czwartek, 28 listopada 2019

Powrót człowieka z zaostrzonym widelcem


        Podczas wczorajszego codziennego przeglądu wiadomości, wszedłem naturalnie na tvn24.pl, a tam na samej górze znalazłem zdjęcie jakichś biednych starych ludzi i krzyczący tytuł: „Zdarzają się rodziny, w których są dwa złote dziennie na osobę”. Ponieważ przede wszystkim o tym, że są rodziny, w których są dwa złote dziennie na osobę wiedziałem jeszcze w czasach gdy załoga z Wiertniczej raczej o tym nie miała pojęcia, poza tym ich to w ogóle nie interesowało, a nawet gdyby jednak jakimś cudem zainteresowało, uznaliby, że każdy ma to na co sobie zasłużył, moje zainteresowanie tym, co oni mi ów element ma do powiedzenia, zamknęło się na samym tytule.  Nie przeczytałem też jednak tego co oni tam napisali z tego powodu, że naprawdę bez dłuższego zastanawiania się wiedziałem, z jakimi intencjami oni dziś nagle zaczynają chlipać nad losem ludzi wykluczonych, i do tego by się dobrze poczuć wystarczyła mi refleksja, że chyba im się bardzo przydała ta ostateczna utrata władzy, bo dzięki temu mogą przynajmniej przez jakiś czas poudawać, że jednak są ludźmi takimi jak inni. A zatem, niech im ta satysfakcja wyjdzie wszystkimi możliwymi otworami, a ja tymczasem chciałbym przypomnieć swój dawny tekst, napisany jeszcze w kwietniu 2011 roku i zamieszczony w mojej, dziś już niestety niedostępnej, książce o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji, o tej własnie dwuzłotówce. Takiej wówczas zabawnej dla wielu. Bardzo proszę, przypomnijmy sobie ten obraz.

       Zwrócono mi uwagę na portal o nazwie „Widelec”. O owym „Widelcu” wcześniej nie słyszałem, natomiast dziś wiem tyle, że jest to projekt prowadzony przez spółkę Agora i jego celem jest rozbawianie agorowej klienteli. A zatem, taki Joe Monster, czy Kwejk, czy może – z drugiej strony – prowadzone przez Gazetę Polską „Pinezki”, tyle że dla dobrze wykształconych z dużych miast. Przyznam, że moja wiedza o „Widelcu” jest w dalszym ciągu minimalna, i mam wszelkie powody, by przypuszczać, że nadal taka pozostanie, natomiast, jeśli dziś się nim zajmuję, to wyłącznie ze względu na ich jeden, bardzo określony występ. Chodzi mianowicie o numer z CV.
      Otóż w najświeższym wydaniu tego kącika nowoczesnego humoru, opublikowano wyniki ogłoszonego przez ów portal konkursu na „Najgorszą aplikację o pracę” i oto już tylko możemy się wsłuchać uszami wyobraźni w tubalny rechot dochodzący z najczarniejszych gardeł naszej młodej miejskiej inteligencji. Co tam jest takiego zabawnego? Standard. Agora przedstawia nam siedem aplikacji o pracę, napisanych przez ludzi, którzy przede wszystkim tej pracy desperacko szukają, a przy tym ludzi najprawdopodobniej autentycznie ubogich i niewykształconych. Nie mam tu sposobu, żeby opisać przedmiot tych szyderstw, choćby dlatego, że wstrząsający autentyzm tego dramatu jest nie do opisania. Jeśli ktoś ma ochotę i odwagę, niech sobie do tego „Widelca” zajrzy i wtedy może będzie wiedział, o czym tu dziś rozmawiamy. Ponieważ ja, jak mówię, nie jestem w stanie, pozostaje to, lub już tylko osobista wrażliwość i wyobraźnia każdego zainteresowanego problemem. Nie samymi aplikacjami, lecz właśnie problemem.
      A problem jest taki oto, że nie trzeba się szczególnie intelektualnie wysilać, żeby wiedzieć, że każdy z nich, to tak czy inaczej nasz sąsiad: człowiek, którego mijamy codziennie, czy to na ulicy, czy w sklepie, czy podczas spaceru z psem, ktoś, z kim niekiedy zamieniamy słowo, ale jednocześnie ktoś, o kim gówno, za przeproszeniem, wiemy. Bo każdy z nich, staje na głowie, żeby nasza wiedza o jego, czy jej sytuacji była jak najbardziej niedostępna. Dlaczego? Bo każda z tych osób, nawet jeśli nie ma już prawie nic, to za to pozostał jej wstyd.
      Skąd mi przyszło do głowy, że ludzie, z których dziś Agora w tak straszny sposób szydzi i jednocześnie robi wszystko, żeby to szyderstwo stało się maksymalnie powszechne, wiedzą, czym jest wstyd? Otóż z bardzo prostego powodu. Nie mam bowiem wątpliwości, kiedy czytam te wstrząsające swoją bezradnością aplikacje, że za nimi stoją ludzie, którzy w normalnych warunkach – a więc choćby w intelektualnej i czysto ludzkiej sytuacji twórców portalu „Widelec” – machnęliby ręką na tę całą pracę i zaczęli się zwyczajnie kurwić, albo kraść. Gdyby którakolwiek z tych osób, a więc, czy to ten „Dawit” – pracownik piekarni i ochroniarz w hipermarkecie, czy może owa Edyta – marząca o podróżach fryzjerka z Kielc, czy wreszcie ta kobieta, która „od dziecka sprzedawała z ojcem warzywa na targu”, a dziś już tylko liczy na to, że ktoś jej pozwoli „kłaść zażądany kawałek ciasta na tackę” i ktoś jej za to zechce dać jakiś marny grosz, miała umysł, wrażliwość i poczucie człowieczeństwa na poziomie intelektualistów z Agory, dziś byśmy się z nich nie śmiali, lecz niewykluczone, że się ich bali.
      Tymczasem, na całe nasze szczęście, każdy z nich stoi kulturowo i cywilizacyjnie o niebo wyżej od tych, którzy z nich dziś kpią. I to jest fakt , którego dyskutować nie ma sposobu. Żeby to wiedzieć, wystarczy na spokojnie wejść w ten dramat i uruchomić choćby minimum wrażliwości. Wystarczy na ułamek choćby chwili oderwać się od naszych codziennych interesów i odrobinkę pomyśleć. Spróbować oczyma wyobraźni zobaczyć tego człowieka, jak siedzi w swoim domu i błaga o uczciwą pracę, pewnie choćby za każdy łaskawy grosz, której prawdopodobnie i tak wie, że nie dostanie. Bo on jest, jaki jest, a zewnętrzny świat, też specjalnie dla niego się już nie zmieni. Wygląda jednak na to, że dla pewnego typu wrażliwości, nawet coś tak prostego, jest nieosiągalne.
      Jakiś czas temu opowiadaliśmy tu sobie, jak to w jednym z prowincjonalnych sklepów pojawiło się dwoje dzieci, które przyszły kupić dwa jajka i kilogram ziemniaków za 2,40 zł. Myślę sobie, właśnie przy okazji tego „Widelca”, również o tych dzieciach, i nagle przychodzi mi do głowy, że pewnie ci kabareciarze o tamtych zakupach u nas jednak nie czytali, bo w przeciwnym wypadku, jestem pewien, że by na tym swoim fantastycznie wesołym portalu urządzili zawody na "najśmieszniejsze zakupy". I przychodzi mi też od razu do głowy, że po raz kolejny wychodzi na to, że mamy wyłącznie jeden problem. Problem nie polityczny, lecz kulturowy. Jeśli dzisiejsza Polska pogrążona jest w tak fatalnym konflikcie, to nie z powodu polityki, lecz ze względu na cywilizacyjną i kulturową zapaść. I to nie na poziomie najniższym, ale właśnie tym pozornie najwyższym. A jeśli ktoś tego nie chce zrozumieć, to ja nie mam już na to sposobu.
      Zbliżają się Święta. Jestem już po spowiedzi, w czasie której mocno się zadręczałem tą swoją pogardą do zła, której nie jestem w stanie zwalczyć. Obiecałem poprawę, obiecałem, że będę się starał. I nie jestem w stanie. Nadchodzi Wielkanoc, a ja sobie myślę, że bardzo bym sobie życzył, żeby któryś z tych, co dziś się śmieją z ludzi z owymi rozpaczliwymi aplikacjami w kieszeniach, szedł sobie wieczorem ulicą i został skutecznie pobity i obrabowany przez tego jednego z nich. Tego, który już nie wytrzymał i pomyślał sobie, że nie będzie pisał żadnych głupich CV, tylko inaczej zatroszczy się o swoją teraźniejszość. Lub, żeby, korzystając z nieobecności żony, sprowadził sobie do domu jedną z tych fryzjerek, czy sprzedawczyń warzyw, które wprawdzie nie miały ani wykształcenia, ani podstawowych społecznych umiejętności, ale uznały, że nie są najbrzydsze, i został przez nią najpierw okradziony, a następnie wystawiony na publiczne pośmiewisko. Chciałbym tego bardzo, bo każdy kolejny dzień spędzony na obserwowaniu ludzkiego upadku, przekonuje mnie coraz bardziej, że dla wielu z nas jedynym ratunkiem może być już tylko te 16 ton spadające na głowę.
       Zbliżają się Święta, a ja z tej okazji chciałbym tę notkę zadedykować tym wszystkim, którzy zostali wyróżnieni w konkursie „Widelca”. Z miłością, podziwem i wstydem, że ja bym tak nie potrafił. To dla nich jest każde słowo tych dzisiejszych refleksji. I dalej już nic więcej, bo idę się pobeczeć.

Od czasu jak napisałem tamten tekst minęło już grubo ponad osiem lat i mam dość mocną pewność, że większość z tamtych dzielnych ludzi stanęła na nogi. Wiem też niestety, że niektórzy z nich już pewnie nie żyją, jak choćby mój znajomy Józek, o którym też tu było, no ale może przynajmniej Dawit ma upragnioną pracę, a kto wie, czy też w minione lato nie pojechał z dziećmi do Władysławowa, by powkurwiać paru tak zwanych dziennikarzy.



7 komentarzy:

  1. To chyba najlepszy tekst, który czytałem na Pana blogu. Stanowi klucz do zrozumienia dlaczego oni nie rozumieją z jakiego powodu przegrali wybory

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Unknown
      Biorąc pod uwagę fakt, że tych tekstów do dziś ukazało się ponad 3 tysiące, ja bym akurat nie umiał powiedzieć, który jest najlepszy. Ale, owszem, też go lubię.

      Usuń
    2. Myślę,że doskonale wiedzą dlaczego,tylko,że poczucie pogardy jest u nich tak potężne,że instynkt samozachowawczy przestaje działać.

      Usuń
    3. @Dariusz
      Też tak myślę.

      Usuń
  2. Być może niektórzy pracownicy TVN z Wiertniczej obejrzeli parę odcinków "Damy i wieśniaczki Polska" na kanale TTV (stajnia TVN). Krótkie wyjaśnienie - pierwsze odcinki DiW były kręcone w Rosji i na Ukrainie przez tamtejsze media. W skrócie - bierzemy sobie obrzydliwie bogatą niunię z miasta, która wymiotuje pinindzmi, jedną poczciwą dziewuchę ze wsi i zamieniamy je miejscami. "Wieśniaczka" ma żyć jak "dama" (party, zakupy, kosmetyka, fitness, gen. hajlajf) a "dama" jak "wieśniaczka" - wywozić gnój z obory, obierać ziemniaki i cebulę na obiad, grzać wodę do mycia, pracować w tych warunkach i za te stawki jak "wieśniaczka" np. za cały dzień stania na targu z rybami lub warzywami zarobić równowartość 10-15zł.

    No więc TVN postanowił nakręcić polską wersję. Być może miało być śmiesznie, ale nie było. Kiedy "dama" ma 20 zł na podróż z Warszawy do jakieś wioski pośrodku łódzkiego i okazuje się, że po 17:00 w takim Sieradzu nie ma do tej wioski żadnego PKSu a ona z walizką na kółkach i w białych kozaczkach łapie stopa na traktorze a potem brnie po polnej lub leśnej drodze 3 km do domu "wieśniaczki" gdzie będzie mieszkała te kilka dni. Gdzie woda jest, ale w studni a toaleta na dworze. Z drugiej strony pokazują "wieśniaczkę", która ma z chorym i pracującym dorywczo mężem 1500-2000 zł/mies. na siebie i 2 dzieci. Albo kiedy "wieśniaczka" rozpłacze i trzęsie bo w mieście od "damy" dostała 3000 zł w kopercie na "drobne" zakupy i ona płacząc mówi, że "w życiu nie miała w ręku takich pieniędzy". Albo kiedy "dama" wywala 100 zł na nowe kredki dla dzieci "wieśniaczki" a jedno z dzieci mówi, że w sumie nigdy nie miało kredek i pisaków do szkoły, aby rysować i malować.

    Oczywiście takie programy nie mogą się obyć bez dyskretnej misji pt. "te wspaniałe dziewuchy, które za lepszym życiem mogłyby i powinny się wynieść do miasta kontra ich beznadziejni i ch...wi faceci, którzy są balastem i których można bez żalu porzucić".

    Nie wiem jaka była widownia tych serii, ale to chyba jedyny znany mi program w którym wielkomiejska telewizja pokazywała realnie życie tej ciemnej "pisoskiej" prowincji połaczonej z zamianą ról. Postały też inne wersje wg. tego typu pomysłu jak "Dżentelmeni i wieśniacy" oraz "Zamiana żon", ale to już nie było to.

    OdpowiedzUsuń
  3. A na der onet jest tzw. "infografika" o przyroście biedy w Polsce pomiędzy 2017 i 2018. Z grafiki wynika jednoznacznie, że poziom biedy w Polsce wzrósł pomiędzy 2017 i 2018. Autorem tej "infografiki" nie jest ani agora ani TVN ani inni wrogowie tylko stowarzyszenie czy tam co innego "dobra paczka" - chyba kiedyś prowadzona przez księdza Stryczka SJ. Także proszę przejęcie się biedą w Polsce dotyczy wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  4. @JK
    I to jest w pełni zrozumiałe. W końcu interes musi kwitnąć, a trudno sobie wyobrazić, żeby oni wycinali te serduszka w tostach za darmo.

    OdpowiedzUsuń