Ogłoszona w
poprzedniej notce akcja „Złotówka na Toyahuja” trwa i się pięknie rozwija, w
związku z czym, z zamknięciem zbiórki, ogłoszeniem wyników, no i oczywiście
przekazaniem wszystkiego na tacę w kościele pod wezwaniem św. Michała Archanioła i Wniebowzięcia NMP w Kiekrzu,
poczekam do poniedziałku, dziś natomiast chciałbym opowiedzieć o tym, jak się
zupełnie nieoczekiwanie skonfrontowałem z satanizmem w wersji pop. Nie po raz pierwszy
zresztą.
A wszystko zaczęło się od tego, że przez media
przeleciała informacja, że polski zespół grający pod nazwą Decapitated tak zwany
„death metal” odbywał właśnie niezwykle udaną trasę po amerykańskiej prowincji
i po jednym z koncertów jego członkowie zostali aresztowani pod zarzutem
zbiorowego gwałtu. Z tego co byłem w stanie zrozumieć, poszło o to, że nasi
rodzimi sataniści zostali po koncercie zaczepieni przez jedną z fanek, a
ponieważ ona im się spodobała, zaprosili ją do autokaru, tam najpierw ją
zbiorowo zgwałcili, następnie wystawili na ulicę, ona pobiegła na policję,
złożyła zawiadomienie o przestępstwie i nasze chłopaki – co dla mnie wręcz
fascynujące, z samego Krosna – zostały zgarnięte, a reszta trasy została
odwołana.
Powiem szczerze,
że w związku z tym, co się stało, nie czuję choćby odrobiny satysfakcji. Przede
wszystkim, potrafię sobie wyobrazić, jakim ciosem musi być dla tych chłopców z
Podkarpacia, a zwłaszcza dla ich lidera i założyciela, któremu rodzice dali na
chrzcie Wacek, kiedy to, co oni autentycznie osiągnęli własną pracą i talentem,
w jednej chwili runęło jak domek z kart, i to wyłącznie przez to, że zrobili
coś, co od zawsze kompletnie bezkarnie robili i robią znacznie więksi i
ważniejsi od nich. No ale stało się i dziś, jedyne na co oni mogą liczyć, to na
to, że jakoś się z tego wykaraskają i może nawet uda im się owe straty obrócić
na swoją korzyść. W końcu ani Mick Jagger, ani Robert Plant, ani nawet Ozzy
Osbourne nie mogą się pochwalić, że za gwałt na fance zostali aresztowani i
wsadzeni za kratki.
No ale jest jeszcze coś. Otóż przez swoją wyssaną z
mlekiem matki ciekawość, kiedy usłyszałem o istnieniu zespołu Decapitated,
postanowiłem sprawdzić, co to takiego i powiem szczerze że oni są naprawdę
bardzo dobrzy. Poświęciłem dość dużo czasu na to, by się tym czymś
zainteresować i powtarzam – na tle tego,
co się dzieje na rynku, oni są naprawdę bardzo dobrzy. A dzieją się tam rzeczy
niebywałe. Oto, jak się dowiaduję, każdego roku we Francji odbywa się festiwal
pod nazwą Hellfest, prawdopodobnie najważniejszy festiwal promujący muzyczny
satanizm, gdzie z naszych artystów mamy oczywiście Behemotha i, jak się
okazuje, również Decapitated, a poza nimi cały wachlarz najróżniejszych
projektów, przy których nawet Nergal robi wrażenie czegoś bardzo gustownego i
wyrafinowanego.
Nie jestem w
stanie znaleźć słów, by opisać, co się dzieje na festiwalu Hellfest we
francuskim Clisson, natomiast kto chce może wejść na youtube’a i sobie
obejrzeć. Rzecz w tym, że trzeba dopiero zobaczyć całość, by zrozumieć, jak
bardzo mamy do czynienia z klasyczną ślepą uliczką. Pomijając oczywiście ową
muzyczną wirtuozerię, której się nie da zakwestionować, tam nie ma nic, co by
dawało tym biedakom szanse na przeżycie. To jest tak straszna żenada, że jeden
Zenek Martyniuk swoją elegancją i estetyczną głębią by ich wszystkich rozniósł
w sekundę. Patrzę choćby na szwedzki zespół pod nazwą Ghost, który gra metal na poziomie wytyczonym przez swoich starszych kolegów z zespołu Europe, tyle że tu muzycy mają
łby udekorowane maskami z rogami, a robiący za papieża wokalista wysyła w
zebrany tłum przebrane za zakonnicę cizie z mszalnymi kielichami, które następnie
poją tę bandę nieletnich półgłówków z wytatuowanymi ryjami jakimś, jak się
domyślam, najtańszym winem, i jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że to
jest coś tak słabego, że sam Lucyfer w końcu nie wytrzyma i za karę ześle na
nich wszystkich zarazę, która ich zwyczajnie powybija w pień, a już tam na miejscu będzie
im po wieczne czasy kazał czyścić te kotły z gówna.
A przecież ów Ghost to zaledwie jedno z wielu
pierwszoligowych przedsięwzięć na europejskim rynku satanistycznego popu.
Przepraszam bardzo, ale muszę to powtorzyć. Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, to
w konfrontacji z tym całym cyrkiem, te chłopaki z Krosna, czy – tu może już trochę
mniej – Nergal, to autentyczni artyści.
Ale pies z nimi tańcował. Dzieci chcą tego słuchać, a
nawet być przy tym gwałcone – proszę bardzo. To co natomiast uważam za naprawdę
ciekawe to fakt, że – i widać to wyraźnie na zamieszczonych na youtubie
filmikach – ów festiwal jest transmitowany w pełnym HD przez jeden z
najbardziej uznanych kanałów kulturalnych w Europie, czyli ARTE. A zatem, jak
się można domyślić, to jest propozycja, jaką ma dla nas dziś Europa. Powtarzam,
ja nie mam pretensji do artystów. Oni robią co mogą, by, przy naprawdę dużej i
silnej konkurencji, wypełnić tę niszę, organizowanie jednak dla ich starań aż
takiej klaki budzi najgorsze podejrzenia. I nie wierzę, że za tym stoi tylko to,
że oni, kiedy tylko przestaną krzyczeć „Fuck Pope”, to zaczynają ryczeć „Fuck
Trump”. Tu chodzi jednak o kulturę, nie o politykę. I to jest jeszcze jeden
powód, dla którego powinniśmy nie spuszczać z nich oka. A chłopaki z
Decapitated niech bezpiecznie wracają do Kraju i uważaja na siebie. Stąpają
bowiem bo terenie wąskim i ciężko skażonym.
Nasze książki
niezmiennie są do kupienia na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Nigdzie nie znajdziemy nic lepszego. Daję na to
najszczersze słowo honoru.