poniedziałek, 7 lutego 2011

Szatan jest złodziejem

Siadam do tych refleksji i mam, muszę przyznać, pewien kłopot. Otóż od pewnego czasu chodzi po głowie pewna myśl, którą chciałbym się podzielić na tym blogu, a która nie dość, że z polityką wspólnego ma zgoła niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, to w dodatku jakby w ogóle omija to wielkim kołem to, czym większość z nas żyje. Z drugiej jednak strony, przede wszystkim, wokół jest tak bardzo dużo tekstów czy to na temat smoleńskiej zbrodni, czy na temat „degradacji życia politycznego”, a więc czegoś, co Jaroslaw Kaczyński jakże słusznie też nazwał zbrodnią przeciwko narodowi, że myślę sobie, że to żadna strata, jeśli dziś akurat pojawi się wątek inny. Ani nie polityczny, ani nawet nie bieżąco-społeczny. No a poza tym, jestem pewien, że temat jest ciekawy, więc tym bardziej nie zaszkodzi. No a jeśli znajdzie się ktoś, kto nagle zechce tu jednak dojrzeć jeszcze coś, co pomoże mu zadumać się nad tym, do czego jako Polacy doszliśmy, jakby zupełnie niechcąco, to już w ogóle nie będę narzekał.
Po raz pierwszy ta myśl przyszła mi do głowy, gdy jako muzyczny wstęp do filmu „Mgła” pojawiła się suplikacja „Święty Boże, Święty Mocny” w wykonaniu zespołu DePress. Nie wiem, czy każdy wie, o czym mówię, więc na wszelki wypadek przypomnę, że stylistycznie ten akurat fragment brzmi zdecydowanie, że tak powiem, heavy metalowo. Dźwięk jest bardzo ciężki, głos wokalisty jeszcze cięższy, atmosfera całości monumentalna do granic wytrzymałości, do tego wręcz stopnia, że dla bardziej wybrednych gustów wręcz ociera się o kicz. A mimo to – a może właśnie dlatego – początek tego filmu staje się autentycznie przejmujący. A mimo to – a może właśnie dlatego – cała już reszta filmu również ma aurę czegoś prawdziwie potężnego.
Widzimy te zwłoki biało-czerwonej szachownicy, to błoto, ten ruski – tak bezczelny w tych akurat okolicznościach – syf, a nad tym wszystkim unosi się głos Andrzeja Dziubka, wznoszący w niebo tę modlitwę: Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami!” I jestem pewien, że nie jestem jedyny, który słysząc to wołanie, w tym właśnie wykonaniu, i w tej dokładnie stylistyce, jest prawdziwie wzruszony. I podobnie jak ja, czuje tę siłę, ten wiatr, tę prawdę.
Oczywiście, DePress to ani nie pierwszy, ani tym bardziej nie jedyny zespół muzyczny, który treści czy to patriotyczne, czy, tak jak w tym wypadku, religijne, przenosi do publicznej domeny przy pomocy dźwięków jakby z zupełnie innego zakresu kulturowego. Mieliśmy w ostatnich latach dość liczną grupę muzyków, niosących przez swoją sztukę słowa o Bogu, Honorze i Ojczyźnie, i używających do tego jednocześnie ciężkiej, agresywnej wręcz ekspresji. Jednak zawsze przy tej okazji pojawiały się głosy, że efekt takiego podejścia jest zbyt komiczny, żeby mógł być traktowany poważnie. Że nie ma nic głupszego, czy wręcz żałosnego, gdy jakiś punk rocker, czy metalowiec, ze swoim pełnym artystycznym emploi, i z pełną estetyczną oprawą próbuję śpiewać, że Jezus jest Panem, lub że Jego Miłość jest niezwyciężona.
Jednocześnie, zawsze w pełni akceptowalne było to, gdy ci sami młodzi muzycy, dokładnie w tym samym muzycznym obrządku, chwalili anarchię, przemoc, czy wręcz niepojętą moc szatana. Tu wszystko zawsze było na swoim miejscu, i tu też, nawet jeśli komuś akurat ten typ działań artystycznych, czy estetycznych, nie pasował, zawsze mógł powiedzieć, że to akurat nie jest jego działka, że on się nie zna, nie lubi. Ale żeby już się śmiać – to nie bardzo.
Co takiego się stało – poza oczywiście Mgłą i DePress – że postanowiłem wziąć się dziś za ten temat? Otóż tak się składa, że mam trochę kolegę, trochę znajomego, a tak naprawdę kiedyś, jeszcze w moich latach szkolnych, ucznia, który jest muzykiem grającym tak zwany „czarny metal”. Czy on jest satanistą? Trudno mi powiedzieć. Z tego jak się zachowuje na poziomie muzycznej oferty, którą wspólnie z kolegami przedstawia, można by sądzić, że jak najbardziej. Tu akurat on znajduje się mniej więcej na poziomie narzeczonego piosenkarki Dody Elektrody i jego zespołu Behemoth. Z drugiej strony, tak jak sobie niekiedy rozmawiamy, mam wrażenie, że on jest zaledwie ateistą, dla którego Jezus jest taką samą fikcją , jak ów Behemoth, tyle że o wiele mniej interesującą i inspirującą. No a poza tym, jemu naprawdę się ten black metal podoba. Uczeń mój i kolega jest wprawdzie artystą powiedzmy z trzeciego miejsca na plakatach, ale nie na tyle oczywiści byle jakim, by nie mieć na koncie pewnych konkretnych osiągnięć. A więc gra on jako tzw. support na koncertach wybitnych przedstawicieli sztuki black metalowej z Norwegii i Szwecji, no i sam nagrywa płyty. Ponieważ mnie lubi i szanuje, zawsze pamięta, żeby przy okazji kolejnej premiery, podarować mi swój kolejny krążek.
Ja z kolei black metalu nie lubię, ale dla niego zawsze jestem gotów starannie zapoznać się z jego kolejną propozycją. Tak też było ostatnio. Tu muszę wrzucić parę słów wyjaśnienia. O czym pewnie większość czytelników nie wie, czarny metal, w odróżnieniu tzw. death metalu, czy metalu bardziej popowego, bywa grany w bardzo wolnych tempach. Nie zawsze, ale bywa. Niekiedy nie dość że jest wolny, to jest akustyczny, a niekiedy nie dość że akustyczny, to wręcz folkowy. Pomysł tej muzyki, o ile relacjonuję sprawy właściwie, sprowadza się do wielbienia i oddawania czci pogańskim bogom, czy to w ich konkretnym wcieleniu, czy pod postacią jakichś drzew, wiatru, ziemi, czy diabli – właśnie! – wiedzą czego. To jednak co wszystkie te tempa i nastroje łączy, to pełny monumentalizm. A więc – i tu przepraszam bardzo wszystkich oburzonych tym porównaniem – wszystko to w pewnym sensie zbliża nas bardzo do śpiewanej przez Andrzeja Dziubka Suplikacji.
Bo o co chodzi? Otóż black metalowcy tworzą swoją muzykę na chwałę. Każdy dźwięk który grają jest tworzony tylko po to, żeby oddać hołd. Żeby dać też przy tym świadectwo wierności i oddania. A więc na ten swój dziwaczny sposób oni się zwyczajnie modlą.
Znów muszę wejść w dygresję. Jednym z największych żyjących jazzowych kontrabasistów jest Charlie Haden. Kiedy Haden gra, ja mam ochotę beczeć ze wzruszenia. Nawet kiedy Haden gra cichutko i bardzo powoli, czuję jak on się modli. Do kogo Haden się modli? Otóż ani do drzewa, ani do Belzebuba.. On każdy dźwięk, który wydobywa spod swoich palców – jak to kiedyś wyznał w jednym z wywiadów – ofiarowuje Wielkiej Sowieckiej Rewolucji. Co więc łączy Hadena z moim uczniem grającym czarny metal i z muzycznym – ale nie tylko – początkiem filmu „Mgła”? Modlitwa, poświęcenie i monumentalizm.
Wracam do mojego ucznia i jego najnowszej płyty. Wysłuchałem tej płyty i zadumałem się. Przyznaję że nie nad tekstem, bo przede wszystkim ani słowa z niego nie zrozumiałem, a poza tym nawet zrozumieć nie planowałem. To co mnie poruszyło, to muzyka. Otóż muzycznie to było coś. Muzycznie to była czysta potęga. To było tak dobre, że osobiście poczułem dreszcz. To co przekazywała ta muzyka było tak wielkie, że trudno mi było sobie coś podobnego wcześniej wyobrazić. To było coś jeszcze bardziej powalającego, niż ta suplikacja na początku filmu o smoleńskiej zbrodni. I wtedy sobie pomyślałem, że to by dopiero było coś, gdyby dokładnie to samo co tam usłyszałem podbudować tekstem wychwalającym potęgę Chrystusa Niezwyciężonego. To by dopiero była moc! Napisałem to zresztą od razu w mailu do mojego ucznia, trochę żeby go zdenerwować – bo on nie bardzo lubi jak ja wspominam o Panu Jezusie – ale przede wszystkim dlatego, że sobie autentycznie pomyślałem, że to jest nasza muzyka. Nie ich. Oni nam ja ukradli i ją sparodiowali. Nie oni zresztą pierwsi i nie tylko ją.
I teraz, zanim ktoś mnie przeklnie, wyjaśnię dokładniej, co mam na myśli. Otóż cała wielka sztuka sakralna, czy to muzyczna, czy malarska, czy jakakolwiek inna, była tworzona nie po to, żebyśmy wszyscy trzymali się za ręce i pełni głupkowatej radości śpiewali, że Jezus nas kocha, ale po to, by temu Jezusowi oddać jak najbardziej poważny hołd. Ja nie znam się bardzo na tych kwestiach, ale mam bardzo silne przekonanie, że wnętrza katedr i kościołów jakby były stworzone do tego, żeby w ich wnętrzach rozbrzmiewały nie jakieś niby-wesołe piosenki śpiewane przez czarnych śpiewaków gospel tam, i zakompleksione oazowiczki tu, lecz potężne chóry i wznoszące się ku niebu organy. To dopiero niedawno, z jakiegoś niepojętego powodu, ktoś wpadł na pomysł, że skoro w amerykańskich kościołach protestanckich jest ciągła zabawa, podskoki i klaskanie, to tak właśnie ma wyglądać nasza miłość do Boga również na poziomie codziennej modlitwy, i że my tez tak będziemy mieli. Że skoro Ewangelia to nowina radosna, to wystarczy nam się zacząć tępo uśmiechać, i mówić do siebie „Z Bogiem, bracie”, żeby Pan Jezus był z nas zadowolony. I to stąd własnie, najpierw w różnego rodzaju kościołach akademickich, a później już coraz powszechniej, dostojne organy i kościelne chóry zostały zastąpione przez jakieś dzieci z gitarami, skrzypkami i fujarkami, lub lokalne rodziny śpiewające kolędy.
A co się stało z chorałami gregoriańskimi? Tu odpowiedź jest równie oczywista, co porażająca. Zabrali je sobie sataniści, bo nie mieli nic swojego, a też chcieli mieć jakiś rytuał i odpowiednią dla niego oprawę. I ja wcale tu nie żartuję. Proszę posłuchać, jak wiele współczesnej muzyki pop, w żaden sposób nie chrześcijańskiej, lecz własnie stricte pogańskiej, korzysta z muzycznej estetyki chorałów. Do tego stopnia, że wielu młodszych słuchaczy uważa, że tak naprawdę te dźwięki są takie piękne, bo są takie czarne. Wzięli więc je sobie najbezczelniej w świecie poganie i nawet nie musieli pytać o pozwolenie, bo akurat przechodzili drogą i zobaczyli, że się poniewierają niepotrzebne i zapomniane w jakichś śmieciach.
I teraz, na koniec już, przejdę do samego Szatana. Pisałem o tym kiedyś u siebie na blogu, że kiedy patrzymy na całą historię komunizmu, to widzimy, jak bardzo wszystko na czym komuniści zbudowali swój rytuał, zostało ukradzione Kościołowi. Jedną ręką, najpierw bolszewicy, a później ich dzieci i wnuki, niszczyli kościoły, rozbijali w pył kościelne dzwony, mordowali ludzi za ich wiarę, zakazywali krzyża, zagłuszali kościelne pieśni, głosili wszędzie, że to wszystko co jest związane z religijnością to głupota, zabobon, opium i zło, a drugą ręką odtwarzali dokładnie te same rytuały, te same miejsca, te same gesty – tyle że w formie sparodiowanej i oczywiście pod inną zupełnie nazwą. Te wszystkie wprowadzanie i wyprowadzanie sztandarów, te pieśni na cześć Rewolucji, te obrazy przywódców, to słynne przyznawanie się do win, a nawet – już przecież w czasach, które wielu z nas pamięta – to pasowanie na młodzika, te pałace ślubów, czy tak zwane świeckie pogrzeby z owym upiornym przebranym za księdza mistrzem ceremonii, czy te, jeszcze nie tak dawno, apele szkolne w każdy poniedziałkowy poranek – to wszystko było i jest niczym innym, jak najbardziej bezczelną parodią, którą uszykował swoim wiernym Szatan.
I myślę sobie, że z nim tak to właśnie musi być. Z TymKtóryNigdyNiePrzepuszczaOkazji. On nie ma nic swojego. Wszystko już dawno przegrał. Nie ma nic poza swoją perfidią i najbardziej tępym sprytem… no i tym chorym zupełnie pragnieniem, by zastąpić Boga. Żeby Nim zostać. Ale do tego potrzebuje rytuału. Czy to w formie modlitwy, obrazu, gestu, czy pieśni. No i wiernych. Jego i ich sprawa. I tak jest skazany na klęskę. Natomiast nie widzę najmniejszego powodu, byśmy my mieli mu tak lekko ustępować. To wszystko zawsze było i jest nasze. Jeśli oni chcą, to niech gdzieś sobie pojadą w plener, złapią się za ręce, i śpiewają wesołe piosenki o tym, że „Tylko diabeł naszym panem jest”. Mogą sobie nawet uruchomić jakieś ogólnopolskie radio, gdzie będą sobie gadać, a w przerwie słuchać piosenek podawanych przez amatorskich piosenkarzy estradowych z towarzyszeniem jednego keyboarda i skrzypiec. A my się wtedy będziemy z nich śmiać. Słuchając jednocześnie prawdziwego ciężkiego metalu. Na chwałę Boga. W Trójcy Jedynego.

Tekst jednocześnie do czytania w Warszawskiej Gazecie i na portalu nowyekran.pl

109 komentarzy:

  1. Zaczęło się od tego, że część teologów stwierdziło, że nie jest tak bardzo ważne to, aby uklęknąć i się modlić, ale żeby rozmawiać o modlitwie jako o spotkaniu z Panem jak nawiązaniu relacji osobowej. Proste i wierne klękanie i modlitwy stały się klepaniem formułek, a spora część wiernych przeszła z klękania i wiernego odmawiania modlitw do posiadania wiary jako zespołów uduchowionych poglądów chrześcijańskich. W drugim etapie, w obliczu zwiększającej się grupy wiernych, która traciła kontakt z tym, co wydarza się w trakcie liturgii (mówimy o jej dawnej wersji), zamiast nakierować ich odpowiednią katechezą na większe otwarcie na tajemnice Mszy, po prostu wywalono całą konstrukcję Ofiary i zrobiono z niej kombinację spotkania i wykładu, gdzie wszystko jest odpowiednio wyjaśnione i wyłożone i gdzie wierni mogą wszystko rozumieć. Przy okazji wyrzucono chorał gregoriański, łacinę i odwrócono kapłana od Boga (uniemożliwiając mu kontakt "twarzą w twarz z Bogiem" i wstawiając kapłana w sytuację czysto psychologiczną - występu przed publicznością. A ponieważ spory nacisk na odkatolicyzowanie Mszy pochodził od protestantów, to w sumie mamy teraz (pod kątem formy) coś na kształt protestanckiego spotkania. Protestanci, odrzuciwszy sakramenty, musieli bazować (tylko) na Słowie, więc trzeba było je tak przedstawić, aby przykuć uwagę wiernych, bo odrzuciwszy sakramenty, pozbawili się Mocy, dzięki której Wydarzenia Mszy nie były dziełem ludzkim. Tu zaś są jedynie ludzkim. Stąd potem wszystkie te kościelne hity, które w dużej części są tłumaczeniami amerykańskich piosenek religijnych. Dawne pieśni i chorał były za nudne. Prawie cała tzw. oaza jest skażona wirusem protestantyzmu i czynnie brała udział w desakralizacji liturgii. Nawet skonstruowano coś na kształt kłamstwa soborowego, kiedy to tłumaczono destrukcję dawnej liturgii treścią konstytucji soborowej o liturgii, co jest jawnym oszustwem, ponieważ w soborowej konstytucji o liturgii nie ma nic, co by tłumaczyło obecny kształt liturgii. W rezultacie tych "nowoczesnych" zmian (wspieranych z oczywistych względów przez postępowych teologów, lobby protestanckie i lewicujące oraz przez agenturę wpływu - patrz teksty Cenckiewicza) uleciało z kościołów to, co było tajemnicą, rewerencją, ciszą i modlitwą. Wszystko jest teraz zagadane, zaklaskane i zagłuszone gitarami i bębenkami a czasem "okraszone" dowcipami przy Ołtarzu i innymi inwencjami twórczych kapłanów.
    Ponieważ dawniej Msza była odtworzenie Ofiary, to poza tym, że pozwalała modlitewnie (modlitwa była jedynym sposobem aktywnego uczestnictwa a nie klaskanie)włączyć się do ofiary składnej przez kapłana Bogu, to uczyła też ofiarności i służebności wobec Kościoła i ludzi (łącznie z wioską, miastem i państwem), czego tak bardzo nam brakuje nam chociażby wśród osób mieniących się politykami. Wszystko w kościele, od ustawienia ołtarza (na wschód w wyczekiwaniu przyjścia Jezusa - stąd orientacja), przez ustawienie kapłana ("rozmawia" z Bogiem i prowadzi nas ku Niemu, składa Mu Ofiarę, więc musi stać twarzą do Boga), kształt architektonicznych (modlitwa wyrażona kamieniem, drewnem) oraz śpiew chorału (odatrakcyjniony śpiew psalmów, rytmem sugerujący inne poczucie czasu i wieczność) - wszystko to miało za zadanie przysposobić nas do modlitewnego wejścia w Ofiarę, która wyjednała nam obietnicę Zbawienia. Zniszczywszy tę formę, kościół sam na własne życzenie zatarł życiodajny przekaz treści spod Tego Pierwszego Krzyża (to jest główne znaczenie słowa "tradycja") i oducza ludzi od wiernej i pokornej modlitwy powodując w nich powstanie wyobrażenia, że sami tworzą liturgię, że mówienie o Bogu i klaskania (oparte na emocjach i "fajności") zastąpi pokorną modlitwę. Tym samym zrobiło się rozrywkowo i light i tym samym przybliżyło się do klimatu z galerii handlowych i rozrywkowej kroplówki medialnej.
    Pozdrawiam
    afronc@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. @jamci
    Serdecznie dziękuje za ten komentarz. Pięknie uzupełnił powyższe refleksje, a nas bardzo nas tu wzbogacił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo!!! Zgadzam się!! Może tylko z wyjątkiem tych pieśni granych na gitarach i fujarkach i tych "zakompleksionych oazowiczek". Ten fragment zabrzmiał bardzo przedsoborowo. Nie przeklinam, ale uważam że krytyka jest za mocna. Taka muzyka potrafi przyciągnąć młodzież i "pociagnąć" w stronę Boga. Jako przykład niech posłuży koncert Jednego Serca, Jednego Ducha Live Rzeszów 2009. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Amen. Niech się stanie. Niech wszystko co najlepsze, najpiękniejsze wśród wytworów myśli i serca Człowieka i On sam służą TemuKtóremuPowinnySłużyć. Do mnie ostatnio przemówiło kilka piosenek hip-hopowych, mówiących nie o samym Bogu, ale o Wartościach. Wiem, że to nie to samo co metal, ale z kolei ta muzyka eksponuje wartość przekazu słownego, wartość Słowa. Oto jedna z nich:

    http://www.youtube.com/watch?v=_mNnEOvCOLM

    OdpowiedzUsuń
  5. @anmo
    W takim razie nie rozumiem, w jakiej sprawie to "brawo" i "zgadzam się". Mój tekst jest właśnie o tym, że taka muzyka zniechęca, a nie przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Gemma
    W porządku. Tyle że tekst, to inna sprawa. Mnie chodzi o to, żeby coś tak poważnego jak Bóg Zmartwychwstały nie było opiewane przy pomocy estradowego szajsu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tej, popraw imię Charliego Handena. Drobna literówka, a wujowo wygląda.

    Czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa notka. Oczywiście jako słuchacz metalu w tym i tego czarnego mógłbym a nawet powinienem się w pewnych kwestiach nie zgodzić, ale to nie blog muzyczny więc to pomijam. Ogólnie tylko powiem, że black metal ma dziś bardzo wiele twarzy. Wielu odeszło dziś od tego prostego, korzennego. Sporo zaś dziwolągów szeroko eksperymentujących lub łączących różne style jak wspomniany folk choćby. Chyba żaden podgatunek metalu nie zaliczył takiego rozwoju jak właśnie ten black metal. Urosło to do czegoś takiego jak choćby francuski Deathspell Omega, gdzie można mówić już o jakiejś awangardzie, sztuce bliższej jeśli już to Universe Zero czy Art Zoyd niż wczesnemu Bathory. Albo choćby taki Ulver z początku grający black by teraz tworzyć płyty tak inne i zaskakujące, określane nawet King Crimson XXI wieku.
    Tak, faktycznie są zespoły, które grają rzekomo muzykę antychrist, pogańską czy ku chwale szatana jednak widać to głównie w tekstach. Muzycznie zamiast zła, bije z tego smutek, żal, pustka czy nawet jakiś romantyzm. No a przede wszystkim szczerość. Gdzie tu diabeł? Może tkwi w szczegółach ;)

    P.S. Mamy taki nasz band black metalowy, jakościowo nawet ok a zwie się "Mgła" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie od razu przyszła na myśl Carmina Burana - pięknie brzmi ale hołdem do Boga nie jest. A może jednak jest skoro, tak jak opisujesz tego co napisał znajomy, wbudzą zachwyt a łaciny kto dzisiaj zna? :) Ciekawe czy ten twój młody kolega zna te utwory skomponowane przez Carl'a Orff'a? Drwina? A jak, że nie.

    Dla tych którzy nie znają

    http://www.micha.waw.pl/~micha/carmina.html#t24

    http://www.youtube.com/watch?v=QEllLECo4OM

    I nie chcę tu reklamować szatana tylko może wskazać, że on działa od dłuższego czasu :)

    Pozdrawiam,
    a

    OdpowiedzUsuń
  10. @don esteban
    Napisałem "Handen"? Jaki że mnie nędzny robak! Ale szczęście że on jest głupim komunistą, bo inaczej oprócz tego że wstyd, byłoby mi przykro. Wrócę do domu, to poprawię, bo na tym pieprzonym telefonie się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Obliveon
    Przecież ja napisałem, że on ma wiele twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Żadne pląsy i pochlipywania!

    To co się dzieje w muzyce pseudo-sakralnej, a szczytem bajeru jest dla mnie niejaki Rubik, to totalne bezguście i obciach.

    Niech ktoś uczciwie powie, że to go chwyta za serce i podnosi włosy na szyi.

    Szatan jest złodziejem i pierwsze co ukradł to to co uwzniośla - muzykę i rytuały.

    Żeby chociaż taki kleryk z gitarą miał talent i głos właśnie zmarłego Gary'ego Moore'a.

    Przecież większość młodzieży się z tego śmieje i tylko bidulki z domów dziecka, prowadzone przez jeszcze bardziej odizolowane od świata zakonnice, pląsają przy tych żałosnych lamentach.

    Marzy mi się takie rozpoczęcie uroczystości kościelnej jak wspólny koncert Metalliki z orkiestrą symfoniczną w Stoczni Gdańskiej.
    Tam czuło się niebo i piekło.
    A fińska Apocaliptica, też symfoniczne kawałki. To przecież nasz kościół jak najpiękniejszy.

    Znowu bulleye Toyahu.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Obliveon
    "...Tak, faktycznie są zespoły, które grają rzekomo muzykę antychrist, pogańską czy ku chwale szatana jednak widać to głównie w tekstach. Muzycznie zamiast zła, bije z tego smutek, żal, pustka czy nawet jakiś romantyzm. No a przede wszystkim szczerość. Gdzie tu diabeł? Może tkwi w szczegółach ;)..."

    Właśnie tak: diabeł tkwi w szczegółach:
    słowo przeciwko Słowu,
    no i potem - w efekcie - w działaniach:
    zło prowokowane słowem przeciwko Dobru...

    @Toyah
    dziękuję za bardzo uświadamiającą notatkę, ale jest chyba nadzieja, że jest wiele do odzyskania,
    coś w tym jest, że w dostojnym skupieniu łatwiej jest zbliżyć do Tajemnicy Wiary.

    OdpowiedzUsuń
  14. ...jakaś dziwna atmosfera się tu wytworzyła. Padają słowa o zakompleksionych oazowiczkach, bidulkach z domów dziecka i odizolowanych zakonnicach. A do tego zachwyt nad Metaliką. TKNNO nie próżnuje.

    OdpowiedzUsuń
  15. @anmo

    A jak Ty widzisz dobry chrześcijanizm?

    Kto powiedział - "Radujcie się".

    Popatrz jakie monumentalne dzieła ku chwale Jezusa tworzyli budowniczowie katedr, Michał Anioł czy Ludwig van Beethoven.
    Dlaczego w kościołach są najwspanialsze organy?

    Wszystko to ku chale Pana.

    A u nas wszystko skarłowaciało.
    Jasne, gusty nie podlegają dyskusji. Ale, jakby pięknie było, gdyby to właśnie Kościół powrócił do kształtowania gustów, jak to czynił przez wieki.
    A teraz sobie chyba odpuścił.

    I mamy odpust a nie nieszpory.

    OdpowiedzUsuń
  16. @adthelad
    Oczywiście że działa od dłuższego czasu. Tyle że dopiero ostatnio Kościół zaczął robić wrażenie jakby postanowił się grzecznie posunąć.
    A Orffa każdy zna. To zresztą jest dobry przykład na to o czym ja pisze.

    OdpowiedzUsuń
  17. @jazgdyni
    No właśnie. Z jednej strony ta Oaza, a z drugiej - dla bardziej ambitnych - Rubik i Preisner. Tragedia.

    OdpowiedzUsuń
  18. @raven59
    Tylko w skupieniu. Właśnie dostojnym.

    OdpowiedzUsuń
  19. @anmo
    To skąd były te Twoje brawa?
    Co do tych dupków z Metalliki, nie sądzisz, że nie zaszkodziłoby przeczytać ten tekst raz jeszcze? Tym razem ze zrozumieniem?

    OdpowiedzUsuń
  20. ok! Brawa były za analizę działania Szatana dotyczącą muzyki metalowej. Tu się zgadzam. Ale nie mogę się zgodzić z fragmentami dotyczącymi radości w przeżywaniu swojej wiary wyrażającemu się muzyce. I nie chodzi mi o Rubika. A zarzut o protestantyzm? JS Bach był protestantem.
    @jazgdyni
    dobre chrześcijaństwo to relacja z Bogiem, przebaczenie ale i radość ze zbawienia. I trudno mi wyobrazić sobie spotkania młodych ludzi wielbiących Boga chorałem ale również nie Rubikiem i Preisnerem, przecież byłby to nonsens.

    OdpowiedzUsuń
  21. @anmo

    "JS Bach był protestantem."

    Ale jeszcze wierzącym, a nie relaksacyjnym.

    I o to tu chodzi.

    pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah

    Wiesz ja ostatnio spotkałem młodą punkówę i miała naszywkę Radio Maryja ale z typografią metalową coś a`la chłoptasie z Metaliki.
    Ona pewnie to przyszyła sobie tak dla zgrywu i pewnie ni zdawała sobie sprawy ile paradoksalnie w dzisiejszych czasach ma wspólnego Radio Maryja z alternatywna rozgłośnią punkową.

    Z mojego podwóreczka najbardziej żałuję architektury sakralnej. Ja na miejscu Boga bym się obraził.
    Nie mówię tu o kościołach parafialnych, które często oddają marny nasz gust. Ale to co się robi z bazylikami to już jest tragedia...

    Więc nie tylko muzyka, nawet sztukę Smok posiadł i splugawił.

    Ja wiem, że realia i pałkarskie argumenty typu kościoły wielkie stawiają zamiast na biednych dać...
    Ale wchodząc w ta dialektykę sami sobie sznur ukręciliśmy.

    Bo kościół nie buduje się dla wiernych, by im podczas Mszy Świętej nie podało na głowę, Podstawowy cel to Chwała Boża... a o tym chyba zapomnieliśmy... i tu już krok od Myszy przy stoliku made in Ikea...

    ps...
    Może trochę przerysowane ale
    jak Black metal to trzeba ciężko przywalić...

    OdpowiedzUsuń
  23. @toyah
    Przecież ja nigdzie nie napisałem, że Ty tego nie napisałeś.

    Szatan nie wkroczył na scenę w którymś akcie niczym aktor w teatrze. Lucyfer mącąc i burząc wpływał i wpływa na kształt tego świata. Dziś okazuje się, że przyłożył rękę bardziej niż się wydawało. I drogi/a anmo, ani Metallica ani inny metal nie ma z tym nic wspólnego. Nie tutaj należy tego zła szukać i potępiać.

    OdpowiedzUsuń
  24. @anmo i orjan
    No i nie amerykańskim. A poza tym wszystko co miałem do powiedzenia, powiedziałem w swoim tekście.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Cmentarny Dech
    Kościoły więc budujemy, żeby na łeb nie padało, a modlimy się, żeby było fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Obliveon
    Nie napisałeś, tylko zacząłeś objaśniać kwestie, które już objaśnione zostały, więc stąd moja reakcja.
    Natomiast jak idzie o muzykę, to powtórzę. Moim zdaniem współczesny rock - w tym jak najbardziej ciężki - został przejęty przez Złego. A ja to uważam za uzurpację z jednej strony, a nasze lenistwo i bezmyślność z drugiej.

    OdpowiedzUsuń
  27. @toyah

    "wszystko co miałem do powiedzenia, powiedziałem w swoim tekście."

    Dlatego ja się tu nie wymądrzam.

    OdpowiedzUsuń
  28. @orjan
    To akurat najmniej było do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  29. @toyah

    Ale ja nie odczuwam niczego, co nie zostało już tu powiedziane.

    To w tym sensie.

    Może tylko podkreśliłbym osobny u mnie żal za łaciną, gdy na mszy w dowolnym kościele świata katolik był na mszy u siebie.

    Zresztą, po przejściu na języki tubylcze (i tambylcze) zrozumienie mszy raczej zmniejszyło się według tego samego, o czym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  30. @orjan
    Jasne że się zmniejszyło.

    OdpowiedzUsuń
  31. @toyah

    “Radio and television are psychological warfare”

    To cytat. Znalazłem go u znawcy muzyki, historii amerykańskiej propagandy od Wietnamu, poprzez Reaganów (Ronalda i Nancy), The Doors, Morrisona, Polańskiego, Frykowskiego, Clintonów, do Obamy Husseina Baracka. Fotograf Dave McGowan, bo o nim mowa, zamieścił go jako tytuł w eseju dostępnym tu:
    Celluloid Heroes.
    http://www.davesweb.cnchost.com/wtc12.html

    McGowan nie tylko pisze w podobnym stylu, jak toyah, broniąc obyczajów i godności, ale i czyni to świetną angielszczyzną, ze swadą i erudycją która przytłacza mnie masą materiału, obserwacji, i wniosków, które nie do końca są dla mnie czytelne. Cóż, jestem za młody na historię rocka czy metalu, o jakiej opowiada blog McGowana, w odcinkach.

    Inside The LC: The Strange but Mostly True Story of Laurel Canyon and the Birth of the Hippie Generation

    http://www.davesweb.cnchost.com/nwsltr93.html

    Kolejne odcinki opowieści o wykreowaniu hipisów przez mass media są pod tym samym adresem, ale kolejnym numerem, czyli 94, 95, itd.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Toyah
    Właściwie to co z tego, że on ukradł nam sztukę monumentalną? Czy to co stworzyli ludzie prawdziwie natchnieni przestało istnieć, czy się zdezaktualizowało i potrzebuje jakiejś nowej formy? Jakiegoś nawróconego na Boską stronę metalu?
    Moja krótka historia monumentalizmu w muzyce. Jej Boską granicę wyznaczył Mozart, gdy zaś przekroczył ją Wagner, zaśmierdziało tandetą, czyli siarką. I z tego punktu dziejowego monumentalizm tylko straszy i śmieszy na przemian. Carmina burana mnie straszy. Metal śmieszy, ale niesmacznie. Także ten z "Mgły", za co Ciebie i wszystkich poruszonych nim przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Marylka
    Ja Cię również bardzo przepraszam, ale obawiam się, że - jak to się pięknie mówi po angielsku - you miss the point.
    Swoim tekstem nie miałem zamiaru dyskutować o jakości, a więc pisać, że Mozart był lepszy od czarnego metalu, albo czarny metal od Mozarta, albo że jedno i drugie jest lepsze od tak zwanych 'śpiewających rodzin'. Nie chciałem też insynuować, że Rubik i Preisner tworzą muzykę kościelną, a Arka Noego nie.
    Swoim tekstem chciałem zwrócić uwagę na to, że monumentalizm muzyki kościelnej - jakkolwiek by go oceniać w poszczególnych prezentacjach - został przez nas oddany satanizmowi. Również mam tu na myśli Orffa i Wagnera.
    Dziś jest tak - jeśli już mamy pozostać przy Twoim Mozarcie, którego osobiście nie słucham, bo mnie wyłącznie nudzi - że Mozarta słuchają z wielką rewerencją sataniści na swoich imprezach, natomiast my się trzymamy za ręce i patrzymy sobie w oczy. Zamiast wznosić pieśni do Boga, przerzucamy się nimi nawzajem, dla własnego poczucia bycia pobożnym i słodkim.
    Pop bywa pożyteczny, ale też i straszny. Nie ma szans, żeby się go dziś już pozbyć. On zostanie z nami na zawsze. Natomiast nie widzę najmniejszego powodu, żeby - decydując się jednak na pop - rezygnować z Dziubka, bo charczy, a zamiast niego brać śpiewające rodziny z fujarką i gitarą, bo są tacy jak my religijni. A poza tym - tak pięknie śpiewają.
    A teraz powiedz mi, co ja w tym moim tekście spieprzyłem, ze tego nie można było zrozumieć od razu?

    OdpowiedzUsuń
  34. @Marylka
    A teraz dalej, bo się długie komentarze nie mieszczą.
    Pytasz, co z tego? To, Moja Droga z tego, że współczesny Kościół wymyślił, ze aby skutecznie ewangelizować i nawracać - a jestem pewien, ze zgodzisz się, że to robić należy - potrzeba się zwrócić do młodych i mniej samodzielnych, a to mianowicie przez pop. I teraz, zamiast wziąć pop, który przynajmniej naśladuje muzykę sakralną, ludzie Kościoła uznali, ze zrobią odwrotnie i do tego zadania wezmą najbardziej tandetną piosenkę estradową. Że skoro młodzi lubią te wszystkie big beaty, to im się na pewno spodoba jakiś ksiądz z gitarą, śpiewający piosenkę turystyczną. I własnie z tego samego powodu, zlikwidowali w kościołach organy - no bo, współczesny człowiek woli, jak jest nowocześnie. A nowoczesna jest gitara.
    Efekt jest taki, ze ludzie od Kościoła odchodzą, bo dla nich Kościół to tandeta i sparodiowana nowoczesność. I oni9 czują, ze to nie jest żadna propozycja, tylko współczesny świat, w swoim najgorszym wydaniu. A więc nie pytaj mnie, co z tego. Bo właśnie TO z tego. Nie o nas bowiem tu chodzi.
    I znów Cię pytam, co ja takiego zawaliłem, ze tego w moim tekście nie można było znaleźć?

    OdpowiedzUsuń
  35. @Toyah+Marylka

    Mam nadzieję Marylko, że teraz czujesz bluesa.
    Jakoś nie miałem kłopotu, by od razu chwycić o co Toyahowi chodzi.

    Z ciekawostek; z popowych piosenek, które uważam za wybitne i to nie tylko jako hymny do Boga uważam "My Sweet Lord" Georga Harrisona.
    Kłopot taki - jest to hymn skierowany do Krishny.

    I to jest jaskrawa i bezczelna kradzież szatana.

    OdpowiedzUsuń
  36. @jazgdyni
    I do tego podwójna. Bo sama melodia jest oczywistym plagiatem. On to zerżnął z "He's so fine" The Chiffons.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah

    No widzisz.
    Zły grabi wszedzie.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Toyah
    Przeciwstawiłeś monumentalne tony metalu (a nawet ich "czystą potęgę" w jednym przypadku) żałosnym i infantylnym dźwiękom uprawianym obecnie w kościołach. Gdybyś skupił się na nich, mój komentarz byłby inny, zresztą o tej muzyczce napisali inni komentatorzy. Mnie zakłuła u Ciebie "czysta potęga" i w ogóle wrażenie fascynacji monumentalnością. Do tego się odniosłam.

    OdpowiedzUsuń
  39. @Marylka
    Bo ja rzeczywiście uważam, że jeśli obecna muzyka sakralna musi być pop - a niestety musi - to powinna być monumentalna. Reszta, a więc i Mozart i Rubik i DePress, to kwestia smaku i gustu.

    OdpowiedzUsuń
  40. Marylka "Mnie zakłuła u Ciebie "czysta potęga" i w ogóle wrażenie fascynacji monumentalnością."

    I to jest według Ciebie złe?
    Z tego co ja zrozumiałem to Toyah uważa, że kościołowi, więc Bogu należy się powaga, monumentalizm, wzniosłość, a nie jakieś infantylne oazowe hop siup. I że dostrzegł tego znacznie więcej w jakiejś płycie black metalowej niż w tym co słyszy w Domu Pana. Co budzi jego sprzeciw.
    Utwory wywołujące ciarki na plecach, dające wrażenie wręcz namacalnego majestatu Pana.
    Od monumentalizmu do infantylizmu...

    OdpowiedzUsuń
  41. @toyah @jamci

    Wieszczu, dobry tekst. Dlugi, a tylko takie sa dobre.
    Przy czym podobnie jak Orjan uwazam ze sie wyrazil jasno, i nic nie mam do dodania. Natomiast konieczna jest polemika z panem Jamci, i do niego bede sie od tej pory zwracal.

    Otoz: calkiem podobnie jak Pan mowi mi czesto jeden moj bliski kolega, ktory jest w starszyznie u swiadkow Jehowy. Oczywiscie mowi nie to samo co Pan, ale mowi tak samo. Bo zwazmy co Pan nam napisal. Otoz Pan napisal, ze
    1. "kościół (...) zatarł życiodajny przekaz treści spod Tego Pierwszego Krzyża i oducza ludzi od wiernej i pokornej modlitwy".
    2. "wywalono całą konstrukcję Ofiary i zrobiono z niej kombinację spotkania i wykładu"
    3. "Nawet skonstruowano coś na kształt kłamstwa soborowego"

    I jeszcze pare takich rzeczy, z ktorych ja rozumiem ze
    1. W swoim niestety mlodym zyciu nie bylem na prawdziwej mszy swietej
    2. Nasz tutejszy kapelan codziennie od dekad odprawia jakies heretyckie gusla odwrocony tylem do oltarza.
    3. Kosciol od 30 lat nie tyle zboczyl ze sciezki zbawienia, ale wrecz ja zaoral
    4. W czym obviously najaktywniej musial uczestniczyc Sluga Bozy Jan Pawel II, jako dlugoletni szef tej synagogi szatana.

    Otoz wszystko powyzsze odrzucam jako bledne.

    Kosciol nasz niewatpliwie ma wielkie problemy. Wielkie problemy swoich hierarchow, o czym niedawno smutno (i krotko) pisal toyah, znane problemy swoich pasterzy, ale chyba najwieksze problemy swej owczarni.
    Przez dwadziescia wiekow wiele bylo bledow, brudu i grzechu. A jednak

    >>Kościół jest "święty": jego twórcą jest najświętszy Bóg; Chrystus, Jego Oblubieniec, wydał się na ofiarę, aby go uświęcić; ożywia go Duch świętości. Chociaż obejmuje grzeszników, jest "nieskalany, choć złożony z grzeszników". Świętość Kościoła jaśnieje w świętych, a w Maryi już cały jest święty.<< (KKK, 867)

    Zwiezle mowiac: nie zapominajmy w krytyce, ze ten Kosciol, z calym tym syfem i grzechem, jest wciaz jedyna pewna droga do Boga. Nic innego nie mamy i miec nie bedziemy ("Panie, do kogoz pojdziemy, Ty masz slowa zycia wiecznego"). I absolutnie nie przyjmuje do wiadomosci, ze od 30 lat zostal podmieniony na jakis inny kosciol falszywego proroka.

    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  42. Czasem myślę, że w losach kultury ludzkiej też jest jakaś kadencja jak w ruchach wahadła: czasy dla kultury gorszego fartu wywołują tęsknotę za czymś prawdziwym.

    I jak po wstecznym renesansie nastąpił barok, a po oświeceniu romantyzm, tak po dzisiejszym ocipieniu znowu przyjdzie coś prawdziwego.

    Ta tęsknota jest już bardzo wyczuwalna, a tutaj jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  43. @Toyah i LEMMING
    Pełna zgoda nic dodać, nic ująć.
    @jamci
    Oceniać wszyscy mamy obowiązek, nawet publicznie i krytycznie, lecz wg. mnie nie należy, a katolikom nie wolno utożsamiać, ani zrównywać oceny z intencjonalnym (tendencyjnym) odniesieniem, nawet z subtelnie zawoalowaną próbą oskarżania, dezawuowania, czy deprecjonowania, a tym bardziej osądzania całej wspólnoty Kościoła katolickiego.
    Władzę nad sądem wszystkich dusz, w tym wspólnoty Kościoła ma tylko ON - Bóg Trójjedyny.
    Szczęść Boże!

    OdpowiedzUsuń
  44. @ toyah

    Jak przeczytałem tytuł notki: "Szatan jest złodziejem", to pomyślałem, że użyłeś słowa "złodziej" w znaczeniu staropolskim: ten, który czyni zło, złoczyńca, łotr. Przeciwieństwo dobrodzieja.

    Dopiero potem zobaczyłem, że chodzi o dzisiejsze znaczenie tego wyrazu: ten, który kradnie. W tym wypadku tradycyjną muzykę sakralną.

    Biorąc jednak pod uwagę, że tekst nie jest tylko o samej muzyce, pozwolę sobie pozostać przy dwojakim rozumieniu słowa "złodziej" w tytule.

    Bez względu na to, co poeta miał na myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  45. @Obliveon
    Powaga, monumentalizm, wzniosłość oczywiście należą się Panu. Ale tego nie da się osiągnąć bez wielkiego talentu i pokory. Gdzie to znajdziesz w popie czy metalu, przecież to jest nadprodukcja muzyczna, walka o rynek, obowiązek tworzenia co chwilę nowego przeboju, żeby nie znudzić się i wypaść z łask ludu.

    OdpowiedzUsuń
  46. Chciałbym podziękować za ten tekst i w pełni się z nim zgodzić. Tak się składa, ze jestem przedstawicielem młodego pokolenia, w związku z czym mam kilka dość mocno osobistych doświadczeń z tym "nowym nurtem", z jakim niestety mamy do czynienia.

    Otóż kilka lat temu brałem udział w Światowych Dniach Młodzieży. Byłem wtedy na początku studiów, a w tym wydarzeniu brałem udział w grupie ok 30 osób, z czego duza cześć należała do parafialnej oazy i nadawała ton całemu wyjazdowi, jak i przygotowaniom do niego. Każda msza czy spotkanie wyglądały podobnie - wspomniana gitara, śpiew i coś co przychodziło mi z największymi oporami - machanie rekami do słów piosenek. Większość osób miała po 19-20 lat, a cały przekaz był tak infantylny, ze zamiast przemyśleń i powagi była tylko "zabawa". Dużej części to się podobało, lecz poza zabawa niewiele tam można było dostrzec. Ci dorośli (tzn. pełnoletni) ludzie potrafili zaraz potem wbiegac do autobusu by zając dobre miejsca i przezywac to z kim i koło kogo bedą siedzieć - tak jak to było na wycieczkach szkolnych w 4. klasie podstawówki.

    Nie chce mocno odchodzić od tematu, ale poprzez obserwacje swojego pokolenia stwierdzam, iż to własnie ten wszechobecny infantylizm jest tutaj niesamowicie istotny. Występuje on w tych "wesołych piosenkach" rownież, ale także objawia się na 100 innych sposobów - nawet tak wydawałoby się maloistotnych jak chodzenie na co dzień w trampkach. Dzieje się tak przez prymitywny przekaz medialno-kulturowy, ale czemu to trafia nawet do ludzi starszych - tego nie rozumiem. Czemu rodzice tych pelnoletnich dzieci nie reagują?

    Wracajac do tematu, używanie muzycznego kiczu może i niewielki procent młodzieży przyciągnie, ale co najwyżej do kościoła, a nie Kościoła. W dodatku to i tak tylko na krótka metę, bo zabawa w machanie rekami się znudzi i będzie trzeba sięgać po co raz to nowe środki - jak np. pokaz sztucznych ognii po mszy (przykład autentyczny, tak nas jedna z niemieckich parafii próbowała zachęcić do przyjścia na msze).

    OdpowiedzUsuń
  47. @Toyah
    Reszta - to jeszcze Górecki. Ja go czczę. I to rzeczywiście kwestia smaku.

    OdpowiedzUsuń
  48. @Lemming
    Wybierz się na Mszę Trydencką.

    OdpowiedzUsuń
  49. @Marylka

    Jasne, Górecki - jak najbardziej OK.

    Ale jesteś mocno subiektywna i emocjonalna w swoim osądzie.
    Jaką muzykę uważasz za godną Pana?
    Dlaczego monumentalizm, polifonia i moc są złe w tym wypadku?

    Dwa przykłady:

    Czy pamiętasz scenę z przylotu Obcych w "Bliskich spotkaniach".
    Prosta melodyjka, ale zagrana na instrumencie polifonicznym (już nie wiem jaki to był syntezator) dała tej scenie moc, że hej!

    W drugiej części Matrixa, gdy bohaterowie wracają do Sionu, po przywitaniu odbywa się ogólny, że tak powiem, bal. A muzyka grana przez Juno Reactor (całkowicie syntetyczna), uczyniła z tej sceny jedno z najbardziej przejmujących widowisk (przynajmniej dla mnie).

    W jednym masz niewątpliwie rację - taką muzykę powinni tworzyć tylko najlepsi.

    Ale czasami nawet lichemu szarpidrutowi coś wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  50. @Marylka

    No i pisząc do Obliveon'a trafiłaś w sedno:

    "Powaga, monumentalizm, wzniosłość oczywiście należą się Panu. Ale tego nie da się osiągnąć bez wielkiego talentu i pokory. Gdzie to znajdziesz w popie czy metalu, ..."

    Bez pokory (jako znaku oddania) nie ma mowy!!!

    Tak samo żeglarz nigdy nie będzie dobry, dopóki nie nabierze szacunku dla żywiołu. Wobec Boga mu jesteśmy jako żeglarze i nic nie poradzi nawet zaradny Odys.

    Talent daje styl, oddanie daje temat. Bez tego nigdy wielkiej sztuki nie będzie. Im większej sprawie twórca się oddaje, tym sztuka większa. A czyż jest sprawa większa?

    PS: Gdzie się podział DP? (tzn. nie Displaced Person, lecz nasz Ksiądz :)

    OdpowiedzUsuń
  51. @LEMMING
    No, jakoś się udało wreszcie napisać coś dłuższego.
    Niestety ostatnio - chyba z tej nędzy - tracę siły. A i Toyahowa krzywo na mnie patrzy.

    OdpowiedzUsuń
  52. @orjan
    Też myślę, że tu się musi coś stać właśnie tego typu.
    Opowiem i Tobie i innym pewną historię. My tu mamy pod ręką parę kościołów. Jeden tuż obok, gdzie ksiądz jest, w najlepszym wypadku byle jaki, organista nudny jak nie wiem co, ludzie głównie starzy, a sama msza... no zwyczajnie, jak msza.
    Trochę obok, w krypcie katedry jest tzw. kościół akademicki, gdzie lubiłem chodzić, jak byłem młody, ale potem mi minęło. Architektura tego miejsca jest taka wokół ołtarza, dość dużo młodzieży, ksiądz gada ze swadą, a co najważniejsze od siebie, czytania mają jacyś chłopcy i dziewczęta, dziewczyna śpiewa pieśni, no i często jest ta gitara, skrzypce i reszta.
    Moje dzieci wybierają kryptę, Toyahowa również, bo - jak mówią - tam jest ksiądz i prawdziwa modlitwa.
    A ja, jakoś wciąż wolę tego lenia i nudziarza i tych starych dziadów. Może dlatego, że sam jestem dziadem, no a przede wszystkim leniem i nudziarzem.

    OdpowiedzUsuń
  53. @wuj
    Bardzo dziękuję. Proszę tu zostać.

    OdpowiedzUsuń
  54. @Marylka
    Ja Góreckiego czczę również. Właśnie tak. Czczę. Mozarta nie. Góreckiego - owszem.
    Swoją drogą, popatrz, jakie to wszystko dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  55. @jazgdyni
    No to wreszcie Cię pochwalę tak jak nigdy.
    Z tą melodyjką z Bliskich spotkań udało Ci się powiedzieć wszystko to, co powiedzieć bardzo chciałem ja, ale mi się nie udało. Tu jest wszystko. Jak idzie o mnie, oni mogliby to grać w kościele.
    A ciekawe - i straszne - jest to, że ten film też nie jest religijny. Wręcz odwrotnie. I to jest właśnie ta kradzież o której mówię.

    OdpowiedzUsuń
  56. @Don Paddington
    No właśnie. Gdzie Ksiądz się smyka?

    OdpowiedzUsuń
  57. @toyah &All

    Może to jest tak, iż człowiek potrzebuje emocji. Gdzieś tych emocji w końcu szuka i gdzieś je znajduje. Tu właśnie często taki jeden podstawia swoje kopyto i ogonem drogę do piekła odmiata.

    Tym efektywniej podstawia kopyto, im – że tak powiem – u konkurencji wieksza gnuśność, a może i znudzenie.

    W jednym z poprzednich tu komentarzy chyłkiem sprowokowałem wypowiedzią, że renesans był epoką wsteczną. Na razie nikt się na mnie nie rzucił, więc wyjaśnię, o co mi głównie chodziło.

    Są otóż okresy tworzenia i są okresy „konsumpcji” tego, co wcześniej prawdziwie stworzono. Wystawność stołu i czadowość imprezy nie są wtedy nowym dorobkiem, lecz efektem dorobku poprzedniego, jakimś „odcinaniem kuponów”.

    Takim okresem dla mnie jest renesans. Oświecenie podobnie, z tym że było znacznie wulgarniejsze (tzn. pospolite). Obecne ocipienie to dalszy regres kulturowy tylko, że dopiero przed nami majaczy zwyczajowa dla konsumpcyjnego opętania góra trupów.

    No więc, od epoki twórczej do konsumpcyjnej przechodzimy właśnie z deficytu wiary. Wtedy emocji zaczynamy szukać gdzie się da, także od d… strony. Wiara staje się wtedy przeszkodą, więc wrogiem do emocjonującego tępienia.
    Miedzy-pokoleniowa pociecha w tym, że – mówiąc oględnie – te nowe emocje mają określoną … płytkość i całkiem żabi horyzont. Przeradzają się w nudną taplaninę, a że przy okazji postępuje zużycie starych zasobów i samych postępków, to i odzyskanie pragnienia wiary coraz bliżej. I tak to leci.

    Tu dwa razy wtrącę ad rem:

    - Muzyka: czy zauważyłeś, z czego bierze się teraz oprawę muzyczną do reklam? Sprzedaż jest sprawą na tyle poważną, że dobór oprawy reklam musi oddawać rzeczywiste wymagania płacącej publiczności. Widocznie są inne niż interesy robali kręcityłków.

    - Ambona: Pan Bóg nie obrazi się na księdza stojącego tyłem. Miłosierny jest. Ale z ambony ksiądz miał lepszy wgląd i lepszą pozycję, by, co trzeba, wytknąć palcem. Nie da rady wejść na ambonę i nie strzelać; zapytajcie Bronka :D

    Może więc ogłosić program minimum: Oddajcie ambonę! Reszcie Vaticanum II tymczasem darujemy.

    No teraz, to Ksiądz jest już niezbędny. Przybywaj z kropidłem!

    OdpowiedzUsuń
  58. Toyahu

    A ja mam inny problem z mszą w krypcie. Lubię bardzo oprawę muzyczną (i gitarę, i skrzypeczki, a czasem nawet pianino) oraz takie ogólne zaangażowanie ludzi w śpiew, natomiast drażni mnie duszpasterz akademicki, który lubi być gwiazdorem. Zresztą wystrój wnętrza temu sprzyja: w układzie amfiteatralnym to ksiądz jest w centrum uwagi, a Pan Bóg ma swoje miejsce gdzieś tam z boczku.
    Wydaje mi się, że ten kościół odzwierciedla podstawowy problem, jaki wiąże się z odrzuceniem rytu trydenckiego. W dawnej liturgii ksiądz modlił się przodem do Pana Boga, a tyłem do wiernych, w związku z czym uwaga wiernych też skierowana była na Pana Boga.
    Odwrócenie księdza przodem do wiernych całkowicie przewartościowało te relacje i spowodowało, że cała uwaga wiernych koncentruje się na księdzu, a jak jeszcze któryś lubi być showmanem, to sprawia mimowolnie, że Pan Bóg gdzieś tam pozostaje z boku.

    Ja, podobnie jak LEMMING, znam tylko liturgię posoborową, ale argumenty Jamci do mnie trafiają.
    Zresztą jak się spojrzy na posoborowe losy Kościoła w Europie, to widać wyraźnie, że zbliżenie kapłana do ludu w trakcie liturgii nie przyniosło oczekiwanych skutków ewangelizacyjnych.
    Powrót do rytu trydenckiego, do łaciny, wydaje się dzisiaj niemożliwy, chociaż gdzieniegdzie takie msze są odprawiane (chociażby w Chorzowie).

    Architektura gotyckich katedr to wzniosłość, wszystko w nich pnie się ku Bogu. Natomiast współczesne kościoły to często estrady dla showmanów i naprawdę trudno w nich o powagę i oddanie czci Panu Bogu.

    OdpowiedzUsuń
  59. @Toyah
    @All
    Chciałabym zawołać: poczekajcie, poczekajcie! Muszę wyjść, a temat jest bardzo ważny. Mam nadzieję, że dyskusja potrwa do wieczora...

    OdpowiedzUsuń
  60. Orjan

    No sam nie wiem. Według mnie teraz też mamy epokę tworzenia, wręcz bardzo produkcyjną i jednocześnie niesamowicie konsumpcyjną.
    Szalone tempo. Choćby ta muzyka. To jest jakiś kosmos jaką transformację ona przeszła w zaledwie kilkadziesiąt lat. Przy takim tempie jednak ta jakość często gdzieś umyka. Perły wśród morza błota.
    Czy więc ta epoka jest wsteczna? Kulturowo i duchowo ciągniemy zdecydowanie w dół. Technologicznie (najogólniej mówiąc) posuwamy się błyskawicznie. A to chyba nie tak powinno być. Powinna być symbioza dwóch. Można więc rzec, że cofamy się do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Napisałem
    "Kulturowo i duchowo ciągniemy zdecydowanie w dół. "

    Kulturowo to mam na myśli ostatnie lata. Ubiegły wiek był tłusty. Teraz jest kompletna pustka a po XX wieku zostanie jednak sporo. Przypuszczam, że to będzie model kulturowy jeszcze na wiele wiele lat.

    OdpowiedzUsuń
  62. @Ginewra

    Do mnie rowniez trafiaja argumenty jamci. Natomiast odrzucam wnioski.

    Kosciol i jego rola w ekonomii zbawienia, to jest cos fundamentalnego.

    My tu czesto, najczesciej, piszemy o Polsce, ktora tak kochamy i o ktora sie tak boimy. A jednak przeciez, obiektywnie spojrzawszy, Polska moglaby nie istniec. Moze sie stac i tak, ze jako naturalnej konsekwencji tego o czym tak czesto tu piszemy za parenascie lat Polski juz nie bedzie. Bylaby to dla nas okolicznosc tragiczna, a dla swiata ponura przestroga, ale z punktu widzenia drogi ludzkosci ku spotkaniu z Bogiem, to by byly zaledwie didaskalia.

    Z tego samego punktu widzenia informacja ze kosciol "zdradzil" rodzi miliony razy powazniejsze implikacje niz obserwacja ze rzad zdradzil, parlament zdradzil itd.
    Wlasciwie tylko o to mi chodzi.

    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  63. LEMMINGU

    Nikt tutaj nie mówi, że Kościół "zdradził", ale można się zastanowić, czy czasem nie zbłądził?
    Mam mnóstwo wątpliwości i daleka jestem od jednoznacznych ocen, ale zastanawiam się, czy zerwanie z kilkunastowiekową tradycją odprawiania mszy św. przybliżyło ludzi do Kościoła, a co za tym idzie do Zbawienia? Czy rezygnacja z liturgii łacińskiej na rzecz języków narodowych przyczyniła się do głębszego przeżywania mszy św. i pełniejszego zrozumienia Tajemnicy?
    Nie wiem tego, ale patrząc na losy chrześcijańskiej, posoborowej Europy czuję intuicyjnie, że nadzieje reformatorów Kościoła się nie ziściły.

    Oczywiście, że przyczyn laicyzacji Europy jest wiele i ruchy wewnątrzkościelne mają być może niewielki udział w tym procesie.
    Ale jak patrzę na decyzje Benedykta XVI w sprawie m.in. przywrócenia rytu trydenckiego, to widzę w tym głębszy sens.
    Wszelkie porównania są zawsze ryzykowne, ale zastanawiam się, czy dla osobistego przeżycia, umacniania w wierze, większą wartość ma msza św. na stadionie z tysiącami wiernych, czy też w murach gotyckiego kościoła dla garstki "ludu Bożego"?

    OdpowiedzUsuń
  64. @Ginewra

    Powtarzam. Najpilniejsze jest przywrócenie homilii z ambony.

    To dopiero byłaby rewolucja!


    PS. revolutio - to w jęz. łacińskim powrót.

    To też ten lewacki szatan ukradł.

    OdpowiedzUsuń
  65. KOT PEWNEGO GURU

    Co wieczór, gdy guru zasiadał do odprawiania nabożeństwa, łaził tamtędy kot należący do aśramu, rozpraszając wiernych.

    Dlatego guru polecił, by kota związywać podczas nabożeństwa.

    Długo po śmierci guru nadal związywano kota w czasie wieczornego nabożeństwa, a gdy kot w końcu umarł, sprowadzono do aśramu innego kota, aby móc go związywać w czasie wieczornego nabożeństwa.

    Wieki później uczniowie guru pisali wielce uczone traktaty o istotnej roli kota w należytym odprawianiu nabożeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  66. @Damn

    Historyjka ładna, ale czy guru naprawdę są od odprawiania nabożeństw?

    OdpowiedzUsuń
  67. @Orjan

    Zdaję się w tej kwestii na autora, który o ile wiem, pochodzi z Indii.

    OdpowiedzUsuń
  68. @Damn
    O autorze powinieneś napisać w pierwszym komentarzu.
    Bez tego jest to plagiat.

    OdpowiedzUsuń
  69. @Traube

    Kajam się więc w rycie trydenckim: mea maxima culpa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  70. @Ginewra

    Najpewniej mowimy o tym samym. Choc pewnie troche inaczej patrzymy.
    Na pewno jest problem slow. Tj przywolane przeze mnie slowa p. Jamci ja czytam jako orzeczenie ze Kosciol zdradzil i stoi po stronie zla.
    Natomiast kiedy pisze nasz przyjaciel Orjan, pisze z pozycji niewatpliwie reakcyjnych (to slowo rowniez zaklamano), to jakos nie mam podejrzen czy obaw. Czyli uwazam ze porusza sie w obszarze uprawnionej dyskusji.

    Moj poglad na sprawe opiera sie na dwoch fundamentach: na wiedzy i na wierze.
    Moja wiedza mowi, ze wiele sie w Kosciele zmienialo. W pierwszym tysiacleciu ksieza sie raczej zenili, w drugim sie raczej nie zenia. Pan nasz Jezus Chrystus w swoim ziemskim wcieleniu najpewniej nie mowil po lacinie (egzegeci wszakze podejrzewaja ze mogl znac greke, owczesny jezyk intelektualistow). Oryginalna Jezusowa katecheza odbywala sie po aramejsku i hebrajsku.
    Z kolei przez jakis czas Kosciol sprzeciwial sie tlumaczeniu Biblii na jezyki narodowe, pewnie pposlugujac sie tymi samymi argumentami ktore mozna odniesc do narodowych liturgii.

    I tu pojawia sie moj drugi filar: wiara. Wiara rozumiana takze jako zaufanie. To znaczy ja wiem tyle, ze przez wieki Kosciol sie bardzo powoli, ale jednak stale zmienial, poszukujac najpelniejszej w danym momencie formy jednosci z Chrystusem i wychwalania Jego imienia. I ja tez autentycznie, bezgranicznie wierze w ten Kosciol. Wierze w to, ze kiedy kardynalowie wybieraja Papieza, to dziala przez nich Duch Swiety. Wierze w moich pasterzy i moich hierarchow, choc wiem ile posrod nich jest kanalii i lotrow. A zarazem rozumiem, ze jako calosc Kosciol to cos nieskonczenie wiekszego niz suma jego jednostek.
    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  71. Zaczynamy gonić w piętkę.

    Istotą przekazu Toyaha jest to, że Zły w całej swej perfidii kradnie to co było i jest kwintesencją wzniosłego ceremoniału oddawania czci Panu.

    Kiedyś, na początku odbywało się to poprzez powtarzanie z zanegowaniem (czarna msza, odwracanie krzyża).
    Ale czart się wycwanił. Teraz bezczelnie co lepsze dzieła sztuki kradnie na potęgę.

    I tutaj mały wtręt. Rozum swoją drogą (Marylko), ale w życiu niestety przeważają emocje.
    I kto nad nimi panuje ten jest władcą.
    Uczucia (emocje) aby coś znaczyły, nie mogą być letnie. Muszą być mocne.
    A w naszym kochanym kraju, niestety, nie wychowuje się i nie uczy emocji.
    Klasyczne amerykańskie "I love you" i "Me too" to jest pewna wychowująca mantra.

    A u nas, na pogrzebie rodzonej matki żona się pyta _ "Misio, ty płaczesz?"
    Jakoś tak, w dziejach historii pomyliła sie twardość emocjonalna (typowo wschodnia cecha) z prymitywizmem.
    I stąd, uczenie dzieci prawidłowego wyrażania emocji jest bardzo nie trendy.

    Najprostsza droga do chamstwa i psychopatii.

    Chcemy więc to przełamać i dedykować Bogu takie dzieła, by łzy splywały po policzkach i co najważniejsze - nikt by się temu nie dziwił.

    To chyba inny cel niż pląsy przy gitarze.

    I Marylko, może to nie jest monumentalizm, a tylko sztuka, która dociera do najgłębszych pokładów człowieczeństwa.

    Tak nam dopomóż Bóg

    OdpowiedzUsuń
  72. @LEMMING
    To ja w tej sytuacji pozwolę sobie się zgodzić. Kościół nie zdradził. Nie mógł. Jest do tego niezdolny wręcz fizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  73. @Ginewra
    Jak idzie o naszą Kryptę, można by wiele. Szczególnie ja mogę wiele. W końcu jestem od Ciebie prawie dwa razy starszy.

    OdpowiedzUsuń
  74. @orjan
    Na razie mogliby przywrócić balaski. Żeby starszym ludziom było łatwiej ponosić się z kolan. Oni - wbrew temu co sobie niektórzy księża myślą - lubią przyjmować Komunię na kolanach.

    OdpowiedzUsuń
  75. @Damn
    Brzydki masz nick, ale komentarz niczego sobie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  76. @All
    Tak sobie fajnie rozmawiacie, a ja mam tu już nowy tekst. Chyba jednak poczekam jeszcze na Księdza. Swoją drogą - Proszę Księdza, co się dzieje???

    OdpowiedzUsuń
  77. @Damn

    Zdaje się dotknąłeś innego problemu zasługującego na osobnego „toyaha”. Chodzi o zjawisko zwane w świecie ochrony praw intelektualnych „rozwadnianiem” względnie „rozmywaniem” znaku, marki, nazwy, itd.
    W tym przypadku dotyczyłoby to mechanicznego przykładania naszych określeń dotyczących sfery sakralnej do obcych praktyk religijnych.

    W historyjce przez Ciebie przekazanej swojskie określenia zaciemniają istotne różnice zaczynające się już stąd, że hinduskie systemy religijne, zwłaszcza buddyzm, są raczej systemami filozoficznymi, niż religiami analogicznymi do chrześcijańskich i innych, znanych tutaj. Dlatego nie zachodzi tam odprawianie nabożeństw.

    Opisana posługa polega tam na nauczaniu indywidualnym. Dlatego koncentracja jednostek jest ważna, bo mogłyby (te jednostki) przegapić tę chwilę, w której osobiście dochodzą do stanu bóstwa. Pożądanie tego rodzaju koncentracji byłby u nas bluźnierstwem („stać się samemu jako bóg”).

    Z tymi określeniami też jest temat dla osobnego „toyaha” (bralczyki się nie nadają). Nasz gospodarz także ten temat niniejszym dotknął. Bo też zachodzi swego rodzaju szczególna kradzież słów.
    Jeszcze bowiem za mojego dzieciństwa (tak ponad 50 lat temu), wśród prostego ludu nie do pomyślenia było, aby określenia dotyczące naszej religii stosować do pojęć innych religii. Ówcześni wykształceni nie lubili zaś pozować na idiotów.

    My mieliśmy więc kościół, prawosławni cerkiew, protestanci zbór, w Kruszewnikach był meczet, bracia starsi mieli synagogi, itd. W razie potrzeby, było zbiorcze określenie: świątynia.
    A teraz słyszę czasem nawet: „kościół muzułmański”. Pewnie zaraz usłyszę: „kościół żydowski”, czy może dobry Bóg Ojciec nam i Żydom tego jednak oszczędzi.

    Znamienne jednak, że rozwadnianie dotyczy tylko naszych pojęć i nie słyszy się o np. chrześcijańskim aśramie. Przyczyn trzeba chyba szukać w wiwisekcji Wielkiego Językoznawcy, czyli znowu wracamy do Szatana, któren uparł się na jedną religię, choć jako Szejtan, itp. znany jest i gdzie indziej.

    I jak tu nie podziwiać niniejszego wpisu toyaha?

    Gdzie jest nasz przewodnik?

    OdpowiedzUsuń
  78. @Toyah
    Komentarz kol. Damn jest ładny, bo to tekst z książeczki Anthony de Mello.
    Dlatego zwróciłem mu uwagę.
    Komentując tekst pod takim tytułem warto być szczegółnie skrupulatnym w takich kwestiach.

    OdpowiedzUsuń
  79. Eeee ...

    Kruszewniki, Kruszyniany, nie szkodzi, tu i tu Sami Swoi.

    :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  80. @orjan

    a zupełnie idąc do początku - Bóg jest nasz, a inni nazywają Go inaczej, lub, jak mówisz, bracia starsi, boją sie, lub zabranaiją wymieniać Jego nazwę.

    Ps. a ja Go nazywam Wszechmocnym Stwórcą, lub schlebiając epoce - Inteligentnym Projektantem (Ksiądz mnie do tego pchnął)

    OdpowiedzUsuń
  81. @jazgdyni

    w religiach monoteistycznych, Bóg, to jest Bóg i już. Czy to ten sam, to już zagadnienie nie dla mnie.

    Czy ma oprócz tego imię, czy wolno je wymawiać, itd. to są, powiedzmy, konwencje wewnętrzne.

    Mój jest mój i już. Ale nie jestem o niego zazdrosny , ... jeśli i kto inny go przyjmie i już nie będzie, ani Greczyna, ani Żydowina, ani ...

    PS. Gdzie indziej są bogowie. A skoro ich tam wielu, to, Pieruna, muszą mieć imiona. Tylko, że akurat ja w to nie wierzę. Wiem, ale nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  82. @orjan

    To jest właśnie istota absolutnej boskości. Oczywiscie, imię jest nie ważne.
    Wazne jest poczucie sprawstwa.
    Jako były agnostyk musiałem się z tym co nieci namęczyc.

    OdpowiedzUsuń
  83. @Orjan

    To co nazwałeś rozwadnianiem oczywiście jest częścią zacytowanej przeze mnie powiastki i nic w tym dziwnego, skoro autor (Jezuita Anthony De Mello) zasłużył sobie, jak właśnie doczytałem, na oficjalną reprymendę Kongregacji Nauki Wiary.

    Jednak szczerze mówiąc, nie taka była moja intencja i być może nie spodoba się ona gospodarzowi. Toyah w swej notce wyraża przywiązanie do pewnej FORMY i nie kryje swojego dystansu do innych form. Natomiast autor przytoczonej powiastki nie kryje swojego dystansu do tych, którzy formy traktują zbyt poważnie.

    ---

    Gospodarzowi dziękuję za miłe powitanie i żywię nadzieję, że go teraz nie żałuje.

    OdpowiedzUsuń
  84. @Damn
    Oczywiście że nie. Jak bym mógł?

    OdpowiedzUsuń
  85. @Damn & Toyah

    Równowaga formy i treści jest kamieniem filozoficznym.

    Jak to osiągnąć?

    OdpowiedzUsuń
  86. @jazgdyni
    Na litość Boską, a czy ja powiedziałam jakieś dobre słowo o pląsaniu przy gitarze? Także nie odwoływałam się do rozumu.
    Otóż bardzo bym chciała, żeby w czasie Mszy św. muzyka wywołała u mnie łzy na policzkach. Albo żeby już lepiej nie było jej wcale. I nie tylko chodzi o muzykę. Zmiany soborowe od lat odbieram jako osobistą krzywdę. I od lat znaczną część mszy zajmuje mi ćwiczenie się w pokorze wobec: 1. długiego i nieskładnego ględzenia nie wiadomo o czym od ołtarza, 2. brzdąkania i fałszowania w wykonaniu kandydatów na artystów, 3. zmuszania mnie do przyjmowania Komunii św. na stojąco (raz uklękłam, a ksiądz twardo trzymał opłatek nad moją głową - okazuje się, że już po prostu nie wolno klękać). W końcu znalazłam kościół (jedyny w Warszawie!), gdzie odprawiane są msze przedsoborowe. To było dla mnie wielkie przeżycie. Jakbym wróciła w objęcia matki. Całkiem tak.

    OdpowiedzUsuń
  87. toyah & All, cz.1

    Czuję sie trochę wywołany do tablicy, ale to co z mojej strony powinno być powiedziane, w dużej mierze powiedział już LEMMING.
    Od siebie dodam, że:
    1. Vaticanum II jest dziełem Ducha Świętego. I właściwie tak na dobrą sprawę, cały czas żyjemy w dobie recepcji tego, co Duch Święty poprzez dokumenty Soboru chce nam powiedzieć. Ten przejściowy okres (nie pierwszy i nie ostatni w dziejach Kościoła) jak każdy kryzys/przesilenie odznacza się dużym zamętem w świecie katolickim (w wymiarze jednostkowym i instytucjonalnym). Jednym z przejawów tego zamętu jest choćby zjawisko opisane prze toyaha. Byłoby bowiem czymś bardzo dziwnym gdyby TenKtóryNieOpuszczaPodobnychOkazji, przegapił moment kryzysu w Kościele. Ponieważ jednak "bramy piekielne Go nie przemogą" możemy być pewni, że Kościół z tego przesilenia wyjdzie wzmocniony, a do owego wzmocnienia przyczyni się między innymi to, co Duch Święty przez ojców Soborowych nam powiedział.
    2. Nie należy mylić Ducha Świętego z tzw. "duchem Soboru Watykańskiego II". Ta znana jak sadzę Czcigodnym Inerlokutorom konstatacja, niech będzie wezwaniem do lektury dokumentów soborowych, które ani nie są tak modernistyczne jak się "tradsom" wydaje, ani tak antytradycjonalistyczne jak mniemają moderniści.

    OdpowiedzUsuń
  88. toyah & All, cz.2

    3. To co opisał toyah jest przejawem ulegania "duchowi Soboru" i jest efektem braku posłuszeństwa wobec Kościoła, który to brak zastępujemy tzw. "własnym rozeznaniem".
    Krótko mówiąc: Jesteśmy zbyt słabi w naszej wierze, nadziei i miłości, by z pełnym zaufaniem wprowadzić w życie wskazania Soboru. Ponieważ jesteśmy zbyt słabi, to kombinujemy na własną rekę, skutkiem czego promujemy różnego rodzaju kicz.
    4. Złodziejski proceder szatana jest tym bardziej skuteczny, im bardziej człowiek odwraca się od tego co nadprzyrodzone, w efekcie czego całą swoją nadzieję zaczyna pokładać w tym co przyrodzone.
    W dziejach Kościoła stało się to po raz pierwszy bardzo widoczne w okresie między tzw. Wielką Schizmą Zachodnią a tzw. reformacją, a więc w okresie kiedy rodził się i rozwijał tzw. renesans (będący - jak słusznie orjan zauważył - okresem duchowego regresu). Po złodziejskiej akcji szatana przeprowadzonej w tym właśnie czasie, nie możemy się pozbierać do dnia dzisiejszego.
    5. Czas panowania "ducha Soboru"/kiczu minie (daj Boże, że za naszego życia). Gdy znowóż zaczniemy zachwycać się Bogiem (tzn. uwielbiać Go/zwracać się ku temu co nadprzyrodzone), powstaną nowe katedry i to co wzniosłe i monumentalne znowóż służyć będzie tylko Bogu (soli Deo).

    OdpowiedzUsuń
  89. @Don Paddington

    Dziękuję za tak krzepiące i jasne przesłanie.

    OdpowiedzUsuń
  90. @Damn
    Toyah i zapewne inni prawi ludzie wg. mnie "wyrażają przywiązanie" nie tylko, do "FORMY", lecz wszystkiego, co jest Jego dziełem, bądź udziałem, także czynów, dokonań człowieka natchnionego Duchem Świętym.
    A zatem m.in. do rzeczywistości mających bezpośrednią styczność z Absolutem, czy dzieł, zdarzeń o intensywnej wyrazistości, z których emanuje wielkość, doskonałość, piękno, a nawet boskość tj. Jego majestat, dostojeństwo - triumfująca moc i siła, światłość i blask albo do dzieł i wartości ponadczasowych, które zachwycają, urzekają, wzruszają, a nawet olśniewają, zdumiewają i wprawiają w drżenie ludzkie serce.
    Inną kwestią jest reakcja Tego i tych, których ogarnia i jednoczy "zło-dziejstwo" w dwojakim rozumieniu, także wrogość, cynizm, egoizm, podłość, nikczemność, zawiść, zazdrość, a nawet szał nienawiści wobec ludzi wielkich, wybitnych, świętych, czy tylko roztropnych, prawych i poczciwych.
    Szczęść Boże!

    OdpowiedzUsuń
  91. @don esteban
    Kompletnie zapomniałem o tym Hadenie. No i, jak się okazało, zaszło nieporozumienie.
    Już poprawiłem.

    OdpowiedzUsuń
  92. @Marylka
    Nie. Napisałaś tylko, że z pewnego punktu widzenia, monumentalizm straszy i śmieszy na przemian.
    Podczas gdy ja miałem na celu zwrócenie uwagi na to, że skoro już musi być pop - a musi - to niech będzie Wagner i Orff, a nie ksiądz z gitarą.
    I stąd to wszystko.
    Widzisz jak tu jest niebezpiecznie?

    OdpowiedzUsuń
  93. @Don Paddington
    No wreszcie! I to jeszcze jak! Wiedziałem że tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
  94. @Toyah
    Niebezpieczne są zawsze tematy dotyczące estetyki, nie tylko z powodu "degustibusa", ale też dlatego, że estetyka stoi blisko etyki.
    Chętnie pokłócę się z Tobą kiedyś na temat popu, a zwłaszcza twierdzenia że on musi.
    A co z zapowiadanym nowym wpisem?
    I jeszcze coś. Czytam Cię także na Ekranie. Czy nie da się zrobić tak, żeby tam się wyświetlały Twoje teksty razem z tutejszymi komentarzami?

    OdpowiedzUsuń
  95. @toyah

    Skąd to uczulenie u ludzi na patos? Przecież bywa potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  96. @Don Paddington
    Dziękuję za prostowanie naszych ścieżek. Kiedyś przeczytałam dokumenty soborowe. i wydało mi się, na ile je zrozumiałam, że przykazania Vaticanum II zostały potraktowane tak, jak z reguły bywa w urzędach: jeśli np. prawo nakazuje odpowiedzieć na skargę obywatela w czasie do 14 dni, to urzędnik za żadne skarby nie odpowie w 10 ani 13 dni, bo dla niego prawem staje się ta czternastka...

    OdpowiedzUsuń
  97. @Don Paddington

    Ja do Pierwszej Komunii i nieco jeszcze potem przychodziłem w rycie trydenckim.

    Wraz z innymi rygorami obejmującymi wiernych, był on o wiele bardziej wymagający. Naturalnie więc smarkacze, tacy jak ja, zżymali się często. Ale teraz, wraz z upływem lat, coraz bardziej mi szkoda. Ot i wszystko. Tęsknota?

    Ma Ksiądz rację, że dopiero po wielu latach zorientujemy się w skutkach.
    Jednak od pewnego czasu, w kontekście mszy przed, czy posoborowej, trudno mówić o posłuszeństwie (u kapłanów i wiernych), bo okazało się, że msza trydencka nigdy nie była zakazana, a jej odprawianie zostało ostatnio ogłoszone jako zupełnie wolne.

    Tyle tylko, że ciężar wieloletniej zmiany robi już swoje, nie zapominając o prostym odzwyczajeniu się i utracie (wymarciu?) szerszej praktyki. To są zmiany już nieodwracalne w granicach samej inicjatywy oddolnej.

    Ja wskazałem tę ambonę, bo akurat homilii z ambony Vaticanum II nigdy nie ograniczał tyle, że pozwolił głosić także bez ambony. To, plus mikrofon razy wygodnictwo dało takie równanie, że ambony spontanicznie porzucono. Ze względów praktycznych, można powiedzieć.

    Chyba się nie mylę, że to właśnie tak się odbyło. I to, moim zdaniem, jest błąd ludzki, a nie liturgiczny.

    Nie jestem tu pewny, ale akurat wspomniane przez Toyaha klękanie przy balaskach zostało poniechane w takim samym trybie "praktycznym".

    Oba te przykłady natrętnie kojarzą mi się z obserwacją Greshama-Kopernika, że gorsza moneta wypiera lepszą z obiegu. No, ale od oczywistego w tych warunkach prawa samodzielnej opinii do buntowniczych demonstracji jest (i powinno być!) dość daleko.

    OdpowiedzUsuń
  98. @all
    Sorry, że się wtrącam ale czytam tutaj pojęcie 'bracia starsi' jak mi się wydaje (i proszę mi wybaczyć jeżeli żle zrozumiałem) odnoszące się do dzisiejszych Żydów, jednak takie pojęcie jest mylne. Pozwolę sobie wkleić wypowiedź ks.Waldemara Chrostowskiego na ten temat.

    Cytat: "Otóż, w ciągu ostatnich piętnastu lat, tzn. po 13 kwietnia 1986 roku ogromną karierę zrobiła powiedzenie, że Żydzi są starszymi braćmi w wierze Chrześcijan. Jest to nieporozumienie. Ktoś powie: "ale przecież Jan Paweł II tak powiedział". Wszyscy powołują się na Jana Pawła II. Na szczęście, Jan Paweł II tak nie powiedział. Jan Paweł II w synagodze, w Rzymie, powiedział tak - zwracając się do rabinów - "jesteście naszymi braćmi umiłowanymi". A więc dał poznać nasze odczucia, naszą wrażliwość, nasze emocje. To, że w gruncie rzeczy Żydzi - czy wyznawcy judaizmu - nie są postawieni poza nawiasem chrześcijańskiego przykazania miłości Boga i bliźniego. Miłujemy Żydów tak, jak miłujemy wszystkie inne narody, i miłujemy każdego Żyda tak, jak miłujemy każdego innego człowieka. A dalej Ojciec Święty powiedział tak: "i - można powiedzieć - naszymi starszymi braćmi".
    Już księża wiedzą, po egzegecie Pisma Świętego, że liczy się każde słowo. A nawet, jak mówią rabini, puste przestrzenie pomiędzy literami. I tutaj liczą się te puste przestrzenie między literami oraz słowa "można powiedzieć". Otóż mamy tutaj do czynienia z pewną, z pewnym myśleniem analogicznym. Skąd wzięła się ta formuła? Tę formułę Jan Paweł zapożyczył - to nie jest formuła teologiczna ściśle - zapożyczył od Adama Mickiewicza, który to Adam Mickiewicz pod koniec lat 40. XIX wieku w swoich odezwach o charakterze, o profilu wyraźnie politycznym i patriotycznym mówił o "Izraelu - naszym starszym bracie". Nie była to formuła teologiczna w znaczeniu takim, powiedzmy sobie, jak używa to teologia katolicka. I Ojciec Święty użył to też ze słowami "można powiedzieć".

    Dlaczego więc z ostrożnością trzeba nazywać Żydów "naszymi starszymi braćmi"? Dlatego, proszę księży - Żydów w znaczeniu wyznawców judaizmu - dlatego, proszę księży, ponieważ oni są wyznawcami judaizmu rabinicznego.

    Ten judaizm rabiniczny, który wyznają, ukształtował się po 70 r. po Chrystusie w opozycji do chrześcijaństwa. Otóż, chrześcijaństwo nie wyłoniło się z judaizmu rabinicznego. Chrześcijaństwo stanowi przedłużenie, wyrosło, karmiło się judaizmem biblijnym. Jezus Chrystus nie przynależał do judaizmu rabinicznego, bo tego jeszcze nie było. Aczkolwiek, w Jego czasach byli rabini i aczkolwiek Jezusa nazywano czasami Rabbim, to jednak nie był to ten judaizm, który ukształtował się po upadku Jerozolimy.

    Judaizm biblijny był diametralnie od tego, z jakim mamy do czynienia po roku 70. odmienny dlatego, że to był misyjny, nastawiony pozytywnie wobec świata greckiego, mający obok Biblii Hebrajskiej również Biblię Grecką, czyli septuagintę, wielopostaciowy, gdzie rozmaite warstwy, rozmaite kręgi i nurty - one istniały obok siebie, a więc: faryzeusze, saduceusze, esseńczycy, zeloci, chrześcijanie. Ten judaizm był wielopostaciowy.

    Natomiast po roku 70., kiedy wyłoniło się chrześcijaństwo, kiedy chrześcijaństwo okrzepło - rabini wywalili wszystkie inne nurty życia żydowskiego i przeorientowali, przebudowali swoją wiarę tylko na gruncie faryzejskim, tylko na gruncie rabinicznym. Na tym gruncie wyłoniła się ok. roku 220. po Chrystusie Miszna, następnie tzw. Tosefta - a ponieważ są dwie Tosefty: napisana w Palestynie i w Babilonii - to obie te Tosefty i Miszna - ogromne dzieła - składają się na Talmud Palestyński i Babiloński. Normatywny dla życia żydowskiego jest Talmud Babiloński. W związku z tym judaizm rabiniczny bywa nazywany również judaizmem talmudycznym. Ten, w tym judaizmie talmudycznym jest mnóstwo elementów antychrześcijańskich."

    Pozdrawiam,
    a

    OdpowiedzUsuń
  99. Ale zgromadziles tu bagno, osiejuk. Popatrz jak nie udalo ci sie powstac. Po co ci bylo uczyc sie kiedys czegos skoro w koncu i tak nie masz prawa wykonywania zawodu a - z zemsty na swiat, ze wykpil twoje niedouczenie, zasciankowosc, chamstwo, pyszalkowatosc, glupote i antypolskosc podlana jakimis bieda-ukrainskimi wplywami (osiejuk..? jak to brzmi dla polskich uszu) piszesz bardzo nedznie i dla polglowkow. Dla innych ludzi twoj "tekst" to belkot. Jak wiesz, twoi znajomi sa zasmuceni tym, co ci sie stalo (co sobie zrobiles w twoim malym rozumku). Jesli cie to nie dziwi, to moze jeszcze sie zglos do lekarza, moze jest jakas szansa na leczenie. Spytaj zone co o tym sadzi, zobaczysz, padnie z wrazenia, bo juz nikt sie po tobie poprawy nie spodziewa. Idz, kacie rodziny i Polski, na leczenie. Zegnam cie w glebokiej modlitwie za rychla i bolesna smierc jarka.

    OdpowiedzUsuń
  100. @Marylka
    Też się chętnie z Tobą pokłócę. W ogóle na każdy możliwy temat. Nawet mogę się nie kłócić. Byleby się to wiązało z osobistym spotkaniem.
    CO do popu - nie chcę Ci martwić, ale to już jest sprawa załatwiona.
    A więc Orff, a nie Mozart.
    Na szczęście również Górecki.

    OdpowiedzUsuń
  101. @Obliveon
    Myślę ze nie ma uczulenia na patos. Jest tylko przed nim strach. No i - już niezależnie od wszystkiego - zły smak.

    OdpowiedzUsuń
  102. @adthelad
    No proszę! Nawet głos z - można powiedzieć - z Londynu może zabrzmieć jak grom z jasnego nieba.
    Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  103. @Krzysztof
    Bardzo przepraszam, ale moje nazwisko jest pochodzenia białoruskiego.

    OdpowiedzUsuń
  104. @orjan

    1. Jako ministrant (bardzo malutki) służyłem do mszy odprawianej w rycie trydenckim. Ten ryt jest bardzo piękny, ale niestety, zniknął z mojej rodzinnej parafii, gdy odszedł z tego świata mój ks. Proboszcz (miałem wtedy 10 lat). Reszta mego życia, to już nowy ryt rzymski. Też piękny, jeśli jest zgodnie z mszałem odprawiany.
    2. Nie umiem odprawiać Eucharystii w rycie trydenckim. I nawet jeśli się go nauczę (a zamierzam), to moim rytem pozostanie Novus Ordo. On jest moim domem.
    3. Kiczowata "twórczość liturgiczna" wyznawców "ducha Soboru" stała się możliwa dlatego, że było coś w glebie i powietrzu lat 60, 70 i 80 co sprawiało, iż wielu ludzi Kościoła (w tym biskupi) uznało przepisy zawarte w Mszale Pawła VI, za jakieś mało zobowiązujące sugestie. To trochę tak (szanując proporcje) jak z traktowaniem przez niektórych kierowców przepisów ruchu drogowego: ograniczenie prędkości do 60km/h = sugerowana prędkość minimalna: 60km/h.
    W tym znaczeniu "ducha Soboru" można utożsamić z nędznym, banalnym "duchem czasu" rozgrzeszającym wszystkich ze wszystkiego i podważającym naturalne w naszej cywilizacji autorytety.
    Patrząc na to, co "duch czasu" zrobił ze Światem Zachodu i tak można odnieść wrażenie, że Kościołowi najmniej się oberwało.
    4. Rozumiem zachwyt dla rytu trydenckiego u tych wszystkich, którzy zniechęceni byle jakim celebrowaniem Novus Ordo, nasycają się wspaniałością tridentiny. Tyle tylko, że ryt tradycyjny jest dzisiaj zazwyczaj przeżywany w środowiskach "jakoś tam" elitarnych i odprawiany przez księży "jakoś tam" elitarnych. I stąd bierze się skrupulatna dokładność w wypełnianiu mszalnych rubryk, głębokie skupienie, nabożność, czyli to wszystko co określamy mianem "odblasku doskonałości". A jak wyglądałoby odprawianie Mszy Świętej w rycie trydenckim i w tejże Mszy uczestniczenie, gdyby ów ryt (tak jak obecnie Novus Ordo) stał się rytem pospolitym (w znaczeniu: powszechnym i codziennym)? Przed Soborem Watykańskim II nie było nadużyć i liturgicznej bylejakości? Dość wspomnieć feldkurata Katza (wiem, że to fikcja literacka, na dodatek popełniona przez kogoś takiego jak Hašek, ale ta fikcja miała przecież jakieś oparcie w ówczesnej rzeczywistości).
    5. Po Soborze Watykańskim II nie ma w Kościele bardziej niestabilnej rzeczy, niż przepisy liturgiczne. I można powiedzieć, że jest to w Kościele standard. Zwłaszcza w czasach duchowego przesilenia. I nie jest to coś niezwykłego. Czymś niezwykłym było raczej spetryfikowanie liturgii, zadekretowane podczas Soboru Trydenckiego. Było to wtedy bardzo potrzebne i wręcz opatrznościowe. Po 400 latach, z jakichś powodów, Bóg w swej Opatrzności uznał, że potrzebna jest także nowa forma (a dzisiaj, dzięki decyzjom Benedykta XVI wiemy, że przyjęcie nowej formy powszechnej, wcale nie wiąże się z odrzuceniem dotychczasowej, powszechnej normy). Wniosek: stopniowo nabieramy w Kościele rozumu; jesteśmy coraz bardziej spokojni i coraz lepiej rozumiemy zamysły Boże.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  105. @Toyah
    Zaraz będę czytać następny wpis. A że trafia mi się okazja na ostatnie słowo, to powiem, że jeszcze nie rozmawiałam o muzyce w duchu "golone - strzyżone", ale wszystko przed nami. Byle osobiście, jako rzekłeś, a tak się składa, że planuję małą wycieczkę w pobliskie Ci rejony.

    OdpowiedzUsuń
  106. @Don Paddington

    Tak też i ja to odbieram, choć nie potrafiłbym tego wyrazić równie jasno. Pewnie dlatego, że w przestrzeni liturgicznej sprawy są oświetlone także i takim światłem, które do mnie nie dociera. Do naszej przyjaciółki Gemmy może tak, ale do mnie nie.

    Żyjąc wyłącznie poza tym opromienieniem zdobywam się tylko na skojarzenia brane ze sfery profanum. Stąd ten Gresham-Kopernik jako odkrywca skutku dopuszczenia do jednoczesnego obiegu dwóch wartości w zaufaniu do wolnej woli.

    Niewątpliwie, gdyby Vaticanum II sztywno określił ad mala wszystkie elementy liturgii, to byłoby inaczej. Po rozważeniu komentarza Księdza dochodzę jednak do wniosku, że tak się stać nie mogło i dobrze, że się nie stało.

    Rzeczywiście, oświetlenie tych spraw tym tłem już, już ustalającym się w przestrzeni społecznej, gdy Sobór się kończył, pozwala przyjąć, że zrozumiano Ducha Świętego.

    Nie potrafię sobie wyobrazić pięknej, lecz ceremonialnej liturgii trydenckiej, ani - wyszłoby bowiem na to samo - silnie sformalizowanego Novus Ordo, w zderzeniu z tymi wszystkimi sweet vibrations, które już za chwilę nastąpiły "z siłą wodospadu". Sam rękę dokładałem z niewielkim użyciem rozumu, lecz z wielką pewnością siebie.

    Dobrze, że mnie samego Anioł Stróż upilnował. Także przed antykościelną zarazą; skończyło się na zaniedbaniach.

    OdpowiedzUsuń
  107. @orjan

    Dziękuję za to miłe: "Do naszej przyjaciółki Gemmy może tak". Cóż, staram się, ale jak wszyscy jestem w Drodze ("niech baczy ten, który stoi"). Tak jak pisałam w pierszych komentarzach moja wiara wykuwała się w cierpieniu - to było: "płyń albo toń". Ale teraz mogę już za nie podziękować - warto było. Ty i większość Tu obecnych obok swej Wiary wnosicie i drugie skrzydło - Rozum, z czego ja bardzo korzystam i dziękuję za to. Ja z kolei (jak to w jednym Organiźmie) dzielę się tym co mam, choć jest to mniej widoczne i bardziej zaoczne ("wejdź do izdebki"). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń