piątek, 27 stycznia 2012

A za oknem wiatr wieje, wiatr wieje...

Jak już miałem okazję o tym tu wspominać, jak idzie o korzystanie z mediów mainstreamowych, ogarnął mnie całkowity i niewzruszony przesyt, i w tej chwili praktycznie wszystkie informacje, jakie otrzymuję, dochodzą do mnie już tylko przez Internet. Czy ja chcę przez to powiedzieć, że Wirtualna Polska, Onet, tvn24, czy choćby nawet Salon24 to coś lepszego, niż telewizja TVN24 czy „Rzeczpospolita”? W żadnym wypadku. Po prostu, tak się jakoś stało, że telewizor jako medium nastraja mnie wyjątkowo niesympatycznie i jedyne co potrafię znieść z tych obrazków, to turniej w Melbourne. Jadę rano autobusem na tę swoją jedną smutną lekcję i czytam sobie wiadomości w komórce, i to mi jakoś wystarczy. Później zajrzę na Salon24 – no i tu już mam dokładnie wszystko, co mi może być potrzebne, ale też i to, czego nie będę potrzebował nigdy, w żadnych okolicznościach. No i tak to się plecie.
Zajrzałem więc wczoraj na Salon24… a tam dwa pod rząd teksty poświęcone Stefanowi Niesiołowskiemu. Tekst pierwszy napisany przez panią red. Jankowską, a drugi przez panią Rudecką, a więc przez blogerów, których z zasady nie czytam, no ale ponieważ nazwisko „Niesiołowski” ma w sobie coś takiego, że przyciąga uwagę, zajrzałem najpierw do Rudeckiej, żeby zobaczyć, co ona ma do powiedzenia na temat Jankowskiej – bo przecież nie Niesiołowskiego – a potem do Jankowskiej, żeby sprawdzić, czy ona rzeczywiście dała Rudeckiej jakikolwiek powód do tego, by się należało wspinać aż na taki poziom zaplutej furii, czy może Rudecka już zwyczajnie inaczej nie potrafi. No i na tym zamknę sprawę obu pań, ponieważ w tym momencie pojawia się Jacek Sasin – człowiek, którego darzę wręcz obsesyjną miłością.
Na początek od razu wyjaśnię ową kwestię mojego zauroczenia. Powiem szczerze, że po raz pierwszy zorientowałem się, że Sasin w ogóle istnieje, dopiero tuż po 10 kwietnia 20110 roku, kiedy to okazało się, że Jacek Sasin stał się nagle najwyższym żyjącym urzędnikiem zmarłego Pana Prezydenta. Wcześniej, jak mówię, ani go nie znałem, ani chyba nawet nie widziałem na oczy. I oto, w tych pierwszych godzinach, kiedy wszyscyśmy wyglądali jakbyśmy mieli zaraz się rozpaść z rozpaczy, i albośmy dusili w sobie smarki, lub lali łzy, Jacek Sasin stał przed nami jak pomnik, i z tą swoją niezwykłą siłą wzorowego urzędnika państwowego, któremu na głowę spadł nagle cały świat, pokazywał nam, jak należy reprezentować odchodzącą właśnie prezydenturę. Sasin ani nie płakał, ani nawet nie robił wrażenia wzruszonego. On nawet nie pozwolił sobie na to, by mu zadrżał głos. On stał przed nami jak posąg, i reprezentował wdeptany w smoleńskie błoto urząd. Muszę tu przyznać, że dla mnie akurat ówczesna postawa Sasina miała również wymiar bardzo osobisty. Trzeba bowiem tu powiedzieć, że mam oto taki charakter, który nieustannie każe mi się wzruszać. Taki był mój ojciec – taki jestem i ja. Mnie wzrusza wszystko i to moje wzruszenie od razu widać, albo w postaci drżącego głosu, albo wręcz łez. Wstyd mi okropnie z tego powodu – szczególnie wobec osób mi obcych – ale to jest coś, na co nie umiem znaleźć sposobu. Patrzyłem więc na tego Sasina, słuchałem jego głosu, widziałem jego oczy i tę jego kamienną, ale przy tym tak urzędowo pogodną twarz, i myślałem sobie, że ja bym w życiu tak nie potrafił. Ja bym się zwyczajnie poryczał. A on? Służba.
Ale pomyślałem sobie jeszcze coś. Że oto mam przed sobą żywy dowód na to, że Jacek Sasin nie kłamie. Gdyby on kłamał – wzruszyłby się. Gdyby kłamał – zrobiłby choćby jedną maleńką minę. Gdyby wreszcie kłamał – absolutnie nie pozwoliłby sobie na ten zupełnie surrealistyczny w tamtej chwili… może nie uśmiech, ale na ową pogodę ducha. Gdyby Sasin wtedy próbował nas nabrać, w życiu by się nie zachował tak jak się zachował. Bo to nie jest tak, że opinia publiczna docenia tego typu demonstrację siły. O nie! Opinia publiczna reaguje na łzy i tandetną poezję. Pop tego typu szczerości fizycznie nie akceptuje. I muszę tu powiedzieć, że z tamtych dni zapamiętałem dwie osoby, które zachowały ten dumny chłód – Sasina i Jarosława Kaczyńskiego.
I oto, przy okazji wspomnianej na początku tej notki wizyty w Salonie24, dowiedziałem się, że właśnie tuż po smoleńskim nieszczęściu, a więc dokładnie w tym samym czasie, kiedy ja zorientowałem się, że ktoś taki jak Jacek Sasin w ogóle jest i był, zorientowali się co do tego też inni. I – co może w tym jeszcze ciekawsze – jest całkiem prawdopodobne, że oni się jednocześnie też zorientowali, że ten Sasin to nie byle co. Jak się okazuje, ktoś – nie mam do końca pojęcia, kto pierwszy – dokonał odkrycia, że Jacek Sasin to syn komunistycznego generała i funkcjonariusza aparatu przemocy, Józefa Sasina i chrzestny syn prawdopodobnego zabójcy gen. Papały, Edwarda Mazura. Jak mówię, nie wiem, kto pierwszy uruchomił tę lawinę, ale na ile potrafię odtworzyć ów ciąg, to najpierw na ten trop wpadł jakiś kolega Wojciecha Orlińskiego – człowieka, którego tu znamy aż zbyt dobrze – opowiedział o tym Orlińskiemu, Orliński opublikował tekst na swoim blogu, a za tym tekstem popłynęła cała reszta tego brudu – w tym wspomniana wcześniej pani Rudecka, a przez nią, naturalnie też Salon24 – by się ostatecznie ową wiadomością zadławić.
Żeby tę sprawę już na samym początku wyjaśnić – bo niniejszy tekst wbrew pozorom nie ma na uwadze oczyszczania dobrego imienia Jacka Sasina, ale sprawy znacznie bardziej ogólne – kolega Orlińskiego skłamał. Józef Sasin nie jest ojcem Jacka Sasina – polityka, lecz Jacka Sasina – rysownika. Podobnie oczywiście, to nie naszego Jacka Sasina trzymał do chrztu Edward Mazur, tylko Jacka Sasina, syna Józefa. To są informacje ogólnie dostępne i nie stanowiące jakiejkolwiek zagadki. Wystarczy wpisać w odpowiednie miejsce Internetu nazwisko „Jacek Sasin” i wszystko pojawia się jak na dłoni. A zatem, kiedy Orliński pisał swój tekst, w którym szydził z Jacka Sasina, szydził nie z tego Sasina, z którego ewentualnie szydzić powinien. A zatem, Orliński nie sprawdził informacji, jaką ktoś mu wrzucił, ale przez swoją histeryczną wręcz nienawiść, brak opanowania i to stare, jakże stare, życzenie śmierci, uczepił się tej wiadomości jak pijak płotu – i rozpowszechnił tę potwarz na całą Polskę. Czy on wiedział? Oczywiście mógł wiedzieć – i to by go tam jakoś ratowało – jednak sądzę, że nie wiedział. Uważam, że Orliński połknął tę plotkę na dokładnie takiej samej zasadzie, jak ta umierająca z nudów fryzjerka w jakimś prowincjonalnym salonie piękności, która nagle się dowiaduje, że gdzieś ktoś, kogo ona nie lubi wpadł pod auto – i moknie. A więc tu nie pojawił się nawet strzep myśli. Tu poszło wyłącznie o instynkt.
A reszta? Taka pani Rudecka? To już akurat jest bez znaczenia. To jest wyłącznie tak zwane mięso armatnie.
Do czego zmierzam? Orliński na swoim blogu najczęściej nazywa mnie „pacjentem”. Czyta ten blog, ale przy tym nim gardzi i mnie osobiście uważa za człowieka chorego. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ja niedawno otrzymałem informację – już w tej chwili nawet nie pamiętam od kogo – że dziennikarz „Gazety Wyborczej” TVN-u i diabli wiedzą czego tam jeszcze, Bartosz Węglarczyk, jest w prostej linii wnukiem Józefa Światły, Żyda i komunistycznego kata. Czy ta informacja mnie zainteresowała? Przyznam że trochę tak. Od czasu jak red. Cichy – jakby nie było człowiek stamtąd – przyznał, że tzw. Projekt Agora, to projekt ideologicznie czysto żydowski, kolejne typy robią wciąż na mnie pewne wrażenie. Ale czy poczułem coś więcej? Absolutnie nic. Zero. Ja mam sto tysięcy lepszych powodów, by uważać Weglarczyka za tępego buca, niż to, że on jest Żydem, a jego dziadek jeszcze większym. No ale załóżmy, że ja bym Węglarczyka– dokładnie tak jak Orliński Jacka Sasina – nienawidził, i podobnie jak Orliński, czułbym, że, cholera ciężka, brakuje mi argumentów. Prawdopodobnie w tej sytuacji bym się tej wiadomości uczepił. Że oto już o tym Weglarczyku wiem wszystko. Że ale z niego swołocz! A to ruski buc! Jest jednak pewien szczegół, który nas różni. Ja bym wcześniej tę informację sprawdził. A gdyby mi się jej nie udało potwierdzić, z żalem bym na nia machnął ręką i słowem bym się na ten temat nie zająknął. Dlaczego? Bo bym się bał tego wstydu.
Ale popatrzmy na jeszcze jedną kwestię. Otóż szansa że Bartosz Węglarczyk jest synem Światły jest o niebo większa od tej, że Jacek Sasin – minister w Kancelarii prezydenta Kaczyńskiego – jest synem Józefa Sasina. Skąd ta moja pewność? Otóż cała kariera Weglarczyka wręcz błaga o tego typu wyjaśnienie. W jego sytuacji, ono się wręcz dopomina o uznanie. Jeśli się okaże, że Bartosz Węglarczyk to faktycznie Żyd i wnuk Światły, nikt się nawet nie żachnie. Każdy w miarę zorientowany obywatel wzruszy ramionami i powie: „A jakże by inaczej”. Jak idzie o Sasina – to że on mógłby być synem ubeckiego generała, jest sensacją o takiej skali, że taki Orliński na wieść o niej zwyczajnie stracił rozum. A mimo to, ja – gdyby mi się zdarzyło owego dziadka Weglarczyka do czegoś potrzebować – wszystko bym wcześniej odpowiednio sprawdził.
Problem bowiem polega na tym, że jeśli u nas – na tak zwanej prawicy – pojawi się jakiś wariat, który zacznie publikować listy stu największych Żydów, i na niej znajdą się wszyscy główni polscy politycy, poczynając od Marka Belki, przez Jadwigę Kaczyńską, a kończąc na Aleksandrze Kwaśniewskim, cała publiczna domena zatrzęsie się od rechotu, że oto Polaczkowie znów przekroczyli kolejną granice zidiocenia. Już przy tym nie wspominam, że każdy z owych wariatów, gdyby mu tylko przyszło do głowy, by przekroczyć próg jakiegokolwiek mniej lub bardziej oficjalnego medium – prawicowego, czy lewicowego – zostałby stamtąd wywalony na zbity pysk. Tymczasem okazuje się, że dokładnie ten sam rodzaj szaleństwa, jaki obserwujemy – przy całym moim szacunku – u takiego Kazimierza Świtonia, czy Adama Słomki, jest reprezentowany jak najbardziej oficjalnie przez najbardziej opiniotwórcze środowiska i osobistości tak zwanej Nowej Europy. I nie ma po tamtej stronie jednego człowieka, który by na tę manifestację obłąkania zareagował choćby skrzywieniem ust.
Ale jest jeszcze jedna różnica między nimi a nami. Kiedy któryś z naszych wariatów ma ochotę się trochę popisać, to piszę tak: „Oto Żydzi, mordercy Polskiego Narodu” i w tym momencie już do końca sadzi dwie kolumny nazwisk – z jednej strony jakiegoś Kwaśniewskiego, a z drugiej Krakauera, czy cholera wie kogo. Kiedy za tropienie dziadków biorą się Europejczycy, efekt ich pracy wygląda tak:
„Jacek Sasin, genetyczny patriota. Mam mniej więcej tyle lat co były pisowski wojewoda Jacek Sasin. Wspomnienie Sasina o tym, jak to w PRL zimą świetnie jeździły pociągi i komunikacja publiczna funkcjonowała bez zarzutu, mocno mnie zaskoczyło. Musieliśmy żyć w zupełnie innych PRL-ach. Link do biografii ojca Jacka Sasina, generała SB Józefa Sasina – dzięki Rpyzel! – wyjaśnia sprawę. Rzeczywiście, żyliśmy w różnych PRL-ach. Zimą 1979 roku Józef Sasin był zastępcą naczelnika Wydziału VI Departamentu III MSW (czyli po prostu Służby Bezpieczeństwa). To wyjaśnia, dlaczego Jacek Sasin zupełnie inaczej zapamiętał tę zimę od reszty społeczeństwa. Synuś pana generała raczej nie marzł wtedy razem z nami na przystanku. […]
Zapewne gdy jako nastolatek jechałem na pierwsze samodzielne wyprawy w Bieszczady czy na Hel, też raczej nie miałem szansy spotkać w PRL-owskim pociągu syna osoby kierującej tak ważną grupą. Panie Jacku, pan by raczej coś fajnego w radiu opowiedział o podróżach ze służbowym kierowcą od tatusia – czym pan pokonywał peerelowskie zimy, polonezem? Dużym fiatem? A może legendarną czarną wołgą?”.
To są te poziomy. Widać je, prawda? Napisałem wcześniej, że gdybym ja z jakiegoś chorego powodu uznał za stosowne zrobić coś takiego, jak zrobił Orliński, spróbowałbym się przynajmniej trochę rozejrzeć. A gdybym się źle rozejrzał i coś takiego jak Orliński wykonał, ogarnąłby mnie taki wstyd, że swoją karierę publiczną bym zakończył i bym zdechł w nędzy z głodu, lub w więzieniu z powodu długów. Orliński ma się świetnie, a ja jestem dla niego wyłącznie „pacjentem”.
Miało już o niej nie być, ale literatura wymaga zakończenia. A więc wracamy do mięsa armatniego. Zostawiłem wczoraj na jej blogu komentarz z jednym pytaniem: „Czy kiedy ona pisała o Sasinie, wiedziała że kłamie?” I proszę sobie wyobrazić, że ona mi na to odpowiedziała, że nie kłamała. Że ona wszystko podtrzymuje. A jeśli ja mam jakieś nowe informacje, to ona mnie prosi o odpowiedni link. I skończyła rozmowę. Przyznam że kiedy wpadłem na pomysł, by takie własnie dać zakończenie tej notce, pomyślałem sobie, że będzie to akcent dość optymistyczny. Teraz jednak myślę, że ani trochę. Tu jednak jest już najgorzej.

Tradycyjnie, wszystkich tych, którzy uważają, że ten typ publicystyki wart jest życzliwej uwagi, proszę o finansowe wspieranie tego bloga. Poza tym, przypominam, że dostępna jest książka z wczesnymi wpisami publikowanymi na naszym blogu i można ją kupić albo tuż obok, albo też w Katowicach na ulicy 3-maja w księgarni „Wolne Słowo”. Dziękuję.

57 komentarzy:

  1. Naprawdę tak Panu odpisała?
    Że wszystko podtrzymuje?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Peregrin Tuk
    Jak najbardziej. Można to łatwo sprawdzić.
    Dobre, nie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie będę sprawdzał, wierzę)
    No to ma kobieta tupet, nie ma co!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój znajomy zwykł jednoznacznie określać takie osoby płci żeńskiej: PIZDA RAZBOJNICA.
    Przepraszam, ale to nie ja, to mój znajomy tak mawia.....

    OdpowiedzUsuń
  5. @adkut
    No tak. To dziwna kobieta.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah

    A ja, jak mi się jeszcze chciało chodzić na s24 to myślałem, że ta Rudecka to postać fikcyjna, wymyślony przez jakąś grupę zgrywusów fantom, mający na celu ośmieszać tą całą soc-liberalną, michnikowo-tuskową władzę.

    ps. nie jesteś sam z tym wzruszaniem się.

    OdpowiedzUsuń
  7. @jazgdyni
    Okropne to jest, nie?

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah

    Tak to już jest, że cyngli obecnej władzy żadna prawda nie interesuje, jeżeli tylko znajdą najmniejszy pretekst (choćby zbieżność nazwisk), żeby dokopać przeciwnikowi.
    Mnie tylko zawsze zastanawia, w jaki sposób tak żenujące i ośmieszające ich w gruncie rzeczy chwyty pozwalają im zachować tę charakterystyczną wyniosłość "wykształconych" w formacie GW. Jak im tylko wytkniesz prawdę, to w życiu się nie pokajają, ale będą brnąć w swoje brednie, choćbyś im przedstawił sto materialnych dowodów kłamstwa.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Toyah

    Ja się już znajomego lekarza pytałem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rudecka to przypadek psychiatryczny, z charakterystyczną dla paranoików quasi-logiką i konsekwencją, oraz ignorowaniem faktów, które zaprzeczają ich wizji.

    Dla mnie ciekawsza jest odpowiedź na pytanie, dlaczego władcy s24 nie dość, że tolerują to coś, to jeszcze wydają się to hołubić i chronić. Było parę osób, które próbowały z tą osobą w jakiś tam sposób walczyć, skończyło się to dla nich banem i wyrzuceniem z portalu.

    OdpowiedzUsuń
  11. @jazgdyni
    Ja też, ale mi powiedział, żebym nie zawracał głowy.

    OdpowiedzUsuń
  12. @redpill
    Też o tym myślałem. Tekst, który mnie tak skutecznie zainspirował wisiał tam dwa pełne dni. Ja nie mam pojęcia, czemu oni ją tak hołubią. A ile razy próbuję do tego dojść, robi mi się jakoś nieswojo. I rezygnuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. @toyah

    Aha, dzięki, wiesz za co. Poczułem się nieswojo.

    OdpowiedzUsuń
  14. @toyah, @jazgdyni

    Też tak mam, żona się czasem śmieje. Przyzwyczaiłem się. Lekarza nie pytałem, jeszcze by coś znalazł…

    OdpowiedzUsuń
  15. winduja ta szmate bo jak zwykle chodzi o kase(klikalnosc).
    Szmata wzbudza emocje i ma zawsze wiele komentarzy.Co Cie Toyahu podkusilo,zeby u niej komentowac?Spodziewales sie przeprosin w stylu o ktorym tu niedawno tak ladnie pisales?

    OdpowiedzUsuń
  16. @redpill
    Coryllus chodzi po krawędzi. Ależ to piękny widok!

    OdpowiedzUsuń
  17. @redpill
    Moja też. Może byśmy założyli jakiś klub?

    OdpowiedzUsuń
  18. @tobiasz11
    Nie. Przeprosin się nie spodziewałem, ale liczyłem na jakieś pokrętne tłumaczenie. A tymczasem ona powiedziała, że ona wszystko podtrzymuje. I powiem Ci, że dla tego efektu było warto.

    OdpowiedzUsuń
  19. @tobiasz11
    Co do klikalności, nie sądzę. To nie chodzi o klikalność. Oni potrafią być naprawdę pryncypialni. Tu jest coś jeszcze, i tak jak pisałem w komentarzu do redpilla, staram się nie zgadywać.

    OdpowiedzUsuń
  20. @toyah

    Tu naprawdę nie ma co zgadywać. Jak dwóch oneciarzy zakłada polityczny portal, to nie dlatego, że kochają wolność słowa.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Toyah
    Sasin swoją postawą naraził się wielu stronom - ma wielu nieprzyjaciół, którzy gotowi są do każdego kłamstwa na jego temat.

    Swoją drogą kariera RRK na s404 jest zastanawiająca - oficjalnie postrzegany jako portal prawicowy (ha, ha, ha, ale się obśmiałem) - toleruje taką lewaczkę.
    No chyba, że to za zasługi w czasie stanu wojennego...

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah
    Pamietam Sasina jako wojewodę, a chyba przedtem jeszcze był w Urzędzie Miasta. Zawsze budził sympatię.
    Cieszę się stale, że przynajmniej on nie poleciał i żyje. A wielu ludzi musi wściekać się właśnie z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah
    Co do tego babsztyla, to widzę tylko jedną możliwość: że to jest ciocia Jankego. Bo kto by chciał pozbyć się własnej ukochanej cioci?

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marylka

    Robimy to jako stały zwyczaj.
    Oto Toyah u Dyletantów:

    http://jazgdyni.nowyekran.pl/post/50038,ars-dilettanti-toyah

    .

    OdpowiedzUsuń
  25. @toyah

    ponieważ nazwisko „Niesiołowski” ma w sobie coś takiego, że przyciąga uwagę, zajrzałem najpierw do Rudeckiej, żeby zobaczyć, co ona ma do powiedzenia na temat Jankowskiej – bo przecież nie Niesiołowskiego – a potem do Jankowskiej, żeby sprawdzić, czy ona rzeczywiście dała Rudeckiej jakikolwiek powód do tego, by się należało wspinać aż na taki poziom zaplutej furii, czy może Rudecka już zwyczajnie inaczej nie potrafi.


    Ten opis powinien trafić do annałów recenzji publicystycznych !!!

    Zaraz za Hamiltonem (J.Z. Słojewskim), ale tylko ze względów chronologicznych.

    OdpowiedzUsuń
  26. @redpill
    Ani też zapewne dlatego, że przyszło im do głowy założyć polityczny portal.

    OdpowiedzUsuń
  27. Mimo wszelkich zastrzeżeń, także tych, o których wspomina toyah, a które też podzielam, za o wiele ważniejsze od list lustracyjnych uważam doprowadzenie do obowiązku publikowania drzewa genealogicznego jako obowiązkowego suplementu do już istniejących oświadczeń przy obejmowaniu różnych funkcji publicznych.

    Komputery dadzą radę pozestawiać.

    Tu nie chodzi o żaden ostracyzm "za pochodzenie". Chodzi o zablokowanie (przez poddanie publicznej obserwacji) działania sieci powiązań absolutnie sprzecznej, wręcz wrogiej ustrojowi demokratycznemu.

    Realizacja takich powiązań powinna być wręcz skryminalizowana, jeśli jest przenoszona na grunt polityki i/lub sprawowania władzy. Chcący / niechcący nie ma w danej chwili żadnej różnicy, gdy funkcja trwa dłużej, niż dana chwila, a stale istnieje ryzyko "przywołania do służby".

    Wszak nawet niezawisły sędzia czasem musi się wyłączyć jako inhabilis, czy suspectus. Czy w związku z tym sędziowie przestają być niezawiśli, czy jeszcze bardziej niezawisłymi się stają?
    Mówię tu o ich szansie, a nie o ich bieżących realizacjach się, bo drzewo powinno objąć także i sędziów.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Marion

    Przecież to jest wojna przemocy przeciw prawdzie.

    Czyli wojna o to, co ma być regulatorem urządzenia życia społecznego, tj. zasadą cywilizacji.

    Taka wojna jest zawsze ideologiczna i zawsze jest domowa, więc napastnik uważa się za zwolnionego od jakichkolwiek ograniczeń. Jedyną przeszkodą jest dla niego własny strach, lecz ten, u tych "fajterów", ujawnia świadomość czynionego zła.

    Z drugiej strony, poziomem nieumiarkowania można dokładnie mierzyć stopień osobistego zdemoralizowania. Niesiołowski i Rudecka walczą o czoło peletonu.

    OdpowiedzUsuń
  29. @redpill

    Władcom S24 wydaje się, że uda się zachować taką pozycję, jaką mieli ci opisywani przez Długosza gapie, co to powłazili na grunwaldzkie dęby.

    Nie biorą pod uwagę, że przemoc, jako program, MUSI sięgnąć po totalitaryzm.

    OdpowiedzUsuń
  30. @raven59
    No wiesz... lewicowy, prawicowy - to nic nie znaczy. Orliński go nienawidzi, Kaczyński chwali, Rudecka w nim bryluje, a Kamiński udziela Kozakowi przyjacielskich wywiadów. Ja myślę, że to jest projekt dla tak zwanych "naszych", przygotowany z tą intencją, by nas wystawić do wiatru. Jedno jest pewne - Salon24 doskonale symbolizuje stan w jakim znajduje się dziś Polska.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Marylka
    Jak mówię, ja go wcześniej nawet nie znałem. ALe ta jego posągowość musi ich doprowadzać do szału.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Marylka
    O! To by wyjaśniało absolutnie wszystko - ciocia Jankego. Albo Kozaka.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Toyah
    "...przygotowany z tą intencją, by nas wystawić do wiatru..." -
    myślę, ze dokładnie tak.

    Nie rozumiem dlaczego Kamiński poszedł rozmawiać z tym pajacem.
    Ale ja już chyba zbyt wiele nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  34. @orjan
    To by dopiero był kataklizm. Na każdy możliwym poziomie. System musiałby chyba zorganizować się na Facebooku.

    OdpowiedzUsuń
  35. @raven59
    Jak to, dlaczego? Przecież on to w tej rozmowie artykułuje jednoznacznie. Oni są kumplami jeszcze z czasów szkolnych.
    Pamiętaj. To jest jedno co wiemy na pewno - my jesteśmy tu bytem całkowicie obcym.

    OdpowiedzUsuń
  36. @Toyah
    Ja nie oglądałem tego wywiadu - uznałem, że szkoda czasu. Wystarczył mi wywiad z Lejbem.

    Kumple z czasów szkolnych - powiadasz - tak, do kumpli z czasów szkolnych miewa się czasem swoisty sentyment, najczęściej to szkodzi...
    Otworzyłeś mi tą informacją nowe horyzonty.

