wtorek, 6 października 2009

Biuro

Wczoraj w telewizji u Rymanowskiego wystąpił starszy pan, którego nie znam, ale wiem, że się nazywa Antoni Kamiński, jest profesorem i zajmuje się sprawami, które ostatnio atakują naszą obywatelską świadomość, a mianowicie korupcją. On właściwie wystąpił przez krótką chwilę. Znacznie krócej niż przyzwyczaiła nas do tego formuła programu 24 godziny. Nawet nie usiadł, tylko stojąc na tle wyświetlanych przez TVN24 paragrafów, poinformował nas o tym, że z prawnego punktu widzenia, Donald Tusk nie może, ot tak sobie, odwołać szefa CBA. Nie wiem, dlaczego telewizja państwa Walterów zechciała zaprosić akurat tego człowieka, zamiast, na przykład Grzegorza Dolniaka, albo Sławomira Nitrasa, by pouczał telewidzów w sprawach tak ważnych jak interes walącego się państwa. Tak się jednak stało i wiadomość poszła w lud.
Cóż takiego mogliśmy się dowiedzieć? Otóż, jak się okazuje, ustawodawca tak zaplanował przepisy zabezpieczające pracę CBA, że dziś Mariusz Kamiński może przestać być szefem CBAtylko wtedy gdy zostanie skazany prawomocnym wyrokiem niezawisłego sądu (a to oznacza, że sędzią nie będzie Sebastian Karpiniuk), gdy osobiście zrezygnuje z tej funkcji (a to z kolei oznacza, że nie zostanie ze swojego wyprowadzony przez członków młodzieżówki PO), albo gdy zrzecze się obywatelstwa (i to również oznacza, że ma z tego obywatelstwa zrezygnować, a nie zostać go pozbawionym decyzją Radka Sikorskiego).
Może też jeszcze zwariować. Tu sprawa jest prostsza, bo minister Klich może mu na to wystawić jakiś papier, choć – jak się zdaje – i tu też miałby coś do powiedzenia sąd pod przewodnictwem zawodowego sędziego, a nie na przykład Janusza Palikota. A więc, wbrew alarmującym prognozom, Donald Tusk, jedyne co może zrobić, to rozpocząć całą procedurę odwoływania Kamińskiego, która – jeśli się kiedykolwiek zakończy wedle jego marzeń – to z całą pewnością nie zanim ten nieszczęsny rząd zapadnie się pod ziemię i zsunie na najniższe dno piekieł.
Skąd te procedury są tak obostrzone? Szczerze powiem, że dotychczas ani ich nie znałem, ani – przyjmując to co robił PiS z pełnym zaufaniem – nawet gdybym je znał, to bym się nad nimi nie zastanawiał. Dziś jednak, kiedy patrzę, jak nieprawdopodobna histeria opanowała cały obóz rządowy, pomyślałem sobie trochę na ten temat i wiem już, że żadne inne rozwiązania nie mogły wręcz wchodzić w grę. Centralne Biuro Antykorupcyjne zostało wymyślone, a następnie zorganizowane, w jednym tylko celu. By walczyć z korupcją na samych szczytach władzy w taki sposób, by ani kontrolowane przez państwo prokuratury, ani policja, ani wszelkiego innego rodzaje służb podległych premierowi, czy prezydentowi, czy komukolwiek kto ma jakiekolwiek wpływy, nie mogły tej walki uniemożliwić wbrew prawu i wbrew interesowi państwa. Z tego samego powodu, szefem Biura został Mariusz Kamiński – człowiek, który jeszcze w czasach, gdy przynajmniej część z polityków obecnie zżartych przez czarne interesy i właśnie korupcję, wierzyła w jakieś ideały, uważany był powszechnie za osobę do tego zadania nadającą się najlepiej.
Dziś, kiedy widzę, jak gospodarcza i polityczna mafia bezwstydnie i bezwzględnie próbuje usunąć Kamińskiego, a tym samym zniszczyć CBA, wiem już nie tylko to, że w tym całym gadaniu o łaskawym premierze, który wbrew radom swych mądrych doradców, na początku tamtego roku zachował CBA nietknięte, tyle że trochę biedniejsze, nie ma śladu prawdy. Tusk świetnie wiedział, że – choć wtedy przynajmniej społeczne przyzwolenie było większe – nawet nie ma co próbować. Ale wiem nie tylko to. Dziś własnie, kiedy obserwuję ten koncert strachu, czy wręcz zwierzęcego przerażenia, wiem że ówcześni good guys (co ciekawe, wówczas jeszcze w towarzystwie dzisiejszych bad guys) musieli wprowadzić taki system zabezpieczeń, żeby mafia, w sytuacji gdy poczuje się naprawdę zagrożona, nie była w stanie zatrzymać prawa nawet przy pomocy całego dostępnego jej aparatu państwa. Ja o tym wówczas nie myślałem – choćby dlatego, że w sposób naturalny staram się wierzyć, że ludzie mogą być źli tylko do pewnego momentu – i nawet nie wyobrażałem sobie, jak może dojść do tego, w samym środku Europy, że nagle i minister sprawiedliwości, i szef policji, i sam premier, i prokuratorzy i znaczna część mediów, mogą nagle, na jeden gwizdek ze strony mafijnych bossów stanąć na baczność.
Jeden, wspólny i zorganizowany argument, jaki słyszymy przeciwko CBA, to ten że i całe Biuro i jego szef są na usługach opozycji. Każdy kto zna osobę i historię Mariusza Kamińskiego wie, że to nieprawda. Każdy kto nawet nie zna Kamińskiego, ale pamięta, że poprzedni rząd upadł między innymi przez działania tego samego CBA, które dziś rozprawia się z gangami na szczytach władzy, wie też, że to co się mówi na jego temat, to są propagandowe bajki. Ale załóżmy, że tak właśnie jest. Że faktycznie Kamiński to człowiek PiS-u i na zlecenie PiS-u próbuje doprowadzić do obalenia rządu Platformy. Tylko co z tego? Rząd – każdy rząd – ma wystarczająco dużo środków, by każdą nieuczciwą prowokację przeciwko sobie zdemaskować, by każde przestępstwo, po jakiejkolwiek stronie, wykryć i ukarać. Więcej. Rząd – każdy rząd – ma wystarczająco dużo możliwości, żeby takiego Kamińskiego, czy któregokolwiek z jego współpracowników, dopaść w jednej chwili, kiedy tylko którykolwiek z nich stanie choć troszkę krzywo. Dla każdego rządu – rządu uczciwego i sprawnego – coś takiego jak CBA nie stanowi najmniejszego zagrożenia. Ani CBA uczciwe, ani tym bardziej, CBA skorumpowane. Natomiast dziś, widzimy z zawstydzającą jasnością, że dla tego rządu, w chwili ich upadku, jedynym dostępnym rozwiązaniem jest brutalna propaganda i paru prokuratorów z esbecką przeszłością.
I jeszcze jedno. Instytucja taka jaką jest CBA, będąc czymś całkowicie bezpiecznym dla praworządnego państwa, nawet jeśli znajdzie się w rękach opozycji, stanowiłaby prawdziwe nieszczęście, gdyby nagle stała się kijem w rękach władzy. Czyli gdyby doszło do tego, do czego tak bardzo dąży obecny reżim. Gdyby w jakiś sposób Centralne Biuro Antykorupcyjne wpadło w łapy Tuska i jego zbójeckiej ekipy, to przede wszystkim wreszcie udałoby się doprowadzić do tego, by Jarosław Kaczyński – najbardziej zdolny i najgroźniejszy przeciwnik wszystkiego co tworzy patologię Polski postkomunistycznej – został na zawsze usunięty ze sceny, a jego partia i wszystko to dobro, które pomogła stworzyć, zostało zdelegalizowane. Gdyby jakimś cudem udało się doprowadzić do przejęcia CBAprzez obecny rząd, w następnej kolejności, bez najmniejszego problemu, i bez chwili zwłoki, Donald Tusk usunąłby obecnego prezydenta ze stanowiska, a jego najbliższych współpracowników wsadził do więzienia. Gdyby wtedy, przed laty, ci, którzy tworzyli nową, uczciwą służbę w świecie przeżartym przez zło i występek, wykazali się trochę mniejszą roztropnością, dziś byłoby po Polsce.
Za ich ówczesną przenikliwość i mądrość wypada nam dziś podziękować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.