wtorek, 19 sierpnia 2008

Kilka uwag o wpływie komputerów na mózg człowieka

Kupiłem 'Newsweeka'. Na dodatek, zrobiłem to po raz drugi z rzędu. Pierwszy raz przed tygodniem, ze względu na wywiad z min. Waszczykowskim, a dziś, ponieważ sądziłem, że w środku znajdę rozmowę z prof. Wieczorkiewiczem, która w niedzielę zdominowała doniesienia Onetu.
Wprawdzie, jak się okazało, 'Newsweek' był odważny aż na tyle, by z Wieczorkiewiczem porozmawiać, ale tylko na tyle, by go ograniczyć do ram sieci, za to zamiast Wieczorkiewicza puścił rozmowę z Prezydentem.
Wywiad jest zapowiadany już na okładce, pięknym kolorowym zdjęciem Lecha Kaczyńskiego i dużym tytułem „Z Rosją trzeba ostro”. Przyznam, że początkowo myślałem, że redakcja 'Newsweeka' popełniła błąd. Nie ma bowiem takiej możliwości, żeby prezydent Kaczyński zasugerował, że z Rosją trzeba ostro. Natomiast ponieważ na tej samej okładce, tyle że w innym miejscu stoi informacja, że „Internet nas ogłupia”, sądziłem, że raczej to jest właściwy tytuł rozmowy z Prezydentem.
Wyszło jednak na to, że wszystko jest na swoim miejscu. Informacja, że Prezydent zasugerował, iż z Rosją trzeba ostro, okazała się tradycyjną, bezczelną newsweekową manipulacją słowami Prezydenta, że w stosunku do Rosji należy używać ostrego języka, natomiast, jeśli idzie o Internet, który ogłupia, sprawa pokazała się jeszcze ciekawsza.
Wszyscy pamiętamy, jak jeszcze przed paroma miesiącami Jarosław Kaczyński został nieomal ukrzyżowany przez to szemrane towarzystwo tak dzielnie reprezentowane również przez redakcję 'Newsweeka' za to tylko, że wyraził opinię, iż Internet jest jednak na tyle mało poważnym medium, że nie wypada go używać przy okazji wydarzenia tak doniosłego, jak akt wyborczy.
Wszyscy pamiętamy ten tygodniowy popis szyderstwa i nienawiści, tę akcję roznieconą wśród klienteli Onetu pod tytułem: 'Prześlij swoje zdjęcie', wszyscy wreszcie pamiętamy, jak po tygodniu histerii, Jarosław Kaczyński musiał przepraszać rozdygotaną z oburzenia masę za jedno zdanie z trzystronicowego wywiadu.
Dziś, możemy się tylko domyślać, co by to się działo, gdyby Jarosław Kaczyński zechciał wtedy zauważyć, że na przykład: „Internet sprawia, że jesteśmy mniej inteligentni”, albo że u miłośników Internetu „można zaobserwować trwałe zmiany w mózgu”. To byśmy dopiero mieli fajerwerki! Wyobraźni jednak mi nie starcza, żeby je tu w miarę barwnie opisać.
No ale Kaczyński to nie pracownicy grupy Axela Springera. Kaczyńscy, jak wiemy to głupie kartofle, a nie wysocy blondyni, panowie o wysokich czołach i pięknych nordyckich profilach. Jak się wygląda, to gadać można, a jak się nie wygląda, to trzeba siedzieć cicho i czekać na instrukcje.
Co za ohyda! Co za dół!
Kupiłem jednak 'Newsweeka', żeby przeczytać wywiad z prezydentem Lechem Kaczyńskim. I oto druga już z kolei wypowiedź Prezydenta, obszerna, piękna, wielka wypowiedź na aktualne tematy. Już w sobotę w Rzeczpospolitej prezydent Kaczyński pokazał wszystkim, na czym polega przywództwo i co znaczy być mężem stanu. Już wtedy pokazał się, jako człowiek inteligentny, odważny, o bardzo przemyślanej filozofii uprawiania polityki.
Dziś, w 'Newsweeku' czytam słowa człowieka, który szczęśliwie został prezydentem naszego kraju po tylu ciężkich i trudnych latach, po tych trzech, poprzednich jakże fatalnych prezydenturach. Człowieka, do którego niechęć mogą już czuć chyba tylko umysły tak zatrute, że jedyny wysiłek intelektualny, na jaki ich stać, to oglądanie zdjęcia na okładce 'Newsweeka' i zastanawianie się, „ileż to centymetrów wzrostu ma to straszydło”.
Nie mam ani chęci, ani powodu omawiać samego wywiadu. Z tego choćby względu, że lepiej ode mnie uczynił to już Łukasz Warzecha w swoim wczorajszym wpisie. Lepiej, a przede wszystkim bardziej wiarygodnie. W końcu ja jestem znanym kaczystą, a Warzechę o sprzyjanie Prezydentowi mogą podejrzewać jedynie tacy analitycy sceny politycznej jak niejaki van.bc, albo herr pazifik.
A to się nie liczy.
Na sam już więc koniec zajrzę na drugą stronę tego samego wydania 'Newsweeka', gdzie w artykule redakcyjnym, pierwszy zastępca redaktora naczelnego, Wojciech Maziarski, wyjaśnia skołowanym czytelnikom swojego magazynu, jak mają rozumieć wywiad z Prezydentem. Okazuje się bowiem, że kiedy trzech dzielnych wywiadowców Axela Springera przepytuje Lecha Kaczyńskiego na tematy istotne, a on i, niekiedy jak dzieciom, tłumaczy to, co tłumaczenia nie wymaga; kiedy robią te swoje mądre miny i kiwają w zrozumieniu głowami i odmieniają na wszystkie sposoby frazę „panie Prezydencie', to wszystko jest na niby. To jest taka gra w kartofla, z której Prezydent i tak nie może wyjść zwycięsko.
ięc red. Maziarski tłumaczy wszystkim niekumatym, że nie ma się czym ekscytować, bo Prezydent to, oczywiście, pomyłka, a jego działania w sprawie Gruzji, to błąd.
Jednak nie byłoby się tu na czym skupiać, gdyby Maziarski po prostu napisał, że Kaczyński jest oczywiście złym i głupim prezydentem. W końcu tekstów na tym poziomie jest wystarczająco dużo i tu w Salonie. Powiem więcej, tu w Salonie jest dużo tekstów profesjonalnie na poziomie dużo wyższym niż pisanie Maziarskiego.
Przecież, czy to Woodya, czy Infidel, czy marek.dumle, którym owszem, na punkcie Kaczyńskich zupełnie poprzestawiało się w głowach, to oni przynajmniej piszą lepiej, niż Maziarski.
Maziarski jednak w jednym punkcie przebił wszystkich. On mianowicie – uwaga! uwaga! - napisał dla Prezydenta nowe przemówienie, które, jego zdaniem, Lech Kaczyński miał wygłosić w Tbilisi.
Ja nie żartuję. Do swojego wstępniaka, Maziarski napisał i wkleił przemówienie, które Maziarski by wygłosił, gdyby to on był prezydentem Polski.
I to już koniec. Pozostaje tylko jedno pytanie. Czyżby red. Wojciech Maziarski za dużo czau spędzał przed komputerem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz