sobota, 22 września 2018

Multikulti-, czyli o lubieniu ludzi


         Jak już o tym tu informowałem, przedwczoraj udałem się do Warszawy, by nagrać coś dla Kliniki Języka, a ponieważ spędziłem tam parę kompletnie pustych godzin, ów czas wykorzystałem na siedzenie przy stoliku przed tą knajpą przy Złotych Tarasach, gdzie sprzedają Żywiec po 12 zł. i obserwowaniu przechodzących tam i z powrotem ludzi. Pogoda była piękna, a więc na brak ruchu narzekać nie było można i w pewnym momencie zauważyłem młodą dziewczynę w muzułmańskiej chuście, która stała nieopodal i bardzo uprzejmie rozmawiała z jakimś na oko starszym, ewidentnie jej obcym, warszawiakiem, który najwidoczniej zapragnął sobie z nią porozmawiać. Nie umiem powiedzieć, czy ona była Polką, która wyszła za mąż za Araba, czy może sama znalazła się w Polsce jako osoba stamtąd, ale oni rozmawiali po polsku, ona też nie bardzo się różniła z twarzy od całego tłumu mijających ją dziewcząt, a więc nie wykluczam, że tu w grę wchodziło to pierwsze rozwiązanie. To mogła być Polka.
     Po jakimś czasie przeszła obok mojego stolika starsza kobieta, również w chuście, tym razem zdecydowanie pochodzenia arabskiego. Po prostu sobie szła. Ani się nie wydzierała na ludzi, ani nawet nie patrzyła na nich podejrzanie, że już nie wspomnę o podkładaniu bomb. Po prostu sobie szła. Więcej tego dnia kobiet w chustach nie zauważyłem.
      Owszem, widziałem kilku Wietnamczyków. Oczywiście to mogli być też Chińczycy, albo Koreańczycy, jednak nie sądzę. Obstawiam, że to jednak byli Wietnamczycy. Ilu ich było? No nie wiem, może pięciu, niewykluczone że sześciu. I to wszystko.
      Przyznaję, że minęło mój stolik dość dużo Hindusów, możliwe że mogło ich być więcej nawet niż dziesięciu. Jednak oni, podobnie jak ta starsza kobieta w muzułmańskiej chuście, nie robili nic ekscentrycznego. Mówiąc krótko trzymali taki bardziej business like fashion. No ale przyznaję, Hindusów trochę jednak było.
      Ilu w tym czasie minęło mnie ludzi? Tego oczywiście wiedzieć nie mogę, ale obstawiam, że ich mogły być grube tysiące. Czy byli wśród nich Ukraińcy? Tego również nie wiem, natomiast muszę przyznać, że nie rzucił mi się nikt w oczy. Siedziałem więc tam może półtorej godziny. Ponieważ jednak w pewnej chwili zgłodniałem, a czasu jeszcze trochę do nagrania miałem, udałem się w stronę Rotundy do KFC, żeby tam sobie coś zjeść. W drodze, pod Pałacem Kultury i dalej, obok stacji Śródmieście i dalej obok stacji metra, nie zauważyłem ani jednej osoby, nie mówię tu tylko o kobietach w chustach, ale w ogóle osoby, która mogła wyglądać na czy to Araba, czy to Afgańczyka, czy kogoś o tego typu urodzie. Jednak, owszem, przyznaję że znów widziałem kilku Hindusów, w tym jednego, który szedł z parą swoich polskich znajomych i o czymś sobie tam żywo rozmawiali. Już blisko restauracji spotkałem starszą wietnamską parę. I to wszystko jeśli idzie o kierunki, który tak bardzo zajmują ostatnio naszą uwagę, no i wyobraźnię.
      Nie mogę zapomnieć o Murzynach. Owszem, kilku Murzynów widziałem. O dziwo, nie wielu, ale zaledwie kilku, no ale, jak wiemy, z nimi sprawa nie jest prosta, bo ich akurat mamy tu w Polsce od dziesięcioleci i naprawdę trudno powiedzieć, czy ci, których minąłem przypłynęli z Afryki nielegalnym transportem, czy się tu wręcz urodzili. W każdym razie, żaden z nich nie szedł z gołym torsem i nie darł mordy, rzucając kurwami, w odróżnieniu od pewnego zdecydowanie zaćpanego mieszkańca Stolicy, który znalazł się obok mnie na peronie, skąd miałem się udać do Michała na Stokłosy.
      A zatem, gdybym miał podsumować swoje wrażenia z pobytu w Stolicy w tym akurat wymiarze, muszę powiedzieć, że było fantastycznie. Cała kupa ślicznych, białych dziewcząt i chłopców, mnóstwo starszych, mniej lub bardziej eleganckich, oraz równie białych pań i panów, wszyscy zadowoleni jak cholera, nikt na nikogo się nie wydzierał, nikt się na nikogo nie patrzył bykiem, a co więcej, powiem zupełnie szczerze, że gdy parę razy zdarzyło mi się kogoś potrącić, kiedy mówiłem przepraszam, za każdym razem, powtarzam ZA KAŻDYM RAZEM, słyszałem odpowiedź „Nic nie szkodzi”. Nawet w KFC obsługa była dyskretnie uprzejma, na co daję słowo czekałem lata.
     Wróciłem do Katowic, najbezpieczniejszego miasta na świecie, i proszę sobie wyobrazić, kiedy wczoraj szedłem na spacer z psem, zobaczyłem chłopca w t-shircie z napisem „Lubię ludzi”. Myślałem, że mu się rzucę na szyję. No ale zrezygnowałem. Jeszcze by sobie pomyślał, że jestem księdzem.

Książki są tam gdzie zawsze. Komu zależy, to się zorientuje.
          

2 komentarze:

  1. Polska ulica rzeczywiscie wyglada budujaco i niebywale kulturalnie w porownaniu z ulica zachodnioeuropejska, ta roznica naprawde rzuca sie w oczy, gdy sie mieszka za granica. Mnie kazdy pobyt w Polsce bardzo pokrzepia, ludzie sa wspaniali. I ta roznica cywilizacyjno-kulturalna na korzysc Polski to nie przez zachodnioeuropejskie multikulti, przynajmniej z mojej perspektywy. Rodzima, biala ludozera, wylazaca na ulice przepic i przecpac swoje zasilki, zaliczyc przygodny seks, podrzec ryja i pokopac kosze na smieci to znacznie czestszy widok, niz zlowrodzy uchodzcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja słyszałem od kogoś kto ma dzieci co po świecie trochę jeżdżą że w takiej Brukseli nie mogą się nadziwić, że w Polsce można po g 22:00 pójść sobie na Rynek i przy stoliku wypić herbatkę abo piwo i nikt nikogo się nie boi. Szok normalnie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.