niedziela, 8 czerwca 2014

Towarzysze donoszą na blogera Starego

Jak Państwo wiedzą, długo zanim zostałem autorem tego bloga, jako młody socjalista, pracowałem zawodowo w archiwum lokalnego dodatku „Trybuny Ludu” – „Trybuny Robotniczej”. Tak się składa, że poza pięknymi wspomnieniami, z tamtego okresu pozostały mi starannie spięte i jeszcze staranniej ułożone na półce roczniki naszego dziennika, które przy odrobinie czasu jeszcze i dziś z przyjemnością przeglądam. Jakież było moje więc zdziwienie, kiedy dziś z samego rana zajrzałem na portal Salon24 i na jego głównej stronie znalazłem tekst znanego i powszechnie cenionego blogera Starego, zatytułowany „Szczęście”, który, mimo że w swojej merytorycznej warstwie pozostaje jak najbardziej słuszny i niezwykle poruszający i nagle zdałem sobie sprawę, że, jak się okazuje, jest on niemal dokładną kopią tekstu, który my, ówcześni budowniczy III RP, opublikowaliśmy na łamach naszej gazety jeszcze w roku 1983. Odkrycie to jest dla mnie oczywiście szokujące, bo nigdy bym się nie spodziewał, że akurat Stary, jako jeden z moich ulubionych blogerów, może się posunąć do aż tak oczywistego plagiatu, z a drugiej jest mi po prostu przykro, bo takie zachowanie przynosi naszemu środowisku zwyczajnie wstyd.
Proszę mi pozwolić, że przedstawię tu teraz oryginalny tekst jednego z naszych najwybitniejszych wówczas redaktorów, tekst, który bloger Stary praktycznie przepisał, a który nosił oryginalny tytuł „Wielkość i podłość”:

Tegorocznymi maturzystami są zarówno Wojtek z Opola, który niedawno w Dzienniku Telewizyjnym idealną polszczyzną, ze swadą opowiadał o opracowanym przez siebie podczas szkolnych zajęć praktyczno-technicznych projekcie obustronnego scyzoryka do drelowania wiśni, jak i jego rówieśnik, w zaprezentowanych przez tę sama polską telewizję milicyjnych materiałach video, prymitywnym językiem i nielogicznie uzasadniający swoje publiczne obelgi rzucone pod adresem Pierwszego Sekretarza KCPZPR Wojciecha Jaruzelskiego, jakie sam niedawno wypisał kredą na ścianie kamienicy. Obaj reprezentują naszą młodzież, dokładniej zaś jej przeciwstawne skrzydła. Obaj są silnie zaangażowani w to, czego oczekują od życia. Obaj mają wszystko przed sobą. Obaj wreszcie są w drodze do uzyskania statusu człowieka wykształconego. Który z nich będzie w życiu szczęśliwy?
Jeżeli szczęściem jest osiąganie zasadniczego celu, to ów chuligan z Tarnowa publicznie obrażający możnych tego świata już je osiągnął. Nie potrzebuje do jego realizacji ani specjalnych nauk ani nawet przemyśleń. Ba, aby się spełnić, nie potrzebuje niczego. Ideałem jest kawałek kredy i nadzieja na to, że funkcjonariusze MO, dbający o nasze bezpieczeństwo, będą akurat zbyt zajęci tropieniem cinkciarzy i spekulantów, żeby złapać rękę bazgrzącą na murze podłe słowa. Wówczas, jeśli tylko te warunki zostaną spełnione, już nawet nie kłopocząc się o racjonalność uzasadnienia, będzie mógł przed milicyjnym mikrofonem oświadczyć, że ktoś jest zdrajcą, czy innym zaprzańcem. Może to jednak też robić wobec mniejszego audytorium. Ideały są przecież zawsze bardzo trudne do osiągnięcia.
Jak jednak złudne jest doraźne szczęście, doświadcza tego właśnie pewien młodociany chuligan nazwiskiem Grzegorz Przemyk, który rzucił się na próbujących go podczas nocnej libacji wylegitymować funkcjonariuszy MO i nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności uległ śmiertelnemu wypadkowi. Rzecz by była banalna, gdyby nie fakt, że ów Przemyk był synem znanej ze skierowanych przeciwko socjalistycznej władzy wystąpień działaczki antypaństwowej, a jego śmierć została natychmiast wykorzystana przez ludzi, dla których troska o własny komfort psychiczny jest dziś rzeczą najważniejszą. No i o wątpliwą pamięć po nieszczęsnym młodzieńcu. Jeżeli już ktoś chce krwi, to można wszystko. Antysocjalistyczni bandyci też chcą mieć prawo do swej radości. Nawet kosztem dzieci.
Oba zdarzenia znakomicie korespondują z dyskusją o podziale Polaków na dwa obozy. Jedni, a jest ich ogromna większość, szukają sposobu na to, aby Polska dołączyła do najlepiej rozwiniętych państw świata, drobna garstka politycznego marginesu już znalazła życiową satysfakcję w odsądzaniu pierwszych od czci i wiary. Nawołują bowiem do inwestowania w przyszłość kosztem natychmiastowego konsumowania zdobytych już środków. Ci pierwsi uznają prawo stosowania przez władze państwowe siły tam, gdzie jej stosowanie jest potrzebne, drudzy absolutnie nie, natychmiast znajdując w tej trosce o publiczne bezpieczeństwo dowód na rzekomą nikczemność pierwszych. Wymuszone bowiem na obywatelu posłuszeństwo wobec sformułowanych przez te grupki zasad, to przecież władza nad nim, czyli także sposób na szczęście, zarówno szybki jak i nie wymagający wysiłku. Nade wszystko zaś osiągane bez potrzeby doskonalenia siebie samego.
Dziwne więc, że to miotający obelgi jednodniowi szczęśliwcy uważają się za wykluczonych i za spełnionych, natomiast – owi obrażani przez nich poszukiwacze dróg do lepszego świata. Konsekwencja i spójność oczekiwań z rzeczywistością nie stoi zatem po stronie niewolników szybkiego zadowolenia.
A więc może tak naprawdę nie chodzi o to, by się radować sukcesem, a raczej dążeniem do niego? Wychodziłoby więc na to, że rację ma Wojtek, wynalazca obustronnego scyzoryka do drelowania wiśni. A także my, ciężko i uczciwie pracujący obywatele socjalistycznej ojczyzny, tak brutalnie atakowani przez tych, dla których nienawiść stała się sposobem na życie”.

Przepraszam zarówno czytelników tego bloga, jak i Administrację mojego ulubionego portalu, ale uważam, że blogerowi Staremu powinna zostać udzielona nagana. Jego talent i jakże nam wszystkim służące obywatelskie zaangażowanie nie mogą być niszczone przez akty niepotrzebnej i głupiej nieuczciwości. Artykuł o którym mowa, choć jeśli idzie o poziom czysto zawodowy, brakuje mu oczywiście wiele do dziennikarskiego kunsztu prezentowanego przez nas, dawnych mistrzów dziennikarstwa, wart jest przeczytania. Oto właściwy link:
Obawiam się jednak, że szkody wyrządzone naszej sprawie przez blogera Starego mogą być trudne do odrobienia, szczególnie dziś, gdy wszyscy tak bardzo żyjemy owym cudem, jakim stały się dla nas wszystkich minione 25 lat wolnej Polski, a wróg, jak zwykle, nie śpi.


Skoro już sobie pożartowaliśmy, pozostaje jeszcze raz wszystkim podziękować za udział w konkursie dla dzieci pragnących wyjechać na Orange Festival i zaprosić do kupowania naszych książek w księgarni Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl
Tam się dopiero dzieją rzeczy! Polecam serdecznie. No i tradycyjnie bardzo proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Bez tej pomocy nie pociągniemy.

4 komentarze:

  1. Hej,

    Zdaje się, że Daria wygrała :)

    Gratulacje :)

    Irek

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem co napisał Stary i komentarze przed i po twojej notce. Szkoda gadać! Some people just do not understand satire. Nor could the majority see how ironic their comments appeared in light of their own professed doctrines and the article they were commenting. It would be hilarious if the hypocrisy of it all wasn't so pathetic.
    Pozdrawiam,A

    OdpowiedzUsuń
  3. @ifa
    Owszem. Wygrała. Ta druga dziewczynka została zdyklasyfikowana, tak że sam finał był już bez historii.

    OdpowiedzUsuń
  4. @adthelad
    Ja niby wiem, że oni są w większości strasznie serio, ale i tak zawsze czuję zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń