czwartek, 14 listopada 2019

Prawi napadają


     Tekst ten, mimo nieco zmodyfikowanej treści, wraca do mnie od pierwszej niemal chwili, jak zacząłem prowadzić ten blog i powiem zupełnie szczerze, że tak jak wydawałoby się, że przez wszystkie te lata uzyskałem dość grubą skórę i byle co mnie poruszyć nie jest w stanie, to akurat, owszem, robi na mnie nieodmiennie wrażenie. Konkretnie chodzi o to, że już chyba wiosną 2007 roku po raz pierwszy któryś z komentatorów napisał mi: „Toyah, odwal się od Ziemkiewicza”, a potem już poszło z górki. Ów tekst, zawsze mniej więcej tej samej treści, jedynie ze zmienionym nazwiskiem, powracał z obłąkanym wręcz uporem: „Toyah, odwal się od Michalkiewicza”, „Toyah, odwal się od Jurka”, „Toyah, odwal się od Zawiszy”, „Toyah, odwal się od Kukiza”, „Toyah, odwal się od Korwina”, „Toyah, odwal się od Tarczyńskiego”, Toyah, odwal się od Międlara”, „Toyah, odwal się od Gadowskiego”, „Toyah, odwal się od Wielomskiego”, „Toyah, odwal się od Ściosa”, „Toyah, odwal się od Brauna”, „Toyah, odwal się od Słomki” i tak dalej, i tak dalej, bez końca.
      Ciekawe przy tym wszystkim było to, że gdy chodzi o owo odwalanie się, praktycznie nikt nigdy – mimo że powodów, jak chyba się wszyscy zgodzimy, miał bez liku – nie żądał ode mnie, bym nie wypowiadał swoich opini na temat Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny, czy Jerzego Urbana. Jeśli tu pojawiała się jakakolwiek niechęć ze strony Czytelników, to nigdy w obronie któregoś z tych tutaj. Jeśli przez te wszystkie lata zgromadziłem wokół tego bloga pewną grupę hejterów, to wszystko, pomijając zwykłych wariatów, byli niemal wyłącznie tak zwani „prawi”. Lewactwo albo mnie lekceważyło, albo darzyło bardzo dyskretnym szacunkiem.
       Przyznać jednak muszę, że minione kilka dobrych lat to był względny spokój i oczywiście możliwe bardzo, że polityczna atmosfera się nieco oczyściła; może jedynie od czasu do czasu ktoś się tu do mnie zwracał z pretensjami, że wbrew oczywistym faktom, nie zauważam, co to za zdrajca z Andrzeja Dudy, czy czemu z tak bezmyślnym uporem wpatruję się w Jarosława Kaczyńskiego. Ogólnie rzecz biorąc, nie miałem tu jednak zbyt ciężko. I oto ostatnio zaczęły się pojawiać niemal identyczne jak wówczas przed laty wezwania, tyle że znów zmodyfikowane odpowiednio do czasów. Ledwie co wczoraj, któryś z czytelników zostawił tu komentarz o następującej treści: „Toyah, odwal się od Konfederacji”. Z ową Konfederacją, od której mam się odwalić, jest zresztą dośc ciekawa sprawa. Proszę zwrócić uwagę, że tym razem nie chodzi już o pojedynczych bohaterów polskiej „prawdziwej prawicy”, ale w ogóle o całość. Ja nie mam się odwalić od Korwina, Brauna, Winnickiego, czy Bosaka, ale w ogóle od Konfederacji. Dlaczego? To jest jeszcze ciekawsze: ponieważ demokrację należy szanować. Dokładnie takie jest owego wezwania uzasadnienie: „A gdzie demokracja?” No i jeszcze coś: „Aha, Jarek nie lubi nikogo po prawej stronie. No to ruską onucą w nich”. Okazuje się, że jeśli ja nie lubię Bosaka i jego politycznego towarzystwa, to mnie nie ratuje to, że mam prawo jednych lubić, a drugich nie, bo najpewniej jest tak, że to „Jarek” mi kazał, w dodatku jeszcze wciskając mi do ręki „ruską onucę”. Tu mamy bowiem jednego Furera, a tam Konfederację. Poglądy nie istnieją. Istnieje wyłącznie demokracja, którą należy szanować. Zwłasza na prawicy, na której, jak wiemy, wrogów nie ma. Poza oczywiście wrogami.
       Piszę o tym wszystkim wcale jednak nie dlatego, że po raz kolejny dostał na mnie cholery któryś ze wspomnianych „prawych”. Ja ich mam na co dzień choćby na Twitterze i to w ilościach wręcz nie do zniesienia. Mnie chodzi o to, że w ostatnim czasie doszło do pewnego ideologicznego wzmożenia, gdzie na tapecie nie mamy już Polski, Żydów i choćby i Wołynia, lecz Kościół. Wspomniany komentarz dotyczy akurat Konfederacji, jednak w większości pretensje formułowane są w takim oto kierunku: „Toyah, odwal się od Pospieszalskiego”, „Toyah, odwal się od księdza Zaleskiego”, „Toyah, odwal się od Kratjuka”, „Toyah, odwal się od Górnego”, „Toyah, odwal się od Frondy”, „Toyah, odwal się od Polonii Christiana”, ewentualnie „Toyah, czy ty naprawdę nie widzisz, że Franciszek to lewak?”
        Po co o tym wszystkim piszę? Z paru powodów. Przede wszystkim, jak już wspomniałem na początku, mnie tego typu zachowania Czytelników doprowadzają do cholery, no i owej cholerze muszę dać odpowiednie ujście. Poza tym jednak jest i to, że ja bym bardzo chciał zwrócić uwagę tym z nas, którzy uważają się za osoby zainteresowane światem polityki, religii, oraz oczywiście sprawami Narodu, że skoro już zdecydowali się na komentowanie, to może niech spróbują wykształcić w sobie jakiś zestaw w miarę stałych poglądów, a nie kierowali się wyłącznie tym, co w kwestii bieżących wydarzeń przeczytali w tak zwanych „mediach społecznościowych”. Ja już nie mówię o Kościele, który ze swoją wcale nie tak oczywistą, prostą i przejrzystą historią istnieje już od 2 tysięcy lat i z jednej strony radzi sobie wcale nie najgorzej, a z drugiej, nawet jeśli sobie tu czy tam nie radzi, to my akurat mamy najmniej kompetencji, by owe problemy odpowiednio opisać i zdiagnozować. Jeśli stoimy wobec czegoś, co się nam kojarzy z kryzysem, to perspektywa w jakiej funkcjonujemy jest śmiechu warta wobec perspektywy samego Kościoła. Ale, jak mówię, zostawmy już ten Kościół. Spójrzmy na Polskę i jej najnowszą, a więc, powiedzmy, sięgającą roku 1945, ze szczególnym może uwzględnieniem lat 1990-2019, historię. Otóż jak w ogóle można próbować oceniać aktualną sytuację, że już nie wspomnę o decydowaniu się na dyskusję, całą swoją wiedzę i wszystkie emocje opierając na tym, co nam się wydaje od dwóch powiedzmy lat, czyli powiedzmy od czasu, gdy Grzegorz Braun ogłosił, że potężne lotnisko, które ma powstać gdzieś pod Radomiem, jest budowane przez Żydów, którzy potrzebują mieć solidne schrony na wypadek jakiejś przyszłej katastrofy? Jak możemy w ogóle dostawać cholery na kogoś, kto ma inne upodobania od naszych, skoro owe upodobania są najczęściej lepione przez internetowe doniesienia na temat kardynałów, którzy rzekomo zaczynają się oblekać w tęczę LGBT?
       No dobra, trzeba już kończyć, więc na koniec mam dla części Czytelników jedną informację i jeden apel. Otóż nigdy nie lubiłem i wciąż nie lubię ludzi, którzy przedstawiają się jako „narodowcy” i usiłują mi urządzać Polskę wedle swoich dziwnych planów, natomiast, owszem, bardzo lubię papieża Franciszka, który jest dla mnie jak Ojciec, którego będę szanował „choćby nawet rozum stracił”. Bo on jest Skałą, na której stoi wszystko co mam i której zgodnie z Obietnicą „bramy piekielne nie przemogą”. No i apel: jeśli komuś się to nie podoba, niech nie liczy na to, że przychodząc tutaj uzyska jakąkolwiek satysfakcję. Bo jej nie uzyska.


     


3 komentarze:

  1. Nie pozostaje nic innego jak napisać "odwalcie się od Toyaha"... przecież nikt nikogo pod pistoletem nie trzyma.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Janosik
    Pistolet jest niepotrzebny. Wystarczą zawiedzione oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Problwm Toyahu jest taki że atakując Konfederację używasz Pan tak miałkich intelektualnie fraz rodem z warsztaru TVN. Sugerując gotowość Bosaka do wyimaginowanych przez Pana politycznych działać. It's not fair my Dear....Bardzo chciałbym to widzieć, jak, czy to Bosak, czy jakiś inny Tumanowicz, podnoszą rękę projektami napisanymi w brukselskich gabinetach....

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.