wtorek, 1 lipca 2014

O soli, która zabija i która wyzwala

Jak właśnie poinformował nas Gabriel Maciejewski, od dziś w jego księgarni jest do kupienia trzeci numer znakomitego kwartalnika „Szkoła Nawigatorów”. Dla mnie stanowi to tym większą satysfakcję, że w tym właśnie numerze znajduje się mój tekst traktujący o pewnym niezwykłym, wysokim i szerokim na cztery metry, ciągnącym się w czasach swojej świetności przez 3 tys. kilometrów, żywopłocie. Tekst, jakiego, o ile mi wiadomo, w języku polskim dotychczas nie było. Jednocześnie tekst, bez którego nikt z nas do końca nie ma pojęcia, o co chodziło Ghandiemu, kiedy 6 kwietnia 1930 roku, stając nad brzegiem oceanu i wznosząc do góry to swoje ziarno soli ogłaszał koniec Brytyjskiego Imperium. Oto na zachętę bardzo króciutki fragment wspomnianego tekstu. Po resztę, zapraszam na stronę www.coryllus.pl

To co przedstawię poniżej może dla części z nas zabrzmieć, jak jakaś kompletnie surrealistyczna fikcja, ale stanowi najczystszą, historycznie potwierdzoną, prawdę. Oto Allan Octavian Hume, Wielki Komisarz Wewnętrznej Linii Celnej, zabierając się z pasją do swojej pracy, oszacował najpierw, że budowa każdej mili dotychczas funkcjonującego „żywopłotu” wymagała użycia 250 ton materiału, który musiał zostać wcześniej dostarczony na miejsce z odległości niekiedy nawet aż 10 kilometrów. Ilość pracy, która była wkładana w tego typu przedsięwzięcie, no i konieczność regularnej, niemal rok po roku, wymiany praktycznie połowy „żywopłotu”, jednoznacznie zachęcała każdego rozsądnego człowieka do stworzenia projektu, który okazałby się wydajniejszy, no a przede wszystkim znacznie bardziej ekonomiczny, no i wówczas Hume rozpoczął dzieło swojego życia, a mianowicie budowę Wielkiego Indyjskiego Żywopłotu.
W roku 1869 Hume – ornitolog i ogrodnik – wiedząc oczywiście, że jeśli mamy za zadanie utworzyć naturalny mur, który nie przepuści z jednej strony na drugą żadnej żywej istoty, trzeba ów mur zbudować z elementów, które nawet jeśli owej istoty nie zabiją, to ją przynajmniej odpowiednio poranią. Następnie, aby skutecznie sprawdzić, które z nich będą najlepiej przyjmowały się w jakim rodzaju ziemi, rozpoczął eksperymenty z najróżniejszymi miejscowymi ciernistymi krzewami. W wyniku tych prac, udało się Hume’owi doprowadzić do tego, że podstawowa część żywopłotu była skonstruowana z indyjskiej śliwki i kilku innych ciernistych roślin, w tym również wilczomlecza, którego ukłucie powoduje ciężkie zapalenia skóry (w sam raz na niesfornych miłośników taniej soli). Tam gdzie warunki były tak ciężkie, że praktycznie nic nie rosło, Hume wpadł na fantastyczny pomysł, że jeśli posadzi tam opuncję, to ona doskonale spełni swoje zadanie. Tam natomiast, gdzie ziemia była zbyt marna nawet na opuncję, Hume zdecydował, by teren przekopać i nawieźć w to miejsce lepszą, bardziej żyzną ziemię. Wszystko po to, by żaden przemytnik nie był w stanie znaleźć choćby pojedynczego miejsca, gdzie dałoby się tę sól bezkarnie i bezboleśnie przetransportować. Tak więc ostatecznie to Hume’owi należą się wszelkie zaszczyty za stworzenie wręcz doskonałej, naturalnej bariery, która pod koniec jego urzędowania liczyła niemal 1000 kilometrów wspaniałego żywopłotu, w większości tak gęstego i niebezpiecznego, że praktycznie uniemożliwiającego przejście, w żadnym miejscu niższego niż na 2,5 metra i metr szerokości, a w niektórych miejscach dochodzącego do wysokości niemal 4 metrów i szerokiego na ponad 4 metry.
Sam Allan Octavian Hume, kiedy już mógł spojrzeć na swoje dzieło obiektywnym okiem, stwierdził bez fałszywej skromności, że to co udało mu się zbudować, stanowi zaporę niemożliwą do przejścia dla „jakiegokolwiek człowieka, czy zwierzęcia”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.