piątek, 28 września 2018

U Piotrka na melinie z Wojtkiem i Marcinem


      Co ja sądzę o blogerze Piotrze Wielguckim, z tak nieprawdopodobną bezczelnością robiącego tu karierę za pomocąg szyderczego pseudonimu Matka Kurka, ale również o gwieździe opozycyjnej publicystyki, prof. Wojciechu Sadurskim, stali czytelnicy tego bloga powinni wiedzieć znakomicie. Gdyby jednak były tu jakieś wątpliwości, to informuję po raz kolejny, że jednego i drugiego uważam za produkt pochodzący z tej samej ruskiej fabryki. Muszę tu jednak dodać, że mam z nimi pewien problem, ponieważ o ile to że Sadurski jest bożyszczem lewej części politycznej sceny traktuję jako coś w pełni zrozumiałego, to fakt, że wspomniany Wielgucki zdołał skutecznie otumanić tak znaczną część prawicowej opinii publicznej, uważam za coś wołającego o pomstę do Nieba.
       Nie będę tu jednak się dziś rozpisywał na temat tego strasznego przekrętu, raz przez to, że nie wierzę w jakikolwiek swój sukces pedagogiczny, a poza tym zwyczajnie nie chce mi się tego czegoś dotykać. Stało się jednak coś, co tylko pośrednio związane jest z oboma panami, a tak naprawdę dotyczy Internetu, w którym wciąż, choć z coraz większym trudem, funkcjonuję. Już spieszę wyjaśniać, w czym rzecz. Otóż sprawa wygląda tak, że zarówno Sadurski, jak i Wielgucki, realizują się, podobnie jak ja się realizowałem jeszcze 11 lat temu, czyli zanim uruchomiłem swój blog, a więc zadając szyku na społecznościowych portalach. I oto, proszę sobie wyobrazić, widząc że prof. Sadurski (Wojtek) awanturuje się z prof. Pawłowicz (Krysia) – też jedną z wielkich gwiazd tej ponurej sceny – co do akademickiej pozycji przez siebie zajmowanej, zareagował wspomniany Matka Kurka (Piotrek) i napisał Sadurskiemu co następuje:
      Kończąc temat, Wojciech Sadurski, stopień dr hab, taki sam jak Krystyna Pawłowicz, uzyskał na tym samym UW. Tytuł profesorski nadał mu śp. Lech Kaczyński. Wszystko, co syn stalinowskiego aparatczyka Franciszka Sadurskiego osiągnął zawdzięcza Polsce, na którą rzyga. W Sydney jest kelnerem”.
       Na to zareagował oczywiście natychmiast prof. Sadurski, oświadczając, że on nie rzyga na Polskę, lecz tylko na Matkę Kurkę. Kurka nie pozostał Sadurskiemu dłużny i odpowiedział, że on by się na Sadurskiego „nawet nie wysrał, ani się nim nie podtarł”.
      W tym momencie do owej nadzwyczaj kulturalnej debaty dołączył człowiek nazwiskiem Matczak, jak podaje wikipedia, „prawnikradca prawnydoktor habilitowany nauk prawnych, specjalista w zakresie teorii prawaprofesor nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, członek Zespołu Ekspertów Prawnych Fundacji im. Stefana Batorego, Stowarzyszenia im. prof. Zbigniewa Hołdy, Rady Programowej Archiwum im. Wiktora Osiatyńskiego” i zwrócił się do Kurki w następujących słowach:
      Piotrek, ty nie tylko cham i prostak jesteś, ale jesteś dumny z tego, że taki jesteś. Jesteś dowodem na cud - ewolucja może jednak zawrócić od człowieka, przez drób, do pierwotniaka”.
      Kurka nie czekał:
      Marcin, gdybyś ty mnie miał za kulturę wyższą to bym sobie żyły wypruł. Jesteście ‘Kałmuki stepowe’ z jednej miary krojone. Cham to jesteś ty i ten kelner Sadurski, tępe z was chamy, które za każdym razem będą brać w pysk, jak słowem pisną. Rozumiesz, czy poprawić?
      Tego już Matczak nie wytrzymał i rzucił się w otchłań:
       Kiedyś mówiłeś że twoja córka idzie na prawo do Wrocławia, prawda? Wyślę ten twój defekacyjny tekst moim kolegom z Wydziału i poproszę, żeby go omówili na zajęciach w Jej grupie jako przykład mowy nienawiści. Zobaczymy, jak będziesz piszczał, jak wróci do domu”.
      Ktoś się pewnie zapyta skąd ja to wszystko wiem. Otóż, jak się okazuje, ta ostatnia wypowiedź, podpisana przez Matczaka wywołała po wszystkich stronach politycznego sporu taki szok, że wręcz odsunęła na drugi plan wszystkie inne wiadomości. To bowiem, że Wielgucki to kuty na cztery nogi cwaniak, który na to co robi, ma papiery uzyskane od lepszych niż Sadurski i Matczak razem wzięci, nie jest jakąś wielką tajemnicą, natomiast Matczak, który jak ostatni kretyn postanowił postraszyć córkę Kurki publiczną kompromitacją, znalazł się nagle w przysłowiowej „czarnej dupie” i wygląda na to, że jest już po nim.
       Ja jednak mam tu dla nas refleksje, które znów tylko pozornie dotyczą tych dwóch durni i jednego cwaniaka, który nimi kręci jak dziećmi, a tak naprawdę są skierowane do nas. Otóż proszę zwrócić uwagę na to, że Matczak i Sadurski rozmawiają z Wielguckim – zaledwie przecież jednym z blogerów i autorem mikroskopijnego felietonu w tygodniku „Do Rzeczy” – jak z członkiem ferajny. Wszyscy wiemy jak działają hierarchie na takich portalach jak Facebook, czy Twitter. Tam nie ma takiej możliwości, by którykolwiek z nich choćby zaryzykował zejście poniżej poziomu do jakiego został przypisany. Tu tymczasem, oni z Kurką są za pan brat, a jakby tego było mało, Kurka z Sadurskim walą do siebie na ty, Matczak z Wielguckim wręcz zwraca się do siebie per „Piotrek” i „Marcin”.
      Ludzie, błagam, ruszcie wreszcie głową. Od razu zrobi się Wam lepiej.

Gdyby kogoś zainteresowały moje książki, proszę o kontakt pod adresem k.osiejuk@gmail.com




5 komentarzy:

  1. No widzisz pacanie i po co ci było startować na onecie?
    Dali ci laptopa ale nie zagwarantowali sukcesu na przyszłość...
    Trzeba mieć talent i tzw iskrę Bożą. Jesteś niestety beztalenciem i nie pomogą ci żadne filmiki na pgr.
    Po co pokazujesz swój infantylizm?
    To nie my mamy ruszyć głową pacanie, a tylko ty, bo nadal będziesz chodził po prośbie!!!
    ps
    odważysz się pokazać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Nie. Nie pokażę się. Będę nadal się tu pokazywał jako osoba anonimowa.

      Usuń
  2. Szanowny Autorze,

    Co do "matkakurki", jego adwersarzy i poziomu tego żenującego dialogu - tak, to jest wszystko w bardzo w złym stylu, i trzeba to tak nazywać, by nie stało się akceptowaną normą.

    Jednak zgodnie z radą Autora ruszam głową - i wychodzi mi, że ze zdania A niekoniecznie wynika zdanie B.

    Zdanie A: Wszyscy popularni publicyści z wielu stron mainstreamowego "sporu politycznego" mówią do siebie po imieniu i zachowują się jak zblatowani, dobrzy znajomi.

    Zdanie B: Wszyscy popularni publicyści z wielu stron mainstreamowego "sporu politycznego" realizują te same cele, mają tych samych mocodawców i te same źródła finansowania, a ktoś tam w centrali dyspozycyjnej rozpisuje im role w spektaklu.

    Owszem - A jest przesłanką dla B, ale nie implikuje B.

    Z poważaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Filip Rembiałkowski
      Możliwe, tyle że ani zadanie A ani tym bardziej zdanie B nie są mojego autorstwa.

      Usuń
  3. 100% Krzysiek. Niestety takie rzeczy się nie przybijają do "biomasy wyborczej".

    OdpowiedzUsuń