jak cudowne jest lizanie cipki”.
W tym momencie wyłączyłem telewizor, poszedłem spać, a od rana już tylko sobie myślałem – co to jest za cholera? Czy jest już może tak, że te żółte trójkąty z informacją o tym, kto co może i powinien w swoim telewizorze oglądać, to już jest kompletna fikcja, czy za tym stoi może jakaś metoda? Czy to możliwe – ja programu Polsat Cafe nie oglądałem nigdy wcześniej, a i od tego czasu też tam nie zaglądałem, więc nie wiem – że oni mają tam wszystko dozwolone od lat 12? Że tam jest tylko ta jedna plansza, i nawet jeśli od godziny 2 w nocy Polsat Cafe zaczyna transmisję pornograficznych stron internetowych, to ta dwunastka tam nadal wisi? A może oni mają jednak programy, których dzieciom, w obawie przed interwencją KRRiT, nie pozwalają oglądać? Na przykład film „Lewy Czerwcowy”, albo dokument o zbrodni katyńskiej? Tyle że taka jest właśnie polityka, by polskie dzieci uczyły się o cipkach i na tych cipkach wyrastały?
Otóż obawiam się, że ta druga opcja jest prawdziwa. Oni oczywiście są bezczelni i głupi, ale nie na tyle bezczelni i nie na tyle głupi, by ryzykować jakieś przypadkowe kary. Oni muszą świetnie wiedzieć, że jeśli po północy nadadzą film o zaletach bycia transwestytą, lub o lesbijkach i przyjemnościach płynących z „lizania cipek” – nic im nie będzie. Bo taki jest plan i taka potrzeba chwili. Ludzi – a już z całą pewnością ludzi młodych – nie wolno pozostawiać samych sobie. Obowiązek tworzenia nowego społeczeństwa jest naszym wspólnym obowiązkiem.
Niedawno syn mój znalazł w Internecie ofertę kupna T-shirtów z wydrukowanym napisem „Kurwa”. T-shirty te produkuje jakiś mieszkający w Niemczech Polak i robi to na skalę przemysłową. Przemysłową, co znaczy ma otwartą linię i sklep i odpowiednio bogatą ofertę. Jak sam tłumaczy, chodzi o to, by z okazji zbliżających się Mistrzostw Europy w piłce nożnej, wypromować Polskę, a tym samym dać Polakom dać satysfakcje i powód do dumy. Dlaczego „kurwa”? Odpowiedź jest prosta. „Kurwa” to znak rozpoznawczy Polski. Polski znak handlowy. Polskie logo. Każdy kto usłyszy o Polsce w świecie, powinien znać słowo „kurwa”. Każdy kto do Polski przyjedzie, powinien to słowo umieć zastosować. A my powinniśmy mieć satysfakcję, że tak jak inne kraje, my też mamy czym się pochwalić. Że mamy coś naprawdę swojego.
Przepraszam bardzo, ale to nie jest przypadek. To w żaden sposób nie jest przypadek. To też nie jest błąd. Podobnie jak nie było wczoraj błędem poinformowanie przez Wirtualna Polskę o tym, że 64% Polaków nie chciałoby mieć Władimira Putina jako prezydenta informacją następującej treści: „Głosów krytykujących nowego - starego prezydenta Rosji jest tylko garstka. Zdecydowana większość Internautów WP zazdrości Rosjanom tak charyzmatycznego przywódcy”.
Nie. To nie jest błąd. Dlatego, proponuję, by – kiedy już przyjdzie czas – się nie patyczkować.
Bardzo wszystkich proszę o finansowe wspieranie tego bloga. Inaczej, leżymi i kwiczymy. Oni bowiem, jak już zostało wspomniane wyżej, błędów raczej nie popełniają. Poważnie. Dziękuję.