wtorek, 10 czerwca 2014

PRL napada!

Ponieważ bloger Stary najwyraźniej postanowił się zaangażować w walkę o legalizację zabójstwa, robi to w swoim znanym nam ostatnio zbyt dobrze stylu, a przy tym mój poprzedni jemu poświęcony tekst powszechnie nie został rozpoznany jako ironia, tym razem informuję: To co poniżej jest satyrą na ściśle peerelowską, zarówno pod względem, stylu, argumentacji i poetyki, publicystykę uprawianą przez Starego. Poniższy tekst to oryginalny tekst Starego, przeklejony z jego bloga, z tą tylko różnicą, że co jakiś czas pojawia się słowo „socjalistyczny” i znaczna część wyrazów, zgodnie z kanonem ówczesnej propagandy, została wzięta w cudzysłów. Wyczyściłem też fragmenty stylistycznie na tyle niezgrabne, że nawet w publicystyce PRL-u byłyby nie do przyjęcia, no i uzupełniłem braki interpunkcyjne w taki sposób, by zdanie było zrozumiane. Oczywiście zmienione też zostało jedno nazwisko i nazwa jednej miejscowości. Reszta to on. Cały on. No i jeszcze coś. Nie dajmy się nabrać. Cały ten ruch pro-death to czysty marksizm w każdym możliwym wymiarze: ideologicznym, kulturowym i wreszcie ściśle językowym. Inaczej być nie może.

W związku z „deklaracją wiary” prędzej czy później musiało dojść do konfliktu. Jak można wnosić z wypowiedzi Zbigniewa Radeckiego w Dzienniku Telewizyjnym, „dyrektor” „szpitala” i sygnatariusz owego antysocjalistycznego dokumentu mógł bezprawnie zabronić wykonania legalnej, zgodnej z socjalistycznym prawem, aborcji swoim „podwładnym”. W wyniku tego kobieta, której płód jest uszkodzony genetycznie wyda na świat „dziecko” bez części czaszki i mózgu. W tej chwili sprawa została tak daleko przeciągnięta w czasie, że ewentualne przerwanie „ciąży” by już było sprzeczne nawet z socjalistycznym prawem.
Najprawdopodobniej „noworodek” nie będzie zdolny do samodzielnego życia i umrze natychmiast po urodzeniu. Jak było naprawdę, bada odpowiednia komórka przy KCPZPR, a prokuratura i Służba Bezpieczeństwa otrzymały stosowne zgłoszenia i też się będzie musiały zająć sprawą. Przyszła bowiem matka mogła zostać bezprawnie postawiona wobec konieczności urodzenia „człowieka”, który nie będzie miał świadomości swego istnienia. Więcej, skazano ją na cierpienia fizyczne związane z połogiem i psychiczne, sprawiane przez nieuchronną przedwczesną śmierć własnego „dziecka”. Wydaje się, że nikt nie ma prawa do narażania bliźniego na podobne doznania.
Można oczywiście winę za cierpienia matki przypisać zrządzeniom losu, ale współczesna medycyna pozwala w porę przewidzieć podobne przypadki i umie im zapobiegać. Jako się rzekło „dyrektor” nie miał raczej prawa zabronić swemu personelowi wykonania zabiegów, które są zgodne z socjalistycznym prawem i odwracają nieszczęście. „Deklarację wiary” się bowiem składa we własnym imieniu a nie podległego sobie zespołu. Jeżeli usunięcie niezdolnego do życia płodu ktoś uznaje za „zabójstwo”, to rzeczywiście powstaje problem, ale tylko dla niego.
Oskarżany o motywowane antysocjalistycznymi przekonaniami okrucieństwo, „dyrektor” zaprzecza zarzutom i wyraża zadowolenie z tego, że rzecznik odpowiedzialności zawodowej zbada przypadek. Pacjentka wraz z odmową dokonania aborcji otrzymała od niego „zapewnienie” szpitalnej opieki dla siebie w czasie „ciąży” i uzyskania „porady” w sprawie późniejszej „pielęgnacji” „dziecka”. W „hospicjum”.
Podobnie się rzecz przedstawia z ciążą jedenastoletniej dziewczynki spod Złotowa, którą jakieś „społeczne”, a w rzeczywistości antysocjalistyczne komitety chcą uchronić przed aborcją mimo, że dziecko zostało zapłodnione w wyniku gwałtu. Bez oglądania się na uczucia dziewczynki i na to czy w ogóle jej organizm jest w stanie sprostać konsekwencjom połogu. Znowu więc decyzję w imieniu opiekunów potencjalnej „matki” podejmują obcy ludzie, tyle tylko, że tym razem nie ci, którzy są powołani do odwrócenia skutków złego losu.
I tak chyba dochodzimy do sedna. Nikomu nie wolno przymuszać kogoś do łamania swego sumienia. Nikomu jednak nie wolno odbierać bliźnim możliwości do korzystania z gwarantowanych przez socjalistyczne państwo praw. Nikt też nie powinien się raczej imać profesji, która go naraża na konflikty z własnym antysocjalistycznym „światopoglądem”. Szczególnie kiedy jego „wrażliwość” może narazić porządnych, przestrzegających socjalistycznego prawa obywateli na niezawinione cierpienie.
„Społeczeństwo” zaś, które swych obywateli przymusza do tego aby popadali w nieszczęście mimo posiadania środków dla jego uniknięcia nie jest chyba do końca społeczeństwem kierującym się socjalistyczną moralnością.

Gorąco apeluję o wspieranie tego bloga, czy to przez kupowanie książek, czy bezpośrednie wpłaty na podany numer konta. Dziękuję wszystkim bardzo.

1 komentarz:

  1. Te cudzysłowy to była i jest zmora propagandy rządowej.
    Używano ich także w mowie, np podczas pierwszego przyjazdu Jana Pawła II komentator uroczystości powiedział: "za chwilę odbędzie się tak zwana Msza Święta".
    Tak dawno, a do dziś pamiętam.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.