sobota, 8 września 2018

Krystyna Janda szuka gosposi, czyli bliskie spotkania trzeciego stopnia


     Kiedy byłem jeszcze na studiach, przyjaźniłem się mocno z pewnym kolegą, z którym wspólnie podkochiwakiśmy się w pewnej bardzo miłej koleżance, wnuczce wielkiego polskiego aktora Mrożewskiego, oraz córce dwojga prowincjonalnych aktorów z Katowic. Pewnego dnia postanowiliśmy się z nią wspólnie umówić i zajść do niej do domu. Poleźliśmy tam więc zgodnie, zadzwoniliśmy do drzwi i otworzyła nam owa Kasia, a obok niej stali jej rodzice. On piękny w garniturze, ona jeszcze piękniejsza w eleganckiej sukience. Stali jak na scenie, dyskretnie uśmiechnięci, wyciągnęli w naszym kierunku dłonie na powitanie, a myśmy w tym momencie spojrzeli po sobie, powiedzili, że właściwie to my tak tylko na chwilę, żeby poznać słynnych rodziców i zwialiśmy gdzie pieprz rośnie.
      Przypomniała mi się tamta przygoda, kiedy przeczytałem w Sieci, że niesławna Krystyna Janda udzieliła wywiadu warszawskiemu odpryskowi „Gazety Wyborczej”, gdzie wypowiedziała następujące słowa:
      Przez 45 lat dorosłego życia mam problem ze znalezieniem gosposi. Wolę zagrać w teatrze i w nim zarobić pieniądze, żeby dobrze zapłacić gosposi. Ale nie ma takich osób. Na szczęście są panie z Ukrainy”.
      Kiedy już doszedłem do siebie, pomyślałem sobie, że to właściwie zrozumiałe z tymi „paniami z Ukrainy”. To są osoby po wielu niełatwych przejściach, które niejedno w życiu widziały i dla nich bliskie spotkanie trzeciego stopnia z kimś takim jak Krystyna Janda, to często chleb powszedni. Dla tych z nas jednak, których owa dziwna kobieta od progu drzwi swojego domu wypatruje od 45 już lat, tego rodzaju przeżycie to musi być naprawdę coś. Weźmy moją córkę, która ostatnio jest bez pracy, na naszym utrzymaniu i powiem zupełnie szczerze, że dla niej ta sytuacja jest nadzwyczaj niekomfortowa. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że gdyby ona znalazła gdzieś ogłoszenie, że Krystyna Janda poszukuje tak zwanej „dziewczyny” i „dobrze” płaci, wsiadłaby w pociąg, pojechała do tej Warszawy, zapukała do tych drzwi, a jej otworzyłoby to dziwadło, to ona by wiała stamtąd dokładnie tak jak my wtedy od drzwi tych aktorów, rodziców naszej ślicznej koleżanki Kasi, prosto na Dworzec Centralny, gdzie by była gotowa nawet żebrac po 50 groszy na pociąg do Katowic, byle nie musieć sprzątać w tym piekle.
      Nie przeczytałem wywiadu z Krystyną Jandą, bo do warszawskiego wydania „Wyborczej” nie mam dostępu, a aby przeczytać tę rozmowę, musiałbym im podać swoje dane bankowe, natomiast, owszem, znalazłem na Facebooku inny, moim zdaniem równie ciekawy, fragment refleksji, którymi zapragnęła się z nami podzielić nasza słynna ktorka. Proszę posłuchać:
Może na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowali ci, którzy chcieli żyć jak wygrani transformacji? Mieć swoją sferę symboliczną, jeździć na wakacje.
– Co to znaczy: wygrani transformacji? Każdy mógł sobie z tą wolnością zrobić, co chciał. To był raptownie kraj wielkich, oszałamiających możliwości. Mogli sobie na to zapracować.
Nie wszyscy mieli taką możliwość.
– Wszyscy.
Nawet ci w małych wsiach z zamkniętymi PGR-ami?
– Nawet oni, jeżeli się uparli. W Polsce nie ma pozytywnego snobizmu na pracę, wiedzę, lepsze życie, przesuwanie się wyżej w hierarchii społecznej. Szkoda.

Kto miałby taki snobizm stworzyć?
– Szkoły, politycy. Tak jak we Francji: przychodzi pan do fryzjerki, a ona pyta, czy widział pan ostatni film.
Każda?
– Pewnie nie, ale mnie to spotkało dwukrotnie. Ona uważa, że powinna być na premierze w teatrze, w kinie i przeczytać gazety, żeby mieć o czym rozmawiać z klientkami.
Jednak jak ktoś nie miał pieniędzy na życie, to za co miał chodzić do kina?
– Są tacy, co nie mają pieniędzy, a czytają poezję.
Przepraszam za bezczelność, ale czy czasem na progu transformacji nie miała pani lepszego startu?
– No tak, sprzedałam dom i kupiłam teatr. Taki miałam start.
    
      Ja mam oczywiście świadomość, że tam mogą być jeszcze lepsze kawałki, mnie jednak to co wyżej, jak najbardziej wystarczy. Zwłaszcza że tam jest coś jeszcze. Otóż, kiedy już pożaliła się Krystyna Janda na to, że od 45 lat jedyni, którzy chcą dla niej pracować to Ukrainki, dorzuciła coś takiego:
- Z drugiej strony znam osoby, które pochodzą z absolutnego dołu i stały się wybitnymi profesorami czy lekarzami. Słowem, jak ktoś chciał, to sobie poradził.
      A ja to już mogę skomentować w jeden tylko sposób. „Wybitnymi profesorami czy lekarzami”? Hmmm… Rozumiem, że również aktorami. Moje najszczersze gratulacje i proszę pozdrowić panią fryzjerkę.

Moje książki są tam gdzie zawsze, podobnie jak mój adres mailowy: k.osiejuk@gmail.com


7 komentarzy:

  1. Jak będziesz oglądać twórczość Pani Krysi to się przesuniesz wyżej w społecznej hierarchii, od razu o trzy miejsca.
    Jedno pytanie: czy Pani Krysia zatrudnia te osoby z Ukrainy legalnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Remo
      Też sobie o tym pomyślałem. Że ona musi być nieźle głupia, że wyskoczyła publicznie z tymi Ukrainkami.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Chudy Cienki
    Nic nie usuwałem. Proszę wrzucić swój komentarz raz jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej. Pani Krysia = Rover 75 T. Tak mi się skojarzyło. Niedawno szukałam mechanika. Pierwszy spytał o markę i jęknął: ojej, roverów nie robimy. Drugiemu od razu powiedziałam. Jak tylko usłyszałam "ojej" miałam jedno pytanie: wy też nie robicie? no dooobra, niech pani przyjedzie. Tak to widzę. Przychodzi pani z absolutnego dołu, bardzo pozytywnie nastawiona do całego świata, widzi w drzwiach panią Jandę, krzyczy "ojej" i ucieka. I tak przez 45 lat. Jak tu nie zwariować? Mnie się już za drugim razem udało. Tak, że ten znak równości można przekreślić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sprzedaż domu przez panią Jandę by kupić teatr, to ma jeszcze - głębię; teatr a właściwie dawno zamkniętą budę zwaną teatrem - wynalazł Jerzy Bończak. Chciał do spółki z kumplem kupić i ożywić to miejsce - robić tam teatr. Pamiętajmy to jest czas początku transformacji pookrągłostołowej czyli naszego dzikiego zachodu. Jerzy Bończak mocno podekscytowany jako przyszły udziałowiec i na swoim, zaangażowany w pozyskanie środków, aktu własności, w przypływie euforii ze szczęścia jakie go czeka ...nie podejrzewając najgorszego, dzieli się informacjami o tym - co właśnie robi - chcąc błysnąć w środowisku. Za jęzor pociągnęła Bończaka Krystyna Janda, on jej wszystko wyjawił, a ona pobiegła mu to odebrać ...znając tego i owego. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież wszystko czym była to: kilka kostek szkła, kilka kropli zła.

    OdpowiedzUsuń