poniedziałek, 23 czerwca 2008

O szpiclach, katach, tchórzach - czyli honor urzędnika

Minister Ewa Kopacz oświadczyła właśnie, że ona osobiście, jeśli idzie o sprawę 14-latki z Lublina i jej zamordowanego przed urodzeniem dziecka, czuje się świetnie, bo postąpiła zgodnie z przepisami, jak porządny urzędnik.
Ponieważ tę wiadomość z lubością podają dzisiejsze media, domyślam się, że ten akt samozadowolenia pani minister jest związany z zarzutami skierowanymi przeciwko tej wybitnej kobiecie przez środowiska katolickie, a wynikających z tego, że jeśli ktoś się czuje związany z nauką Kościoła, nie powinien raczej brać udziału w morderstwie, a już szczególnie w morderstwie bezbronnego dziecka.
Pani minister Kopacz uznała, że skoro ona jest urzędnikiem państwowym, ministrem w rządzie, osobą odpowiedzialną za egzekucję przepisów konstytucyjnych, to jeśli te przepisy każą mordować, to ona powinna wykazać się tu odpowiednią dyscypliną. Toteż się wykazała.
Dla pani minister Ewy Kopacz, osoby pobożnej i - jak mówią - głęboko religijnej, sprawa jest prosta. Więc dla niej, jej decyzja urzędnika i ministra, jest decyzją prostą i głęboko słuszną. Trudno: jej serce, jej sumienie.
Z mojego jednak punktu widzenia, to, co się stało, z bardzo dużym udziałem pani minister, jest wyjątkowo brudne i nieprzyzwoite. Tak jak brudne i nieprzyzwoite jest zasłanianie się przez panią Kopacz swoim statusem urzędniczym.
Przypominam. Zachęceni przez cywilizacyjną, kulturową, a przy okazji – co ważne – państwową, promocję seksu i seksualnych zachowań, Agata i jej chłopak skorzystali z atmosfery i Agata zaszła w ciążę. Matka Agaty zażyczyła sobie aborcji, dziewczynka – według różnych relacji – albo się zgodziła chętnie, albo nie zgodziła, albo nie wiedziała, co zrobić. W efekcie, do akcji wkroczyły środowiska pro-aborcyjne i wspólnie z jej mamą, ostatecznie Agatę namówiły do zabójstwa dziecka.
I wtedy przyszła pani minister Ewa Kopacz i, jako odpowiedzialny i solidny urzędnik, pokazała dziewczynce drogę do osoby, która chętnie podejmie się wykonania mokrej roboty.
Gdyby dziś, minister Kopacz powiedziała, że nie ma mowy o jakimkolwiek dziecku, bo to jest tylko płód, albo, że może to i dziecko, ale przy osobistej życiowej wygodzie Agaty i jej mamy (ojciec dziecka , zdaje się, już od samego początku został ze sprawy wyłączony), jako osoba ludzka, mniej wartościowe, to dałbym jej spokój. Tak jak zupełnie nie mam nic do powiedzenia tym najróżniejszym paniom i panom strzelającym dziś korkami od szampana, że zacytuję red. Mazurka.
Oni mnie nie obchodzą. Natomiast pani minister Ewie Kopacz mam do powiedzenia tyle, że w moim odczuciu, swoim gestem urzędnika państwowego dołączyła do tych, o których pisał Herbert: “Oni wygrają”.
I jeszcze jedno. Ja, na jej miejscu, z tego zwycięstwa tak bardzo bym się nie cieszył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz