czwartek, 28 stycznia 2016

Abe Vigoda, czyli gdy biznes stał się sprawą czysto osobistą

Zmarł Abe Vigoda. Tym razem naprawdę. Wedle doniesień mediów, na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat, Vigoda umierał parokrotnie, tym razem jednak odszedł od nas ostatecznie. W wieku 95 lat Abe Vigoda zmarł i to jest już koniec.
Trudno doprawdy powiedzieć, jak to się stało, że plotki o jego śmierci krążyły praktycznie od początku lat 80., czyli od czasu gdy jego wielka rola Salvatore Tessio, w równie wielkiej produkcji Francisa Forda Copolli „The Godfather”, wciąż jeszcze poruszała serca wielu. Tak się jednak stało, że on wciąż umierał i z martwych powstawał, i to do tego stopnia systematycznie, że w końcu on sam autoryzował powstanie internetowej strony, której jedynym praktycznie celem było informowanie, że Abe Vigoda jeszcze żyje. Tym razem jednak, jak się okazuje, te 95 lat okazało się wszystkim, na co kogoś nawet tak wielkiego jak on było stać.
Dla każdego, kto zna i lubi film Coppoli, jest jasne, że tam pierwszą postacią jest naturalnie sam Don Vito Corleone, no i Michael, grany przez, debiutującego praktycznie, Ala Pacino. To są te dwie całkowicie bezdyskusyjne postaci i trudno dla nich tam znaleźć jakąkolwiek konkurencję. Reszta już jest rozdzielana całkowicie demokratycznie, a zatem dla kogoś rolą, której zapomnieć się nie da, będzie rola Hagena, dla kogoś innego Clemenzy, kto inny poczuje sentyment do Roberta De Niro, ktoś inny jeszcze może poczuć sympatię do samego Luki Brasi, któremu zdarzyło się zginąć jeszcze zanim się wszystko zaczęło, dla mnie jednak gwiazdą pierwszej wielkości był tam od zawsze Tessio, grany przez Abe’a Vigodę.
Nigdy nie zapomnę sceny, kiedy on pojawia się po raz pierwszy, jeszcze na weselu Connie, wysoki, łysiejący, okrutny morderca, tańczący z małą dziewczynką w taki sposób, że ona stoi na jego butach, a on ją w tym tańcu prowadzi. Miły, starszy pan, robiący wrażenie kochanego dziadziusia, który za chwilę powie „ho, ho, tak, tak”. Później jeszcze pamiętam, jak to Tessio właśnie rekomenduje Rodzinie lokal, w którym Michael ma zastrzelić komendanta policji i Virgila Sollozzo. On zna to miejsce i zapewnia, że tam będzie można obu sprzątnąć na czysto.
No i wreszcie pamiętam też scenę niemal finałową, kiedy to Tessio właśnie okazuje się zdrajcą, a potem, kiedy już jego podły czyn wychodzi na jaw, a on sam prowadzony jest na egzekucję, zwraca się do Hagena i mówi: „Powiedz Michaelowi, że to był tylko business. Zawsze go lubiłem”. I jest dokładnie taki sam, jak przed laty, wysoki, łysiejący dziadzio, tańczący z małą dziewczynką, tak, by jej było jak najwygodniej.
To jest zresztą coś bardzo szczególnego. Hasło „To był tylko biznes” stało się częścią naszego języka, naszej kultury, naszego codziennego stylu, a dla tych, którzy jakoś tam znają i lubią film „The Godfather”, jest czymś oczywistym, że ta sentencja pada z ust starego Corleone, ewentualnie Michaela. Tymczasem tak akurat nie jest. To jest owa niezwykła scena pod koniec drugiej części filmu, kiedy Tessio jest prowadzony na śmierć i mówi – on właśnie – „Powiedz Michaelowi, że to był tylko biznes. Zawsze go lubiłem”. Co za scena! Co za rola! Co za aktor! Abe Vigoda. Dziś kiedy go już nie ma, niech dostanie to od nas. Bez niego ten film nawet w połowie nie byłby tym, czym jest dziś.
Zobaczmy sobie tę scenę raz jeszcze. Niestety z tymi głupimi szwedzkimi napisami, no ale niczego lepszego nie znalazłem.



Wszystkich zapraszam gorąco do księgarni pod adresem www.coryllus.pl gdzie można kupować wszystkie moje książki.

2 komentarze:

  1. "Tom, can you get me off the hook?" jest nawet jeszcze lepsze...

    OdpowiedzUsuń