sobota, 19 lipca 2014

O jednej zbrodni i jednej sukcesji

Mam nadzieję, że czytelnicy mi to wybaczą, ale dziś dalej będzie o PRL-u i III RP. Tym razem krótko, bo to są cotygodniowe 444 słowa dla „Warszawskiej Gazety”. Zapraszam:

Taśmy z podsłuchami zorganizowanymi przez Służby w celu odsunięcia Donalda Tuska od władzy, wzbudziły zainteresowanie, jednak to co – poza oczywiście kwestią podstawową, czyli antyreżimową akcją Systemu – w tych rozmowach jest dla nas najbardziej interesujące, najczęściej jest ukryte pod najróżniejszymi drobnymi interesami, owym nieprawdopodobnym chamstwem, oraz tymi tysiącami wydanymi na jakieś ośmiorniczki, czy flaszki po kilka stów. Oto dowiadujemy się choćby o istnieniu człowieka nazwiskiem Sławomir Cytrycki i jestem pewien, że gdyby nam się tylko chciało znaleźć czas na chwilę refleksji, moglibyśmy śmiało dojść do wniosku, że oto zupełnie niespodziewanie pojawiają się kwestie, które naszą wiedzę na temat III RP doprowadzają niemal pod ścianę. Każde bowiem kolejne słowo musi już w nas tylko wywoływać wzruszenie ramion. Tusk? Kopacz? Bury? Komorowski? Jego żona? A cóż nas oni mogą obchodzić, skoro mamy Cytryckiego?
Oto w tygodniku „Wprost” – co samo w sobie jest kwestią wartą zadumy – znajdujemy informację na temat tego dziwnego człowieka, dziś szefa gabinetu prezesa Narodowego Banku Polskiego. Proszę posłuchać. Rodzina Cytryckiego pochodzi ze Starej Wsi na Podkarpaciu. Po wybuchu wojny matkę Cytryckiego Sowieci wywieźli na Syberię, gdzie poznała niejakiego Ryszarda, dla którego zrezygnowała z życia zakonnego i wyszła za niego za mąż. Ów Ryszard, w latach 50-tych został przez komunistów najpierw aresztowany, a następnie skatowany, skutkiem czego zmarł, osierocając żonę i syna Sławomira. Ten, na rodzinną gehennę się odpowiednio wypiął, i już w liceum rozpoczął polityczną karierę, zostając błyskawicznie członkiem władz wojewódzkich ZMS, następnie wstąpił na Wydział Nauk Politycznych Uniwersytetu Łódzkiego, skąd jako prymus został wysłany na studia do Leningradu. Po powrocie do Warszawy, jego kariera gwałtownie przyspieszyła, doprowadzając go, człowieka zaledwie 26 -letniego, do stanowiska wicedyrektora w ministerstwie, oraz osobistego doradcy Pierwszego Sekretarza KC. W roku 1982 Cytrycki zostaje przez Służby wysłany do Nowego Jorku, gdzie najpierw zostaje sekretarzem ambasadora PRL przy ONZ, a następnie jednym z najważniejszych sowieckich agentów.
Ktoś się zapyta, co nas obchodzi jakiś Cytrycki? Czy może narzekamy na brak w nowej Polsce komunistycznych szpicli? Otóż Cytrycki stanowi kwestię mimo wszystko osobną. Rzecz w tym, że owo opętanie doprowadziło go najpierw w roku 2004, tuż przed ostatecznym upadkiem zinstytucjonalizowanej postkomuny, do stanowiska szefa gabinetu premiera Belki, a po paroletniej przerwie wymuszonej przez wyborcze zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości, już po tym, gdy Marek Belka przejął po zamordowanym w Smoleńsku Sławomirze Skrzypku funkcję prezesa NBP, funkcji szefa jego gabinetu, i – jak informują ludzie dobrze poinformowani – pozycji jednej z najważniejszych osób w państwie.
A zatem to jest wiedza, jaką uzyskujemy z tak zwanych taśm „Wprostu”. Informacje na temat Sławomira Cytryckiego plus tę straszną refleksję dotyczącą spisku, który z jednej strony doprowadził do masakry, a z drugiej – jak na wyjątkowo perfidną ironię – jednego Sławomira zastąpił drugim. Wierzmy, że Dobry Bóg nam tę straszną podłość wybaczy.

Zapraszam wszystkich do sklepu Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl. Tam wciąż jest do nabycia moja książka o PRL-u pod bardzo intrygującym tytułem’Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph. Mój kumpel Józef Orzeł określił ją jako coś na poziomie Hrabala. Ja nie wiem, kto to jest Hrabal, ale wiem, kim jest Orzeł, więc z czystym sercem mogę tę książkę polecić. Jednocześnie bardzo prosze o wspieranie tego bloga. Od pewnego czasu znów jesteśmy na poziomie wokół zera i bez Waszej pomocy, leżymy. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz