czwartek, 31 lipca 2008

Panie Kucharczyk, zapraszamy do Salonu!

Po raz pierwszy ujrzałem go jeszcze minionej jesieni, w stacji TVN24, podczas kampanii do jesiennych wyborów parlamentarnych. Kto chce, to pamięta, jak wyglądała informacyjna oferta telewizji państwa Walterów w tamtych miesiącach.
Dzień za dniem, TVN24 zapraszał do studia polityków z wszystkich stron politycznej sceny, najpierw kazał im się kłócić przed kamerami, następnie podawać sobie rękę, a później już tylko komentował każdy ich gest i każde słowo, albo w programie Szkło Kontaktowe, albo ustami swoich dziennikarzy, albo przy pomocy ekspertyz wygłaszanych przez zaproszonych do studia "niezależnych" socjologów, czy politologów.
Klasyczny wieczór w telewizji TVN24, wyglądał w tamtych dniach następująco. O godzinie 20 Monika Olejnik zapraszała do siebie posła Brudzińskiego, którego przez kolejne 25 minut, albo sama, albo w towarzystwie, powiedzmy, Julii Pitery, próbowała wyprowadzić z równowagi. O godzinie 21, w studio pojawiało się trzech polityków, powiedzmy Jerzy Wenderlich, Tadeusz Cymański i Antoni Mężydło, którzy przez następne 20 minut, pod czujnym okiem i uchem red. Rymanowskiego, dokuczali sobie nawzajem.
Kolejne dwadzieścia minut, upływało na spokojnej rozmowie z kimś spoza polityki, czyli na przykład, albo z Kazimierzem Kutzem, lub ze ś.p. Bronisławem Geremkiem, a pod koniec programu, w studio pojawiało się dwóch ekspertów, czyli najczęściej pani Bobińska i ktoś drugi, którzy już do końca wyjaśniali widzom zawiłości życia politycznego. Po 22 jeszcze przez godzinę zabawiało nas Szkło Kontaktowe, z całym swoim opakowaniem, i właściwie to tyle.
To właśnie wtedy, podczas końcówki programu 24 godziny, pierwszy raz zobaczyłem i usłyszałem Jacka Kucharczyka w działaniu.
Kim jest Jacek Kucharczyk? Otóż, według informacji, które z niepokojącą regularnością dostarcza nam Rzeczpospolita. Pan Jacek to "socjolog, dyrektor programowy warszawskiego Instytutu Spraw Publicznych".
Kim jest poza tym to już nie wiem, ponieważ całą swoją wiedzę na jego temat czerpię z tego, co Rzepa uznaje za stosowne publikować co kilka dni na swoich łamach. Przede mną cztery artykuły Jacka Kucharczyka (brak tytułu naukowego przed nazwiskiem nie jest z mojej strony złośliwością; po prostu Rzepa tej informacji nam oszczędza): Rząd PO nie zawiódł, Rząd się trzyma, Lepszy nudny Tusk niż obrażony Kaczyński i wreszcie dzisiejszy, Nie strzelać do PSL-u.
Na czym polega fenomen Jacka Kucharczyka? Można by sądzić, że w tak nieprawdopodobnym zalewie socjologów, politologów, specjalistów, specjalistów od wizerunku, historyków i filozofów, z których 99 procent, wszystkiego, co jest związane z PiS-em i Kaczyńskim, całym sercem nienawidzą, taki ktoś, jak dyrektor programowy warszawskiego Instytutu Spraw Publicznych, powinien w sposób naturalny zniknąć.
Jednak nie. Pan Jacek Kucharczyk jest postacią szczególną. I to z dwóch powodów. Po pierwsze reprezentuje coś, czego natura i przedmiot działania pozostają dla nas całkowitą tajemnicą. Bo cóż to jest ten Instytut Spraw Publicznych? Ja choćby w tej chwili, jestem w stanie ułożyć kilka podobnych nazw, które będą tak samo nicniemówiące, a jednocześnie tak samo robiące wrażenie na przeciętnie durnej głowie.
Proszę Was bardzo: Centrum Analiz Systemowych, Zakład Badań Społecznych, Pracownia Analiz Obywatelskich, Instytut Zjawisk Socjologicznych, Zespół Kształtowania Postaw Obywatelskich, Biuro Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Powszechny Ośrodek Społeczny... Każda z tych instytucji, jak komu się spodoba, może dodatkowo być poprzedzona słowem warszawski, względnie krakowski.
ięc to jest pierwszy powód, dla którego zainteresowała mnie postać socjologa Kucharczyka. Drugi powód, i powód najważniejszy, to ten, który już wynika z samej zawartości i charakteru jego pisarstwa.
Jest tak, że niemal każdy ze znanych mi specjalistów, których telewizja TVN24 zaprasza od lat do swojego studia, a gazety drukują na swoich stronach, choć, niemal bez wyjątku, w sposób oczywisty jest na usługach partii Donalda Tuska, stara się tę swoją przynależność jakoś tam ukryć.
Każdy z nich, kiedy tłumaczy nam, że tylko Platforma Obywatelska zasługuje na zaufanie społeczeństwa, tylko Platforma Obywatelska potrafi komunikować się ze społeczeństwem, tylko politycy Platformy Obywatelskiej potrafią zagwarantować nam w miarę sensowny rozwój, przynajmniej robi przy tym mądra minę i potrafi tak modulować głosem, czy samym językiem wypowiedzi, żeby przeciętny odbiorca doszedł do wniosku, że to co dany ekspert mówi, jest wynikiem jego własnych, zupełnie świeżych przemyśleń i refleksji, a nie obsesji i politycznych wyborów.
Z Jackiem Kucharczykiem jest inaczej. On z jednej strony przedstawia się, jako "dyrektor programowy warszawskiego Instytutu Spraw Publicznych", a jednocześnie każdym swoim słowem, każdym swoim spojrzeniem udowadnia, że w rzeczywistości jest tylko jakimś panem Jackiem, który lubi Donalda Tuska, a nienawidzi Kaczyńskiego.
O ile, czy to pani Bobińska, czy nawet Eryk Mistewicz, który niemal oficjalnie funkcjonuje, jako osoba na rządowej pensji, potrafią robić wrażenie, że jak mówią to myślą. Jacek Kucharczyk klepie swoje zdania , jakby jedyne co miał, to swoją miłość i swoją nienawiść. Oto kilka przykładów:
"Wyborcy Platformy nie oczekiwali cudu. Dlatego też dziś nie czują się rozczarowani, że po trzech miesiącach go zabrakło. Ale czekają na rozliczenie PiS, które, o dziwo, nie nastąpiło".
"Spoglądając z perspektywy mijających 100 dni urzędowania gabinetu Donalda Tuska, do jego niewątpliwych sukcesów należy zaliczyć wszystko to, co wydarzyło się w polityce zagranicznej. Na tym polu najlepiej da się zaobserwować spełnianie obietnic wyborczych odnośnie do poprawy stosunków z naszymi zagranicznymi partnerami. I to szybciej, niż można by się tego spodziewać".
"Jedynym rozczarowaniem jest wyraźny brak determinacji w rozliczaniu rządów PiS. Tylko Zbigniew Ćwiąkalski próbuje walczyć".
"Dlatego rząd powinien być rozliczany z tego, ile udało mu się usunąć bzdurnych przepisów, a nie z tego, ile ich dodał, powiększając bałagan. Z tego, co wiemy, tym właśnie zajmuje się obecnie komisja pod przewodnictwem Janusza Palikota".
"Obserwując prace poszczególnych ministrów, myślę, że opinia publiczna nie doceniła jeszcze pomysłów minister Barbary Kudryckiej odpowiedzialnej za szkolnictwo wyższe. To osoba, która ma wizję zmian".
"Rozliczenie PiS powinno być priorytetem tego rządu i po 100 dniach powinniśmy mieć już pierwsze rezultaty tych działań. Mam jednak nadzieję, iż to, że ich jeszcze nie mamy, nie oznacza, że działania te zostały całkiem zaniechane".
"Na razie jednak, mimo wszystko, rząd ma nadal bardzo silną pozycję. Bo na pewno o jej osłabieniu nie świadczą przegrane wybory uzupełniające do Senatu na Podkarpaciu - jak usiłuje wmówić nam opozycja".
"Tymczasem nie wydaje mi się, żeby media się jakoś specjalnie zawzięły na PiS czy szczególnie sprzyjały Platformie. Media kierują się własną rynkową logiką - muszą przyciągnąć widza, czytelnika i słuchacza i dlatego chcą, aby coś się w kraju działo".
"Ostatnio, przy okazji ujawnienia przez jedną z gazet instrukcji dla posłów PO, zaczęły pojawiać się opinie, jakoby był to ostateczny dowód, iż rząd Platformy Obywatelskiej jest produktem wyłącznie PR-owskim. Moim zdaniem jednak - jeśli już mamy mówić o produktach - to gabinet Donalda Tuska prędzej nazwałbym produktem ostrej konkurencji politycznej, dzięki której PO wygrała wybory".
"Niewielkie efekty przynosi sprzątanie po Kaczyńskim, a dziedzictwo rządów PiS w CBA, IPN czy telewizji publicznej trwa w najlepsze. Powoli toczy się wyjaśnianie okoliczności prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa i innych spraw, które w latach 2005 - 2007 bulwersowały opinię publiczną".
"Nawet pomijając kwestie zasad, PO strzeliłaby sobie w stopę, eliminując z polityki PSL, które stanowi i w dającej się przewidzieć przyszłości stanowić będzie tamę dla wyborczej ekspansji PiS na wsi".
Tak to właśnie, korzystając życzliwych łam Rzeczpospolitej "analizuje" polityczną sytuację w kraju niezależny socjolog. A ja sobie myślę, że gdybym ja powołał do życia ciało o nazwie, powiedzmy, Społeczny Instytut Świadomości Obywatelskiej i dalej publikował swoje salonowe teksty w tej samej formie i z tym samym ładunkiem obiektywizmu, tyle że nie pod nazwą toyah, lecz pod własnym nazwiskiem, jako dyrektora SIŚO-u, nie tylko sam Salon, ale i wszyscy czytelnicy moich tekstów, powiedzieliby mi, żebym się opanował i przestał robić z siebie durnia.
W przypadku socjologa Kucharczyka, wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Rzeczpospolita publikuje jego niby-analizy, których merytoryczna wartość pozwala im co najwyżej kandydować do sporadycznej publikacji w dziale "Listy do Redakcji", lub w telefonach do Szkła Kontaktowego, sam Kucharczyk odhacza sobie w notatniku kolejną publikację, a biedni czytelnicy drapią się po swoich umęczonych głowach próbując zgadnąć, co ten ktoś tu w ogóle robi.
Mam prośbę do administracji Salonu, czy może nawet do samego pana Igora. Pracuje Pan w Rzepie. Przy najbliższej okazji, kiedy pan Kucharczyk zadzwoni, czy przyjdzie z nowym tekstem, niech Pan, albo ktoś, mu powie, żeby swoje teksty sms-ował w odcinkach do Szkła Kontaktowego.
A jeśli zależy mu na szerszej popularności, to niech może wymyśli sobie jakiś wesoły nick, powiedzmy hizpański szewczyk i zacznie pisać w Salonie. Wprawdzie jego umiejętność formułowania myśli zatrzymuje się na poziomie akapitu, ale i tak znalazłby tu sobie odpowiednie towarzystwo, a może nawet po kilkunastu wpisach mógłby się stać dla niektórych swego rodzaju guru.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.