czwartek, 21 listopada 2019

O przepastnych kieszeniach Adriana Zandberga


         Bardzo mi przykro, ale z powodu różnych zajęć, które mnie bardzo zdecydowanie odciągnęły od codziennych przyjemności, nie udało mi się obejrzeć ani jednego, choćby i najkrótszego fragmentu obrad Sejmu, podczas których premier Morawiecki wygłosił swoje expose, przedstawiciele opozycji owo wystąpienie solidarnie wyszydzili, by na zakończenie dnia Sejm większością głosów udzielił nowemu rządowi wotum zaufania. Owszem, dochodziły do mnie takie czy inne informacje, ale, jak się po raz kolejny już okazało, to czego nie obserwujemy na bieżąco, już po chwili traci swój urok i ostatecznie z tego dnia pozostały przy mnie zaledwie jakieś nieszczególnie istotne strzępy. Wiem dziś zatem, że przemówienie Premiera, choć bez zwyczajowego ognia, było bardzo dobre, Schetyna się skompromitował, Kosiniak-Kamysz wypadł stosunkowo blado, natomiast cały show ukradł Adrian Zandberg i to ukradł do tego stopnia, że w tym momencie to on jest, nie dość że prawdziwym liderem opozycji, to zdaniem niektórych w ogóle przyszłym premierem, prezydentem, a kto wie, czy nawet nie kimś na miarę Aleksandra Kwaśniewskiego, a więc w naszej dotychczasowej historii polityka bezdyskusyjnie najwybitniejszego. Czy Zandberg powiedział coś nadzwyczajnego, czy może wykonał jakiś gest, który go w jednej chwili przeniósł do historii? No, nie. Czegoś podobnego nie zasugerował póki co nikt, natomiast w zgodnej opinii zarówno polityków, dziennikarzy, jak i internetowych komentatorów, owo wystąpienie było absolutnie mistrzowskie pod względem retorycznym, merytorycznym, jak i ściśle politycznym. Zdaniem wielu, Zandberg tym jednym wystąpieniem pokazał się jako polityk pod każdym względem z krwi i kości.
       Poruszony ową atmosferą solidarnego podziwu, postanowiłem najpierw wysłuchać owego przemówienia od kropki do kropki, no a następnie, już po tym jak te niemal pół godziny dobiegły końca, sprawę odpowiednio skomentować. Jak mówię, wygłoszenie odpowiedzi na wystąpienie premiera Morawieckiego zajęło Zandbergowi dokładnie 25 minut i muszę przyznać, że z niego największe wrażenie zrobił na mnie moment na samym początku owego wystąpienia, kiedy to marszałek Terlecki zwrócił Zandbergowi uwagę, by wyjął rękę z kieszeni, a on ją grzecznie wyjął i już do końca nie bardzo wiedział co z nią zrobić, bo najwidoczniej wcześniej się do takiego rozwoju zdarzeń nie przygotował, no i ta ręka już mu tak przez te pół godziny dyndała.
       I tu jednak chciałbym się jednak na tej ręce i kieszeni na chwilę zatrzymać. Myślę że nie tylko ja znam ów lans, polegający właśnie na trzymaniu jednej reki w kieszeni spodni. My to znamy głównie może z zachowania Donalda Tuska, jednak jest to coś, co właściwie od samego początku III RP, ile razy pokazują się publicznie, robią niemal wszyscy. Nigdy do końca nie potrafiłem rozgryć sensu tej zagrywki, ale podejrzewam, że gdzieś na świecie któryś ze specjalistów od wizerunku wymyślił, że tego typu poza pozwala zyskać dodatkowe punkty, no i tak się to już ciągnie. Wygląda więc na to, że w tym wypadku, jeśli Zandberg okazał się od innych bardziej samodzielny, to tylko w ten sposób, że chcąc być lepszy od innych, zdecydował się na ten greps podczas wygłaszania wystąpienia w Sejmie. No i nagle marszałek Terlecki w jednej chwili potraktował go jak szkolnego głuptaska i mu dał po uszach.
        Szczerze powiem, że gdyby to na mnie wypadło, to bym najpierw się spalił ze wstydu, następnie wymamrotał krótkie „przepraszam” i zapadł się co najmniej na kilka tygodni pod ziemię aż wszyscy zajmą się innymi sprawami. Jednak nie Zandberg. Ten, jak przystało na nieustraszonego komunistę, ową przykrość przetrzymał i wygłosił wspomniane przemówienie, które mu zapewniło powszechne uznanie. Co zatem zawierała owa mowa? Co się tam znalazło poza tą krwią i kością prawdziwego polityka. Otóż proszę sobie wyobrazić, że nic. Ono od początku do końca stanowiło wyliczenie tego wszystkiego, co towarzyszy nam od czasu gdy w 1945 roku weszli tu Sowieci i zainstalowali we wszystkich najważniejszych punktach państwa dziadków i ojców Zandberga, i ich ideowych promotorów. A więc zdaniem Klubu Lewicy, skandalem jest, że nie ma w Polsce (wymieniam kolejno razem z Zandbergiem):
- tanich mieszkań dla każdego;
- dobrze dofinansowanych publicznych szpitali;
- naprawdę bezpłatnej służby zdrowia i naprawdę bezpłatnej edukacji;
- bezpieczeństwa na ulicach;
- szacunku dla pracownika;
- wysokich pensji dla urzędników i nauczycieli;
- dialogu społecznego;
- tanich mieszkań dla każdego;
- tanich mieszkań dla każdego;
- dobrej ustawy reprywatyzacyjnej;
- lekarzy;
- pielęgniarek;
- ratowników medycznych;
- pieniędzy dla niepełnosprawnych dzieci;
- pieniędzy na szpitale i szkoły;
- podatków dla wielkich korporacji;
- czystego powietrza;
- taniej żywności;
- czystego środowiska;
- wolnych i uczciwych sądów;
- pieniędzy na służbę zdrowia;
- wszystkich leków na receptę z 5 złotych;
- wysokich płac w budżetówce;
- wysokich płac w szkolnictwie;
- wypoczętych i dobrze zarabiających pielęgniarek;
- sprawiedliwych płac w sektorze prywatnym;
- równości kobiet i mężczyzn;
- wysokich płac dla wszystkich;
- pieniędzy na badania i rozwój;
- nowoczesnych samochodów;
- normalności;
- wolności i tolerancji religijnej;
- praw kobiet;
- wolności seksualnej.
       I to tyle. Daje uczciwe słowo honoru, że tam nie ma nic więcej. Przez owe 25 minut z małym hakiem Zandberg wyłącznie wylicza nieszczęścia, które dziś w Polsce wyliczyć przeciwko rządzącym mógłby dosłownie każdy. Morawiecki przeciwko Kopacz, Kopacz przeciwko Kosiniakowi, Kosiniak przeciwko Czarzastemu, Czarzasty przeciwko Wiośnie, Bosak przeciwko Morawieckiemu i tak w kółko. To jest lista mniej lub bardziej urojonych, a często też jak najbardziej prawdziwych obserwacji, które można poczynić, kiedy patrzy się na Polskę, która przez praktycznie pełne 70 lat była pod butem komunistów, postkomunistów i postkomunistycznych liberałów. I oto przed nami staje ten Żyd, którego rodzice zostali wyrzuceni z Polski przez system, który on nagle wspólnie z tymi wszystkimi bolszewickimi niedobitkami próbuje odtworzyć, i kieruje pretensje do premiera Morawieckiego, że ludzie w Polsce za mało zarabiają i nie stać ich na tanie i ładne mieszkanie? To jest bezczelność jakiej świat nie widział. Oto ten młody komuch staje przed nami i machając czerwoną flagą z sierpem i młotem obiecuje nam lepszą, bardziej sprawiedliwą, no i bardziej zamożną przyszłość, a my się ślinimy z podziwu, że jaki to on wymowny i w owej wymowności przekonujący?
       Adrian Zandberg. Człowiek, który wraz z bandą starych bolszewików, został wyciągnięty z niebytu jedną ręką przez Donalda Tuska, a druga przez Grzegorza Schetynę i próbuje nas przekonać, jak to w Polsce jest źle, bo nie ma elektrycznych samochodów, wielkie korporacje rozkradają nam budżet, ale jak on zostanie premierem, to wszystko postawi na nogi. Jak mówię, to jest bezczelność nie do opisania.
       Nie wiedziałem przemówienia Mateusza Morawieckiego, nie słuchałem, co na jego temat miał do powiedzenia Jarosław Kaczyński; nie interesuje mnie już nawet to, jakie zdanie w tej kwestii mają prawicowi komentatorzy; mało tego – mam głęboko w nosie, czy ministrem sprawiedliwości pozostanie Ziobro, czy zastąpi go Gowin. Jak widzę i słyszę tego Zandberga, to interesuje mnie już tylko jedno, żeby ktoś przyszedł i obciął mu tę rękę, którą marszałek Terlecki kazał wyjąć z kieszeni, zanim on uzna, że może lepiej ją włożyć do mojej.


9 komentarzy:

  1. Sam smak!
    Gratuluję. Odczytałem to wystąpienie w ten sam sposób. Ale tak doprawić, dosolić i dopieprzyć to danie... ho, ho...

    OdpowiedzUsuń
  2. No i patrz, nawiązując do poprzednich wpisów: Że też nikt z Konfederacji nie potępi tego bezczelnego komucha! Tacy patriotyczni, tacy wolnorynkowi!
    A swoją drogą, z komentarzy po exposé, które slyszalem w radio, to niestety ten Zanberga był przynajmniej przytomny. Reszta to bełkot o praworządności i konstytucji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o pokolenie,które doświadczyło czerwonej zarazy pod każdą postacią,Zandberg wzbudza jedynie odrazę.Boję się bardziej o młode pokolenie,które może dać się uwieść pustą retoryką tego bydlaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz
      Gdyby ona była pusta to pół biedy. Ona jest wypchana kłamstwami po brzegi.

      Usuń
  4. "- wolnych i uczciwych sądów;"
    No nie. Na to nie powienien narzekać, bo inaczej nie było by go w tym sejmie. A gdzie? Gdzieś by się błąkał po ulicach Telavivu, uciekając przed infamisem swojego dziadka i ojca.

    "wielkie korporacje rozkradają nam budżet, ale jak on zostanie premierem, to wszystko postawi na nogi."
    Tak, to jest worek ulicznego oszusta, specjalisty od gry w trzy kubki. Z tym że Zandberg musi coś wymyśleć, bo sęk w tym, że te korporacje jeszcze nie stać na wypromowanie go na premiera, prezydenta czy innego cesarza. Czy taka kasa wogóle się znajdzie, nie wiem. Ale Zandberg za słabo się stara. Gra w trzy kubki to za mało.

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak. To jest prawdziwy Toyah
    Gratuluję powrotu.

    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  6. @Unknown
    Nie ma powodu. Ja nigdy tego miejsca nie opuszczałem. Proszę zrezygnować z podejścia wedle którego, ludzie błądzą, ile razu powiedzą coś, na co Pan wcześniej nie wpadł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniale podsumowane. Też nie mogłem zrozumieć tych ochów I achów... Najlepszym wystąpieniem były odpowiedzi premiera na te jęki...

    OdpowiedzUsuń