niedziela, 16 września 2018

O 400 muzułmanach, w drodze by nas wytruć za pomocą kebaba


Dziś zachęcam do czytania najnowszego wydania „Warszawskiej Gazety”, a w niej mojego cotygodniowego felietonu. Powinno być dobrze.     


      O tym że chorzowskie planetarium zostanie zamknięte na dwa lata, po to by po całkowitej przebudowie, przybrać formę czegoś na kształt wielkiego centrum nauki, mówiło się od dawna. Plan zakładał, że już w roku 2020 przy dotychczasowym obiekcie powstanie nowy budynek o powierzchni niemal 3 tys. m2, w którym będzie się mieściła wielka interaktywna wystawa edukacyjna. W starym budynku znajdzie swoje miejsce stanowisko z przekrojem Ziemi, platforma z makietą miasta, kolumna pogodowa oraz symulator lotu w kosmos i platforma wstrząsów. Na początek prac wyznaczono dzień 1 lipca, większość pracowników została wysłana na bezpłatne urlopy… i w tym momencie okazało się, że nie ma firmy, która by przyjęła to zlecenie. Czy może poszło o pieniądze? Nic podobnego: wszyscy ci, którzy mogliby się do tej roboty nadawać, akurat byli bardzo zajęci czymś innym, a przed sobą mieli kolejkę nowych terminów. Z tego co wiem, dziś Planetarium stoi puste i szuka kogoś, kto pragnie zarobić 100 milionów złotych, z obawą, że jako pierwszy pojawi się ktoś z masą wolnego czasu i pustym portfelem.
       Nie trzeba być bacznym obserwatorem sytuacji na rynku pracy, nie tylko w branży budowlanej, by wiedzieć, że Polska weszła w okres poważnego kryzysu, którego dalszy los stanowi prawdziwą zagadkę. Tuż obok mnie w błyskawicznym tempie i z tego co widzę, nadzwyczaj fachowo, odremontowana została kamienica wcześniej stanowiąca typąwą ruinę regularnie podpalaną przez okoliczną menelownię. Parę kroków dalej we wszystkich możliwych kierunkach dzieje się dokładnie to samo, a to co interesujące to fakt, że owe prace prowadzone są ukraińskimi rękami.
       Widzimy też coś jeszcze. Oto w moim mieście powstały właśnie dwie fantastyczne wręcz egzotyczne restauracje, jedna – kolejna już zresztą – z kuchnią indyjską, druga, być może jeszcze smaczniejsza i bardziej przyzjazna, serwująca potrawy libańskie. Nie wspominam tu oczywiście całej serii tureckich kebabowni. O rzut kamieniem stąd wyrosły dwa biurowce IBM, gdzie znaczna część obsługi to Hindusi. I nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się zmniejszać.
        Czy to jest coś, co nas powinno martwić? Dopóki nie będzie na tym cierpieć Polska, jedynym realnym zmartwieniem jest to, że wśród części z nas  doszło do autentycznej histerii, której symbolem są kolejne – kompletnie niedorzeczne zdjęcia – kobiet w muzułmańskich chustach na głowach. Tymczasem statystyki za rok 2017, gdy chodzi o pozwolenia na prace wyglądają nastepująco: 200 tys. Ukraińców, 10 tys. Białorusinów, 15 tys. obywateli Indii, Bangladeszu oraz Nepalu, z 400 osobami z Afryki na końcu. Czterysta osób z Afryki i to jest, jak rozumiem, powód do rozpaczy?
       Tymczasem Planetarium czeka aż wreszcie pojawi się jakiś porządny polski narodowiec, założy firmę budowlaną i udowodni, że Polak potrafi nie gorzej, a kto wie, czy nie lepiej. A jego żona otworzy sieć polskich restauracji, gdzie pokaże światu co potrafi porządny polski gołąbek.




Tu na miejscu zostały mi już tylko dwa tytuły: „Rock and Roll, czyli podwojny nokaut” oraz dwie ostatnie „Zyty”. Oczywiście, wciąż można korzystać z oferty księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl. Niezmiennie zachęcam.


1 komentarz:

  1. Mnie to dziwi że ludzie zrównują sprowadzanie murzynów pontonami z Afryki z legalnym zatrudnianiem cudzoziemców.
    Pod Wrocławiem są centra handlowe gdzie można spotkać Azjatów (pewnie z tych rożnych LG) i skubańce po polsku potrafią gadać. Mówię o klientach bo na kasach siedzą ludzie z Ukrainy raczej.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.