Dziś już niemal 15 lat temu zamieściłem tu tekst zatytułowany „Józek, czyli Polska w budowie”, o pewnym moim znajomym, tak zwanym fachowcu od wszystkiego, dodam, że znakomitym fachowcu, który znalazł się na bezrobociu. Czemu tak, tego już nie pamiętam, ale pewnie dlatego, że budowlana firma, która go zatrudniała splajtowała, no i nasz Józek trafił na tak zwany bruk. Ponieważ Józek mieszkał w pobliżu, a ja parę razy dziennie musiałem wychodzić z psem na spacer, spotykałem Józka bardzo często i słuchałem jak mi mówi, że dzień w dzień chodzi w różne miejsca pytając o pracę, ale bez rezultatu. Któregoś dnia opowiedział, jak to przez trzy miesiące pracował na którejś z budów, ale gdy za trzecim razem mu nie zapłacono, obiecując, że może w przyszłym miesiącu, rzucił tę robotę i znów wstawał wcześnie rano, chodził wszędzie gdzie widział, że coś się buduje, aż któregoś dnia się pochorował i umarł.
Minęły lata, nadszedł rok 2015 i wszystko zaczęło się powoli zmieniać w taki sposób, że w pewnym momencie specjaliści w rodzaju Józka nie wiedzieli w co ręce włożyć, tym razem jednak już bez Józka, który niestety nie na ten swój pociąg nie zdążył.
Dziś jesteśmy w nowych, szczerzących do nas w uśmiechu swe zęby, czasach i, jak czytam w Onecie, bezrobocie w Polsce jest największe od pięciu lat. Oczywiście Onet nie byłby sobą, gdyby pod koniec swojego tekstu nie zagmatwał całego przekazu, sugerując, że tak naprawdę, to mimo że owo bezrobocie urosło, to właściwie też spadło, i sobą też nie byliby komentujący ów donos, pisząc, że ono w ogóle nie wzrosło, tylko w roku 2025 zmieniły się kryteria określające, czym tak naprawdę jest bezrobocie i w ten sposób mnóstwo ludzi, którzy rejestrują się w urzędach pracy tylko po to, żeby mieć darmowa obsługę medyczną, chcą tylko uśmiechniętą Polskę postraszyć.
A więc przeczytałem wspomniany tekst i pomyślałem sobie, że opowiem pewną historię. Otóż, jak część z nas wie, moja młodsza córka, dwa lata temu została zdiagnozowana z tzw. glejakiem 3 stopnia, co sprawiło, że musiała udać się na bardzo poważne leczenie, włącznie z operacją wycięcia guza i konsekwentnie radioterapią, chemioterapią i czym tam jeszcze. Dzięki niewątpliwym talentom i pełnej poświęcenia pracy lekarzy, ale też nieustannym błaganiom kierowanym do Pana Boga o uzdrowienie, i dzięki Jego miłosierdziu, dziecko moje wróciło do domu i po odpowiedniej rekonwalescencji wróciło też do zdrowia.
Wróciło więc do zdrowia i zgłosiło się oczywiście do swojej dotychczasowej firmy, gdzie była doceniana, lubiana i szanowana, no i tam ją poinformowano, że jej stanowisko zostało już zajęte przez kogoś innego, no i że powinna się rozejrzeć za czyś nowym.
I teraz jest tak, że ona od kilku dobrych miesięcy dzień w dzień, jak swego czasu wspomniany Józek, wysyła CV – podkreślam, że CV bardzo, bardzo dobre – i wszystko jak grochem o ścianę. Dosłownie jak grochem o ścianę, bo mimo że tych maili wysłała już paręset, otrzymała odmownych odpowiedzi może trzy czy cztery. Wszystkie pozostałe spotkał los wspomnianego przysłowiowego grochu. Jednego zdania, jednego słowa. Zero reakcji. Co ciekawe, w większości wypadków ona słała tę swoje zgłoszenia w odpowiedzi na publikowane oferty – i tu też niemal za każdym razem, żadnej nawet odpowiedzi, typu dziękujemy, ale nie, bo oferta już nieaktualna. W swojej desperacji, ona była gotowa przyjąć pracę gdziekolwiek, choćby jako pani rejestratorka w ośrodku zdrowia – bez reakcji.
A zatem, jeśli mam skomentować informacje na temat sytuacji na rynku pracy, w tym ów pokrętny tekst Onetu, gdzie, co szczególnie zabawne, oni piszą, że akurat wśród ludzi młodszych bezrobocie faktycznie spadło, a gorzej mają osoby w średnim i starszym wieku, to nie pozostaje mi nic innego jak zapewnić wszystkich Państwa, że polskie państwo znajduje się na kursie i ścieżce i tylko czekać, jak na horyzoncie pojawi się odpowiednio wyrośnięta już odpwiednio po latach ruska brzoza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.