sobota, 9 stycznia 2016

Kim pan jest, panie Kędryna?

Część z nas zapewne pamięta, jak tuż po wygranej przez prezydenta Andrzeja Dudę kampanii poszła plotka, że jednym z najważniejszych doradców przyszłego prezydenta będzie Marcin Kędryna, człowiek przede wszystkim kompletnie nieznany, a jeśli znany, to wyłącznie z tego, że jest osobą głęboko zaburzoną. Im częściej więc w przestrzeni publicznej pojawiały się informacje, że, to tu to tam, Marcin Kędryna informuje opinię publiczną o tej czy innej aktywności Prezydenta, wzmacniane dodatkowo pokątnie rozpowszechnianymi informacjami, że w istocie rzeczy Marcin Kędryna jest faktycznym rzecznikiem prezydenta-elekta, tym większe było nasze zaniepokojenie. I tak naprawdę nie chodziło nawet o fakt, że wedle wszelkich dostępnych informacji Kędryna to najbardziej klasyczny wariat, ale o to, że on wygląda jak ktoś zdjęty z ulicy i przekazany pod kuratelę Ośrodka Opieki Społecznej i że kiedy już Andrzej Duda obejmie urząd i to coś będzie się udzielało w jego otoczeniu, będziemy mieli pierwszej klasy kompromitację.
Strach przed Kędryną paraliżował nas do samego niemal zaprzysiężenia. O ile sobie dobrze przypominam, już na drugi dzień, Sławomir Cenckiewicz ogłosił na Twitterze, czy Facebooku, że Marcin Kędryna został powołany na rzecznika prasowego Prezydenta i uznaliśmy wówczas, że oto początek stał się końcem. Okazało się jednak szczęśliwie, że nie, że to były jedynie ponure plotki, w dodatku najprawdopodobniej rozsiewane od początku przez samego Kędrynę. Po co? A diabli go wiedzą.
Prezydent Duda rozpoczął swoje urzędowanie, pojawiły się pierwsze relacje, pierwsze zdjęcia… i okazało się, że Kędryna, mimo że oficjalnie nam nie przedstawiony, owszem, tam jest, i to bardzo blisko Prezydenta. Jako kto? I tu odpowiedź jest podobna: diabli go wiedzą. Ale to że jest, widzieliśmy wszyscy. To jest bowiem ktoś taki, kogo nie sposób nie zauważyć nawet na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym. To jest ktoś, przy kim Mieczysław Wachowski, to ambasador Królestwa Hiszpanii w Watykanie.
Dziś już wiemy na pewno, że Kędryna przy Prezydencie działa i to działa bardzo aktywnie, w tym sensie, że gdzie Prezydent, tam on. Jego obecność obok Andrzeja Duda jest dokumentowana regularnie przez samego Kędrynę, czy to na jego blogu pod adresem www.3neg.pl, czy w postaci zdjęć, które on sam pstryka z komórki i regularnie publikuje w Sieci. Kręci się bowiem Kędryna od rana do wieczora przy Prezydencie i albo daje się fotografować, albo sam fotografuje co popadnie, po to tylko, by później poświadczyć swoją tam obecność publicznie, w Internecie.
Niedawno doszło do tego, że Marcin Kędryna na Twitterze zamieścił takie oto zdjęcie:



Wciąż nie cichnie śmiech, jaki się pojawił po tym, gdy Ryszard Petru, poczuwszy się faktycznym przywódcą narodu, wystąpił w telewizji z autentycznym orędziem noworocznym. Patrzyliśmy w osłupieniu na tego drobnego handlarza kartami kredytowymi, jak udaje prezydenta i zachodziliśmy w głowę, jak można osiągnąć ten poziom lansu i uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności? Jak to możliwe, że po tym wybryku, Ryszard Petru nie został powszechnie wyszydzony i skazany na wieczną pogardę? I oto nagle pojawia się Marcin Kędryna, człowiek wciąż dokładnie tak samo nieznany i tajemniczy, jak pół roku temu, i okazuje się, że jemu nie dość, że wolno się całkowicie swobodnie poruszać w najbliższym otoczeniu Prezydenta, to w dodatku może go bezkarnie kompromitować najróżniejszego rodzaju ekscesami.
Ja oczywiście mam świadomość, że czasy są takie, że dopóki Marcin Kędryna, lub choćby jego nazwisko, nie staną się tematem bieżących doniesień medialnych, on będzie dokładnie tak samo nikim, jak ta pani, która zajmuje się podlewaniem kwiatków, na których tle on się zechciał lansować w charakterze prezydenta. Petru to jest marka – o Kędrynie słyszałem ja, czytelnicy tego bloga i garstka internautów. Problem jednak pozostaje choćby z tego względu, że my wciąż nie wiemy, kim on tak naprawdę jest, a tymczasem on ani myśli zniknąć. Pojawiały się jakieś plotki, że Andrzej Duda chodził z Kędryną do jednej podstawówki i chłopcy się lubili, no ale to są plotki, w dodatku i tak niewiele wyjaśniające. Problemem jednak jest też i to, że, jak już wspomnieliśmy, jeśli przyjrzymy się temu, jak Kędryna się prezentuje i co gada na swoim blogu, musimy dojść do wniosku, że to jest ktoś wyjątkowo oryginalny, i to oryginalny w taki sposób, że z punktu widzenia normalnego człowieka, na tle dzisiejszej Polski stanowi zdecydowany i oczywisty dysonans. A zatem, jeśli przyjdzie taki moment, że on zrobi, lub powie coś takiego, co sprawi, że jego nazwisko znajdzie się wreszcie na czołówkach wszystkich polskich mediów, ani my, ani – co znacznie gorsze – sam prezydent Andrzej Duda się spod tego nie wygrzebiemy. A ja przed tym przestrzegam, żeby mi ktoś, kiedy przyjdzie okazja, nie powiedział, że kiedy trzeba było krzyczeć, milczałem.
Ktoś mi powie, że sytuacja jest taka, że ostatnią rzeczą, jaka Polska dziś potrzebuje, to są takiego teksty jak ten. Otóż nie. Ja mam sumienie całkowicie czyste. Przede wszystkim, z analizy, jaka przeprowadziłem odnośnie kierunku rozwoju Polski już kilka lat temu, wynika, że Prawo i Sprawiedliwość rządzić będzie długie lata i to jest już nie do odwrócenia. A zatem, ostatnią osobą, która może nam zaszkodzić, jestem ja. Ważniejsze jednak jest to, że, w moim rozumieniu, pierwszą z kolei osobą, która może zniszczyć to, co nam się z takim trudem udało wygrać, jest właśnie Marcin Kędryna i dlatego moim pierwszym zadaniem jest żądać od Prezydenta, by nam wytłumaczył, o co tu chodzi, a kiedy już to zrobi, przynajmniej kazał się Kędrynie ostrzyć, ogolić i umyć.
Blog z tymi swoimi idiotyzmami może sobie Kędryna prowadzić. Może nawet publikować swoje zdjęcia na tle polskiej i unijnej flagi. Przede wszystkim, to jest wciąż zaledwie nisza, a poza tym nisza, gdzie w większości działają osoby, którzy wiedzą, że to jednak nie ktoś taki jak Kędryna stanowi o naszej przyszłości. Natomiast niech ludzie Prezydenta mają na niego oko na tyle czujne, że gdy on zacznie na dobre świrować, przewrócą go na ziemię, zwiążą i zamkną w piwnicy aż oprzytomnieje. Czy coś to da? Obawiam się, że nie, no ale i tak najgorsza jest ta straszna nonszalancja.
No i ten kompletnie bezmyślny entuzjazm.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować moje książki. Na wszelkie możliwe tematy. Nawet o muzyce. Nawet o języku angielskim. Szczerze zachęcam.

2 komentarze:

  1. To nawet nie jest straszne tylko tak beznadziejnie żałosne. No po prostu takie jak ta fotka.

    OdpowiedzUsuń
  2. @betacool
    Straszna jest ta cisza.

    OdpowiedzUsuń