Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Ryś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Ryś. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2026

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

 

      Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowanie tym, co oni mówią, czy jak się zachowują i się zaczynam krzywić. Staram się jednak publicznie na nich za bardzo nie narzekać, a tym bardziej nie obrzucać ich obelgami. Postępuję tak z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że oni wszyscy, a już zwłaszcza biskupi są objęcia szczególną ochroną Kościoła i każda próba przełamywania owej ochrony stanowi bardzo ciężki grzech. Drugi jest już czysto osobisty. Otóż ja mam świadomość, że Kościół Powszechny, jest tak naprawdę jedyne co mam i nieopisaną tragedią by było, gdybyśmy nagle ich wszystkich stracili. Wielokrotnie przez wszystkie te lata, jak prowadzę swój blog, wyrażałem opinię, że Kościoła trzeba zawsze bronić, a skoro Kościoła, to jak najbardziej powołanych przez Niego osób duchownych. A dziś, w tych szczególnych czasach, gdy mój Kościół jest narażony na niespotykaną chyba wcześniej agresję Szatana, czuję się w obowiązku by Go bronić. Nie krytykować, nie wzywać do opamiętania, nie ogłaszać konieczność zmian, a to dlatego, że jestem głęboko przekonany, że jeśli się weźmiemy tu za łby, to wspomnianemu Szatanowi bardzo by się spodobało.

      Ale, jak się można już było domyślić, chciałem dziś mówić o kardynale Grzegorzu Rysiu i przedstawionej przez niego u Bogdana Rymanowskiego nauki w temacie Boga i naszej chrześcijańskiej wiary. Na początek może przytoczę możliwie wiernie słowa jakie kard. Ryś wypowiedział w odpowiedzi na pytanie Rymanowskiego: „Czy ma Ksiądz Kardynał czasem wątpliwości, że Pan Bóg istnieje?”:

Chyba aż tak to nie, bo to jest bardzo poważna teza, że Pan Bóg nie istnieje. Myślę jednak, że dla chrześcijanina to nie jest najważniejsze pytanie. Nie chodzi bowiem o to, czy Bóg jest czy Go nie ma, tylko czy się objawił w  Jezusie Chrystusie, lub czy się w ogóle objawił i czy ma dla nas Słowo. Kluczowe w wierze jest to by wierzyć Bogu na Słowo  i to tak, by ku temu Słowu iść. To jest dopiero wiara chrześcijańska. A ona nie polega na tym, by wierzyć że Bóg istnieje. W liście św. Jakuba jest taki fragment: „Czy wierzysz, że jest Bóg?” „Wszystkie Diabły wierzą i drżą”.

A więc Diabeł nie wierzy w Boga w takim sensie jak tego wymaga od nas wiara chrześcijańska. W Ewangelii jest takie wydarzenie, gdy Jezus spotyka ludzi opętanych i oni dokładnie wiedzą, kto to jest i mówią: „Przyszedłeś nas zgubić”. I to jest niewiara. Że spotykam się z Bogiem w Jezusie i mam przekonanie, że On mnie  zgubi. Nie chodzi więc w wierze tylko o to by wierzyć, że On istnieje. Jest milion powodów, żeby nawet bez żadnej  wiary tak twierdzić.

Spotkaliśmy się w Łodzi z prof. Meissnerem, wielkim fizykiem teoretycznym i on mówił, że kiedy uprawia tę swoją niesłychaną dziedzinę nauki, to musi wstrzymać sąd, czy Pan Bóg istnieje czy nie, bo to nie jest kompetencja wprost nauki, ale gdyby miał się wypowiadać, to raczej byłby na tak, niż na nie.  Piśmie Świętym jest mowa o tym, że nawet w oparciu o same rozumowanie można dojść do przekonania, że Bóg istnieje, a nawet do opisania kliku Jego cech. Ale do tego nie jest potrzebna wiara, która jest oparta o Objawienie”.

       Nie wiem, jak na powyższe słowa Kardynała zareagował załóżmy taki Donald Tusk, który dopiero co spotkał się z Leonem XIV i z całą pewnością ma dużo do powiedzenia w kwestii chrześcijańskiej wiary, ale bardzo bym się zdziwił, gdyby on na nie nie dostał cholery, i to nie dlatego, że dostrzegł w nich próbę zakwestionowania istnienia Pana Boga, ale wręcz przeciwnie: Donalda Tuska  - człowieka, który z całą pewnością jest przekonany, że Bóg istnieje -  wypowiedź Kardynała musiałaby doprowadzić do furii, dlatego, że on w niej poinformował Tuska bardzo czytelnie, że on sobie tę swoją wiarę w Boga może wsadzić w tę bezzębną paszczę, jeśli jednocześnie nie wierzy w to, że On objawił się w Jezusie Chrystusie i ma dla nas Słowo. Bo jego wiara w Boga jest niczym, jeśli on w Niego wierzy i drży. A zatem, myślę sobie, że Donald Tusk, jeśli tych słów kard. Rysia wysłuchał, zaczął drżeć jeszcze bardziej. Zaczął drżeć jak jasna cholera.

    No ale tego, choć się domyślam, oczywiście nie wiem. Wiem natomiast, jak na słowa Kardynała zareagowali wszyscy ci, którzy zwłaszcza ostatnio zaczęli się zastanawiać, kto jest gorszy: Tusk czy Ryś? Otóż o ile się zdążyłem zorientować, zdecydowana większość prawe sceny uznała Rysia za Antychrysta. I to jest dla mnie czymś niepojętym. Kardynał Ryś, stając wobec jakże trywialnego dylematu Rymanowskiego, czy istnieje pewność, że Bóg istnieje, postanawia i jemu i przy okazji nam udzielić bardzo głębokiej nauki na temat tego, czym jest nasza wiara, w dodatku robi to, tak jak biskupom się to raczej nie zdarza, a więc bardzo przejrzyście i co najważniejsze krótko. Tłumaczy mianowicie, że  w to iż Bóg istnieje, poza skrajnymi ateistami wierzą dosłownie wszyscy, włącznie z liberałami, socjalistami, nazistami, żydami, masonami, okultystami, czy wreszcie z samymi satanistami. O Donaldzie Tusku akurat nie wspomniał, ale też i po co? Zwracając się do Rymanowskiego jak do dziecka, wyjaśnia, że jeśli chcemy uważać się za chrześcijan, nie wystarczy nam powiedzieć, że wierzymy w Boga, ale musimy w naszych sercach rozważyć, czy wierzymy w to, że On, by nas odkupić, przyjął ludzkie ciało, zszedł na Ziemię, został umęczony i pogrzebany i zgodnie z zapowiedziami proroków, trzeciego dnia zmartwychwstał i przyjdzie powtórnie, by tych którzy przyjęli Jego Słowo, zabrać do wieczności.

       Wydawałoby się, że to jest takie proste! Co ja mówię, proste? Jestem pewien, że tak naprawdę to co nam powiedział kardynał Ryś, wielu z nas tak naprawdę zawsze wiedziało, tyle że nie potrafiliśmy może tego sobie tak mocno uświadomić. A mimo to nagle zaczynamy się zachowywać, jak wypisz wymaluj znani nam tak dobrze bezbożnicy.

środa, 17 grudnia 2025

minakowski.pl, czyli czy Internet uratuje świat?

 

Nie wiem, czy ktoś z Państwa słyszał wcześniej nazwisko Marek Minakowski, bo ja akurat wpadłem na nie dopiero kilka dni temu. Jeśli skorzystamy z pomocy Wikipedii to dowiemy się, że ów urodzony w roku 1972 Minakowski to nie byle kto, bo przede wszystkim doktor filozofii, ale też wydawca „elektronicznej wersji Herbarza Polskiego ks. Adama Bonieckiego”, ale również autor opublikowanej w Internecie „Wielkiej Genealogii Minakowskiego”, zawierającej informacje o ponad milionie powiązanych ze sobą rodzinnie osób, jak również twórca serwisu pod nazwą Genealogia Potomków Sejmu Wielkiego, zawierającego dane ponad 133 tys. osób. A to wciąż nie wszystko, bo oto w roku 2006, wspólnie z żoną Anną Lebet Minakowską i jeszcze kimś założył Minakowski Stowarzyszenie Potomków Sejmu Wielkiego i objął funkcję Marszałka, a w roku 2022 uruchomiła internetową stronę Nekrologia.Wielcy.pl, by publikować tak skany oraz informacje o nekrologach. No i na koniec tego przeglądu dorobku Minakowskiego nie wolno nie wspomnieć, że jeszcze w roku 2016 został Minakowski odznaczony przez Ministra Kultury Piotra Glińskiego odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej.

To tyle, gdy chodzi o publiczną działalność i różnorakie sukcesy Minakowskiego, a teraz może zajrzyjmy głębiej i dowiedzmy się czegoś o prywatnym życiu Minakowskiego. Otóż, jak czytam w różnych źródłach, Minakowski od dziecka był osobą bardzo pobożną i nawet wtedy gdy w wieku 22 lat poznał swoją przyszła żonę, o dziewięć lat od siebie starszą, Annę Lebet, to oboje trafili na siebie u ojców jak najbardziej dominikanów w Krakowie, tam się w sobie zakochali, wspólnie dochowali się córki Sary i żyli pobożnie i szczęśliwie, oraz, na co warto zwrócić uwagę, patriotycznie, przez wiele lat, gdy nagle para się rozwiodła, a rok temu w roku 2024 Marek Minakowski ogłosił publicznie, że nie jest i nigdy nie był mężczyzną, ale jak najbardziej kobietą. Następnie z powyższą informacją udał się do odpowiednich urzędów i błyskawicznie uzyskał zgodę na zmianę swojego aktu urodzenia, paszportu i dowodu osobistego, tak by po Marku nie pozostał najmniejszy ślad a zamiast niego pojawiła się Maria. Maria Minakowska. Nadszedł kolejny, kończący się właśnie rok 2025 i oto gruchnęła wiadomość, że Maria Minakowska, która już zdążyła przejść wszystkie konieczne amputacje, oraz inne potrzebne jej zabiegi zwraca się do swojego Kościoła by ten odpowiednio z Marka na Marię najpierw zmienił dla niej akt chrztu, a następnie unieważnił jej małżeństwo z Anną Lebet, bo, jak sama argumentuje, nie ma takiej możliwości, by Kościół Rzymski, jej Kościół, autoryzował małżeństwa między dwiema kobietami.

Jak rozumiem, w tym momencie pojawił się kłopot, a wnioskuję to stąd, że Minakowski, już bez męskich organów płciowych, z wszczepionym biustem i długimi pofarbowanymi na różowo włosami, zaczął się publicznie awanturować, na tyle głośno, że aż „Gazeta Wyborcza” przeprowadziła z Minakowskim długą rozmowę, w której ten skarży się na rzucane mu pod szpilki kłody, a on sam na swoim blogu opublikował otwarty list do tarnowskiego biskupa Andrzeja Jeża. Całość owego listu można przeczytać sobie tu, a zapewniam, że warto, natomiast dla tych, którzy nie mają odwagi, zacytuję tylko jeden fragment:

Jestem kobietą i zawsze nią byłam. Bóg stworzył mnie kobietą i mam na to dokumentację medyczną (która wraz z zaświadczeniem o moim zdrowiu psychicznym i poczytalności była podstawą takiego a nie innego wyroku sądu). Udawanie, że mam na imię Marek, byłoby sprzeniewierzeniem się woli Stwórcy, zaparciem się siebie, a moje sumienie mówi wyraźnie (a jest ono dobrze wyedukowane, proszę mi wierzyć; Nowy Testament i Summę Teologiczną czytam w językach oryginalnych), że byłoby to grzechem śmiertelnym.

Siedzibą płciowości jest dusza, nie ciało. Myli się Zespół Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w swoim stanowisku z listopada 2024. Wszak święte dziewice i męczennice, których ciała uległy zniszczeniu, nadal są niewiastami i tak je określa liturgia Kościoła. Dlatego ja, po długiej i rzetelnej kontemplacji wiem, że moja dusza jest, zawsze była i zawsze będzie niewieścia, bo Bóg stworzył mnie kobietą i namawianie mnie do poświadczenia nieprawdy wbrew jednoznacznemu osądowi sumienia jest kuszeniem mnie do grzechu śmiertelnego”.

No i to tyle, chyba niemal już wszystko, co chciałem dziś powiedzieć. Najpierw jednak chciałbym się wytłumaczyć, po cholerę ja w ogóle zajmuję się ludźmi z K-Paxa, ale jeszcze bardziej odległych galaktyk. Otóż są dwa powody, pierwszy to ten, że Marek Minakowski to naprawdę nie byle kto. My tutaj mogliśmy o nim nie słyszeć, ale on się pojawiał przez niemal dwadzieścia lat nie tylko przy okazji tego medalu od Glińskiego. Udzielał wywiadów w często prawicowych mediach, występował w Radiu Wnet, a w roku 2011 rozmowę z nim przeprowadził sam Robert Mazurek. No a skoro tak, to jednak uważam, że dziś trzeba go wywołać na szerszą scenę niż jakiś profil na Facebooku, czy zalinkowany wyżej blog.

Chciałbym jednak też powiedzieć jeszcze coś. Otóż chciałbym naprawdę wierzyć w to, że na tę niewiarygodną wręcz bezczelność Minakowskiego i na sposób, w jaki on potraktował swojego męża, córkę, rodzinę i znajomych, w jakim chaosie pogrążył otaczający go świat, a już zwłaszcza gdy on się uprze, żeby demonstracyjnie przyjmować Komunię, Kościół zareaguje w jedyny możliwy dla mnie sposób, czyli Minakowskiego zwyczajnie ekskomunikuje. Chciałbym mieć tę nadzieję, a jednak boję się, że to się może skończyć bardzo, bardzo źle, nie dla tego szaleńca, ale dla Kościoła, a moja obawa bierze się z tego zdjęcia, niedawno opublikowanego przez Minakowskiego na jego blogu. Popatrzmy i niech nas Bóg ma w Swojej opiece.


Post Scriptum: Jest w tym wszystkim jednak coś okrutnie pocieszającego. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że choć Minakowskiemu usunięto już być może wszystko włącznie z imieniem w akcie urodzenia, to adres minakowski.pl za cholerę nie chce się zmienić na minakowska.pl. Czyżby Internet znów górą?

czwartek, 11 października 2018

Modlitwa za Wojciecha Smarzowskiego


       Ostatnio wszyscy się śmiejemy z Moniki Olejnik, która jak ostatni tuman zaprosiła do swojego programu biskupa Tadeusza Pieronka, żeby go namówić na gadkę na temat filmu „Kler”, a który się tylko skrzywił i powiedział, że on na ten temat nic nie ma do powiedzenia, bo film uważa za oszukany, a Kościół jako całość bez cienia winy. Na ten temat będę jeszcze opowiadał jutro w swoim felietonie napisanym do „Warszawskiej Gazety”, tu tylko wspomnę, że bezrozumność Olejnik objawiła się w tym, że ona uznała, że skoro Biskup Pieronek nie znosi PiS-u to z pewnością też jest bardzo zaangażowany w walkę z pedofilią wśród księży. Tymczasem jest tak, że z wyjątkiem pewnej oszalałej z nienawiści grupy osób, gdzie owa nienawiść pozostaje w prostej proporcji do ich ogólnej ludzkiej kondycji, polityczne wybory ludzi mają się nijak do tego, kim oni są w życiu, pracy i zabawie.
       Myślę o tym biednym Biskupie i przypominam sobie dyskusję, jaka tu i ówdzie się na chwilę pojawiła, kiedy to po odejściu kardynała Dziwisza, na jego miejsce Papież powołał dotychczasowego metropolitę Łodzi abp. Marka Jędraszewskiego, natomiast do Łodzi skierował nikogo innego jak samego krakowskiego biskupa pomocniczego, Grzegorza Rysia. Mówię o dyskusji, głównie jednak internetowej, podczas której z jednej strony stali ci, którzy uznali, że oto Pan Bóg nagrodził Kraków, natomiast ukarał Łódź, a z drugiej ci, którzy mieli zdanie dokładnie odwrotne. I mało kto zechciał zwrócić uwagę na to, że polityka chodzi własnymi drogami, a Kościół swoimi i nawet jeśli owe drogi są niekiedy bardzo fałszywe, to wciąż są to drogi osobne.
       Jakimś cudem wczoraj, bardzo już późnym wieczorem, trafiłem na bardzo krótkie jak na biskupa kazanie wspomnianego abp. Rysia – który, co jest moim zdaniem bardzo prawdopodobne, w nadchodzących lokalnych wyborach będzie głosował na prezydent Zdanowską – i pomyślałem sobie, że je tu wkleję. Bardzo proszę wsłuchać się w jego słowa, zwłaszcza tych, którzy strasznie tęsknią za biskupem Jędraszewskim i tych, co się tak bardzo cieszą, że wreszcie tego Jędraszewskiego z Łodzi papież Franciszek pogonił, i zastanowić się, w jaki sposób jest tu akurat abp. Jędraszewski od abp. Rysia gorszy, lub lepszy? No a dla tych, którzy są tak starsznie wstrząśnięci filmem „Kler”, mam pytanie za 10 punktów: Który z nich to pedofil?

    

      No i za abp. Rysiem zachęcam wszystkich do nauczenia się na pamięć tej modlitwy:
      Panie, pamiętaj nie tylko o ludziach dobrej woli, ale także o ludziach złej woli. Nie pamiętaj jednak zła, które nam uczynili, zapamiętaj natomiast dobro, jakie w nas się zrodziło pośrodku tego doświadczenia. Zapamiętaj naszą przyjaźń, naszą solidarność, wzajemną pomoc, wytrwałość, wiarę. I kiedy ci źli ludzie staną przed Tobą na sąd, niech to właśnie dobro, które w nas się zrodziło, wyjedna im pełne przebaczenie”.


Tak się składa, że ponieważ przewodniczący Broniarz załatwił nauczycielom jutro dzień wolny, wyjeżdżamy z żoną na weekend do Zakopanego, a zatem w sobotę i niedzielę dam tu od siebie odetchnąć. Wrzucę więc tu jeszcze tylko wspomniany felieton z „Warszawskiej Gazety”, no i do zobaczenia w poniedziałek, jak Bóg da. Oczywiście proszę kupować książki, bo naprawdę warto.


Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...