sobota, 10 października 2009

W bok od Żyrardowa

Zostałem dziś skierowany do pewnego artykułu w Rzeczpospolitej, który mnie poruszył, jak w ostatnich czasach mało co. I wiem, że nigdy bym pewnie go nie przeczytał, gdyby nie to własnie skierowanie. Powiem więcej. Obawiam się też , że zapewne nigdy bym nawet się nie dowiedział o sprawie, która, z jednej strony, jest pewnie równie trywialna jak wiele innych, a z drugiej, gdyby świat w którym żyjemy nie był tak przepełniony złem, a z kolei kraj w którym żyjemy nie był wobec tego zła tak bezbronny, mogłaby stanowić głośny znak i symbol. Dlaczego więc jestem, tak bardzo bez wiary? Właśnie dlatego. Bo taki jest ten nasz świat i taki tez jest też ten nasz kraj.
Stało się jednak, że z artykułem Mai Narbutt, zatytułowanym wręcz zniechęcająco z punktu widzenia potrzeb normalnego czytelnika – Dziewczyna i cyjanek – zapoznałem się i wiem, że przez kolejne dni nie będę miał spokoju http://www.rp.pl/artykul/2,375609.html. O co chodzi? Otóż gdzieś w Polsce, w bardzo okrutny sposób, zamordowana została młoda kobieta i wszelkie służby uprawnione do wyjaśniania tego typu spraw, uczyniły wszystko, by tej tragedii nie wyjaśnić. Mówiąc o służbach, mam na myśli lekarzy, prokuratorów, policję, a – biorąc pod uwagę fakt, że Rzeczpospolitapisze o tym co się stało w grudniu 2007 roku dopiero dziś – to również i media. Wszystkie odpowiedzialne za wyjaśnienie tajemnicy tej śmierci służby stanęły na głowie, by najpierw ogłosić, że to nieszczęście nastąpiło z przyczyn niewyjaśnionych, następnie, że była wynikiem samobójstwa, i żeby w końcu zademonstrować swoje zniecierpliwienie pretensjami rodziny ofiary i sprawę ostatecznie zamknąć.
Nie będę szczegółowo opisywał tego, co się zdarzyło, w jakich okolicznościach i jaką gehennę do dziś przeżywa rodzina tej młodej kobiety. Kto chce, może sobie przeczytać artykuł w Rzepie. Nie sądzę, żebym nawet potrzebował nagle wracać do stających się już powoli nudnych rozważań na temat tego nieszczęścia, jakie od wielu już lat musimy znosić na poziomie polskiego wymiaru sprawiedliwości i wszelkich innych służb, które ręka z nim w rękę, przynajmniej w sytuacjach kryzysowych, muszą uczestniczyć w najbardziej brudnych interesach. Dopiero co przez kraj przewaliła się kolejna fala spekulacji, ocen i rytualnych już okrzyków oburzenia, w sprawie porwania, uwięzienia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. A więc cóż można powiedzieć więcej?
A więc może tylko tyle. Że nasza Polska miała krótki bardzo okres prawdziwej szansy na to, że będzie można choćby zacząć proces naprawy tego wszystkiego co było przez tyle lat niszczone przez tę straszną chorobę, której na imię III RP. Te dwa lata, to był czas gdy można było ocenić sytuację i rozpocząć jakieś, choćby bardzo skromne ruchy. Ruchy siłą rzeczy skromne, bo wszyscy wiemy, jak ciężko jest się poruszać nie dość że we mgle, to i jeszcze po kolana w błocie. Ale coś się przynajmniej zaczęło. To wszystko zostało przerwane jedną, krótką i bezwzględną akcją. Skutki tej akcji widzimy oczywiście od kilkunastu już dni na poziomie całego państwa. Ale również, jak się w tak ponury sposób okazało w ten deszczowy weekend, na poziomie jakiegoś – cholera jasna! – Żyrardowa. Z przyległościami.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.