    OdpowiedzUsuń
  37. @raven59
    To dobrze. Czasy takie, że nie ma nic gorszego, niż choć na moment zamknąć oczy.

    OdpowiedzUsuń
  38. @toyah

    To by dopiero był kataklizm.

    Ja nie mówię, co da się (i jak) zrobić, ale o tym, co jest bezwzględnie potrzebne.

    System władzy i jej powiązań nie może być tajny. Chyba, że w gangu.

    OdpowiedzUsuń
  39. @orjan
    Zgoda przecież. Chodziło mi o to, że jak się porobi te drzewka, to System będzie musiał się przenieść do Facebooka. I tam już zostać.

    OdpowiedzUsuń
  40. Toyah, krótkie pytanie. Nie na temat i nie mailem, bo akurat to powinno zostać wyjaśnione publicznie (przez wzgląd na jedną ze stron). Miałem dziś spięcie z Coryllusem na Salonie. Napisałem mu w komentarzu: "Naprawdę, nie chę nikomu robic krzywdy. Tym bardziej, żeś ponoć kolega dobry Toyaha, on cię bardzo ceni i u siebie cytuje, ja zaś cenie diabelnie Toyaha. Jednak jak widać koło się nie zamknęło." Na co otrzymałem odpowiedź: "Przed chwilą dzwoniłem do Toyaha z trudem pana kojarzy, niech więc nie wyciera nim twarzy." Moje pytanie brzmi: Czy faktycznie mnie nie kojarzysz po nicku, nie chcesz mnie kojarzyć, czy coryllus przeinaczył twoje słowa. To takie babranie się w szambie, ale chcę to wiedzieć. Jesteście obaj, jakby nie było, osobami publicznymi, i być może jeden z was mnie publicznie nieelegancko potraktował. Coryllus mi wisi, ty akurat nie. Twoja odpowiedź wyprostuje mi bardzo obraz całej tej polskiej blogosfery.

    pozdr.
    asso

    OdpowiedzUsuń
  41. @goldenfeeder
    Oczywiście że Cię znam. Podobnie jak Coryllusa. Obaj też jesteście moimi dobrymi kolegami. I jemu i Tobie mam wiele do zawdzięczenia. Wasze spory mnie nie dotyczą.
    Co do informacji, jaką Ci podał, z bólem serca muszę przyznać, że Coryllus ostatnio ma chyba za bardzo napięte nerwy. I to mu zakłóca koncentrację. Ja mu powiedziałem, że nick asso2 znam jeszcze z Salonu, ale go nie umiem połączyć z żadną osobą. I tyle. Gdyby mnie zapytał o goldenfeeder, to bym wiedział, że to Ty.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ufff.. Dzięki. Bo już naprawdę się bałem, że to całe blogowanie to jakiś cyrk i ludzie dostają od tego pisania małpiego rozumu. Uznaję zatem, że zaszło nieporozumienie. Temat zamknięty. Z Corylussem spróbuję się pogodzić, choć nie wiem jak ten świrnięty mitoman zareaguje ;) Ja go kompletnie nie znam i ciągle nie wiem czy ja nadepnąłem nie tam gdzie trzeba, czy on zawsze się tak wścieka, czy po prostu ma taki okres. Wy się przy tym tylko przeze mnie nie pokłóćcie. PS. Dobrze piszesz ostatnio. Upraszczasz styl, skracasz zdania. Czytam cię czasem na głos, więc to wychwytuję od razu. Tak, to już literatura.

    OdpowiedzUsuń
  43. @goldenfeeder
    Czytanie na głos to podstawa. Poważnie. Ja to wiem od lat. Tylko czytając na głos, jesteśmy w stanie zauważyć wszystko. Podobno dopiero jak czytasz na głos Barańczaka, to widzisz, że z niego marny poeta i jeszcze marniejszy tłumacz.
    No i oczywiście, cieszę się, że mi dobrze idzie. Skoro Ty to mówisz, to myślę, że tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  44. @Toyah & godenfeeder

    A to ciekawostka dla mnie. Nigdy z tym głośnym czytaniem swoich tekstów nie próbowałem.
    Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  45. @jazgdyni
    Swoich? Nie sądzę, żeby jemu chodziło o czytanie swoich tekstów. Mnie też nie. Ja swoich nie czytam, ani na głos, ani po cichutku, ani w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  46. czy ktoś mi w końcu pomoże - gdzie ten numer konta.
    Toyahu nie wstydź się, sam podpowiedz, gdzie go znaleźć

    OdpowiedzUsuń
  47. @zolodu
    Dostałeś już na to odpowiedź. Zapytałeś - najpierw ja, potem Marylka Ci odpowiedzieliśmy. Pod poprzednią notką, 26 stycznia 19:25. Nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz.

    OdpowiedzUsuń
  48. No w końcu znalazłem, ale wklikałem również, że odpowiedzi otrzymam na emila (Kolejne komentarze będą wysyłane na adres z.klosinski@gmail.com.) - nie otrzymałem. A zapomniałem gdzie szukać na twoim blogu.

    Jak już tu się znalazłem, to czytam wszystko do tyłu i nie mogę "oczu oderwać" - wygrywasz ze Stiegiem Larssonem :).

    "Nie biespakojsia" zmierzałem do poparcia i już poparłem.
    Ale podejrzliwy.....
    no ale czujności nigdy za wiele.

    Ten rusycyzm, bo aktualnie w Azerbejdżanie, a tu "tolka pa ruski" i spodobało mi się to słowo.

    Czy jest jakiś sposób poza komentarzem dla poprawek literówek czy ogonków, czy nie zwracasz uwagi - napisane i już, nie warto wracać?
    Ale nowym to troszkę przeszkadza.
    Chociaż może masz rację - nie warto marnować czasu trzeba pisać.

    Widzę, że nie ma sposobu by odpowiadać na komentarze po czasie - zresztą w ten sposób znalazłem numer konta - kliknąłem w nicka i pokazało się "o mnie" :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  49. I jeszcze jedno, skoro pisze się nauczyciel, warto chyba dodać czego.
    No przecież chyba jeszcze nie Nauczyciel.
    Proszę się przyznać, z tym "Sex pistols" to ściema, albo ulubiony zespół - bo taka nazwa, a ich muzyki nie zna Pan?

    A, nie jednak ulubiona (????) muzyka.
    Nie rozumiem jak może TAK pisać wielbiciel muzyki Sex Pistolsów.
    I nigdy nie zrozumiem.
    A Madness?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  50. @zolodu
    Ja bardzo się staram sprawdzać wszystkie teksty pod kątem literówek i większych błędów, ale nie zawsze się udaje. Myślę jednak, że nie jest najgorzej. Czy może jest?
    Ja jestem punk rockerem. Jak Jezus. To jest ostatni czysto konserwatywny nurt w sztuce. Ci co ten blog znają, traktują to jako oczywistość.
    A uczę angielskiego. Ci co tu są tu dłużej, też to wiedzą.
    Za dobre słowa - dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  51. @zolodu
    Przepraszam. Miało być "dziękuję". Z ogonkiem.

    OdpowiedzUsuń
  52. Angielskiego.
    Kiedyś miałem nauczyciela tego języka, u którego zawsze dla pierwszoklasistów technikum, pierwsza lekcja była "o wyższości szmaty nad gąbką do tablicy", "o niepodawaniu reki, bo może komuś..." i o historii salutowania. Klął przy nas (sami chłopcy) "jak szewc". Były komandor armii amerykańskiej. Mówił łat zamiast łot (what). Puszczał piosenki Beatelsów i uczył słów. Dobrze go wspominam.

    Z literówkami jest wspaniale, więc jedn ogonek na trzy wpisy już widać :)

    Jak to się stało, że dopiero teraz dane mi jest czytać prawdę, prawdziwymi słowami. Rzadkość.
    Nie ma się do czego przyczepić - jakbym sam pisał.
    Aha, też płaczę, a żona się naigrawa.

    OdpowiedzUsuń
  53. Że też nie zauważyłem - bloger roku.
    A rok wcześniej SM.
    No tak, teraz wszystko jasne.
    Gratuluję towarzystwa, bo ja do tej pory tylko SM.
    I było mało.
    Teraz będzie lepiej, bo naprawdę już nie ma co czytać w tym "naszym nieszczęśliwym kraju" pisząc "michalkiewiczem".
    Często podsyłałem felietony SM, obu zięciom i innym "młodym, wykształconym....) - nie bardzo "łykali", bo wiedzą z GW "kto zacz".
    Teraz bez tego odium, może coś załapią z Toyaha.

    OdpowiedzUsuń
  54. @zolodu
    Ja moją panią z angielskiego też bardzo dobrze wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  55. @jazgdyni
    Nawet nie próbuj. On mówił o czytaniu moich tekstów, ja - o czytaniu tekstów Barańczaka. Jedyną osobą, która coś wspomniała o czytaniu tekstów swoich, byleś Ty. A zatem to Twoje "uff" jest mocno niewiarygodne.

    OdpowiedzUsuń