poniedziałek, 2 czerwca 2008

Polityczne kibolstwo, czyli z piłką po równi pochyłej

Według informacji, którą przeczytałem na pasku w trzecim programie TVP, wielmożny Pan Premier Tusk oświadczył:
“Zwracam się jako ojciec do wszystkich ojców: prawdziwi Polacy uczą swoich synów i córki grać w piłkę. Lepiej grać z dzieciakami w piłkę, niż się bić. Lepiej wychowywać przez sport i miłość, niż przez przemoc”.
Może się oczywiście okazać, że Donald Tusk tak nie powiedział, że powiedział inaczej, a dziennikarze, szczególnie tak zwani dziennikarze postreżimowi, zmanipulowali. I to oczywiście by Premiera ratowało. Jak znam jednak życie i samego Donka z towarzystwem, to podejrzewam się, że cytat był dosłowny.
O co chodzi? Otóż, ja osobiście lubię Prawo i Sprawiedliwość. Kaczyńskich uwielbiam od samego początku niezmiennie i jeśli kiedyś mnie zawiodą, to się bardzo poważnie zdziwię.
Jeśli ktoś mnie spyta, jak mógłby mnie zawieść Jarosław Kaczyński, odpowiem bez wahania, że na przykład mówiąc coś takiego, jak powyżej.
Gdyby z jakiegoś absolutnie dla mnie dziś niezrozumiałego i egzotycznego powodu, Jarosław Kaczyński wypowiedział słowa, które zacytowałem parę linijek wyżej, chyba zwariowałbym ze wstydu.
Powyższy cytat budzi bowiem we mnie tak nieprawdopodobnie jednoznaczne, a jednak przy tym wielobarwne reakcje, że przy całym moim narracyjnym talencie, czuję kompletną, niczym nieograniczoną bezradność.
Mógłbym oczywiście napisać, że premier Tusk okazał się po raz osiemdziesiąty drugi idiotą. I to idiotą nie takim zwyczajnym, powszechnym, codziennym. Okazał się idiotą szczególnym i absolutnie wyjątkowym.
No ale to nieładnie, a poza tym zbyt prosto.
Jednak potrzeba skomentowania tej tuskowej wypowiedzi jawi mi się i jako potrzeba, ale też jako mój historyczny obowiązek. No bo mam swoje lata, przeżyłem w pełnej świadomości i schyłkowego Gomułkę i Gierka i Jaruzelskiego i wszystkich tych komunistycznych, a później już i niekomunistycznych, pajaców, ze wszystkimi ich słowami i –niestety również – czynami, ale czegoś tak debilnego, jak te trzy zdania premiera Tuska, to sobie nie przypominam.
Przychodzi mianowicie facet, obecnie aż na stanowisku premiera państwa, i zaczyna: “Zwracam się, jako ojciec do wszystkich ojców...”
Myślę, że gdyby tak zaczął swoje wystąpienie jakiś, cholera, Kim Ir Sen, albo Idi Amin, to i tak byłoby dość śmiesznie. Ale to mówi premier rządu III RP.
A dalej jest jeszcze gorzej i straszniej. No bo to już nie jest nawet Kim Ir Sen. To co słyszymy, to bełkot jakiegoś zaćpanego gimnazjalisty.
I wcale nie chodzi o ten fragment z “prawdziwymi Polakami”. Choć i tak wygląda na to, że tuskowi piarowcy mocno zaspali.
Chodzi o coś dalece bardziej zabawnego, a ja mogę tu chętnie podać kilka przykładów zdań równie intelektualnie inspirujących, które rozjaśnią nam horyzont:
Lepiej wypisywać z dzieciakami faktury, niż się bić. Lepiej wychowywać przez księgowość i miłość, niż przez przemoc.
Albo:
Lepiej puszczać dzieciakom piosenki Jimiego Hendriksa, niż się bić. Lepiej wychowywać przez prawdziwego bluesa i miłość, niż przez przemoc.
Albo:
Lepiej oglądać z dzieciakami najnowsze osiągnięcia światowego kina, niż się bić. Lepiej wychowywać przez film i miłość, niż przez przemoc.
Jak ktoś chce więcej, to proszę bardzo:
Lepiej chodzić z dzieciakami na dziwki, niż się bić. Lepiej wychowywać przez seks i miłość, niż przez przemoc.
Jeszcze mało? Proszę uprzejmie:
Lepiej chodzić z dzieciakami na piwko do knajpy, niż się bić. Lepiej wychowywać przez Żuberka i miłość, niż przez przemoc.
Jeszcze? Nie mam nic przeciwko temu:
Lepiej łowić ryby na wędkę, niż się bić. Lepiej wychowywać przez wędkarstwo i miłość, niż przez przemoc”.
Mogę tak ciągnąc do końca tej strony, ale i tak to nic nie zmieni, a już na pewno nie zmieni faktu, że, jak widać bez najmniejszego pudła, Donald Tusk jest gorszy od samego siebie.
Kiedy w ostatnich dniach oglądam premiera Tuska, to, owszem, widzę człowieka na skraju nerwowego załamania. I go rozumiem. Pojechał z żoną do Peru, było tak pięknie, było tak ładnie i tak pięknie. A on był premierem i wszyscy to wiedzieli i było przy tym tak pięknie. I nikt nic od niego nie chciał i wszyscy byli tacy mili. I pogoda tak ładnie dopisała. I było, jak w bajce. A on był po prostu premierem.
Wrócił do kraju i się nagle okazuje, że jest niemiło, a na dodatek jeszcze nie będzie można pojechać na piłeczkę do Austrii.
Więc, jak mówię, jestem w stanie wiele zrozumieć. Ale mimo to, gdy na tym nieszczęsnym pasku TVP3 czytam ten idiotyzm o byciu ojcem i o miłości i o graniu w piłkę i o walce z przemocą, to jedyne, co mi pozostaje, to uznać, że stało się – nasz pan Premier najzwyczajniej na świecie stracił przytomność.
A zatem, co dalej? Nie wiem.
Myślę sobie, że owszem, pozostaje jeszcze minister Schetyna, który, jak mówią, kuty jest na cztery nogi i coś może wymyśli. Jest oczywiście ta mafia, która zaciągnęła naszego pana Premiera tam gdzie obecnie sterczy. Są też oczywiście media.
No ale jednocześnie jest też tak, że Schetyna za Tuska umierać nie będzie, bo podobno do umierania to on mało chętny.
Masoni też w sumie jakoś tam kalkulować muszą.
A dziennikarze? Przecież to już zdecydowanie jest banda bezideowych, a co najgorsze bezmyślnych, stworzeń, którzy przede wszystkim potrafią działać dopiero wtedy, jak ktoś już wsadzi ten kluczyk i parę razy przekręci.
Więc, co będzie, trudno zgadnąć.
Pozostaje jednak to jedno, podstawowe, pytanie. Cóż to się stało, że pan Premier Donald Tusk upadł tak fatalnie nisko i osiągnął tak nieprawdopodobny stan zgłupienia? Czy to ta zbyt ciężka praca, krótki sen, czy może za mało wolnego czasu, czy może jakieś kłopoty rodzinne?
A może faktycznie jest to ten słynny efekt motyla? Peru, czapeczka, mistrzostwa... no i dziękujemy państwu za uwagę.
Jestem, owszem, badaczem, więc próbuję grzebać.
Jednak bez przesady.
W końcu, jakby nie patrzeć, to jednak nie mój problem.
No i sprawa podstawowa. Ja jestem Polak. Typowy, tępy, wieśniacki, antysemicki, antyniemiecki, antypostępowy, antyeuropejski Polak.
Ja mam swoje cele i swoje emocje.
Dla mnie więc, tak jak jest, może zostać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz