poniedziałek, 29 września 2008

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, panie Bolesławie!

Dzisiejszy dzień, jaki jest - każdy widzi. Mogę tylko spekulować, że sposób, w jaki patrzymy, na to, co się dziś, od samego rana dzieje, jest inny, w zależności od naszych doświadczeń, naszych przekonań i naszej osobistej wrażliwości. Jest niewątpliwie grupa osób, dla których przeżywamy dzień, w pewnym sensie, świąteczny. Obchodzimy 65 rocznicę urodzin Lecha Wałęsy i wigilię 25 rocznicy otrzymania przez Lecha Wałęsę Nagrody Nobla. Jest więc dla tych, którzy Lecha Wałęsę kochali i wtedy kiedy dostawał Nobla i później, kiedy zostawał prezydentem, a również i wtedy, kiedy był już tylko byłym prezydentem, dzisiejszy dzień dniem radosnym, dniem dumy i dniem prawdziwej, narodowej satysfakcji.
Jest też dla niektórych, niewątpliwie, dzisiejszy dzień, okazją do przeprowadzenia paru skutecznych ruchów, na rzecz tak zwanego dobrego urobku na przyszłość. To są ci, którzy - jak mój osobisty brat - po tym, jak Lech Wałęsa rozgromił Tadeusza Mazowieckiego w wyborach w roku 1990, napisał do Lecha Wałęsę kartkę zatytułowaną „Ty cieciu", albo jak pewien wybitny lubelski profesor, który dziś prowadzi wiernopoddańczy panel ku czci naszego wielkiego noblisty, a kiedy miał otrzymać ten swój naukowy tytuł w 1993 roku, miał bardzo ciężki dylemat, co do tego, czy zaakceptować swoją profesurę od prezydenta takiego, jak Lech Wałęsa. W te intencje akurat nie planuję się wgryzać, bo i temat to zbyt szeroki, a poza tym nie mam dziś ochoty na żarty.
No i są jeszcze ci najmłodsi. To ludzie, którzy, kiedy Wałęsa dostawał Nobla, albo byli jeszcze małymi dziećmi, albo ich w ogóle na świecie nie było i dziś, kiedy widzą i słuchają Lecha Wałęsę, nie czują zażenowania, ale silne przekonanie, że oto przed nimi stoi człowiek wielki. I to tyle tej mojej nędznej socjologicznej analizy.
Ale jest też i inna grupa. To ludzie, tacy jak ja, którzy kiedyś głosowali na Lecha Wałęsę wierząc, że tylko on może skutecznie przeprowadzić nas z komunizmu do tej nowej, wymarzonej i tak długo wyczekiwanej Polski, tylko po to by już po paru miesiącach się zorientować, że za tę swoją naiwność będą musieli długo pokutować.
Chciałem troszkę napisać o tych ostatnich, takich jak ja, którzy dziś trzymani są w mediach za drzwiami i o których, jeśli się wspomina to tylko na tle starych, czarno-białych, niewyraźnych zdjęć Andrzeja Gwiazdy ze wściekłą, albo może tylko niezadowoloną miną przy jakimś starym stoliku.
Chciałem napisać o nich i o tym, co czują choćby wtedy, gdy słuchają dziś Bronisława Komorowskiego, recytującego wierszyk, który - jak się zdaje - on sam napisał dla Wałęsy, i który jest przedmiotem tak niezwykłego medialnego uwielbienia od samego rana. Oto dla wszystkich, którzy być może nie zdążyli do słodkich ust pana Marszałka, cytat:
„Lech Wałęsa zuch, starczy na tych dwóch. A gdyby tego było mało, panie prezydencie, to może być inaczej: Tutaj stoi Lech, starczy i na trzech".
Komorowski wyrecytował swój tekst, a Wałęsa - jak donoszą media - oczywiście się popłakał. Nie poinformowano nas, czy ze wzruszenia, czy ze śmiechu - jedno i drugie były prezydent potrafi znakomicie, a my pozostaliśmy z naszym, tak dla nas typowym, brakiem poczucia humoru i naszą - też tak typową - ciemną, obskurancka nienawiścią.
Zamiast analizować to poetyckie wydarzenie, pozwolę sobie tu na pewną dygresję. Kiedy napisałem swoje poprzednie dwa teksty, związane z tzw. awanturą o Dorna, w kilku komentarzach, moi koledzy internauci zwrócili mi uwagę na to, że moje przekonanie o wpływie, jaki media wywierają na kształt publicznej opinii w Polsce jest chore i graniczy z obsesją. Zostałem parę razy poinformowany, że media atakują wszystkich po równo, a że PiS-owi i Kaczorom dostaje się czasem trochę więcej, to tylko dlatego, że politycy tej partii zachowują się bardziej prowokacyjnie.
Otóż nie zgadzam się z tą opinią. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest tak, iż kłamstwa mediów są takie, jak kiedyś wyglądały kłamstwa choćby komunistów. Dziennikarze informują o wszystkim, co się dzieje. Jeśli coś zasługuje na krytykę, czy nawet szyderstwo, to młodzi nasi dziennikarze nie robią tu absolutnie żadnych wyjątków. Dostaje się wszystkim i nie ma takiego wydarzenia, czy to po jednej, czy po drugiej stronie, które zostanie zlekceważone, lub nieskomentowane.
Problem polega na czym innym. Mianowicie na tym, co następuję później. Czy jest tak zwana akcja, czy jej nie ma. Pamiętamy, jak kilka miesięcy temu poprowadzono sprawę Jarosława Kaczyńskiego i jego rzekomej nienawiści do Internetu. Najpierw poinformowano, że Jarosław Kaczyński uważa Internautów za pijaków, zboczeńców i przestępców, a później, przez tydzień, albo kręcono reportaże, albo prowadzono badania sondażowe, albo organizowano akcję „Przyślij nam zdjęcie swojego dziecka przy komputerze'; wszystko po to, żeby każdy obywatel zapamiętał raz na zawsze, jaki ten Kaczor jest tępy.
Pamiętam do dziś, jak red. Sianecki łaził po warszawskich ulicach, zaczepiając ludzi, czy, jak siedzą przy monitorze, to piją piwo i czy oglądają filmiki pornograficzne. Pamiętam też reportaż w TVN24 z biblioteki, w której przepytywano zajętych pracą naukową studentów, czy oni się uczą, czy może oglądają pornografię. I pamiętam też te tony zdjęć przysyłanych dzień w dzień do Onetu z naszymi milusińskimi przy komputerach.
Tak to się robi w Warszawie!
Więc kiedy dziś wysłuchałem recytacji Komorowskiego nad szlachetnym wąsem Wałęsy, pomyślałem sobie, że - owszem - dostanie się Komorowskiemu za ten wygłup, ale jednocześnie żałowałem, że TVN24 nie przeprowadzi akcji ‘Napisz i przyślij nam wiersz dla Lecha Wałęsy', Onet nie urządzi internatom tygodniowej hulkanki w postaci festiwalu idiotycznych wierszyków na część Ukochanego Wodza, a Gazeta Wyborcza nie zamówi badań socjologicznych na temat tego, co Polacy sądzą o tym tandeciarzu Komorowskim.
Tymczasem, jak się okazało, nawet i na te parę leciutkich kpin w tym uroczystym dniu nie mogliśmy liczyć. Okazało się też, że tak naprawdę, Komorowski pokazał humor i klasę i wszyscy się bardzo dobrze bawili, a szanowny jubilat aż się pobeczał.
W tej sytuacji, już więcej nic nie napiszę. Pozwolę sobie tylko przedstawić moim Wspaniałym Czytelnikom listę laureatów Pokojowej Nagrody Nobla z minionych 28 lat, od roku 1980:
1980: Adolfo Perez Esqivel
1981: WKNZdsU
1982: Alva Myrdal, Alfonso Garcia Robles
1983: Lech Wałęsa
1984: Desmond Tutu
1985: Lekarze Przeciw Wojnie Nuklearnej
1986: Elie Wiesel
1987: Oscar Arias Sanchez
1988: Siły Pokojowe ONZ
1989: Dalai Lama
1990: Michaił Gorbaczow
1991: Aung San Suu Kyi
1992: Rigoberta Menchú Tum
1993: Nelson Mandela, Frederik Willem de Klerk
1994: Jaser Arafat , Szymon Peres, Icchak Rabin
1995: Pugwash, Józef Rotblatt
1996: Carlos Felipe Ximenes Belo, José Ramos-Horta
1997: ICBL, Jody Williams
1998: John Hume, David Trimble
1999: Lekarze bez Granic
2000: Kim De Dzung
2001: ONZ, Kofi Annan
2002: Jimmy Carter
2003: Szirin Ebadi
2004: Wangari Maathai
2005: MAEA, Mohamed ElBaradei
2006: Grameen Bank, Muhammad Yunus
2007: MZdsSK, Al. Gore
I oto cała lista. Już nie mogę się doczekać, kto dostanie Pokojowego Nobla w tym roku. Proponuje może zrobić wyjątek i ponownie go przyznać Lechowi Wałęsie.
A może jakiś mały konkurs? Komu Pokojowy Nobel 2008?
PS - Słuchajcie, przejrzałem tę niezwykłą listę i wymysliłem jeszcze inny konkurs. Głosujmy, komu poza Wałęsą przyznać Nagrodę jeszcze raz? Ja zmieniam zdanie - głosuję na Gorbaczowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz