piątek, 18 lipca 2008

Babilon upada - czyli kilka uwag na temat histerii

Kiedy napisałem swój poprzedni tekst o ogłoszonym właśnie przez PiS bojkocie telewizji TVN, wydawało mi się, że wszystko udało mi się powiedzieć i, przynajmniej z mojej strony, to już będzie wszystko.
Pod wieczór jednak, w tefauenowskich Faktach i chwilę po Faktach, pojawiły się dwa komentarze, które zmusiły mnie do ponownego zabrania głosu na temat bojkotu.
Ponieważ - jakkolwiek gorliwie w ostatnich godzinach kierownictwo TVN-u organizowałoby akcję zohydzania swoim widzom zarówno partii Jarosława Kaczyńskiego, jak i samej akcji bojkotu - wcale, ale to wcale, to co się zdarzyło, nie spłynęło po TVN-ie, jak po - nomen omen - kaczce, wyraźne oznaki zdenerwowania, każdy uważny telewidz musiał zauważyć.
Ku memu olbrzymiemu zdziwieniu, w pewnym momencie swojej relacji, red. Grzegorz Kajdanowicz oświadczył ni mniej ni więcej, jak to, że "zobaczymy, kto pierwszy kogo będzie potrzebował".
Ten rodzaj emocji, nawet jeśli emocje te red. Kajdanowicz miał napisane wcześniej na kartce, albo wyszeptane do uszka, świadczą wyłącznie o tym, że w TVN-ie zapanowała atmosfera kompletnego szaleństwa.
Bo o co chodzi? Gdyby ktoś, z kim jestem biznesowo, czy w jakikolwiek inny sposób, związany, nagle, choćby nawet z zupełnie dla mnie głupkowatych przyczyn, postanowił zerwać ze mną kontakty, zanim bym tego mojego ex-partnera zaczął obrażać, spróbowałbym najpierw zorientować się w sytuacji, a może i załagodzić spór. Dopiero gdybym uzyskał pewność, że mój partner jest wystarczająco słaby, albo wystarczająco zdeterminowany, to, jeśli już, wtedy dopiero spróbowałbym sobie na nim trochę poużywać.
TVN, w moim odczuciu, postąpił kompletnie irracjonalnie. Zanim cokolwiek się wyjaśniło, zupełnie jak dziecko, i to na dodatek dziecko z tej głupszej piaskownicy, zaczął się z PiS-em przedrzeźniać. PiS powiedział: "Jesteście zbyt nędzni, żeby się z wami zadawać", na co TVN zaczął robić: "Nenenenenenene! Zobaczymy kto pierwszy do kogo przyjdzie!"
Ich obłęd. Ich problem.
Gorzej było później. Kiedy sądziłem, że teraz, po oświadczeniu rzecznika stacji, że oni czekają z otwartymi rękami, mikrofonami i kamerami, Kamil Durczok spróbuje chytrze łagodzić i pokazać, że TVN24 to jednak klub ludzi cywilizowanych, stacja nawaliła jeszcze bardziej.
Durczok zaprosił do studia Stefana Bratkowskiego, który, jako medialny ekspert miał nam wyjaśnić sytuację z niezależnego, bardziej obiektywnego punktu widzenia. Jest oczywiście szansa, że dziennikarze TVN-u są tak głupi i tak oderwani od najbardziej oczywistej rzeczywistości, że już kompletnie nie mają pojęcia, kto, co, gdzie, po co i jak. I, powiem szczerze, że to jest jedyny praktyczny ratunek dla dalszej intelektualnej reputacji Walterów. Bo jeśli się okaże, że Durczok do wykonania zadania wybrał Bratkowskiego z pełną świadomością, to będziemy musieli uznać, że oni już zupełnie zwariowali.
Bo cóż się mianowicie stało? Najpierw Bratkowski oświadczył, że on jest osobiście bardzo rozbawiony całą sytuacją. Później opowiedział, jak to taksówkarz (ciekawe, swoją drogą, że pewien gatunek osób publicznych ze szczególną pasją lubi powoływać się na swoje rozmowy z taksówkarzami, albo na sms-y napływające od rana do wieczora od obcych, prostych obywateli) zażartował mu, że ten bojkot, to dla PiS-u lepiej, bo skoro ich nie będzie w telewizji, to i mniej się będą kompromitować. A w końcu, uderzył już z bardzo ciężkiego kalibru i stwierdził, że pretensje ze strony PiS-u są zupełnie niezrozumiałe, bo każdy, kto ogląda uważnie TVN, widzi, że PiS jest traktowany wyjątkowo uprzejmie, wręcz obsesyjnie grzecznie, a dowodem na to jest to, że mimo, że PiS to ewidentni złodzieje i oszuści, to TVN milczy o tym, jak grób.
Kiedy zastanawiałem się, jak bardzo można skretynieć, Bratkowski sobie poszedł, a przyszedł poseł Platformy, Jerzy Fedorowicz i powiedział, że kiedy już Platforma skutecznie odbierze publiczną telewizję PiS-owi, to utworzy się specjalną radę, która będzie składała się wyłącznie z wybitnych osobistości spoza polityki, ludzi mądrych, niezaangażowanych i obiektywnych, takich, jak na przykład Stefan Bratkowski.
Ręce opadają. Jednak z tymi opuszczonymi rękami możemy dojść do kilku bardzo pocieszających wniosków. Przede wszystkim, dobra wiadomość to ta, że wszystko wskazuje na to, że TVN autentycznie czuje, że nie jest dobrze. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku, żeby zobaczyć, że zachowanie dziennikarzy i, najpewniej, właścicieli stacji jest całkowicie histeryczne.
Jedna z dwóch wielkich partii politycznych, z poparciem raz większym, raz mniejszym, niemniej stale na wystarczającym poziomie, żeby objąć bardzo dużą część społeczeństwa, wypowiada TVN-owi współpracę. Cokolwiek słyszymy w ostatnim czasie z ust choćby rzecznika stacji, nie zmieni faktu, że TVN ma duży kłopot. Że Kaczyńscy to dwóch przegranych nieudaczników, myśleć może sobie przeciętny pożeracz Szkła Kontaktowego i może jeszcze tylko Krzysztof Daukszewicz. Ludzie odpowiedzialni za tefauenowe finanse powinni wiedzieć jednak doskonale, że utrata PiS-u, to dla TVN-u wcale nie mniejsza strata, niż dla PiS-u utrata choćby tej cząstki promocji, jaką im zapewniał TVN.
A to, powtarzam, nie jest byle co. Stacje telewizyjne to publiczność, reklamy, wpływy, pozycja. Zupełnie tak samo, jak to jest w przypadku zwykłych biznesów.
Kiedy patrzę na to, co się dzieje, widzę dwie możliwości: albo kierownictwo TVN-u zgłupiało już jakiś czas temu, albo zgłupiało dopiero co.
Oba rozwiązania bardzo mi odpowiadają.

PS - W dzisiejszej Rzepie (oczywiście!), Piotr Gabryel dołącza do potężnego chóru przeciwników bojkotu, dowodząc - a jakże - że PiS na bojkocie jedynie straci. Wszystko byłoby w porządku - bo w końcu może i straci - gdyby nie fakt, że jednocześnie pan redaktor wyśmiewa PiS również za odmowę współpracy z Superstacją.
Ponieważ moim zdaniem, występowanie z Superstacji - telewizji wyjątkowej nawet na tle TVN-u - jest czynnością niehonorową, a niewystępowanie w tej stacji gestem świadczącym o zachowaniu w stanie nienaruszonym prawidłowego odruchu wymiotnego, muszę z przykrością stwierdzić, że szaleństwo, które ogarnęło część środowisk dziennikarskich, zatacza coraz szersze kręgi.
Społeczeństwu, w tej sytuacji, nie pozostaje nic innego, jak pokazać tej nadętej kaście świętych krów, gdzie ich miejsce. Bardzo liczę na to, że się uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz