niedziela, 11 października 2009

O wywiadowcach, lodziarzach i idiotach

Myślałem na początku, że Administracja Salonu, jak idzie o apel efektownie zatytułowany HazardWatch, nie powinna na mnie liczyć właściwie z jednego powodu. Ja tu jestem wyłącznie do wyrywania sobie kawałków serca, a nie do intelektualnych analiz. A więc również, jeśli idzie o tzw. dziennikarstwo śledcze, to z całą pewnością mogę być łatwo, i znacznie skuteczniej, zastąpiony przez dziesiątki innych komentatorów. I – jak widać – zupełnie dobrze sobie w moim skromnym postanowieniu radziłem. Do dziś.
Sprawa wygląda tak, że właśnie obejrzałem sobie w telewizji Pawła Grasia, który – jeszcze wczoraj chyba – wypowiedział się na temat już nowego przekrętu, związanego tym razem z handlem stoczniami, a dokładniej, na temat uczestników owego geszeftu. Powiedział on mianowicie, że oni wszyscy powinni zostać surowo ukarani nawet nie za to, co zrobili, ale za to że byli takimi „idiotami”. Na czym polegał ich idiotyzm? Na tym otóż, że według tego co twierdzi Graś było tak, że łaskawie nam panująca władza, wiedząc, że z prywatyzacji stoczni jest do wyciągnięcia bardzo znaczna gotówka i z całą pewnością mogą się przy tej operacji pojawić różni ‘lodziarze’, całą operację objęła tak zwaną ochroną kontrwywiadowczą. W tej sytuacji, Graś uważa, że ci wszyscy urzędnicy premiera Tuska, orientując się przecież w sytuacji, musieli być „kompletnymi idiotami”, skoro uznali, że można spokojnie działać, jak gdyby nigdy nic.
A więc, skoro jest jak jest, ja, przyłączając się do akcji, może już nie HazardWatch, lecz – bardziej ogólnie, choć wciąż z angielska – IcecreamWatch, muszę zabrać głos. Przede wszystkim, chciałem wziąć w obronę wszystkich tych urzędników, których minister Graś tak brzydko nazwał. Oni w żaden sposób nie są idiotami. Taka możliwość zwyczajnie nie wchodzi w grę. Nie ma na świecie złodzieja, który idzie rabować posterunek policji wypełniony uzbrojonymi policjantami, o ile nie jest pewien, że wszyscy ci policjanci to jego kumple, w dodatku z nim umówieni. Nie ma na świecie takich złodziei i nie ma na świecie takich idiotów. Paweł Graś, po prostu plecie bzdury. I, przy okazji, obraża Bogu ducha winnych ludzi. W moim odczuciu, osoby próbujące zarobić na sprzedaży stoczni albo nie wiedziały, że jest jakaś osłona – kontrwywiadowcza, czy jakakolwiek inna – co jest mało prawdopodobne, albo wiedzieli, tyle że doskonale tez przy tym zdawali sobie sprawę z tego, że to nic nie szkodzi.
Oni musieli wiedzieć, że jeśli Premier mówi, że „uwaga, obstawiam całą operację moimi agentami”, to on albo wie co mówi, albo nie wie co mówi, a w jego wypadku to jest dokładnie wszystko jedno. W wypadku premiera Tuska, ta informacja była równie pusta merytorycznie, jak każde inne słowo, jakie on wypowiedział przez minione lata. Oni musieli wiedzieć, że jeśli ABW, CBŚ, schetynowi policjanci, czy kto tam jeszcze spośród tych piłkarzy bawi się w agentów, biorą się do roboty, to w sytuacji poważnych ruchów na szczytach poważnego biznesu, to wszystko jest czystą kpiną. A więc robiąc, to co sobie zamierzyli, postępowali jak najbardziej racjonalnie. I jeśli zrobili cokolwiek głupiego, to najwyżej to, że uznali iż ta osłona, o której wspomniał ich premier, powinna ich osłonić głównie przed Mariuszem Kamińskim i jego Biurem. Tyle że to nie jest w żaden sposób idiotyzm, lecz ufność oddanie swemu panu. A to przecież nie jest niemądre z automatu. Prawda, panie Grasiu?
W moim odczuciu, jeśli ktoś się zachował jak idiota, to wyłącznie sam pan minister, ujawniając fakt, że owa operacja była zabezpieczana przez podległe Premierowi służby. Oczywiście, dzięki temu, my wiemy znacznie więcej niż wiedzieliśmy wcześniej – i to jest dla Polski dobrze. Natomiast jestem też pewien, że ta nasza wiedza dla samego Donalda Tuska i jego chłopaków jest jak psu na budę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz